czwartek, 18 luty 2010 22:47

Daleko od przyzwoitości

Napisane przez
W kraju między Bałtykiem a Tatrami niektórzy dysponują władzą i pieniędzmi, natomiast innych odsyła się do bogini Temidy. Co często oznacza, że odsyła się ich do diabła. Bo sprawiedliwość w polskim wydaniu to jedynie złudzenie, polska Temida zaś jest ślepa jak długopis Janiny Paradowskiej, głucha jak tipsy Jolanty Rutowicz i zepsuta niczym charakter Tomasza Lisa. A na domiar złego sprawia wrażenie kokoty, umęczonej po całonocnej szychcie. I bywa przekupna. I nie ma cojones, by skoczyć do gardeł swoim ciemiężycielom. Tym, którzy przez dziesięciolecia ją gwałcili. Czy zniewolili polską praworządność ze szczętem- oto jest pytanie.

 

W Polsce istnieje prawo, ale nie istnieje sprawiedliwość ? gorzkie spostrzeżenie Waldemara Łysiaka sprzed wielu lat nic nie straciło na aktualności. Przeciwnie, z każdym rokiem nabiera ono mocy. Jeśli więc ktoś usiłowałby postawić pytanie, czy w wolnej Polsce udało się zbudować kompetentny, bezstronny, sumienny i rzetelny aparat sprawiedliwości, do którego obywatele mieliby zaufanie, byłoby to pytanie postawione nieprecyzyjnie. Właściwe powinno brzmieć: dlaczego przez 20 lat to się Polakom nie udało?
 
Uwikłani w totalitaryzm
 
Od 1989 roku wmawia się nam, że mieszkamy w państwie prawa. Wolne żarty. Cóż to za praworządność, która niezdolna jest do wydania sądu na tych, którzy przez kilkadziesiąt lat działali bezprawnie, ani nie potrafi ocenić ich następców, którzy tamto bezprawie zalegitymizowali i niecny proceder kontynuują? Takie prawo to kłamliwa imitacja praworządności, tyle mająca wspólnego z rzeczywistą sprawiedliwością, co krzesło z krzesłem elektrycznym.
 
Dlaczego polskie prawo tak wygląda? Oto trafna odpowiedź: ponieważ system prawny ukształtowali i nadal kształtują ludzie, którzy nie zadali sobie trudu krytycznego spojrzenia wstecz. A nie zrobili tego, gdyż na różne sposoby, w tym biograficznie i ideowo, sami uwikłani byli w system totalitarny. Ludzie ci nigdy nie zdobyli się na prawdziwy akt skruchy, a więc nie potrafili uczciwie ocenić ani siebie, ani prawa, które współtworzyli i w którego egzekwowaniu uczestniczyli. Zabrakło im odwagi moralnej, a z drugiej strony nie umieli też dostrzec odłożonych w czasie konsekwencji zaniechania aktu ekspiacji.
 
Spora część z nich zaczynała też karierę w tamtych realiach, zatem w tamtych realiach ukształtowani, bez specjalnych skrupułów i bezrefleksyjnie wychowali sobie stado bezrefleksyjnych następców. I, co jeszcze gorsze, nadal wychowują.
 
Strach przed przeszłością
 
Oni nie odpowiedzą szczerze, zapytajmy więc samych siebie: czy tacy ludzie dają gwarancję należytych standardów, działając w imieniu struktur praworządnego państwa? A skoro takich gwarancji nie dają, to czy powinni te struktury współtworzyć?
 
Nazwiska ilu sędziów orzekających dziś w imieniu Rzeczypospolitej można znaleźć w rejestrach tajnych współpracowników Służby Bezpieczeństwa czy Wojskowych Służb Informacyjnych? Ile takich ludzkich gnid znajduje się wśród pozostałych gremiów polskiego wymiaru sprawiedliwości? Dlaczego Polakom odmawia się tej prawdy oraz kto i z jakich powodów prawdę tę przed nami ukrywa?
 
Józef Oleksy zauważył kiedyś, że między dawnym systemem a współczesnym programem ?postępowej lewicy? nie ma bezpośredniego związku. Na co ktoś bardzo przytomnie zakpił, że między programem PZPR a mordowaniem robotników czy księży też nigdy bezpośredniego związku nie było. Wspominam tę anegdotę, gdyż między praworządnością peerelowską a praworządnością niepodległej ponoć Polski związków mamy aż nadto.
 
Bo cóż to za zadziwiający gatunek sprawiedliwości, która nie pozwala rozliczyć i ukarać kolaboracji z totalitaryzmem? Wszak tego rodzaju rozliczenie powinno stanowić fundament wolnej Polski. Tymczasem od 1989 roku po dziś dzień ludzie odpowiedzialni za kształt ustrojowy naszego państwa boją się konfrontacji z przeszłością, a każda taka próba wywołuje histeryczne wycie nadmuchanych medialnie ?autorytetów?. Jakby brak rozliczeń mógł stanowić znakomity pomysł na rozpoczynanie czegokolwiek od nowa. Jakby hasła odnowy moralnej były pustosłowiem, wypranym z treści praktycznych. Jakbyśmy skazani byli na dziedzictwo komunizmu.
 
Polska płaci niezwykle wysoką cenę za bezkrwawe przejście od totalitaryzmu do demokracji. Jeśli skutkiem okazuje się katastrofalna dewastacja aksjologicznych podstaw polskiej tożsamości narodowej, warto chyba zadać sobie pytanie, czy aby na pewno nie jest to cena zbyt wygórowana.
 
Łgarze w służbie prawa
 
Rzecznik Interesu Publicznego ujawnił swego czasu, że wśród kilkuset osób pełniących funkcje w aparacie wymiaru sprawiedliwości a podejrzanych o kłamstwo lustracyjne, znalazło się bodaj 330 adwokatów, 80 sędziów (w tym czterech sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego, dwóch Trybunału Konstytucyjnego, a po jednym z Sądu Najwyższego oraz Trybunału Stanu) i ponad 20 prokuratorów. Pytam: jak można normalnie żyć w kraju, jak można taki kraj zwać demokratycznym, skoro ponad trzystu członków palestry (a więc bez żadnych wątpliwości ludzie zaliczający się do kategorii osób zaufania publicznego), złożyło fałszywe oświadczenia, że nie byli tajnymi współpracownikami Służby Bezpieczeństwa?
 
A przecież byli i są wśród tego towarzystwa i tacy, którzy złożyli oświadczenia prawdziwe. Są wśród adwokatów, wśród sędziów, wśród prokuratorów ? i tak dalej, i tak dalej... I są ludzie, którzy tą wiedza dysponują. Wiara w to, że nie jest ona wykorzystywana w niecnych celach, byłaby świadectwem szokującej naiwności.
 
Bez żadnego ryzyka popełnienia błędu można założyć, że w imieniu Rzeczypospolitej orzekają dziś sędziowie, których nazwiska można znaleźć w rejestrach tajnych współpracowników SB czy WSI. Niestety, nie tylko nie sposób odsunąć ich od zawodu. Nie można ich także zlustrować, ponieważ poza wpisem do rejestru nie zachowały się ich teczki personalne ani teczki pracy. Ponieważ nie można odnaleźć także protokołów zniszczenia tych teczek, uprawniony wydaje się wniosek, że w niektórych wypadkach materiały kompromitujące byłego agenta wyniesiono i ukryto. Kto tymi materiałami dysponuje i czy w tej sytuacji można mówić o sędziowskiej niezawisłości?
 
Nie można zaprzeczyć, że sędziowie faktycznie są niezależni i niezawiśli. Tyle że niektórzy z nich są tacy w stopniu, w jakim na niezawisłość i niezależność pozwalają im ci, którzy dysponują wiedzą o ich mrocznej przeszłości.
 
(?)
Wyświetlony 4748 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.