niedziela, 19 grudzień 2010 17:10

Wybory do Bundestagu 2002 - Kiosk z gazetami (z 23-28 września)

Napisane przez

Popuśćmy wodze fantazji: gdyby w wyborach do Sejmu SLD otrzymało 38,5 proc. głosów, PiS tyle samo, PSL ? 8,6, Platforma ? 7,4 a Samoobrona ? 4,0, to działalność rządu i parlamentu stanęłaby pod znakiem zapytania i prawdopodobnie skończyłoby się na przedterminowych wyborach. Ale że taki układ uzyskały partie w wyborach do Bundestagu, to o przyszłość gabinetu Schrćder-Fischer nie należy się zbytnio martwić; co nie oznacza, że wynik wyborów i kampania spłynęły po Niemcach (i tamtejszych mediach) jak po kaczce!

Faux-pas przedwyborczej walki zaciążyły nad wizerunkiem nowego niestałego członka Rady Bezpieczeństwa:   przywołane przez Edmunda Stoibera (CSU/CDU) na zjeździe wschodniopruskiego ziomkostwa ?dekrety Bieruta?, ?antysemickie wyskoki? Jürgena Möllemanna (FDP) i antyamerykańska retoryka Gerharda Schrödera (SPD), której ukoronowaniem była wypowiedź exminister sprawiedliwości, Herty Däubler-Gmelin (SPD).

Według regionalnej Mitteldeutsche Zeitung z Halle wyborcom niemieckim nie spodobało się ryzykowne granie na emocjach, w postaci rozbudzania nastrojów antyamerykańskich i antysemickich. Z tego powodu SPD utraciła najwięcej głosów, zaś FDP nie stała się trzecią siłą polityczną (szef Liberałów Guido Westerwelle mierzył wysoko, starając się o 18-procentowe poparcie). Podobnego zdania jest Kölner Stadt-Anzeiger, ponadto jego zdaniem klęska postkomunistów z PDS ukazuje, że stawianie przez nich na wschodnioniemieckie resentymenty nie jest już towarem, który może liczyć na nabywców ? co nie przeszkodziło PDS osiągnąć tego samego dnia 19 proc. w wyborach do Landtagu Meklemburgii-Przedpomorza.
Według ?rewanżystowskiego? tygodnika Ostpreußenblatt ? organu ziomkostwa pruskiego ? dwa czynniki umożliwiły ponowne objęcie władzy przez czerwono-zieloną koalicję: powódź, gdy kanclerz przeobraził się we współczującego polityka społecznego, co przyniosło mu wzrost poparcia w środkowoniemieckich landach i odpływ z elektoratu PDS, oraz ? o ironio ? jednoznaczne wypowiedzi Schrödera na temat konfliktu irackiego. Zdaniem tygodnika zaangażowanie Bundeswehry w lokalne konflikty w Kosowie i Bośni, sprawia, że większość jest zdania, iż wymusza to na Niemczech zwiększenie odpowiedzialności za pokój na świecie, analiza zaś historii XX w. ukazuje, iż uczestnictwo RFN w zaczepnej wojnie przeciw Irakowi nie wchodzi w rachubę.
Dla dziennika Passauer Neue Presse najważniejszy był fakt, że ani socjaldemokratom, ani chadekom nie udało się pokonać 40-procentowej bariery, która pozwoliłaby im zgłosić pretensje do rządzenia samodzielnego. Wygląda na to, że wyborcy mają wątpliwości co do umiejętności pojedynczych partii w uporaniu się z palącymi problemami kraju. Monachijski tygodnik Bayernkurier ? oficjalny organ CSU ? pisze, że niemiecki system wyborczy nie prowadzi do rozstrzygnięcia pomiędzy dwoma kandydatami czy partiami, lecz pomiędzy koalicjami, składającymi się z wielu partii, które w pojedynkę nie mogłyby zwyciężyć. Czarno-żółci nie mogli wygrać zaś dlatego, gdyż FDP, wystawiając własnego kandydata do urzędu kanclerskiego, przekreśliła możliwość wystąpienia z Unią we wspólnej drużynie.
Frankfurter Rundschau również ma powód do Schadenfreude ? nie wypaliła ambitna w założeniu strategia FDP: do końca stawiała na samodzielność, zamiast jasno opowiedzieć się po stronie partii chadeckich. W rezultacie, zamiast wymarzonych osiemnastu uzyskali zaledwie niecałe osiem procent głosów, co ostatecznie przekreśliło nadzieje chadecko-liberalnej opozycji na przejęcie władzy. Ta sama gazeta pisze, że każdy krzyżyk postawiony na socjaldemokratów czy Zielonych był zgodą na wznowienie przymierza Schröder-Fischer ? już przed czterema laty mieliśmy wynik wyborów, teraz skierowaliśmy do koalicji polecenie wykonania zadań.
Ale zadania są na miarę Heraklesa. Weser Kurier z Bremy uważa, że jeżeli Schröderowi nie uda się w najbliższym czasie uzyskać wyraźnych sukcesów w walce z bezrobociem i ożywienia gospodarki, to musi się liczyć z dalszym osłabieniem swojej pozycji. Edmundowi Stoiberowi nie udało się natomiast przekonać, że odnowienie czerwono-zielonej koalicji rządowej jest dla Niemiec nieszczęściem, grożącym pogłębieniem zapaści gospodarczej i że to właśnie Stoiber, winien zająć się nadreńską stajnią Augiasza. Zdaniem Frankfurter Rundschau Stoiber musi ponadto wziąć pod uwagę, że wewnętrzne odrodzenie swojej partii i dobry wynik w wyborach zawdzięcza w większym stopniu Angeli Merkel, niż sobie (liczni komentatorzy niemieckiej sceny politycznej twierdzą, że to właśnie ona poprowadzi chadeków w wyborczy bój w 2006 r.).
Tymczasem w Bayernkurier niedoszły kanclerz Stoiber w artykule wstępnym wyraża zadowolenie, że CDU/CSU ? ?polityczna partia środka? ? wyszła z wyborów wzmocniona i pewna siebie. Banalne stwierdzenia, że Unia jest w dużo lepszej sytuacji niż przed czterema laty, a nawet przed ośmioma miesiącami, a osłabiony czerwono-zielony rząd jest postawiony wobec mocnej i kompetentnej opozycji można uznać jako nagrodę pocieszenia dla elektoratu i autopromocję.
O pozycji Niemiec na arenie międzynarodowej pisze ? również wychodząca w Monachium, acz o innym zabarwieniu ? Süddeutsche Zeitung, która radzi kanclerzowi i jego zastępcy Fischerowi położenie kresu kłótniom na linii Berlin-Waszyngton. Schröder może sto razy powtarzać, że w stosunkach tych nie ma mowy o kryzysie, ale ? zdaniem gazety ? czeka go pielgrzymka do Canossy... Natomiast poważny, neutralny bo szwajcarski Neue Zürcher Zeitung uważa, że dymisja pani minister Däubler-Gmelin, której antyamerykańskie wycieczki były logiczną kontynuację wystąpień Schrödera, to za mało jak na poprawę stosunków niemiecko-amerykańskich. Czy w Berlinie serio się uważa, że kanclerz Schröder jest dla Amerykanów bardziej godny zaufania niż kandydat Schröder? ? pyta zuryski dziennik.
Bardziej niż ?problemami kanclerza Schrödera? konserwatywny Junge Freiheit zajmuje się klęską (sic!) CDU. Dieter Stein, redaktor naczelny tego berlińskiego tygodnika twierdzi, że to, co się przydarzyło tej formacji, jest katastrofą w historii wyborów do Bundestagu. Porównując wyniki wyborcze sprzed lat czterech ? kiedy to CDU otrzymała 28,4 proc., a siostrzana CSU 6,7 proc. ? z tegorocznymi, Stein zauważa, że obecnie CDU poprawiło swoje notowania raptem o 0,5 proc. (śmieszne 150 tys. głosów), natomiast CSU o 2,9 proc. (ok. milion głosów), a to oznacza, że zysk całej Unii idzie praktycznie na konto CSU, zważywszy ponadto, że CDU odnotowała jeszcze straty w Bremie i Hamburgu. Stein konkluduje, że pomijając casus CSU, Unia w osobie CDU jest w tej samej druzgocącej sytuacji, do której doprowadził ją w roku 1998 Helmut Kohl.
Redaktor Junge Freiheit dostrzega jednakże dwie drogi rozwoju niemieckiej chadecji. Albo powstanie wyraźnej konserwatywnej alternatywy (co uważa za nierealne w obecnej sytuacji politycznej RFN), albo powstanie swobodnej przestrzeni dla niezależnych inicjatyw, które stymulowałyby wzmocnienie konserwatywnego skrzydła Unii. Teraz liczne marginalne partyjki konkurują o chrześcijańskich, prawicowych czy konserwatywnych wyborców i ci ?rozczarowani konserwatyści? ?kosztowali? chadecję w ostatnich wyborach owe rozstrzygające 1,6 proc. ? tyle brakowało do 40-procentowego wyniku, dzięki któremu spółka Schröder-Fischer musiałaby zwinąć kramik.
Oczekiwanie, że pewnego dnia w kierownictwie CDU ot tak po prostu dokona się zmiana kursu w prawo, jest zdaniem Steina niedorzeczne. Dopóki nacisk pochodzi tylko z jednego, lewicowego źródła, poddają mu się wszystkie partie, czas zatem na reakcję z prawej strony. Pozwólcie kwitnąć tysiącom kwiatów! Czasopisma, gazety, wydawnictwa, instytuty, zrzeszenia, kongresy, koła ? apeluje Stein, powołując się na amerykańskich Republikanów, którzy podlegają znacznemu wpływowi niezliczonych, na ogół niewielkich, lecz samodzielnych organizacji konserwatywnych i czasopism, będących motorem prawej sceny w USA.
Sugestie redaktora berlińskiego tygodnika powinni sobie wziąć do serca również i politycy polskiej prawicy, którzy od zarania niepodległości nie potrafią (nie chcą?) zagospodarować chadeckiego, konserwatywnego elektoratu. Bo popuśćmy wodze fantazji: gdyby tak w wyborach do Sejmu SLD otrzymało 38,5 proc. głosów, a PiS (czy inny flagowy okręt) tyle samo lub więcej...
 
Opr. Jarosław Drużycki
Wyświetlony 33849 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.