czwartek, 18 luty 2010 21:43

Toksyczny fundament

Napisane przez
Żaden kraj nie może być większy niż ludzie, którzy nim rządzą, oraz elity, w jakie na co dzień wpatrzony jest tłum. Polską rządzą dziś ludzie mali, o skundlonych elitach nie wspominając. Czerwiec to znakomita okazja, by jednym i drugim wytknąć celowe zaniechania, subtelne przemilczenia oraz ordynarne łgarstwa, współobywateli zaś uczulić na upiorne konsekwencje owych zaniedbań.

Okrągła rocznica wyborów czerwcowych w 1989 roku od lat wywołuje wśród Polaków zrozumiałą ekscytację. Komuniści podzielili się władzą ? i to jest fakt. Jednak to, w jaki sposób oni się tą władzą podzielili, a zwłaszcza z kim się nią podzielili, budziło, budzi i będzie budzić skrajne emocje. Niepotrzebnie. By efekty tamtych zmian ocenić, wystarczą szeroko otwarte oczy oraz garść zdrowego rozsądku. I kilka cytatów.

 
Nawiązując do efektów okrągłego stołu, Wojciech Jaruzelski oznajmił niedawno, że jemu się taka Polska podoba. Aleksander Kwaśniewski poszedł krok dalej, formułując bez ogródek opinię, że bez porozumienia zawartego przy okrągłym stole nie dałoby się żyć. Dwadzieścia lat wcześniej, gdy 16 lutego 1989 roku na posiedzeniu Sekretariatu Komitetu Centralnego PZPR dyskutowano o wyborach do parlamentu (obrady okrągłego stołu już trwały), Czesław Kiszczak zauważył: Sami sobie zakładamy pętlę, idziemy na rzeź jak barany. Po czym zadekretował: Nie możemy stracić władzy za pomocą kartki wyborczej. Ostatnio zaś (przed sądem) stwierdził, że żadnego wywalczenia wolności nie było, bo to on wybierał partnerów do rozmów o przekazaniu władzy i byłoby dla tych ludzi lepiej, gdyby o tym nie zapominali.
 
Gładko do nowej Polski
 
Kto ma w sobie odrobinę więcej przenikliwości niż mikrofon Moniki Olejnik, ten, zaznajomiony z powyższym, rozumie już wszystko, co o kulisach tak zwanej transformacji ustrojowej rozumieć należy: to komuniści zaplanowali przebieg owej transformacji i od początku do końca starannie go kontrolowali. Z przeświadczeniem graniczącym z pewnością, że przyjęcie dowolnego innego rozwiązania oznacza dla tej formacji katastrofę.
 
Rzecz jasna, do przemian dojść musiało. Wydarzenia lat 1988-1989 w Polsce stanowiły jedynie fragment, a właściwie prolog, wieńczący wieloletnią geopolityczną grę pomiędzy Zachodem i Wschodem, w której Polska oraz pozostałe kraje ?ludowej demokracji? stanowiły poszczególne elementy misternej układanki. Przy czym w tej grze Polska okazała się nie byle puzzlem, lecz pierwszym klockiem domina, którego upadek poruszył wszystkie pozostałe.
 
Wszystkie te metamorfozy, związane z demontażem sowieckiego imperium w Europie Środkowej, mogły stanowić zarzewie faktycznego zwycięstwa Polaków nad historią. Niestety, zapoczątkowały one ciąg zjawisk, które z perspektywy dwudziestu lat trzeba ocenić negatywnie. Okazało się bowiem, że zasiadającym do okrągłego stołu komunistom udało się spacyfikować sporą część środowisk antykomunistycznych. Okazało się także, że wcale nie chodziło o umożliwienie Polakom samodzielnego kształtowania suwerennego bytu państwowego, lecz o takie dogadanie się z przedstawicielami ?koncesjonowanej opozycji?, aby oprawcom Narodu i ich następcom zagwarantować bezkarność, a zarazem przechwycić i utrzymać kontrolę nad podstawowymi gałęziami gospodarki.
 
Specyficzna etyka
 
Stanisław Michalkiewicz: Dzięki materiałom ujawnionym przez Instytut Pamięci Narodowej mogliśmy dowiedzieć się o ofercie, jaką ówczesnej władzy za pośrednictwem oficerów Służby Bezpieczeństwa złożył wybitny przedstawiciel jednego z nurtów opozycji demokratycznej w Polsce, Jacek Kuroń. Oferta ta sprowadzała się do tego, że jeśli władza udzieli dyskretnej pomocy w wyeliminowaniu ?ekstremy? z podziemnych struktur, to ?my?, czyli środowisko, którego wybitnym reprezentantem był Jacek Kuroń, ?w imieniu społeczeństwa? udzieli ludziom dotychczasowej władzy gwarancji zachowania pozycji społecznej oraz gwarancji zachowania zdobyczy, które nomenklatura właśnie sobie kradnie.
 
Rzeczywiście, jedną z negatywnych konsekwencji Okrągłego Stołu było uwierzytelnienie trwającego bodaj od 1984 roku procesu uwłaszczania nomenklatury. Jak gdyby za pokojowe oddanie władzy, którą komuniści oddać tak czy siak musieli, należała się im jakaś premia. Prawdę powiedziawszy, za zwrot zagrabionych dóbr przysługiwał komunistom sprawiedliwy osąd oraz wyważona zemsta, ale w żadnym razie nagroda. Tymczasem ? i nigdy dość tego przypomnienia ? w wyniku nieuczciwie przeprowadzonych prywatyzacji, z samozwańczych posiadaczy większej części majątku należącego do wszystkich, komunistyczna wierchuszka przedzierzgnęła się w pełnoprawnych właścicieli zagrabionego. A jakby tego było mało, rzesze dawnych pezetpeerowskich aktywistów przeszły gładko do nowej rzeczywistości wraz ze specyficznymi sposobami pojmowania działalności publicznej, etyką i nawykami (Piotr Gontarczyk).
 
I to właśnie owa ?specyficzna etyka? to bodaj najtragiczniejsza konsekwencja przemian ustrojowych w Polsce. Na dalszą metę oznacza bowiem akceptację rozprzężenia aksjologicznego, w wyniku którego z życia publicznego eliminowane są fundamentalne zasady sprawiedliwości.
 
Cena zbyt wysoka
 
Tu dwa słowa niezbędnej dygresji: otóż kultura, czyli wszystko to, co określa indywidualną czy narodową tożsamość człowieka oraz buduje jego relacje z innymi ludźmi, bierze się z etyki. Zresztą o fundamentach da się powiedzieć znacznie więcej, bo to przecież aksjologia stanowi podstawę każdego ustroju społecznego. Nie można bowiem stanowić prawa określającego, co wolno, a czego nie wolno, bez uprzedniego wartościowania dobra i zła. To tutaj rodzi się przekonanie o słuszności naszych wyborów i wyższości naszego systemu etycznego nad innymi.
 
A po tym wstępie: gdy przestaje obowiązywać zasada, że złe uczynki należy bezwzględnie karać, zaciera się rozróżnienie między dobrem a złem, złoczyńcy zaś uniemożliwia się dokonanie aktu ekspiacji. Chcę przez to powiedzieć, że bez zerwania z dziedzictwem komunizmu Polska nigdy nie stanie się normalnym krajem. To w sumie proste jak procesy myślowe u dziennikarzy Superstacji: czy ludzie, którzy w zniewolonym kraju pięli się po szczeblach partyjnej kariery kosztem ludzi prawych, dają w obecnej rzeczywistości rękojmię przyzwoitości? A skoro nie dają, czy powinni tworzyć struktury państwa demokratycznego bądź choćby tylko w nich uczestniczyć? Nie, nie powinni ? i właśnie w tej naturalnej, zdroworozsądkowej negacji zawarta jest definicja sprawiedliwości, której do dziś nam brakuje.
 
(?)
Wyświetlony 3613 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.