wtorek, 07 grudzień 2010 14:10

O polskim antyklerykalizmie albo przyczynek do immunologii społecznej

Napisał

Polacy traktują dziś Kościół katolicki podobnie, jak traktowali Żydów w latach dwudziestych i trzydziestych: opowiadają, że Kościół panoszy się, że usiłuje rządzić wszelkimi dziedzinami życia, że jest fałszywy i obłudny oraz że gromadzi olbrzymie bogactwa kosztem - jak kto woli - narodu, społeczeństwa, obywateli. Obecne poglądy dotyczące Kościoła - podobnie jak tamte z lat dwudziestych i trzydziestych, dotyczące Żydów - są niesprawiedliwe i fałszywe, ale za to rozpowszechnione i głęboko ugruntowane.

Polski antyklerykalizm jest dowodem tego, że większość Polaków nie potrafi uregulować swoich stosunków z Bogiem, religią, Kościołem albo ? jeśli na rzecz spojrzeć z drugiej strony ? Kościół nie może sobie znaleźć miejsca w społeczeństwie.
Kwestia relacji Polaków z Kościołem jest ? w odróżnieniu od polskiego antysemityzmu ? problemem gruntownie przemilczanym, co może być świadectwem intelektualnej bezradności albo konformizmu. Warto zatem zająć się sprawą z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, wszystko, co dzieje się, powinno być przemyślane i opisane ? jest to powód poznawczy ? po drugie, antyklerykalizm jest coraz częściej podsycany i wykorzystywany politycznie ? jest więc i powód praktyczny czy też polityczny. W okopach
Jeśli spojrzeć na relację człowiek–Kościół we współczesnej Polsce, bez trudu dostrzec można dwie skrajne postawy. Głęboko wierząca mniejszość zachowuje postawę bezkrytycznej aprobaty albo też ? dotyczy to głównie młodzieży i ludzi wykształconych ? usiłuje tworzyć ruchy i wspólnoty, działające wprawdzie w ramach Kościoła i wspierane przez duchownych, ale w rzeczywistości funkcjonujące obok tradycyjnych struktur hierarchicznych, a nierzadko i obok dogmatów. Przykładem najlepszym jest tu ruch "Światło, życie", który jeszcze niedawno byłby potraktowany jak herezja i zapewne skończyłby się schizmą, a obecnie jest tolerowany, a nawet popierany.
Postawę drugą zachowuje przytłaczająca większość Polaków ? wśród nich ludzie wierzący albo praktykujący religię ? a jej istotą jest negatywny stosunek do Kościoła, a w szczególności do księży i hierarchów. ów negatywny stosunek zawiera się w przedziale od nieufności i niechęci do pełnej furii nienawiści i pogardy. Księża postrzegani są jako ludzie, których głównym celem jest wyłudzanie pieniędzy od wiernych pod rozmaitymi pretekstami. Mnożą się ludowe opowieści przekazywane z ust do ust o kapłanach, którzy na różne sposoby sprzeniewierzają się swemu posłannictwu, ze szczególnym uwzględnieniem bogatego życia seksualnego. Hierarchia kościelna w powszechnych opiniach, to struktura po cichu pociągająca za sznurki w życiu politycznym.
Poziom nienawiści do Kościoła nijak się przy tym ma do deklarowanej wiary. Wojujący ateiści prześcigają się w antyklerykalizmie z ludźmi chodzącymi do kościoła. Pomijam tu oczywiście tych, którzy mają do Kościoła i religii stosunek mniej więcej normalny, to znaczy oparty na akceptacji, nie pozbawionej refleksyjnego krytycyzmu. Postawa taka, właściwa głównie ludziom wykształconym i rozsądnym, jest jednak mało rozpowszechniona.
Między ludźmi o dwóch skrajnych postawach nie ma praktycznie intelektualnego kontaktu w kwestiach związanych z religią i Kościołem. To z kolei powoduje dalsze pogłębianie się podziału, bo obie strony coraz mocniej okopują się na swych pozycjach. Jest to sytuacja zasadniczo różna od tej sprzed lat kilkunastu. W stanie wojennym – jak zawsze w czasach opresji ? nastąpił w Polsce przypływ religijności. Kościół dawał jednym pociechę i nadzieję, innym okazję do zademonstrowania sprzeciwu wobec władz PRL-u. Kiedy jednak opresja znikła, nastąpił najpierw odpływ, a potem upowszechniać się zaczęły poglądy antykleryalne.
Trochę w tym winy samego Kościoła ? w czasach komunizmu mniej lub bardziej ograniczany i prześladowany, choć z latami coraz mniej ? zatriumfował w latach dziewięćdziesiątych. Księża pojawili się w miejscach i w okolicznościach, w których dotąd ich nie było. W ludziach ? i tak przerażonych zmianami ustrojowymi i totalnie zdezorientowanych ? pogłębiało to lęki, jak wszystko, co niebywałe. Wzmożona obecność Kościoła w życiu publicznym wywoływała poza tym furię u wojujących antyklerykałów, którzy straszyć zaczęli lud powrotem nowej niewoli po wyzwoleniu się ze starej.
Propagandowym majstersztykiem okazała się ukuta przez Jerzego Urbana ? niedoceniany jest wpływ tego człowieka i jego tygodnika na ludowy obraz świata ? opozycja "czerwoni?czarni". To nic, że opozycja jest fałszywa, bo Kościół ani nie ma, ani nie chce mieć choćby ułamka takiej władzy, jaką miały komitety PZPR, skoro trafiła w irracjonalne lęki i stała się fundamentem światopoglądu większości Polaków.

Dygresja o myśleniu potocznym
W potocznym myśleniu o świecie ludzie posługują się gotowymi schematami, z natury upraszczającymi rzeczywistość. Myślenie polegające na przechodzeniu od konkretu do uogólnienia oraz na odwrót jest dla większości ludzi niewykonalne. Gotowe schematy w rodzaju "czarni mają teraz jeszcze więcej władzy, niż mieli czerwoni", "bogaci są coraz bogatsi, a biedni coraz biedniejsi", "kiedyś rządziła nami Rosja, a teraz Ameryka", znakomicie nadają się do wyjaśnienia ? oczywiście pozornego i fałszywego – wszystkiego, co wydaje się niezrozumiałe. A że prawie wszystko, co dzieje się w życiu publicznym wydaje się Polakom niezrozumiałe, bo większość wyrosła w innym świecie, wszelkie tego typu ideologiczne frazesy przyjmują się znakomicie. Koniec dygresji o myśleniu potocznym
Sam Kościół nie jest tu, powtórzmy, bez winy. Zamiast ostrożnie i powoli wchodzić tam, skąd wygnali go komuniści, wchodził od razu, bez liczenia się z naturalnym przecież oporem przed wszystkim, co jest inne, niż było dotąd. Błędem było, na przykład, wprowadzenie religii do szkół, bo wprawdzie konformizm sprawił, że wiele rodzin, które do sal katechetycznych dzieci nie posyłały, nie odważyło się odmówić im nauczania religii w szkole, ale samo nauczanie religii straciło charakter czegoś nadzwyczajnego, innego niż szkoła, stało się zwykłą lekcją, traktowaną przez uczniów, jako jeszcze jeden uciążliwy obowiązek.
Ale to, że narosły i nadal narastają nastroje antyklerykalne, nie jest winą Kościoła. Antyklerykalizm jest naturalną reakcją na to, co dzieje się obecnie w Polsce z systemem wartości, ściślej z moralnością. System wartości, ukształtowany w oparciu o chrześcijaństwo i przez stulecia stanowiący duchowy fundament naszej cywilizacji, jest obecnie wypierany przez system zupełnie dla Polaków nowy. Żyjemy w czasach gwałtownej przebudowy indywidualnych hierarchij wartości. Przebudowa bierze się z włączenia Polski w latach dziewięćdziesiątych w nurt cywilizacji, która rozwijała się w zachodniej Europie od roku 1945, a w USA jeszcze wcześniej. Nurt ten oparty jest o konsumpcję, gospodarczo podtrzymywany przez rosnące bogactwo i kształtowany dodatkowo przez rozwój komunikacji. Zarówno w sensie komunikowania się ? coraz łatwiejszego w skali i lokalnej, i globalnej ? jak i w sensie przemieszczania się ludzi oraz przedmiotów, również w obydwóch skalach.

Zasada przyjemności
Nurt ten ? nazywany konsumpcjonizmem ? opiera się na zasadzie przyjemności i życia ułatwionego. Życie ułatwione umożliwia rozwój technologii, eliminując albo radykalnie ograniczając większość uciążliwych i nudnych prac ? typu pranie, zmywanie naczyń czy mycie podłóg ? oraz zmniejszając fizyczny wysiłek w pracy zawodowej. Technologia daje ludziom coraz więcej czasu i sprawia, że w codziennym życiu potrzeba coraz mniej wysiłku.

Drobne przykłady z życia domowego
Jeszcze niedawno światło w domu włączało się przekręcając gałkę wyłącznika na ścianie. "Bardzo łatwo, pstryk i światło", pisał z zachwytem Julian Tuwim. Obecnie ten sam efekt uzyskuje się jeszcze łatwiej, za pomocą wyłącznika z klawiszem, w który trzeba puknąć palcem. Puknięcie w klawisz jest nie tylko łatwiejsze od przekręcenia gałki, ale o ułamek sekundy szybsze. W ciągu całego życia daje to o kilka godzin wolnego czasu więcej. Podobnie jest z telefonami. Do niedawna wybierało się numer obracając palcem tarczę, obecnie ? naciskając klawisze. Nowy sposób jest nie tylko łatwiejszy, ale i szybszy, daje w ciągu życia kilkanaście albo i kilkadziesiąt godzin wolnego czasu więcej.
Koniec drobnych przykładów z życia domowego.

Czym jest konsumpcjonizm, szczegółowo pisać nie trzeba. Warto jednak zwrócić uwagę, że jego treść przesunęła się nieco. W początkach, kiedy konsumpcjonizm miał być receptą na Wielki Kryzys, chodziło tylko o wyhamowanie inwestowania poprzez wzmożone kupowanie produktów. Obecnie chodzi więcej: o dostarczanie sobie wszelkich możliwych przyjemności. Nie tylko tych, które biorą się z posiadania coraz lepszego samochodu albo kuchenki mikrofalowej czy też prania w coraz doskonalszym proszku, ale również biorących się skądinąd.
Zasadę przyjemności można sformułować następująco: wszystko, co sprawia mi przyjemność, jest dobre, a wszystko, co mi przyjemności nie sprawia, jest złe. Jest to radykalna postać tej zasady. W wersji zhumanizowanej brzmi ona: wszystko, co sprawia mi przyjemność ? a nie krzywdzi zbytnio innego człowieka ? jest dobre, a wszystko, co mi przyjemności nie sprawia, jest złe.

Długa dygresja o przyjemnościach
Cztery rzeczy sprawiają ludziom przyjemność: muzyka, jedzenie, seks i poznawanie świata. Współczesna cywilizacja zachodnia oparta o bogactwo daje możliwość zażywania tych przyjemności w stopniu i formach dotąd nie spotykanych.
Kwestią muzyki nie będziemy tu się zajmować, bo to osobny problem. Pozostają trzy. Dopiero po roku 1945 dla przytłaczającej większości Europejczyków żyjących w kręgu cywilizacji zachodniej problem jedzenia przestał polegać na zdobywaniu czegokolwiek, żeby przeżyć, a stał się kwestią wyboru jak najsmakowitszych potraw. Stąd wielka popularność wszelkich książek kucharskich oraz egzotycznych restauracyj, a także wszelkich fabrycznych, przekąsek, napojów czy słodyczy. Celem jedzenia nie jest już zaspokajanie głodu, ale sprawienie sobie jak największej przyjemności.
Poznawanie świata, w odróżnieniu od jedzenia od dawna było przyjemnością powszechnie dostępną, praktykowaną w formie gapienia się. Ludzie godzinami tkwiący w oknie albo siedzący przed domem i patrzący na świat, to normalny obrazek znany od tysiącleci, podobnie jak tłumek gapiów otaczający miejsca wszelkich niecodziennych wydarzeń. Wzrost bogactwa i rozwój technologii przyniosły jednak nowe formy gapienia się. Z jednej strony jest to masowa turystyka, z drugiej najpierw film, a potem telewizja. W szczególności telewizja z jej serialami oraz programami reality show wprowadziła gapienie się na szczyty wyrafinowania.

Dygresja o uczonych i artystach w dygresji o przyjemnościach
Psychologicznie to, co robi uczony albo artysta, nie różni się od tego, co czyni gospodyni domowa wsparta łokciami o poduszkę ułożoną na parapecie albo człowiek oglądający w telewizji dom wielkiego brata. Wszyscy oni poznają świat i czerpią z tego przyjemność. Tyle że jeden poznaje dla innych, bo odkrywa rzeczy nowe ? uczony w rzeczywistości, artysta w swojej wyobraźni ? a drugi tylko dla siebie, bo gapi się na znane oraz że uczony i artysta poznaje na poziomie ogólnym, a człowiek przed telewizorem czy w oknie tylko na poziomie konkretów, bo poziom ogólny jest mu intelektualnie niedostępny.
Koniec dygresji o uczonych i artystach w dygresji o przyjemnościach.

Trzecia z ludzkich przyjemności, seks, była zawsze niemal tak dostępna jak gapienie się, bo w formach najprostszych przyjemność to darmowa albo bardzo tania. We współczesnej cywilizacji seks przybrał jednak skrajnie wyrafinowane formy i obudowany został mnóstwem przemysłowo wytwarzanych protez i środków wspomagających ? od kosmetyków i afrodyzjaków, poprzez pornografię, do podręczników i poradników. W rezultacie seks wyrafinowany ? do XIX stulecia dostępny w naszym kręgu cywilizacyjnym jedynie ludziom najbogatszym, a i to w ukryciu ze względów obyczajowych ? stał się dobrem powszechnie dostępnym i powszechnie oraz jawnie używanym. Wedle zasady, wszystko, co mi sprawia przyjemność jest dobre. W odróżnieniu od jedzenia, wymagało to jednak przemian w sferze obyczajów ? mówi się nawet o rewolucji seksualnej ? a także w sferze duchowej, w szczególności zaprzeczenia wartościom religii katolickiej, która ? i w katolicyzmie, i w protestantyzmie ? zakazywała seksu w formach dziś powszechnych i akceptowanych.
Koniec długiej dygresji o przyjemnościach.

W krajach zachodnich system wartości oparty o zasadę przyjemności rozwijał się powoli wraz z rozwojem technologii i przyrostem bogactwa. Dla większości ludzi odbyło się to niezauważalnie. W Polsce ? w czasie rządów komunistycznych odciętej od zachodniej cywilizacji z jej bogactwem oraz technologią ? w latach dziewięćdziesiątych zachodni system wartości, znany dotąd jedynie ze słyszenia, został gwałtownie implantowany w rozwiniętej już tam formie.
Od razu też wszedł w konflikt z katolickim ? albo szerzej, chrześcijańskim ? systemem wartości.

(?)
Wojciech Jankowski
Wyświetlony 5844 razy
Więcej w tej kategorii: « Debata Europejska Wyspa dzieci »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.