niedziela, 31 styczeń 2010 21:45

Krajobraz po stypie

Napisał
Edmund Burke uważał naród za organiczną całość, na którą składają się pokolenia przeszłe, a więc ludzie, którzy żyli tu przed nami, teraźniejsze, czyli my sami, oraz przyszłe, to znaczy nasi potomkowie i spadkobiercy. Nawiązując do tego twierdzenia, można powiedzieć, że odpowiedzialna polityka polegałaby na umiejętności dbania o interesy tych, którzy odeszli, tych, którzy są, oraz tych, którzy nadejdą.


Niezwykle ważne okazuje się tu przy tym wyczucie proporcji. Rewolucyjni progresywiści, na przykład, zainteresowani są jedynie przyszłością, a więc tym, czego jeszcze nie ma, a zwłaszcza przyszłością w miarę odległą, co do której można bez żadnej odpowiedzialności snuć fantastyczne plany. Dla tej przyszłości są w stanie poświęcić nie tylko przeszłość, a zwłaszcza pamięć o tym, że lepiej już było, ale również teraźniejszość, którą składa się w radosnej ofierze na ołtarzu utopii. Wszystkie zbiorowe psychozy naszych czasów, w rodzaju walki z globalnym ociepleniem bądź globalnym ochłodzeniem ? zależnie od koniunktury ? oparte są właśnie na maniakalnej trosce o przyszłość tych akurat zjawisk, na które wpływ mamy niewielki bądź żaden. Z tego też powodu ludzie, którzy z codziennego doświadczenia powinni wiedzieć, jak ograniczona jest wartość prognoz pogody na najbliższy weekend, głęboko wierzą w proroctwa dotyczące globalnego klimatu za pięćdziesiąt czy sto lat.

Lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu ? powiada ludowe przysłowie i sprawdza się ono nawet wtedy, kiedy o przyszłych pieczonych gołąbkach rozprawiają naukowe autorytety. Życie wedle dewizy wybierzmy przyszłość ostatecznie sprowadza się do zaklinania nierzeczywistych okresów warunkowych: a gdyby tu nagle było przedszkole w przyszłości? Z praktycznego punktu widzenia mniej szkodliwe wydaje się skupienie na teraźniejszości, zwłaszcza że jest to postawa całkowicie zgodna z naturą, jeśli wierzyć opiniom mówiącym, iż zwierzę żyje w ciągłym ?teraz?, nie tracąc czasu na wspomnienia o niegdysiejszych śniegach i nie planując jutrzejszych tryumfów. Żyć dniem dzisiejszym, nie martwiąc się o jutro, nie troszcząc się o wczoraj, żyć tak, jakby ten dzień miałby być ostatnim ? to niewątpliwie atrakcyjne rozwiązanie, ale tylko dla kogoś, kto nie ma żadnych zobowiązań. Jest w tym bowiem spora doza hazardu: dzisiaj się straci ? jutro się zobaczy. Ktoś może tak żyć, ale z kimś takim żyć się nie da. Trudno byłoby komuś takiemu powierzyć nadzór nad skupem złomu, a co dopiero polityczną odpowiedzialność za ludzi czy instytucje.

Kogo nie ekscytuje przyszłość i odstręcza teraźniejszość, zawsze może skupić się na przeszłości. Tego rodzaju muzealnicza czy archeologiczna postawa niewątpliwie ma swoje uroki, może jednak również utrudniać przeżycie w sytuacji, kiedy jest się odpowiedzialnym za innych. Przeszłość zasługuje na pamięć i troskę, może stanowić rezerwuar wzorców i przykładów, ale nie należy jej absolutyzować. Ludzie, którzy żyli, nie byli pomnikami ? pomniki i zabytki tworzy się na użytek teraźniejszości i przyszłości. Są fikcją, mitem, choć niezbędnym, ale o tym ich mitycznym charakterze nie można zapominać. Polityk skupiony jedynie na polerowaniu pomników i pielęgnacji grobów musi liczyć się z tym, że jeśli przeszłość przysłoni mu teraźniejszość i przyszłość, już niedługo może mieć więcej grobów do pielęgnacji.

Krótko mówiąc: trzeba znać proporcje. Ich znajomość wśród przeciętnych ludzi jest dość powszechna, czego dowodem jest fakt, że nasz gatunek zupełnie dobrze sobie radzi na tej planecie i nie tylko ma zdolność adaptowania się do środowiska, ale również posiadł rzadką zdolność dostosowywania środowiska do siebie i swoich potrzeb. Tak więc wbrew opiniom ekologów nie ma się czym martwić, a ginięcie i wymieranie gatunków jest jedynie dowodem na to, że mechanizm selekcji naturalnej wciąż działa. O ile jednak gatunek trwa, o tyle tego samego nie można powiedzieć o tego rodzaju bytach, jak narody czy tym bardziej państwa, których powstania i upadki składają się na intrygujący wątek w dziejach Homo sapiens. Wynika stąd, że ludzie umieją zadbać o siebie i bliźnich w skali mikro, gorzej im natomiast wychodzi to w skali makro. Być może wiąże się to też z tym, że lokalne zaniedbania mają równie lokalne skutki, po których łatwiej się podnieść, natomiast zaniedbania i fuszerki w skali wspólnoty przynoszą rezultaty, które przez stulecia nie dają spokoju historykom i poetom. A wszystko stąd, że poświęcono konkretne rozwiązania na rzecz marzeń, umiarkowane planowanie zastąpiono rozpamiętywaniem minionych sukcesów i klęsk, a choćby powierzchowną naukę płynącą z historii doraźnym zaspokajaniem potrzeb. Krótko mówiąc ? zapomniano o proporcjach.

Czy polscy politycy dziś je znają? To znaczy, czy umieją rozsądnie rozłożyć priorytety, określić możliwości i w ich perspektywie cele, nie ryzykując losem ani żyjących, ani ich potomków, a jednocześnie nie pozwalając na marnotrawstwo dokonań przodków? Pytanie jest ważne, tym bardziej że we współczesnym państwie demokratycznym ? chcemy czy nie ? nasz los zależy w dużej mierze nie od nas samych, ale właśnie od polityków i związanych z nimi urzędników. W normalnych warunkach, które przez setki lat zapewniały rozwój zachodniej cywilizacji, a więc wtedy, gdy istniała wyraźna odrębność sfery prywatnej i politycznej, przeciętny człowiek mógł sobie pozwolić na luksus obojętności w kwestiach politycznych. Nikt nie zawracał mu głowy wybieraniem władców. Ich istnienie było pewnym złem koniecznym (bądź nieoczekiwanym dobrem), które przyjmowało się z dobrodziejstwem inwentarza, podobnie jak powodzie, susze i huragany. Od czasu jednak, kiedy ludzie zaczęli mieć, przynajmniej teoretycznie, taki wpływ na władzę, jakiego dotąd nie mieli, owa władza zaczęła również mieć wpływ na ludzi ? taki, jakiego dotąd nie miała. Odtąd też nie wystarczyło, aby człowiek sam zadbał o siebie: dbała o niego władza, z jego przyzwoleniem lub bez, a on sam musiał zacząć kombinować, jak uniknąć tej niepożądanej troski.

(?)
Wyświetlony 4979 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.