wtorek, 07 grudzień 2010 12:16

Rywin,czyli przerwa w zapasach

Napisane przez

Śledzę uważnie przesłuchania sejmowej komisji śledczej w sprawie Rywina. Michnika, Rapaczyńskiej i Millera, którą w jakimś eufemistycznym uproszczeniu część mediów nazywa z uporem "aferą Rywina". Kto wie, czy transmitowane przesłuchania tej komisji nie tworzą najbardziej interesującego serialu, emitowanego ostatnio w telewizji publicznej.

Serial ten, obok wątku gangstersko-kryminalnego ma też ciekawy wątek towarzyski (kto z kim jest na "ty" i w jakich okolicznościach się spoufalił); dzięki temu wątkowi mogliśmy, na przykład, dowiedzieć się, że pani prezes Rapaczyńska przeszła na "ty" z p. Millerem, kiedy to pewnego dnia, bez uprzedzenią, odwiedził ją w domu Adam Michnik w towarzystwie premiera z małżonką; premier zaraz zaproponował przejście na "ty" i propozycja równie szybko została przyjęta. Premier to ma klawe życie ? żadna nawet lady nie oprze się jego szybkim propozycjom! Tak czy siak, dobrze jest wiedzieć, że na "ty" jest Adam z Leszkiem, Leszek z Lwem, Lew z Wandą, Wanda z Leszkiem, a Leszek z Adamem: pokaż mi, z kim jesteś już na "ty", powiem ci mniej więcej, z kim na "ty" nie jesteś... Mówiąc poważnie, dwa inne wątki na tle tej afery wydają mi się może nie tyle bardziej interesujące, co bardziej brzemienne w skutki.

Wątek polityczny
Spójrzmy wstecz, boć polityka to proces, a nie incydent.
Kiedy rozpadła się Unia Wolności, upadła tym samym definitywnie koncepcja polityczna możliwej koalicji rządzącej SLD-UW. Jak pamiętamy, pojawiła się już wkrótce koncepcja zbudowania przez prezydenta Kwaśniewskiego "partii centrowej". Jądrem jej byłaby Unia Wolności, wokół której zgromadziłyby się większe czy mniejsze "fragmenty" Platformy Obywatelskiej, ludzie powyciągani z "reformatorskiego" skrzydła SLD, zapewne proeuropejski PiS, być może Unia Pracy, może jeszcze inny polityczny żywioł "drobniejszego płazu", jak pisał poeta. Jednak z powodów, w które wchodzić tu akurat nie miejsce, i ta koncepcja została zarzucona, a przynajmniej odłożona na czas bliżej nieokreślony. Być może ? na czas po referendum, gdyby okazało się korzystne dla eurpejsów. Wydaje się, że wówczas jednak zrodziła się w Unii Wolności jeszcze inna koncepcja, wynikająca o tyle z niecierpliwości, co z politycznej kalkulacji: koncepcja, by najpierw ocieplić stosunki z Millerem i jego frakcją, a następnie wpasować część środowiska UW w ten właśnie krąg władzy. Mogła to być atrakcyjna propozycja dla Millera, zważywszy nie tylko na toczące się negocjacje z UE, ale i na możliwe pożytki w przyszłości, zwłaszcza w kontaktach międzynarodowych. Takie zbliżenie musiało jednak, co zupełnie naturalne, obudzić zaniepokojenie Millerowskiego zaplecza. Rzecz w tym, że wchodząc w bliższy układ z SLD, Unia Wolności dysponowałaby potężnym koncernem medialnym, w postaci "Agory", podczas gdy stronie SLD-owskiej pozostawałaby jedynie telewizja publiczna, owszem, silne narzędzie propagandowego oddziaływania, ale tylko póty, póki jest się u władzy. Innymi słowy mówiąc: gdyby czerwona i różowa lewica zjednoczyły się ponownie ? różowa dysponowałaby własnym silnym instrumentem propagandowym w postaci "Agory" (zwłaszcza gdyby dokupiła jeszcze jakąś sieć telewizyjną) ? podczas gdy czerwona lewica dysponowałaby prywatną "Trybuną"... Póki SLD jest przy władzy, władanie publiczną TV rekompensuje tę dysproporcję; gdyby jednak (np. wskutek przegranego referendum) władza wymknęła się na czas jakiś SLD-owskiej lewicy ? pozostałaby propagandowo bezsilna wobec swego "różowego" sojusznika.
Jeśli mnie to przychodzi do głowy, jakże by myślano o tym w SLD... Sądzić więc wypada, że potrzeba zbudowania w oparciu o dzierżoną jeszcze władzę silnego imperium medialnego na przyszłość ? niezależnego od aktualnych rządów ? jest jednym z kluczowych zadań partyjnych strategów i liderów SLD. Jeśli ponowny alians "Natolina" i "Puław" ("Smolnej" i "Ordynackiej" z UW u boku) jest ciągle jeszcze w polu widzenia lewicy, jej natolińska spadkobierczyni nie może dopuścić do sytuacji, by strona postpuławska miała propagandową przewagę. Ten właśnie postulat streszczał Lew, mówiąc do Adama: "Nie tak, że ty będziesz w pierwszym czy w drugim szeregu, ale będziesz przypier... z trzeciej linii".
Mniejsza o to, czy Lwa ktoś wysłał, i kto: ważne jest, jak przebiega linia sporu między SLD a UW. obecnie. Jest to przede wszystkim spór o to, czy propagandowy (więc i polityczny) ton w przyszłej ewentualnej koalicji SLD i UW (obojętnie: UW obudowanej innymi partyjkami w kształt nowej "formacji centrowej", czy też UW wbudowanej ponownie w SLD) nadawać będzie "nowy Natolin", czy "nowe Puławy". Patrząc z takiej perspektywy ? dla UW ważne jest nie tylko, by mieć telewizyjne przedłużenie "Gazety Wyborczej", ale i to, by maksymalnie ograniczyć na przyszłość propagandowe możliwości SLD, "autonomiczne" wobec środowiska UW (nawet, gdyby miała ona ponownie rozpłynąć się w SLD). A i SLD nie może dopuścić, by "Agora" urosła w siłę, zanim SLD nie zbuduje sobie "czegoś własnego na boku", dorównującego przynajmniej koncernowi "Agory". Mimo więc korzystnej dla nadawców prywatnych "autopoprawki rządu" w sprawie nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji ? "Agora" nie mogła się na nią zgodzić, gdyż nadal kryła w sobie możliwość prywatyzacji programu II TVP. Tę możliwość ustanawiał wprowadzony zaiste "niewidzialną ręką" (lecz nie rynku...) prawie równie niewidzialny przepis (gdyż nawet nie wymieniający wprost żadnego z programów TVP). Tymczasem mec. Nina Sokołowska, dyrektorka departamentu prawnego KRRiTV zarzuciła wprost Juliuszowi Braunowi, przewodniczącemu KRRiTV, że o tym "zadecydował osobiście i nie ma żadnego powodu snuć przypuszczenia, że stało się to mimowolnie lub przez pomyłkę".
Mielibyśmy więc do czynienia z taką oto sytuacją: pod koniec lipca ub. roku rząd, uwzględniając obiekcje "Agory"(i nadawców prywatnych), zgodził się na pewien kompromis, który prywatni nadawcy, w tym "Agora", zaakceptowali. Jednak dopiero po pewnym czasie rozszyfrowano ów zakamuflowany niebywale sprytnie zapis, umożliwiający prywatyzację programu II. Innym nadawcom prywatnym jest on w zasadzie obojętny, nawet przy założeniu, że dzięki pomocy rządu kanał II dostanie się w ręce związanych z SLD właścicieli ? będą bowiem oni podporządkowani już prawom rynku. Nie jest to, oczywiście, obojętne "Agorze"! Chodzi przecież o to, kto ma na lewicy sprawować propagandowy "rząd dusz". Zmierzam do stwierdzenia: "sprawa Rywina" uschnie, ale ten problem pozostanie na lewicy, co najwyżej odłożony na czas jakiś, ale tym bardziej nabrzmiewający. Jest to bowiem silny refleks poważniejszego problemu: czy w przyszłości lewicą polską rządzić ma środowisko UW, czy środowisko Millera, bez względu na to, jak sobie zdefiniujemy te dwa środowiska...

(?)
Marian Miszalski
Wyświetlony 8138 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.