poniedziałek, 20 grudzień 2010 22:44

Prostowanie bajek (1)

Napisał

Wielokrotnie bez zastanowienia w formie bajek dostarczamy dzieciom wiele niesprawdzonych wiadomości. A przecież w ten sposób nieodwracalnie skrzywiamy ich młode umysły, przekazując zupełnie nieprawdziwy obraz świata! W niniejszym cyklu postaramy się sprostować najbardziej rozpowszechnione błędy i mity.

 

W badania włożyliśmy sporo trudu i pieniędzy.
Na pierwszy ogień weźmy Czerwonego Kapturka, rekonstruując faktyczny przebieg wydarzeń. Prawdą jest, że główna bohaterka miała takie przezwisko, jej rodzice angażowali się bowiem w ruch lewicowy, a zawistne otoczenie nie chciało im darować płynących stąd - naturalnych przecież u działaczy społecznych - splendorów i korzyści. Wydarzenia jednak, o których opowiada bajka, miały zupełnie inny przebieg.
Nastolatka znana pod przezwiskiem Czerwony Kapturek szła więc przez park do babci. Chciała się jej poradzić w sprawie chłopaków. Babcia bowiem - niezbyt podeszła w latach - znana szeroko jako nimfomanka, była okolicznym ekspertem w sprawach męsko-damskich.
W pewnym momencie zza krzaka wyłonił się niespiesznie jakiś mężczyzna. Między nim a dziewczyną wywiązała się rozmowa, tak nieprecyzyjnie relacjonowana w wielu przekazach.
- Dokąd to zmierzasz tak szparko?
- No, no, tylko nie szparko, zboku jeden! - obruszyła się panienka.
- Ależ dziewczynko, tam nie było przecinka! A szparko znaczy szybko.
- Sory - odparła światowo.
- To zacznijmy jeszcze raz: dokąd zmierzasz tak szybko?
- A właściwie kto ty jesteś, że mnie tak wypytujesz?
- Gdzie moje maniery! Jestem Franciszek Wilk.
Zwróćmy uwagę na fakt o niebagatelnym znaczeniu: krwiożerczy wilk, o którym tyle gadamy dzieciom, to w rzeczywistości starszy pan o wyszukanym słownictwie i miłym sposobie bycia. Wróćmy wszakże na miejsce wydarzeń. Nastolatka powiedziała w końcu, dokąd idzie, pogadali trochę od niechcenia o pogodzie, po czym rozstali się. Droga zajmowała Czerwonemu Kapturkowi jednak sporo czasu - to bowiem zauważyła zająca i musiała go przegonić, to zobaczyła mrowisko i czuła się zobligowana do jego rozsypania i zdenerwowania tych głupich mrówek, to rozdeptała ze trzy gąsienice. Ot, zwykłe rozrywki dorastającej młodej damy.
Kiedy doszła na miejsce, zauważyła przez okno, że nad babcią pochyla się jakaś postać, wpijając się w nią, jakby chciała ją pożreć. Już chciała wydać z siebie stosowny odgłos przerażenia, kiedy ze zdumieniem rozpoznała pana Wilka, który po prostu obściskiwał babcię. Ta zaś nie miała nic przeciw temu.
Gdy dziewczyna weszła do domu, Wilk został przez babcię najwyraźniej ukryty gdzieś w innym pokoju.
- Witaj, Czerwony Kapturku - babcia rozpoczęła dialog, znowu tak bardzo zniekształcony w apokryfach.
- Cześć, babciu! Czemu masz takie czerwone uszy? - niewątpliwie złośliwie spytała wnuczka. To i owo o życiu przecież już wiedziała.
- O, bo tak nasłuchuję, czy idziesz - sprytnie wyłgała się babcia.
Nastąpiła teraz wymiana zdań zupełnie nieistotna dla tej historii. W każdym razie dziewczyna otrzymała szereg instrukcji co do postępowania z osobnikami płci męskiej, po czym babcia za pomocą przekupstwa (300 zł na lody) uzyskała zejście wnuczki ze sceny. Sama zaś przywołała Wilka i wraz z nim przystąpiła do tego, co rozpraszało jej myśli w ciągu ostatniej godziny.
W tym czasie jednak pod oknami willi babci przechodził Walenty, nieco stuknięty myśliwy, starający się o zmonopolizowanie względów babci. Zauważył, co się święci, i bez namysłu (bo nie był w tym najlepszy) przystąpił do działania. Chwycił sztucer i... łubudu przez okno!
Co to się później działo! Wilkowi medycy wyciągali śrut z pośladków, Walentego ganiała po okolicy policja, babcia zaś nawiązywała już flirt z prowadzącym dochodzenie. A Czerwony Kapturek? Kogo w końcu obchodzi niezbyt rozgarnięte dziewczę z pryszczami na twarzy!
PS. Mrówki nie za bardzo ucierpiały na spotkaniu z Czerwonym Kapturkiem i stosunkowo szybko odbudowały swą siedzibę.
Romuald Lazarowicz
Wyświetlony 9618 razy
Więcej w tej kategorii: « Gdańskie cudo
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.