sobota, 13 luty 2010 20:24

O genealogii i doktrynie elit III RP

Napisane przez
Truizmem jest stwierdzenie, że inteligencja odgrywa istotną rolę w kształtowaniu opinii i postaw w społeczeństwie. Nie będzie niczym oryginalnym zwrócenie uwagi na fakt, że dostęp do mediów stanowi kluczowy warunek dla sprawowania "rządów dusz" przez tę inteligencję.

W III RP dominację w dyskursie publicznym zdobył odłam inteligencji wywodzący się z części dawnej opozycji solidarnościowej, nazwanej przez jednego z jej przywódców ? Adama Michnika, ?lewicą laicką?.

 
Warto zastanowić się nad genealogią i korzeniami ideowymi tej grupy, gdyż uświadomienie sobie powyższego może stanowić klucz interpretacyjny, umożliwiający zrozumienie wielu wydarzeń z naszej najnowszej historii.
 
Wyrażane przez środowisko, o którym mam zamiar pisać, idee miały wielki wpływ na myślenie bardzo dużych grup. Wynika to ? w moim przekonaniu ? z faktu, że choć wyznawało ono egalitaryzm i nieobce były mu postulaty wywrotowe tudzież rewolucyjne, to sama jego struktura była wyjątkowo hierarchiczna, a styl myślenia ? konserwatywny. Co przez to rozumiem? Otóż formułowane przez kilka najważniejszych postaci, nazywanych później ?autorytetami moralnymi?, opinie były niemal bezrefleksyjnie powielane przez wielką część polskiej inteligencji. Jednocześnie, nawet jeśli były one skłonne do pewnej metamorfozy ideowej, to ich pryncypia i absolutyzacja pewnych wartości pozostawały niezmienne.
 
Zasadnicza część wyobrażeń dotyczących rzeczywistości społecznej brała się u późniejszej ?lewicy laickiej? z doświadczeń i refleksji intelektualistów, którzy po wojnie zaangażowali się w legitymizowanie systemu komunistycznego.
 
Powody tego angażu tłumaczono różnorako, a zasadnicza linia podziału przebiegała między tymi, którzy kolaborowali, a tymi, którzy ? zazwyczaj, tracąc zarówno możliwość publikowania swoich dzieł, jak i zarabiania na życie ? współpracy odmówili. Najważniejsze argumenty zdawali się wysuwać z jednej strony Czesław Miłosz, z drugiej zaś ? Zbigniew Herbert. Pierwszy zarysował w ?Zniewolonym umyśle? figurę ?ketmana? ? człowieka, który prowadzi grę z systemem totalitarnym, starając się w swych dziełach ?przemycić? tak dużo, jak to tylko możliwe. W pewnym stopniu nasuwa się tu analogia do znanej z czasów zaborów ?mowy ezopowej?. Drugi natomiast dość lekceważąco podchodził do tłumaczeń swoich kolegów, traktując je raczej jako ukrywające własne słabości racjonalizacje. Swoje stanowisko wyartykułował choćby w wywiadzie z Jackiem Trznadlem, zamieszczonym w ?Hańbie domowej?. Komunizm wydawał się Herbertowi tak wyjałowiony z jakichkolwiek przyciągających intelektualistę idei, że jego afekt do tego systemu mógł być tłumaczony jedynie serwilizmem, przyjmującym postać egoistycznego czerpania profitów ze swej służalczości kosztem innych.
 
Powyższe argumenty w zamyśle ich wyrazicieli wzajemnie się wykluczają. Nie rozstrzygając wykraczającego poza ramy tego tekstu sporu, chciałbym podać pod rozwagę kolejny powód, mogący stanowić przyczynę omawianego flirtu, a jednocześnie nadający zaangażowaniu intelektualistów w funkcjonowanie nowego systemu wymiar realny, tj. niewynikający z prowadzenia żadnej roztropnej i rozważnej gry, lecz głęboko zinternalizowanych przekonań. Otóż intelektualiści ci darzyli daleko posuniętą awersją rzeczywistość polityczną panującą w II RP. Obca była im radość z funkcjonowania odzyskanego po ponad wieku państwa. Kojarzyło się im ono raczej z ?duszną atmosferą?, gettem ławkowym, numerus nullus, numerus clausus i faszyzującą dyktaturą. Niechęć ta była tak olbrzymia, że prawdopodobnie mogłaby skutkować poparciem każdego systemu, który uwolniłby od nieznośnego bagażu doświadczeń, nabytych w Polsce przedwojennej. W tym przypadku popchnęła ich do angażu w dokonujący werbalnej deprecjacji i wieńczący fizyczną destrukcję poprzedniej rzeczywistości ustrój komunistyczny. Na boku zostawiam rozważania, czy niszczenie resztek starego świata intelektualiści uważali za przykry, lecz konieczny element zakorzenienia się będącego wyrazicielem ?nowego, lepszego świata? komunizmu w Polsce, czy też wręcz radowali się z destrukcji noszącej nieznośny metafizyczny bagaż symboliki ze starym światem związanej. Niewiele pomogą one w naszych dywagacjach, a przyjęcie określonego podejścia wiązało się prawdopodobnie ze stopniem niechęci do II RP i ? jednocześnie ? nadziei związanych z nadejściem systemu komunistycznego.
 
Należy natomiast nadmienić, że o ile Polska przedwojenna kojarzona była przez znaczną część polskiej inteligencji z ciemnogrodem, wylęgarnią antyżydowskich idiosynkrazji, w której następowała eskalacja nastrojów nacjonalistycznych, to nową rzeczywistość postrzegano jako synonim postępu, triumfu rozumu, niwelującego odrażające wstecznictwo.
 
Te same fobie i antypatie, ale też podobne sympatie i inklinacje zostały przejęte przez wspomniane środowisko ?lewicy laickiej?. O ile pokolenie intelektualistów, którzy pomogli komunistom trafić do przynajmniej części niechętnego im od początku społeczeństwa (vide opublikowane przez Mikołajczyka prawdziwe wyniki referendum ?3 x tak?) zaczęło powoli wycofywać się z działalności w ustanowionych przez sowieckiego okupanta strukturach, o tyle na drogę politycznego aktywizmu wkraczała grupa młodych, zradykalizowanych działaczy, m.in. Jacek Kuroń ze swoim komunistycznym harcerstwem. Maszerowali oni, przykładowo, przez polskie wsie i, śpiewając komunistyczne pieśni, prowokowali miejscową ludność, która jednak nic nie mogła poradzić, wiedząc, jak poważne struktury stoją za młodymi aktywistami. To ostatnie sprawiało zresztą Kuroniowi i jego kolegom satysfakcję, co sami przyznawali. Ot, niedomyty chłop antysemita, symbolizujący reakcyjne czasy przedwojenne, musi podporządkować się grupie młodych ludzi, niosących na sztandarach hasła postępu i rewolucji. Widzimy tu, w nieco zmodyfikowanej formie, tę samą, sprowadzającą się do dialektycznej walki sił postępu i reakcji, formułę, którą wygłaszali wspomniani intelektualiści.
 
Po pewnym czasie w środowisko ?komandosów? (tak nazwano opisywaną grupę z uwagi na fakt, że jej członkowie mieli w zwyczaju wpadanie na zebrania różnych gremiów partyjnych i zadawanie niewygodnych pytań) zaczęło krytykować panujący ustrój, tyle że czyniło to z perspektywy marksistowskiej ortodoksji. Była to optyka ludzi zawiedzionych faktem, że Gomułka odszedł od ideałów Października 1956. W napisanym na przełomie 1964 i 1965 roku ?Liście do członków PZPR i Związku Młodzieży Socjalistycznej przy Uniwersytecie Warszawskim? Karol Modzelewski i Jacek Kuroń optowali za pomysłem wprowadzenia demokracji opartej o rady robotnicze, na czele z Centralną Radą Delegatów. Poddali krytyce nie tylko biurokratyzację systemu socjalistycznego, ale także zachodnią ideę demokracji parlamentarnej. Sam tytuł listu świadczy zresztą o tym, że jego autorzy to kontestatorzy z wnętrza systemu, nie negujący socjalizmu, lecz jego wypaczenia.
 
(...)
Wyświetlony 4320 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.