niedziela, 03 październik 2010 21:14

Życie za śmierć

Napisane przez

Śmierć to upiorny sposób na życie. Chyba że bierzesz udział w świętej wojnie. Wówczas stajesz się narzędziem w ręku Allacha, samobójstwo otwiera ci bramy niebios, a ty wkraczasz do raju i witasz z hurysami, nie czekając na zmartwychwstanie i sąd ostateczny. Wcześniej musisz tylko cisnąć w otchłań niewiernych. Więc zabij tylu, ilu zdołasz. Najlepiej zabić ich wszystkich. Dżihad!

 

Na początku parę słów koniecznego wyjaśnienia. Otóż dżihad, czyli "świętą wojnę", charakteryzują dwa oblicza. Dżihad "wielki" to "wysiłek na drodze Allacha", zmagania z pokusami i własną słabością, "mniejszy" dżihad oznacza walkę z niewiernymi. I właśnie w tym kontekście określenie to po 11 września 2001 roku weszło do panteonu najczarniejszych koszmarów XXI wieku.
Kariera to uzasadniona. Co więcej, współmierna do zagrożeń, jakie "mały dżihad" może nam sprokurować. Nie sposób obojętnie przyglądać się fotografiom, na których długie szeregi zamaskowanych osobników obwieszonych ładunkami wybuchowymi zaciskają dłonie na detonatorach, wykrzykując: "Allach akbar" ? Bóg jest wielki. Ciarki przechodzą. Czy to są tylko fotografie?

Święty obowiązek
Termin "islam" tłumaczyć można jako uległość, pokorę, posłuszeństwo człowieka wobec Boga, bezwarunkową akceptację i całkowite poddanie się Bożej woli. Sami muzułmanie ręczą, że ich wiara stanowi kontynuację religii monoteistycznych, judaizmu i chrześcijaństwa, z tym zastrzeżeniem, iż podług nich są to religie zniekształcone: Boga objawionego Abrahamowi żydzi zbytnio zantropomorfizowali, chrześcijanie zaś "zbłądzili", przystając na koncepcję Trójcy Świętej. Islam jest "prawdziwy".
Polityczna interpretacja doktryny islamu oparta jest na założeniu, że muzułmanie odniosą zwycięstwo, a wiara głoszona przez proroka Mahometa posiądzie Ziemię. I chociaż nie jest to religia jednorodna, a jedynie sunnici interpretują "mały dżihad" jako wojnę ofensywną przeciwko wszystkim "niewiernym" (szyici ograniczają go do walki obronnej), nie wolno zapominać, że to właśnie sunnici stanowią ponad dziewięćdziesiąt procent społeczności muzułmańskiej, w zakres znaczeniowy dżihadu bez wątpienia zaś wchodzi walka zbrojna z tymi, którzy w objawienie Mahometa nie wierzą lub uwierzyć nie zechcą. Tak więc zdecydowana część świata muzułmańskiego popiera ideę "małej świętej wojny", a wzywający do "małego dżihadu" radykałowie spotykają się ze zrozumieniem, akceptacją ? i odzewem. Dżihad, rozumiany jako zmagania militarne na rzecz islamu, stał się faktycznie obowiązkiem muzułmanina równoważnym pięciu podstawowym imperatywom tej religii (wyznanie wiary, modlitwa, post, jałmużna oraz pielgrzymka do Mekki).

Mieczem po szyi
Przesłania, pozwalające ekstremistom muzułmańskim uzasadniać przemoc, zawarte są w samej naturze islamu. Islam wzrastał kosztem chrześcijaństwa, rozwijając w atmosferze wojny ? argumenty na rzecz walki zbrojnej w krzewieniu islamu znajdziemy u samego Mahometa. "Zwalczaj niewiernych i obłudników i bądź względem nich surowy!"; "Bijcie ich więc po karkach! Bijcie ich po wszystkich palcach"; "Kiedy więc spotkacie tych, którzy nie wierzą, to uderzcie ich mieczem po szyi; a kiedy ich rozbijecie, to mocno zaciśnijcie na nich pęta" ? koraniczne wezwania do gwałtu, pojawiły się u zarania tej religii. "To właśnie one stały się zarzewiem konfliktu islamu z chrześcijaństwem i sprowokowały średniowieczną Europę do stworzenia własnej idei wojny sprawiedliwej, jako reakcji na ekspansywną politykę militarną islamu" ? podkreśla ksiądz Krzysztof Kościelniak w książce zatytułowanej "Dżihad ? święta wojna w islamie". Autor zauważa też, że krucjaty podjęto kilkaset lat po tym, gdy w trzech z pięciu głównych ośrodków chrześcijaństwa, to znaczy w patriarchatach Jerozolimy, Antiochii i Aleksandrii, władzę przejęli muzułmanie. "Wyprawy krzyżowe" prowadzono zatem bynajmniej nie dla ekspansji chrześcijaństwa, lecz przeciwko najeźdźcom, w reakcji na zaborczość islamu.
Islam to formacja z ambicjami uniwersalistycznymi, podobnie jak chrześcijaństwo, jednak muzułmanie pragną urządzić świat odmiennymi metodami i według zupełnie innego porządku. Podstawowe wartości cywilizacji euroatlantyckiej (takie jak wolność ekonomiczna i wyznaniowa czy równouprawnienie kobiet i mężczyzn) oraz zachodzące w jej obrębie procesy (sekularyzacja, czyli kwestionowanie zwyczajowych form religijności, desakralizacja życia codziennego oraz postępująca laicyzacja społeczeństw), obce są idei islamu. Wielu komentatorów przyznaje bez ogródek, że sama demokracja to dla muzułmanów twór obcy i niezrozumiały ("demokrację od islamu dzieli przepaść" ? twierdzą), przy czym za koronny dowód uznają niezgodność doktryny islamu ze światem myśli demokratycznej. W innej książce poświęconej islamowi ("Dwa rodzaje dżihadu" autorstwa Malise Ruthven) czytamy: "Zgodnie z logiką dżihadu świat jest podzielony na dwa wrogie obozy: terytorium islamu (dar al-islam) i terytorium wojny, świat niemuzułmański (dar al-harb). (...)(Dar al-islam to obszar, w którym zwycięża prawo".
Jak ma się owe "prawo" do idei wolności i praw człowieka, najlepiej pokazują przykłady zaczerpnięte z ustawodawstwa i codziennej praktyki krajów islamskich. Poniżej garść przykładów.

Islam w świecie
Mauretania: konstytucja gwarantuje wolność wyznania, lecz z tego przywileju wyłącza chrześcijan. Wiara w Chrystusa zagrożona jest karą śmierci. Obywatelstwo Mauretanii mogą otrzymać jedynie muzułmanie sunniccy. Sudan: rząd wypowiedział "świętą wojnę" chrześcijańskiemu południu kraju, a jeden z islamskich przywódców ogłosił, że nikt, kto przeciwstawia się islamowi, "nie ma przyszłości". Wojsko, oddziały paramilitarne i muzułmańskie bojówki mordują mężczyzn, kobiety i dzieci. Żywność z pomocy humanitarnej docierającej do tego kraju rozdawana jest tym, którzy nawrócą się na islam.
Maroko: rząd stara się doprowadzić do sytuacji, w której islam stałby się oficjalną religią państwową. W świecie głośnym echem odbiła się sprawa Mauretańczyka Rachida Cohena, który w 1995 roku przyjął chrześcijaństwo. Aresztowano go i torturowano, a śmierci uniknął prawdopodobnie wyłącznie dzięki nagłośnieniu sprawy i interwencji brytyjskich parlamentarzystów.
Egipt: ustawa z 1856 roku (nadal obowiązująca) nakłada na chrześcijan bezwzględny obowiązek uzyskania zgody prezydenta państwa na wzniesienie, remont czy choćby pomalowanie zewnętrznej ściany budynku kościelnego. W Górnym Egipcie zanotowano przypadki morderstw dokonywanych na egipskich chrześcijanach przez muzułmańskich ekstremistów ? w co najmniej jednym przypadku w zbrodni wzięli udział funkcjonariusze policji państwowej.
Arabia Saudyjska: chrześcijanie nie mogą się w tym kraju gromadzić i modlić, nawet w prywatnych mieszkaniach. Są wówczas aresztowani i więzieni. Kultywowanie wiary chrześcijańskiej zagrożone jest karą śmierci.
Pakistan: konstytucja gwarantuje wolność wyznania, lecz rząd islamizuje życie publiczne systemem ustaw. Przykładowo, ustawa o bluźnierstwie skazuje na karę śmierci lub dożywotniego więzienia każdego, "kto obraża proroka Mahometa". Interpretacja zapisów tej ustawy sprawiła, że wielu chrześcijan trafiło dotychczas za kratki, wykonano również kilkanaście wyroków śmierci.
Indonezja: teoretycznie każdy Indonezyjczyk może wybrać islam, chrześcijaństwo, buddyzm lub hinduizm (oficjalnie rząd tego kraju promuje monoteizm), lecz preferencyjnie traktuje się muzułmanów. Częste są przypadki zamieszek wywoływanych przez islamskich radykałów, podczas których niszczone są budynki sakralne należące do chrześcijan. W kontekście wydarzeń rozgrywających się na Molukach, mówi się wprost o czystkach etnicznych i ludobójstwie (Tamtejsi "wojownicy dżihadu" głoszą otwarcie, że ich celem jest fizyczna eliminacja chrześcijan z Indonezji).
Warto dodać, że w większości z państw muzułmańskich ewangelizacja jest przestępstwem. Zakazana jest lektura Biblii, chrześcijańskich czasopism i książek. W innych krajach pracy misyjnej przeciwstawiają się duchowni muzułmańscy. Warto też zauważyć, że dla niektórych zdeklarowanych islamistów nawet organizacje w rodzaju Międzynarodowego Czerwonego Krzyża bądź "Lekarzy bez granic" noszą insygnia śmiertelnego wroga.

Największe ze wszystkich zagrożeń
Tymczasem unurzana w liberalizmie i tolerancji Europa wymachuje sztandarem politycznej poprawności, zdając się nie zauważać twardogłowych ajatollachów propagujących tezy podkopujące fundamenty i kruszące filary demokracji, a zaczadzeni unijną ideą europejscy przywódcy gwiżdżą na niewygodne fakty, dowodzące, że forpoczty "świętej wojny" dotarły na obszar cywilizacji zachodnioeuropejskiej. Co gorsze, europejskie elity polityczne kokietują fundamentalistycznych przywódców islamskich, choć ci nie tają, że osiedlanie się muzułmanów w krajach Europy Zachodniej to szansa zdobycia nowych terytoriów dla islamu. Podkreślam: idzie o umasowienie islamskiego modelu cywilizacji i życia na możliwie największym obszarze, w żadnym razie o integrację czy choćby bezkonfliktowe współżycie.
Proces ów postępuje przy niemal całkowitej nieświadomości zachodnich społeczeństw. "Fundamentalistyczna propaganda upowszechniana jest bez przeszkód od co najmniej trzydziestu lat w centrach islamistycznych w Europie i Ameryce. Nie kryje się w niej ani źródeł ani też metod działania na rzecz zwycięstwa nad niewiernymi" ? zauważa Bat Ye'or w pracy "Islam a upadek wschodniego chrześcijaństwa". To jedna z nielicznych, trafnych diagnoz, poprawnie naświetlających sytuację. Podobnie brzmią przestrogi Waldemara Łysiaka, sformułowane przez niego już w 1994 roku: "Ktoś, kto nie rozumie, że siła islamu, siła fanatycznego "dżihadu" to największe ze wszystkich zagrożeń, jakim cywilizacja chrześcijańska będzie musiała stawić czoło w wieku XXI ? ten nic nie rozumie".
Tożsame w tonie opinie są ignorowane, a głoszących je traktuje się niczym zidiociałych fanatyków, zarzucając im ksenofobię i rasizm. Taki los spotkał, między innymi, dziennikarkę Orianę Fallaci, autorkę opublikowanego przed dwoma laty na łamach włoskiego dziennika "Corriere della Sera" artykułu "Wściekłość i duma", a nieco później książki pod tym samym tytułem. Fallaci podała szereg bulwersujących przykładów braku szacunku dla wartości judeochrześcijańskich ze strony napływających do Europy muzułmańskich imigrantów, po czym swój krzyk w obronie tych ideałów zamknęła w konstatacji: "Pertraktować z nimi jest rzeczą niemożliwą. Dyskutować ? nie do pomyślenia. Traktować ich z wyrozumiałością, tolerancją lub nadzieją jest samobójstwem. A kto myśli inaczej, jest naiwny".
(?)
Rafał Dawidowski
Wyświetlony 8418 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.