niedziela, 19 grudzień 2010 12:38

Parę myśli o kulturalnym dorobku Polaków czyli - narodem będziemy czy stadem?

Napisane przez

Zamieszczony w październikowej "Opcji" artykuł Marka Wienera pt. "Mit polski" skłania do rozważań nad postawionym w nim zagadnieniem recepcji naszej narodowej kultury. Nie pierwszy raz spotykamy się ze zdaniem, że polskie malarstwo, literatura, teatr czy film są dla obcokrajowców niezrozumiałe. Ich hermetyczność ma sprawiać, że dzieła naszych twórców rzadko odnoszą światowe sukcesy, nie są powszechnie znane, wzbudzają za-interesowanie jedynie niektórych elit. Za argumenty potwierdzające podobne tezy najczęśÂ­ciej służyć ma wskazanie na obrazy Jana Matejki i powieści Henryka Sienkiewicza.

Zacznijmy od tego, że te dwa przykłady są niezbyt trafne. Akcja większości dzieł autora ?Krzyżaków? toczy się w Polsce, najczęściej na tle historycznych zawiłości. Trylogia aż kipi od kulturowych i społecznych zjawisk znanych bodaj tylko u nas. Ani nasza szlachta (szczególnie pochodząca z zaścianków), ani ?królewięta? z Kresów czy też kozaczyzna ? nie dają się porównać z żadnymi stanami społecznymi krajów Zachodu. Inne od wszystkiego, co znała europejska literatura, jest też środowisko przyrodnicze. Przed Adamem Mickiewiczem i Antonim Malczewskim w żadnym dziele literackim nie pojawił się motyw stepu. Obcokrajowcy czytający ?Ogniem i mieczem? z pewnością nigdy wcześniej nie słyszeli nawet o czymś podobnym. Tak samo ? dopiero z Sienkiewicza poznawali nieznane nigdzie indziej stroje, uczesania, obyczaje, style życia, sposoby walki itd. Zagraniczny czytelnik ?Pana Wołodyjowskiego? obcuje z realiami całkowicie dlań egzotycznymi. Fakt, że towarzyszy im zanurzenie wielu postaci w głębokiej katolickiej religijności oraz ciągle obecne są łacińskie słowa i zdania ? dodatkowo potęguje efekt zdumienia.

Można by się spodziewać, że ?Potop? i ?Krzyżacy? pozostaną utwo­rami ?strawnymi? jedynie dla Polaków. Tym bardziej że his­toryczna stylizacja i natłok słów nie mających odpowiedników w innych językach ? to kolejne przeszkody na drodze dzieł Sienkiewicza pod obce ?strzechy?. A jednak stało się inaczej. Przekłady na ponad czterdzieści języków to jeden z lepszych ?wyników? w całych dziejach światowej literatury. Sceniczną adaptację ?Ogniem i mieczem? wystawiano w sławnym teatrze Sary Bernhardt. ?Trylogia? duży sukces odniosła też w Niemczech ? pomimo (a może właśnie ? z jego powodu?) dominującego w nich mieszczańskiego etosu, dla którego takie postacie, jak Kmicic, musiały po prostu szokować. W latach 1880-1903 u naszych zachodnich sąsiadów ukazało się 128 przekładów i wznowień prozy polskiego pisarza. W czasach hakaty, kulturkampfu, lansowania pogardy dla ?polnische wirtschaft? i wszystkiego, co polskie ? dzieła Sienkiewicza przynosiły zdumiewający rezonans. Bywało, że mieszkańcy Prus i innych landów ? zadawali sobie trud poszukiwania polskich korzeni.
Najbardziej spektakularny przypadek miał miejsce w Eincholz (Warmątowice, pow. legnicki). Baron Alfred von Olschevsky był od pokoleń Niemcem, tak jak wszyscy jego znajomi i krewni. Po przeczytaniu Trylogii (po niemiecku, gdyż polskiego, oczywiście, nie znał) zapragnął wydobyć ze wstydliwego zapomnienia swe odległe, polskie korzenie. Jeden z jego pradziadów pochodził z Rzeczpospolitej, lecz już w 1760 r., po wieloletniej służbie w pruskiej armii, Fryderyk II nadał mu tytuł szlachecki. Wątły związek z polskością okazał się dla barona na tyle nobilitujący i cenny, że, na przekór wszystkiemu, ogłosił, iż jest Polakiem. Tego samego zażądał od rodziny. W ostatniej woli zdecydował, by wszyscy jego spadkobiercy nauczyli się języka polskiego, odbyli gruntowne studia z historii i tradycji polskiej, nigdy nie wstąpili ani nie wiązali się z żadną osobą służącą w niemieckich urzędach. Dyspozycje mogące wyglądać na szaleństwo miały jednak znamiona decyzji racjonalnych. Na nabycie umiejętności władania polszczyzną dał baron swym dzieciom czas do ukończenia trzydziestego roku życia. Ponadto zażyczył sobie, by na pogrzebie był grany ?Ma­zurek Dąbrowskiego?. W przypadku niespełnienia warunków testamentu ? zamek z parkiem, lasami i 120 ha gruntów ? miał się stać własnością Henryka Sienkiewicza. Przerażonych spadkobierców z opresji uratował sam autor ?Potopu?, zrzekając się spadku, gdyż ? jak pisał ? ?głęboko sprzeczne z polskością jest ciągnięcie do niej przymusem?.
Fenomen zagranicznego powodzenia książek tak bardzo nasyconych polskością da się logicznie wytłumaczyć. ?Trylogia? jest dziełem mistrzowskim dla swojego gatunku ? powieści awanturniczo-przygodowej. W niczym nie ustępuje utworom Aleksandra Dumasa czy Waltera Scotta. Kulturowy i przyrodniczy koloryt jest nawet bardziej oryginalny a bohaterowie ? mocniej zindywidualizowani. Może takie właśnie utwory ? perfekcyjnie wpisu­jące się w gatunek, a w treści nacechowane nieznanymi nigdzie indziej realiami ? to recepta na międzynarodo­wy sukces? Zastanówmy się nad naszymi literackimi Na­grodami Nobla. Sienkiewicz nie dostał jej wyłącznie za ?Quo vadis?, lecz za całokształt twórczości, ze szczególnym uwzględnieniem jednej powieści.
(?)
Artur Adamski

 

 
Wyświetlony 12157 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.