sobota, 13 luty 2010 21:30

O języku dawnych gdańszczan

Napisane przez
 To czym można dzisiaj rozpoznać dawnego gdańszczanina? Nie każdy z nich ma wypisane to na twarzy, czy też nosi w klapie marynarki herb miasta, mówiący, że jest "Danzigerem". Zawsze jednak, ilekroć pada pytanie: "Sind sie Danziger?" (Czy jest pan gdańszczaninem?) pada niezmiennie odpowiedź: "Aber ja, doch! Auch ein Mochum! "(Ależ tak, oczywiście mieszczuch)  lub "Auch ein Pomuchelskopp!"(także "łeb dorsza"). Wtedy to język zdradza od razu pochodzenie danego człowieka, jego los, a nawet klasę czy pozycję społeczną. Nie inaczej jest z dawnymi gdańszczanami.

Potocznie sądzi się, że był to język niemiecki. Oczywiście, jest to tylko po części prawda. Gdybyśmy cofnęli się w czasie do okresu przynajmniej międzywojennego, to okaże się, że w Wolnym Mieście Gdańsku istniało co najmniej kilka odmian tego języka, tzw. dialektów nakładających się na siebie w tym portowym mieście. Niemiec z Bawarii czy Nadrenii z trudem mógł zaś zrozumieć swojego pobratymca z Gdańska czy Pomorza. Podsycał również te różnice językowe swoiście pojmowany patriotyzm lokalny oraz spuścizna społeczno-polityczna miasta i regionu pomorskiego. Mieszkańcy poszczególnych landów zawsze mówili o sobie w pierwszym rzędzie, że są Bawarczykami, Ślązakami, Sasami, Pomorzanami, w mniejszym stopniu zaś Niemcami. Dopiero wzrost świadomości narodowej spowodował ewolucję tego poglądu w stronę pojęcia ogólnonarodowego. Zawsze jednak pozostało ono drugorzędne, a pierwszeństwo w Niemczech, także i obecnie, ma pojęcie ?Heimatlandu? (małej ojczyzny).

 
Prześledźmy zatem kilka podstawowych różnic językowych, które charakteryzowały dawnych mieszkańców Gdańska.
 
Udajmy się najpierw w kierunku ?Zielonego Mostu?, skąd spoglądamy na Targ Rybny, na którym stały rzędami kobiety handlujące flądrami, mówiło się wtedy w Gdańsku ?aufs Maul? (na pyskówki-pogaduchy) albo na przystanek tramwajowy, gdzie najczęściej słyszało się gdański dialekt.
 
Gdański ?Plattdeutsch? jest gałęzią wielkiej dolnoniemieckiej rodziny językowej, której zasięg przebiegał od zachodniego wybrzeża flandryjskiego na wschód, w kierunku Królewca i Kłajpedy. Ten dolnoniemiecki język różnił się od górno- i średnioniemieckiego nie tylko w piśmie oraz potocznej mowie, lecz również zachowaniem pewnych archaicznych form głosek, które stosował. Polegało to na tym, że przesuwało się poszczególne głoski. W języku niemieckim używa się np. zaimek osobowy ?ich?, czyli ?ja?, natomiast gdańszczanie mówili raczej ?ick?, ?dat? zamiast ?das?, jako zaimek wskazujący ?to?. Czasownik ?laufen? (biec) wymawiano ?lepen?, mówiono ?twee? zamiast ?zwei? (dwa) itp. Gdy plemiona dolnoniemieckie osiedliły się nad dolną Wisłą, przyniosły ze sobą swój język, gdyż górnoniemieckiego w ogóle nie rozumiano.
 Już w czasach Hanzy pisało się i mówiło w Gdańsku przeważnie w dolnoniemieckim dialekcie, zwanym ?platt?. Paul Beneke podczas szturmu na okręt ?Św. Tomasza? mówił do swoich zwolenników: ?Ach, Gesellen, wat schallen wi nu don? Nu wollde ick doch, dat ick düssen Dag nich affgelevet, dat ick mit minen Ogen mocht ansehen, dat so maniger dudescher Krigsmann unde Schipmann vor den Walen vorzaget unde de Flucht nimmt... (Ach, towarzysze, cóż my mamy teraz czynić, chciałbym, ażeby ten dzień nie przeminął, abym mógł zobaczyć na własne oczy, aby niektórzy żołnierze spośród marynarzy nie musieli już więcej uciekać...).
 
Sama Rada Miasta posługiwała się w XVI w. tym właśnie dialektem. Od okresu reformacji zaczyna z trudem pojawiać się w Gdańsku dialekt górnoniemiecki, jednakże ograniczony był on jedynie do niewielkich grup ludności. Właściwym ?Plattdeutsch? porozumiewali się jednak portowcy, stoczniowcy, rybacy z Mierzei Wiślanej oraz rolnicy z Żuław. Charakterystycznymi popularyzatorami gdańskiego dialektu byli włóczędzy, żebracy, kloszardzi, zwani ?Danzgier Bowke? (gdański bówka), którzy mówili na co dzień tym językiem, obfitującym w bogaty miejski humor sytuacyjny. Szczególnie popularne były ?anegdoty Bollermanna?, które publikowano szeroko w ramach serii ?Gdańskiego Humoru?. Można w tym miejscu snuć podobną analogię z ?lwowskimi batiarami?, którzy pełnili podobną rolę w upowszechnieniu ?dialektu lwowskiego?, co ?gdańscy bówkowie? dla dialektu dolnoniemieckiego.
 
(?)
Wyświetlony 3073 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.