niedziela, 19 grudzień 2010 11:40

Wojna dopiero przyjdzie

Napisał

Po ataku terrorystycznym z 11 września na World Trade Center większość komentarzy poświęconych temu dramatycznemu wydarzeniu skupiała się na zderzeniu dwóch cywilizacji: islamu i chrześcijaństwa. Jeżeli tezę tę przyjąć za oczywistą, należałoby spytać, dlaczego islamscy wojownicy nie za-atakowali Watykanu tylko centrum biznesowe w NY? Odpowiedź jest prosta: nie chodzi tu bowiem o walkę z chrześcijaństwem, ale raczej o atak na kulturę demoliberalną. Religia chrześcijańska na przełomie wieków XX i XXI, wedle islamskich wojowników, chyli się już ku upadkowi i jest jedynie kwestią czasu, kiedy resztka niepewnych swej religii chrześcijan nawróci się na jedynie prawdziwą wiarę w Mahometa. Musimy pamiętać, że rdzeniem każdej cywilizacji jest religia, probierzem żywotności religii jest zaś między innymi to, czy znajdą się jej wyznawcy gotowi oddać za nią życie. Jeżeli motywacja religijna w islamie potrafi skłonić jej wyznawców do samobójczej walki w obronie lub szerzeniu ich wiary, należy spytać, za co gotowi są oddać życie wyznawcy religii chrześcijańskiej (za tolerancję, ekumenizm, altruizm, braterstwo, równość, wolny rynek?). Po 11 września dosadnie ujęła to Oriana Fallaci, pisząc, że rdzeniem cywilizacji zachodniej przełomu wieków jest walko o to, by każdy z każdym mógł uprawiać nieskrępowany seks. Czy znajdą się zatem osoby chętne za tę "prawdę" oddać swe życie?

Wiek XX, będący wiekiem terroru tolerancji, uśpił czujność przedstawicieli cywilizacji łacińskiej, która przez wieki broniła swych zdobyczy przed ekspansją islamu. Fałszywe założenia w stosunku do islamu pochodzą w dużej mierze nie tyko z błędnych założeń teologiczno-doktrynalnych, ale przede wszystkim z nie­właściwej oceny tej religii. Chrześcijanie, motywowani posoborową wizją ekumeniz­mu, doszukują się licznych podobieństw z islamem. Sam papież Jan Paweł II, spotykając się z młodzieżą islamską w Casablance, za­pewniał: My wszyscy, chrześ­cijanie i muzułmanie, żyjemy pod słońcem jedynego, miłosiernego Boga. Wspólnie wierzymy w jedynego Boga, Stworzyciela człowieka. Tak więc prawdziwie możemy nazwać się wzajemnie brać­mi i siostrami przez wiarę w jedynego Boga. (...) Bądź­cie pewni, iż jestem rad, że przy tej sposobnoś­ci mogę wyrazić wam moje uczucia braterskiego szacunku i uznania.

W tej atmosferze jednostronnego podziwu dla muzułmanów (z pominięciem tak niewygodnych rzeczy, jak jednoznaczne zanegowanie bóstwa Chrystusa, antytrinitarność, oddalanie żon, poligamia, niewolnictwo czy święta wojna przeciwko niewiernym, czyli chrześcijanom i żydom) rozpoczął się dialog chrześcijan z muzułmanami. Postanowiono, że należy zapomnieć dawne urazy, spory doktrynalne i przejść do owocnego dialogu. Liczne spotkania inspirowane przez chrześcijan, seminaria islamsko-chrześcijańskie organizowane przez Sekretariat ds. Religii Niechrześcijańskich, coroczne zwracanie się przez Watykan do muzułmanów ze specjalnymi życzeniami z okazji święta ramadanu, sprzyjać ma budowaniu nowej formy pluralizmu ekumenicznego. W ciągu ostatnich 30 lat obserwujemy przychylne stanowisko Epis­kopatu Francji i Włoch wobec budowy nowych meczetów. Co więcej, hierarchia kościelna udziela nawet materialnego wsparcia muzułmanom (w Polsce znany jest przykład metropolity gdańskiego, abp. Tadeusza Goc­łowskiego zachęcającego katolików w swojej diecezji do pomocy materialnej w budowie meczetu w Gdań­sku-Oliwie) przez ofiarowanie, wynajęcie czy sprzedaż kaplic i kościołów nie używanych przez katolików. Znamienny jest fakt, że w Rzymie muzułmanie wybudowali największy w Europie meczet, w którego otwarciu wziął udział przed­­stawiciel Stolicy Apostol­skiej.­ Nie dziwi już nawet, że wydawnictwa katolickie propagują islam, wydając modlitewniki muzułmańskie (Wydawnictwo Księży Werbistów, Jak modlą się muzułmanie. Antologia mod­litw, poprzedzona zachętą do ich studiowania). Za zgodą, a nawet inspiracją lokalnych hierarchów koś­cielnych urządza się wielowyzaniowe kaplice (np. ka­plica [?] na lotnisku we Frank­furcie nad Menem, gdzie obok ołtarza i figury Matki Boskiej z Dzieciątkiem uło­żono dywanik z zaznaczonym na podłodze azymutem na Mekkę.
Wobec tego wszystkiego media całego świata pozostają w głębokim przeświadczeniu, że muzułmanom należy się takie samo miejsce jak wyznawcom każdej innej religii w mozaice wielowyznaniowej świata zachodniego. Nawet po serii zamachów terrorys­tycznych (NY, Bali, Mombasa) większość mediów utrzymuje, że islam to religia miłująca pokój, gdyż o swoim pokojowym charakterze zapewniają sami muzułmanie, państwa i organizacje islamskie (jak najbardziej muzułmanie są ludem miłującym pokój ? ale należy wedle Koranu dodać: tyle że po zwycięstwie (wzywajcie do pokoju, kiedy jesteś­cie górą, sura XLVII, 35). Media przekonują, że przypisywanie islamowi dżihadu w rozumieniu militarnym ? świętej wojny ? to przesąd, stereotyp, a prze­de wszystkim nieznajomość Koranu i zasad islamu. Przecież muzułmanie czczą Jezusa, którego wpraw­dzie nie uznają za Boga, ale oddają mu cześć jako prorokowi i czczą dziewiczą Jego Matkę Maryję, oczekują też dnia sądu, cenią życie moralne i oddają Bo­gu cześć przez modlitwę, jałmużny i posty. Więc skąd ten spór i niechęć chrześcijan? Krytyce należy poddać jedynie skrajne odmiany fundamentalizmu muzułmańskiego, które wedle ko­mentatorów, mają niewiele wspólnego z prawdziwym islamem. Większość odbiorców przyjmuje te tezy za oczywiste, broniąc islamu przed zakusami świata cywilizacji łacińskiej, który z wielowiekowej jego tradycji stara się uczynić religię barbarzyńską, zorientowaną na zbrojny prozelityzm.
Takie są oficjalne głosy docierające do nas z mediów. Niestety, jak to zwykle bywa, prawda jest nieco inna. Jeśli bowiem chodzi o dialog między katolicyzmem a islamem, to w  is­tocie jest to wyłącznie monolog ze strony katolików lub dialog głuchych. Rzadko kiedy podaje się bowiem do publicznej wiadomości, co na temat dialogu ekumenicznego mówią sami muzułmanie. Przewodniczący Rady Islamu do rozmów z chrześcijanami mówi w ten sposób o dialogu ekumenicznym: Prowadzimy więc dialog z wierzącymi innych religii, a szczególnie z chrześ­cijanami, według koranicznych wskazań i we­dług przykładów Mahometa. Każdej wspólnocie przy­padała bardzo jasna rola: rola chrześcijan polegała na poznaniu i uznaniu pro­rockiej misji Mahometa, podczas gdy rola muzułma­nów polegała na uczynieniu islamu dostępnym tak dla chrześcijan, jak i dla in­nych ludzi, na zachęceniu ich do przyjęcia islamu.
Dla muzułmanów w dialogu ekumenicznym najważniejsze jest nawracanie na islam. Podatny grunt znaleźli wśród chrześcijan, którzy wedle nich sprawiają wrażenie osób poszukujących i niepewnych, których wiara nie jest kompletna i pewna. Katoliccy propagatorzy wspólnej płaszczyzny dialogu zdają się zapominać, że wszelkie dyskutowanie o religii jest dla muzułmanina grzechem, gdyż Ko­ran pochodzi bezpośrednio z Nieba i ma niezmienny charakter (warto pamiętać, że historyczna i tekstowa krytyka, oparta na epigrafii i archeologii wciąż nie została zastosowana w odniesieniu do Koranu. Gdy w 1967 roku Denise Masson, tłumacząc Koran na francuski, zasugerowała, że niektóre wersy Koranu są niejasne i dwuznaczne, a na­wet sprzeczne, Najwyższa Rada Islamu, do której się zwróciła, zakazała jej rozpowszechniania podobnych sugestii. W islamie bowiem za bluźnierców uważani są ci, którzy próbują Koran in­terpre­tować).
Coraz częściej wśród ka­tolików rodzi się pytanie o  sensowność szukania wspólnej drogi z religią, która otwarcie odrzuca rdzeń wiary katolickiej: Trójcę świętą, Wcielenie i Bóstwo Chrystusa oraz odkupienie przez krzyż. Jak też pogodzić kwestie chrystologiczne: Jezus, wedle Koranu, nie jest Synem Bożym, a na dodatek nie umarł na krzyżu, bo żydzi ani Go nie zabili, ani Go nie ukrzyżowali, tylko im się tak zdawało (sura IV, 157).
Katolicy, analizując muzułmańskie wyznanie wiary (chahada), widzą, że stoi ono w jawnej sprzeczności z wyznaniem wiary katolickiej: Nie ma Boga poza Allachem, a Mahomet jest jego prorokiem. Niestety, wbrew deklaracjom chrześ­cijan, skierowanym do muzułmanów, jest jasne, że nie adorujemy tego same­go Boga, gdyż Allach jest bogiem antytrynitarnym (Ko­ran wyraźnie uczy: Niewiernym jest ten, który mówi: ?Bóg jest trzecim Trójcy? (Sura 5, 77­) oraz: Nie mówcie: ?Trzej?! Przestańcie! Allach jest tylko jedną jedyną boskością! Allach nie jest Ojcem: Allach nie zrodził nikogo i sam nie jest zrodzony. Allach nie ma syna i nie ma innego Boga obok Niego (Sura 5, 77), jeszcze bardziej czytelna jest deklaracja: Niewierny jest ten, który mówi: ?Bóg to Mesjasz, syn Maryi?? (Sura 4, 169). Zresztą jak traktować poważnie antytrynitaryzm islamski, gdzie wedle Koranu w skład chrześcijańskiej Trójcy Św. wchodzi Bóg, Jezus i... matka Jezusa, Maryja, w surze III mylona zresztą z prorokinią Miriam, siostrą Mojżesza i Aarona (tego rodzaju in­formacje wydają się tłumaczyć, dlaczego Tomasz z Ak­winu odbierał islam jako he­­re­zję katolicką, a nie religię).
W islamie istnieje też ogromny antychrześcijański ładunek, który bierze się wprost z Koranu: Walczcie z nimi, aż osobiście nie zapłacą daniny po tym, jak się ukorzą (...) Chrześ­cijanie mówią: ?Mesjasz jest Synem Bożym!?. Takie jest słowo wychodzące z ich ust; powtarzają to, co niewierzący mówili przed nimi. Oby Bóg ich unicestwił! Są istotnie głupcami! Obrali sobie swoich doktorów i swoich mnichów, podobnie jak Mesjasza, syna Maryi, za panów, zamiast Boga. A przecież otrzymali nakaz, aby adorować samego tylko jedynego Boga. Nie ma Boga poza Nim! Chwała Mu! Z wykluczeniem tego, co Mu przypisują (Sura 39, 6). Jak też pogodzić prośbę modlitewną papieża Leona XIII (Królem bądź tych wszystkich, którzy jeszcze błąkają się w ciemnościach pogaństwa albo islamizmu i racz ich przywieść do światła i Królestwa Bożego), deklaracje Akwinaty (traktujące wręcz islam jako groźną herezję katolicką) z obecną wykładnią ?wiary w tego samego Boga??
Coraz więcej spadkobierców cywilizacji łacińskiej jest świadomych zagrożenia swej tożsamości. Nawet mimo silnego parcia w stronę szukania wspólnej płaszczyzny religijnej i kulturowej z islamem pojawiają się głosy sceptycznie odnoszące się do tego projektu. Na początku tego roku biskup Bolonii Claudio Stagni, zwrócił się do katolików, aby 12 września stał się dniem modlitwy do Najświętszej Maryi Panny, aby ochroniła nasze kraje przed rozszerzaniem się religii islamskiej. Data ta wbrew pozorom nie jest związana tylko z zamachem na WTC, ale jest przypisana kalendarzem liturgicznym imieniu Maryi patronki odsieczy wiedeńskiej (dowodzonej przez króla Jana III Sobieskiego) w 1683 r. Prośba skierowana do Bo­ga o zatrzymanie ekspansji islamu została przyjęta przez islam jako rasis­towska.
Podobnie została odebrana publiczna wypowiedź aktorki Brigitte Bardot z czerwca 2000 roku, kiedy powiedziała: Niepokoi mnie wzrost liczby muzułmań­skich imigrantów we Francji. Wciąż powstają no­we meczety, podczas gdy z bra­­ku księży milczą dzwo­ny naszych kościołów. Za tę wypowiedź sąd paryski skazał aktorkę na 30 000 franków grzywny za? pod­że­ganie do nienawiści rasowej.
Za swą wypowiedź z 25 września 2001 przepraszał też Silvio Berlusconi (Bądźmy świadomi wyższości naszej cywilizacji nad kulturą islamu. Wie­rzę, że Zachód będzie nadal podbijał narody, tak jak podbił ko­munizm, choćby oznaczało to konfrontację z cywilizacją islamu, która utknęła w punkcie sprzed 1400 lat).
Podobnie przez muzułmanów zostało odebrane tegoroczne oświadczenie włoskiego Episkopatu, który zapowiedział wydanie dokumentu skierowanego do wszystkich księży, z zaleceniem wyjątkowej ostrożnoś­ci przed wydaniem zgody na ślub mieszany z wyznawcami islamu. Wszyscy krytykujący ten ?dyskryminujący? dekret zdają się zapominać, że dla katolików małżeństwo jest sakramentem, w is­lamie natomiast jest to tylko prywatny kontrakt. Jak też pogodzić katolicyzm z po­ligamią czy rolą kobiety w rodzinie, a także, eduka­cją religijną dzieci (które mu­szą przyjąć islam) czy prawem spadkowym?
Obawy niektórych hierarchów kościelnych wydają się uzasadnione. Wystarczy poczytać włoska prasę, by zrozumieć ich lęki: (szejk Omar Bakri udzielił w 1998 roku wywiadu dla gazety ?La Reppublica?, w którym przyznaje: Po Konstantynopolu przyjdzie kolej na Rzym. Żaden muzułmanin nie ma wątpliwości, że Italia ulegnie islamizacji, a sztandar islamu powiewać będzie nad kopułą św. Piotra. Dzięki waszym de­mo­kratycznym przepisom pod­bijemy was. Dzięki wa­sze­mu prawu do wolności re­ligijnej zdominujemy was. Samuel Hunington uzupełnia proroctwo szejka: Europa była w przeszłości biała i judeochrześcijańska. Przyszłość będzie jednak inna.
Warto w świetle naras­tającej konfrontacji przyjrzeć się, czym jest islam i czy faktycznie można przeprowadzić jasną i czytelną linię demarkacyjną oddzielającą akceptowaną religię tolerancji, pacyfizmu i miłości od fundamentalizmu, zbrojnego dżihadu, propagowania niewolnictwa etc. Medialny obraz islamu, jako religii miłującej pokój, w opi­nii publicznej wystawiony został ostatnio na ogromną próbę, kiedy to miliardy ludzi na całym świecie obejrzały w mediach tysiące muzułmanów cieszących się z tragedii 11 września.
(?)
Roman Konik
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Wyświetlony 5701 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.