wtorek, 21 grudzień 2010 00:15

Państwo wirtualne

Napisał

Polska jest dziś krajem, który przypomina państwa feudalne na krótko przed upadkiem.

Analogia ta dotyczy tu przede wszystkim ogromnej ?sfery budżetowej?, która wymusza zabójczo wysokie dla gospodarki podatki. Szkolnictwo, które wypuszcza ignorantów; zdewastowane moralnie wskutek ?fali? wojsko z rozdętą niebotycznie kadrą, przypominające karła z wodogłowiem; naukowcy, którzy drenują budżet, nic do niego nie dodając i nie będąc w stanie zwrócić na swoje pseudobadania uwagi krajów rozwiniętych; nieprzeliczone fundusze docelowe i specjalne; niebotyczne emerytury dla byłych aparatczyków i oficerów SB i LWP; a wreszcie nieprawdopodobna, wymuszona hojność, z jaką tak biedne społeczeństwo łoży na puste kina i teatry w sytuacji braku polskiej dramaturgii i filmów, które oglądaliby widzowie spoza kręgu najbliższych znajomych reżysera - wszystko to sprawia wrażenie bardziej Kuby niż europejskiego kraju o tysiącletniej historii.

Jednocześnie policjanci, którzy nie chodzą na kursy obronne i którzy mają prawo wystrzelić tylko 12 kul w ciągu roku - przyzwyczajani zarazem, że aresztowani przez nich przestępcy zostaną nazajutrz zwolnieni przez prokuratora - po prostu starają się ich unikać lub wręcz wypracowują jakiś z nimi modus vivendi. Od pięciu lat nie możemy się doczekać wyjaśnienia, skąd w notesie zastrzelonego bandyty wzięły się telefony znanych polityków. Jedyny skuteczny sposób walki z gangami, czyli instytucja świadka koronnego została podważona przez panią minister sprawiedliwości. Gdy prokurator Olejnik przygotował takiego świadka na proces łódzkiej ?ośmiornicy?, tygodnik ?Nie? serią artykułów spowodował - wg krążącej opinii - jego dymisję (być może chodziło w tym wypadku o sprawę funduszu, któremu patronował łódzki poseł SLD).

W sytuacji więc gdy osłabiony organizm zżerany jest przez tę armię pijawek, może dojść do rozpadu demokratycznych procedur. Nieoficjalne dane mówią już o 35% poparcia dla Andrzeja Leppera.

Powiedzmy zatem otwarcie: kraj nasz obecnie do złudzenia przypomina Polskę czasów saskich.

To prawda, że słaba Rosja zgadza się tolerować dość duży zakres naszej suwerenności - choć jej nieoficjalny przedstawiciel nie tak dawno groził ?daniem w zęby? każdemu Polakowi, który by chciał zrewidować neokolonialną umowę w sprawie gazociągu. Z drugiej strony jednak rośnie potęga Niemiec; te zaś odnoszą się do polskich postulatów z coraz większym lekceważeniem. Nie chodzi tu bynajmniej o kwestię odebrania nam Ziem Zachodnich - nie warto bowiem odcinać części od czegoś, co można wziąć w całości. Tak przecież stało się z przemysłem węgierskim, a obecnie podobny proces zachodzi w Czechach. Z punktu widzenia zwolenników Nowej Europy jest on równie nieuchronny, co ?pokojowa? aneksja Walii przez Anglię czy ?siostrzanych republik? przez cesarstwo napoleońskie.

W tym momencie publicyści establishmentu zmieniają płaszczyznę dyskusji i przenoszą je na teren, na którym czują się mocniej: a mianowicie na kulturę. - Ach - słyszymy - co to ma w gruncie rzeczy za znaczenie, kto i co produkuje; globalizacja i tak to wszystko sprowadzi do wspólnego mianownika. Liczy się potencjał kulturowy... a tu - co jest rzeczywistą polską racją stanu - odpowiedni ludzie mogą liczyć na odpowiednie dotacje z Brukseli.

Jest to poważny argument. Kiedy bowiem słyszymy, że w całej integracji z Unią chodzi tylko o parę tysięcy stanowisk dla naszych ?Europejczyków?, nasuwa się odpowiedź, że to przecież korzystne, iż nie będziemy musieli ich dłużej utrzymywać. Każdy przyklaśnie też temu, by nasi filmowi geniusze produkowali swoje knoty za pieniądze unijne, a nie nasze.

Ale mówiąc serio: kultura III Rzeczpospolitej to na razie byt potencjalny. Porównanie z takim samym okresem Polski Odrodzonej wypada porażająco. Jeśli przywołać książki, sztuki teatralne, a nawet filmy, jakie ukazały się w tamtych latach i porównać ten dorobek z tym, co powstało w ciągu ostatnich 12 lat, to trzeba stwierdzić, że otacza nas kulturalna pustynia. Nie istnieją nawet odległe odpowiedniki ?Skamandra?, ?Wiadomości Literackich?, Reymonta, Kadena-Bandrowskiego, Tuwima czy Uniłowskiego - nie mówiąc już o całej wspaniałej konstelacji kabaretów, teatrzyków, wystaw futurystów i teatru Witkacego.

Jakie są przyczyny tego rozpaczliwego stanu rzeczy?

Najważniejszy podał, jak się zdaje, wielki malarz Eugene Delacroix 180 lat temu: Trudno wyobrazić sobie Fidiaszów pod rządami tyranów i pośród upodlenia dusz. Panowanie donosicieli i zbrodniarzy nie może być panowaniem piękna, a jeszcze mniej prawdy.

Józef Białek, Piotr Skórzyński

Wyświetlony 7361 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.