czwartek, 18 luty 2010 22:31

Euroszaleństwo

Napisane przez
Nie milknie dyskusja wokół konieczności (lub nie) wprowadzenia w Polsce eurowaluty. Przy czym zwolennicy tego rozwiązania sprawiają wrażenie, jakby euro odbierało im rozum.

To prawda, że w dzisiejszym świecie prowadzenie niezależnej polityki finansowej bywa z różnych względów niezwykle trudne. Tym niemniej należy pamiętać, że emisja pieniądza to jeden z filarów niepodległego państwa, a przy tym najistotniejszy instrument, umożliwiający ingerowanie w gospodarkę narodową. W tym kontekście, o ile można zasadnie dyskutować na temat rezygnacji z elementów niepodległości na rzecz skuteczniejszej w dzisiejszej rzeczywistości struktury polityczno-ekonomicznej, to podejmowanie tego rodzaju wyzwań w sytuacji narastającego kryzysu świadczy bądź to o jakiejś nadzwyczajnej tępocie polskich decydentów, bądź o ich osobistej (i jakże kompromitującej) zależności od międzynarodowego kartelu finansowego. Bo przecież założenie, że zaraz po wprowadzeniu euro wszystkim Polakom w portfelach przybędzie, a polska gospodarka ?ruszy z posad bryłę świata?, a wszystko to dzięki deklarowanej nieustannie przez Brukselę paneuropejskiej solidarności z obywatelami kraju położonego nad Wisłą, to co to niby jest, jeśli nie zatrważająca naiwność?

 
Słoma w głowach
 
Warto zadać sobie pytanie, czemu Francja i Niemcy chcą, by na terenie Polski wprowadzono euro. W interesie własnym chcą czy w interesie Polski? A może jest to jedno i to samo? Wedle opinii prezydenta Sarkozy?ego, Polska powinna zrezygnować z amerykańskich instalacji wojskowych, ponieważ zbytnio rozdrażnia Moskwę. Za to bezpieczeństwo zapewni nam wejście do strefy euro. Inne pytanie zatem brzmi: czy prezydent Francji uważa Polaków za bandę idiotów, czy sam robi za idiotę ? pożytecznego?
 
Podobnie nonsensownie dźwięczą obietnice euroentuzjastów, że oszczędzimy na kosztach transakcyjnych, dzięki czemu jako nacja rozszalejemy się po Europie. Jasne, że rozszalejemy się, kto by nie chciał, przy miesięcznych zarobkach na poziomie sześciuset czy siedmiuset euro? Ba! Jak ktoś dowcipnie zauważył, do Paryża runą niechybnie tłumy polskich emerytów (400 euro miesięcznie), by za całą emeryturę wykupić kilka noclegów w tamtejszych hotelach ? i nad Sekwaną umrzeć sobie z głodu.
 
Ekonomiczne zaś proroctwa, że wzrost cen nie przekroczy dwóch procent, można sobie już dziś w buty włożyć. Francja przez dekadę utrzymywała oficjalnie, że wzrost oscylował w tych właśnie granicach, póki ichniejsi statystycy nie przyznali, że wprowadzali opinię publiczną w błąd, i że faktyczny wzrost cen był dziesięć razy wyższy.
 
Politycy małej Danii mają w głowach coś więcej niż słomę, skoro w dalszym ciągu odrzucają euro, mimo iż Dania od dekady dba o stały kurs wymiany korony duńskiej i europejską walutę mogłaby przyjąć w dowolnej chwili. Najwyraźniej troska o bieżące odizolowanie kraju od światowych rynków finansowych przeważa nad partykularyzmem grup kapitałowych funkcjonujących na duńskim rynku.
 
(?)
Wyświetlony 2994 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.