piątek, 12 listopad 2010 11:53

Ustrojem we właściciela

Napisane przez

Skończyły się czasy wolnego handlu nieruchomościami rolnymi. Ustawa o kształtowaniu ustroju rolnego (UKUR) regulująca obrót ziemią rolną, ogranicza prawa własności, prawa dziedziczenia i wolność prowadzenia działalności gospodarczej.

 

Do 15 lipca br. każdy, kto chciał, mógł zostać właścicielem wiejskiej ziemi. Wystarczyło znaleźć drugą stronę transakcji i przebić się przez gąszcz biurokracji. Nie było to rzeczą prostą, bowiem, aby wiedzieć, co się kupuje, konieczne było uzyskanie aktualnej mapy ewidencyjnej ze starostwa powiatowego, następnie wypisów z rejestru gruntów, który może zatwierdzić tylko lokalny geodeta. Wypis należało potwierdzić w gminie, w której leży nieruchomość, ewentualnie sprawdzić plan zagospodarowania przestrzennego. Potem, po dokonaniu wglądu w księgi wieczyste w odpowiednim sądzie pozostało już tylko udać się do notariusza.

Rola dla rolnika

Nowe prawo zezwala na zakup ziemi rolnej po spełnieniu szeregu rygorystycznych wymagań. Ziemia rolna będzie dostępna tylko dla rolnika. O tytule rolnika świadczy dyplom szkoły rolniczej lub, co kompletnie niezrozumiałe, posiadanie dowolnego wykształcenia średniego lub wyższego. Status rolnika może być także poświadczony przez wójta, jeśli osobiście uprawia się co najmniej hektar roli przez minimum 5 lat. Ponadto delikwent musi być zameldowany w gminie, w której kupuje pole. Musi także oświadczyć, że jego gospodarstwo nie będzie miało więcej niż 300 ha, zapewne, aby nie stać się obszarnikiem.
Ustawa dyskryminuje także dotychczasowych dzierżawców ziemi rolnej, mających prawo pierwokupu uprawianej ziemi. Od tej pory prawo pierwokupu z mocy ustawy przysługuje państwu, a ściślej Agencji Nieruchomości Rolnych (ANR). Przepis praktycznie zamyka drogę przedsiębiorcom, którzy zamierzają zadebiutować w rolnictwie. Jeśli ktoś mieszka w mieście, osiągając dodatkowe przychody z działalności rolniczej, nie będzie już mógł legalnie powiększyć swojego areału.
Agencja zachowuje też prawo wykupu podczas transakcji innych od kupna-sprzedaży. Przykładowo, jeśli kontrahent zaproponuje gospodarzowi zamianę samochodu na kilka hektarów ziemi, to ANR ma prawo wykupić nieruchomość na postawie oświadczenia o nabyciu za zapłatą ustalonej urzędowo równowartości pieniężnej. Regulacji podlegają także najmniejsze powierzchnie (500 m2, 1000 m2) i każda klasa ziemi, a więc nawet taka, na której nie wyrośnie nawet chwast, a grunt można przeznaczyć np. pod budowę.
Ograniczenia dotyczą także przedsiębiorców. Jeśli spółka inwestuje i kupiła wcześniej ponad 300 ha gruntów, nie może rozwijać się, ponieważ prawo pierwokupu ziemi przysługuje ANR. Dlaczego? Bowiem agencji przysługuje pierwszeństwo w nabyciu każdego gruntu, które nie powiększa gospodarstwa rodzinnego.

Wykryto spekulanta

Jakie cele przyświecały uchwaleniu nowego prawa? Gdy czytamy niektóre uzasadnienia, włos jeży się na głowie. Artur Klimek w "Gazecie Wyborczej" wyjaśnia, że UKUR ma "powstrzymać spekulacje ziemią rolną po wejściu Polski do UE". To bzdura. Problem wykupu ziemi przez cudzoziemców jest przejaskrawiony, o czym dziennikarz gazety entuzjastycznie nastawionej wobec eurosocjalizmu wiedzieć powinien. Ceny nieruchomości na wschodnich rubieżach b. NRD są niewiele wyższe od tych na ziemiach odzyskanych. Rynkowa wartość ziem w innych krajach kandydujących jest znacznie niższa od gruntów w Polsce. W krajach bałtyckich kilka hektarów dziewiczej ziemi z linią brzegową jeziora można nabyć już za równowartość 3 tys. USD. Według oficjalnych statystyk cudzoziemcy wykazują wciąż niewielkie zainteresowanie inwestycjami w polskie grunty, tak więc argument ochronny jest nieprawdziwy.
Dlaczego dodatkowo reguluje się obrót ziemią, skoro i tak wprowadzono długoterminowe okresy zakazujące nabywanie polskiej ziemi przez cudzoziemców? Ustawa chroni ziemię rolną przed Polakami. Chodzi zapewne o walkę ze spekulantami. W tym rozumieniu spekulant jest przedsiębiorcą, który inwestuje w ziemię, aby osiągnąć zysk. A więc zysk jest spekulacją, z którą walczy państwo. Państwo ogranicza handel ziemią, aby inwestor nie mógł kupić taniej, a sprzedać drożej. Hamuje tym samym rozwój rynku obrotu gruntami rolnymi. Pośrednio blokuje też rozwój całej branży rolnej, umacnia bowiem małorolną strukturę wsi i nie dopuszcza do udziału w rynku nowych graczy. A być może państwowe instytucje, chcą przeczekać okresy ochronne i same zająć się handlem Polską ziemią już w UE?
Urzędnicy wydają się nie zauważać także, że to państwo produkuje patologie, które mniema zwalczać. Biurokrata za pomocą planu zagospodarowania przestrzennego decyduje o przeznaczeniu gruntu (rolny, budowlany, inwestycyjny). Urzędnicza decyzja kształtuje więc ceny na rynku, a najpopularniejszym sposobem zarabiania pieniędzy przez biznesmenów, którzy z rolnictwem nie chcieli mieć nic wspólnego, było kupowanie pola, a potem korumpowanie samorządowców tak, aby móc ziemię rolną przekształcić w budowlaną. Plac zyskiwał na wartości kilkunastokrotnie. Przedsiębiorca dzielił go na parcele i sprzedawał z dużym zyskiem, jednak nie wskutek działania mechanizmów rynkowych, lecz na podstawie decyzji administracyjnej.

(...)
Tomasz Teluk
Wyświetlony 8103 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.