wtorek, 07 grudzień 2010 01:02

Fanfary, sztandary i kac

Napisał

Majowymi świętami nazywane są w Rosji dni 1 i 9 maja, czyli Święto Wiosny i Pracy (od kilku lat właśnie takiego terminu używają media na określenie dawnego Dnia Proletariatu) oraz Dzień Zwycięstwa. W zeszłym roku pomiędzy nimi wypadła prawosławna Wielkanoc.

Ale w Poniedziałek Wielkanocny Rosjanie poszli do pracy, natomiast przesunięta o dzień data zakończenia działań wojennych w Europie rozpoczęła drugi pod rząd długi weekend. To święto ma w Rosji niezwykle uroczysty i podniosły charakter. Na Placu Czerwonym odbywa się parada wojskowa transmitowana na cały kraj. Ogólnokrajowe programy telewizyjne od rana do wieczora wypełnione są tematyką wojenną i nadają specjalne "minuty milczenia, poświęcone tym, którzy padli w walce przeciw faszyzmowi". Nawet w małych wioskach urządzane są manifestacje pod pomnikami z nazwiskami poległych żołnierzy. W większych miastach zaciąga się warty honorowe przy wiecznych ogniach. Lśnią w majowym słońcu kolekcje orderów dekorujące piersi kombatantów; co bardziej słabowici z nich noszą baretki, bo medali w Związku Sowieckim nie żałowano i mają one swoją wagę. W teatrach, domach kultury i świetlicach tenorzy wykonują chwytające za serce pieśni patriotyczne. Atmosfera jest bardzo patetyczna i przenika nawet do prywatnych mieszkań, gdzie przy świątecznych stołach wznosi się toasty za wiekopomny triumf.

Ocenzurowana wojna
Druga wojna światowa w Rosji nosi miano Wielkiej Wojny Narodowej i traktowana jest jako zwycięskie zmagania Związku Sowieckiego z hitlerowskimi Niemcami. Udział innych państw marginalizuje się ? Rosjanom nie mieści się w głowach, że front wschodni był tylko jednym z teatrów wojny. Niewiele wiedzą oni o bojach w Afryce Północnej, we Włoszech czy na oceanach. Za to znany jest udział Polaków w koalicji antyniemieckiej, ale jedynie o tyle, o ile ukazano go w serialu "Czterej pancerni i pies", który cieszył się w czasach radzieckich olbrzymim powodzeniem.
Dla Rosjan wojna trwała od 1941 do 1945 roku. Przesunięcie jej początku na rok 1939 zwróciłoby uwagę na fakt, że w początkowym okresie Związek Sowiecki był sojusznikiem Niemców. Dlatego napaść na Polskę czy równie niesławną wojnę z Finlandią (a także aneksję państw bałtyckich) rosyjscy historiografowie na ogół przywykli traktować jako wydarzenia nie mające z Wielką Wojną Narodową nic wspólnego. Inaczej Rosja straciłaby glorię kraju "zdradziecko" napadniętego, który samodzielnie odparł wroga i rozgromił go.
Uparcie przy tym zawyżana jest liczba poległych obywateli Związku Radzieckiego. Bezpośrednio po wojnie źródła radzieckie mówiły o sześciu milionach zabitych. Od lat sześćdziesiątych podawano okrągłą liczbę 20 milionów. W 1995 roku Jelcyn oświadczył, że podczas wojny straciło życie 27 milionów ludzi radzieckich. Faktycznie nikt nie policzył ofiar, a rząd rosyjski (podobnie jak wcześniej kierownictwo komunistyczne) jest najmniej tym zainteresowany.
"A nam potrzebne jest ostateczne zwycięstwo, o cenę nie dbamy" ? napisał Bułat Okudżawa w balladzie do filmu "Dworzec Białoruski" (z tej stacji odchodziły eszelony na front). Chyba zdawał sobie sprawę z ironicznej wymowy tych słów, gdyż przy innych okazjach mocno krytykował rosyjską megalomanię historyczno-militarną. Ot, na przykład bitwa na Kulikowym Polu, bardzo patetycznie wspominana choćby przez Sołżenicyna, jest dla Rosjan symbolem zrzucenia jarzma tatarskiego, a wręcz triumfem dziejowym Słowian nad Azjatami. Tymczasem okazało się, że Dymitr Doński rozgromił wówczas jedynie drobny zagon Tatarów, którzy w dwa tygodnie później najechali na Moskwę i spalili ją doszczętnie. Rosyjski heros narodowy dał wtedy nogę i wszelki ślad po nim zaginął.

Zawsze pierwsi
Umysły Rosjan zostały skutecznie zmasakrowane propagandą uprawianą w ZSSR i kontynuowaną przez władze Rosji. Wszak ceremonie z okazji Dnia Zwycięstwa znakomicie służą jednoczeniu społeczeństwa. Święto to jest powszechnie akceptowane i przynajmniej wśród ludności rosyjskiego pochodzenia nie wywołuje raczej sporów. Należy odnotować, że w Rosji prawie zanikły inne tradycje religijne i narodowe (nie dotyczy to niektórych mniejszości etnicznych żyjących w Federacji Rosyjskiej). Społeczeństwo posowieckie cierpi na chorobliwy przerost dumy narodowej. Przez dziesięciolecia wmawiano mu, że Kraj Rad jest najpotężniejszym i najlepszym na świecie. Nie było przy tym istotne, jak to się ma do rzeczywistości ? ważne, że masa ludzi w to uwierzyła. I do dziś wielu Rosjan nie wyzbyło się tego przekonania, choć wystarczy porównać dwa światy: ten z zachodnich filmów, bez ograniczeń pokazywanych w rosyjskiej telewizji, i drugi, za oknem. Wykładnia prymitywnego zabiegu socjotechnicznego, któremu ciągle poddawani są Rosjanie, jest prosta: "Tak, nasz kraj przeżywa trudności, ale to my zwyciężyliśmy Hitlera. A to, że mamy dziś problemy, to wynik spisku Zachodu".
Władzy pomaga to utrzymać w ryzach wieloetniczne, sfrustrowane niskim poziomem życia społeczeństwo. Kompleksy Rosjan są równie wielkie jak ich państwo: upewniano ich, że są we wszystkim pierwsi. Według rosyjskiej historii nauki wynalazcą maszyny parowej jest niejaki Połzunow. Taki specyficzny punkt widzenia odnosi się do niemal każdej dziedziny życia. Wystarczy przypomnieć histeryczne jeremiady rosyjskich komentatorów sportowych podczas ostatniej olimpiady zimowej. Gdyby ktoś brał je na serio, mógłby pomyśleć, że cały świat zmówił się, aby usadzić rosyjskich sportowców.
Co trzeźwiejsi Rosjanie z podziwem wyrażali się o błyskawicznej rozprawie Stanów Zjednoczonych z Afganistanem talibów: "A my przez prawie dziesięć lat nie mogliśmy dać sobie tam rady. Ilu naszych chłopaków zginęło, ile krwi i łez popłynęło niepotrzebnie..."

Sojusznik do grobowej deski

Weterani wojenni cieszą się w Rosji ogromnym szacunkiem wszystkich ? bez przesady ? kręgów społecznych i korzystają z wielu ulg i przywilejów. Kult wojennych przewag ojczyzny proletariatu posunięty jest do granic absurdu. Oto muzeum w Bijsku na Syberii ma w swoich zbiorach unikalne zabytki z epoki Scytów i Sarmatów, skarby znalezione w kurhanach i prehistoryczne rysunki naskalne. Ale najcenniejszy eksponat umieszczony jest w specjalnej gablocie pośrodku sali reprezentacyjnej. Dyrektor muzeum demonstruje go osobiście z dumą i wzruszeniem. Ozdoba bijskich zbiorów przyjechała wraz z innymi łupami wojennymi w worku czerwonoarmisty-Sybiraka, który uczestniczył w szturmie Berlina. Jest to kilkunastokilogramowy, nieco zardzewiały kawał żelastwa: zamek od zachodnich drzwi Reichstagu.
Z kolei w sąsiednim Gornoałtajsku muzealnicy wyeksponowali nie wspaniałe kostiumy szamanów, lecz oczywiście gablotę poświęconą przewagom Armii Czerwonej. Jest w niej "sztandar hitlerowskiej organizacji młodzieżowej" (przypominający raczej makatkę świśniętą z kuchni jakiejś ) oraz nadżarte przez mole czarne naramienniki ? kubek w kubek takie, jak przy uniformie polskiego kolejarza.
Historia drugiej wojny światowej w wersji rosyjskiej pełna jest luk, tendencyjności i bardzo jednostronnych interpretacji. Analogicznym zabiegom poddano również zjawiska odległe, zdawałoby się, od ścisłych faktów historycznych. Znamienny jest choćby przykład znanej niegdyś piosenki Klenczona "Biały krzyż".
W oczach komunistycznych władz uchodziła za nieprawomyślną ? aluzje w niej zawarte nie pasowały do lansowanej w tym czasie jedynie słusznej wersji historii polskiego podziemia. Otóż "Biały krzyż" istnieje także w wersji rosyjskiej (radzieckiej), nawet pod niezmienionym tytułem. Identyczna melodia, lecz treść nie jest przekładem z polskiego, tylko kompletną... ? nawet nie tyle przeróbką, ile pacyfikacją oryginału. Oto samotny krzyż stoi na bratniej mogile, w której zgodnie śpią polski żołnierz i... czerwonoarmista (zapewne komsomolec o materialistycznym światopoglądzie, więc ten krzyż mocno zgrzyta!). Groteskowość tak bezczelnej manipulacji nasuwa skojarzenie ze sceną filmu Polańskiego o wampirach, gdy przemieniony w upiora szynkarz Jojne nachalnie wślizguje się do trumny księcia nocy i rozpycha obok jej prawowitego właściciela.

(?)
Wojciech Grzelak
Wyświetlony 6579 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.