Wydrukuj tę stronę
sobota, 20 luty 2010 18:30

Odwrót od altruizmu

Napisane przez
Moim zdaniem dominującą cechą usytuowania dzisiejszej Polski wśród państw świata jest nadmierny altruizm. Dokładniej mówiąc - obecne państwo polskie raczej reprezentuje świat zewnętrzny wobec Polaków aniżeli odwrotnie. Opowiadam się za tym, aby tę proporcję zdecydowanie odwrócić.

 

Swoi czy obcy
 
Weźmy tak prosty przykład jak udzielanie schronienia wygnańcom. Do tej pory nie wypracowano procedur ułatwiających osiedlenie się w Polsce i odzyskanie polskiego obywatelstwa tym Polakom, którzy nie ze swej woli znaleźli się w odległych częściach obszaru b. Związku Sowieckiego. Każda polska rodzina stamtąd musi znaleźć gminę gotową udzielić jej miejsca. Zupełnie inaczej ? zdecydowanie lepiej! ? są traktowani emigranci tzw. pomarcowi (chociaż ich czekanie na naprawienie krzywd zaczęło się o pokolenie później!) oraz uciekinierzy z terenów objętych stosunkowo niedawno działaniami wojennymi. Jak to możliwe, aby rodowici Polacy mieli w Polsce mniejsze prawa (a nawet: mniej miejsca) od innych ludzi?! Ich sytuacja jako coś z zakresu krzywdzenia ubogich, wdów i sierot (albo analogicznego) zalicza się do tzw. grzechów wołających o pomstę do nieba. Owszem, przy okazji uroczystości upamiętniających gehennę Polaków na Wschodzie często przywołuje się pamiętne zdanie: jeśli zapomnę o nich, Ty, Boże na niebie, zapomnij o mnie (Adam Mickiewicz, ?Dziady?, cz. III, akt I, sc. I, w. 245-246; por.: Księgę Psalmów, ps. 136, w. 5). Zwykle jednak przywołuje się je z myślą o tych, którzy wtedy stracili życie (o nich pamiętać można już tylko w modlitwie za zmarłych), a nie o tych, którym życie złamano na wiele lat. Za nich można (i należy) się modlić, ale również można (i należy) uczynić coś ponadto, aby przynajmniej resztę swego życia na tym świecie mogli przeżyć w warunkach godnych Polaka.
 
A skoro mowa o Polakach za granicą: jak to jest, że Polak mieszkający na stałe w np. Kazachstanie, albo choćby na ziemiach należących w przeszłości do Polski, musi ubiegać się o polską wizę i za nią płacić, Polak zaś z USA z amerykańskim obywatelstwem, na ogół lepiej sytuowany od tego z Kazachstanu czy z Litwy, nie musi? Podczas angażowania polskich żołnierzy do działań zbrojnych u boku Amerykanów polscy politycy niejednokrotnie zapewniali, że wreszcie może USA zniosą obowiązek wizowy dla obywateli polskich. Tymczasem można było uzyskać to dużo wcześniej i dużo mniejszym kosztem: ustanowić obowiązek wizowy dla (wszystkich, rzecz jasna) obywateli amerykańskich i zapowiedzieć, że potrwa on dopóty, dopóki USA nie zniosą obowiązku wizowego dla obywateli polskich.
 
W operacjach wojskowych w Afganistanie, Iraku i Czadzie polscy żołnierze uczestniczą obok żołnierzy innych państw NATO. Jednak nie wszystkich! Dlaczego Polska ?wyrywa się przed szereg?? NATO jest przymierzem zbrojnym opartym na zasadzie jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Gdyby zatem jakieś inne państwo (np. Irak) napadło na państwo członkowskie NATO, to wszystkie inne państwa sojusznicze powinny brać udział w jego obronie. Jak wiadomo, tak się nie stało. W Afganistanie ścigano Usamę ibn Ladina, ale ani jego, ani jego najbliższego otoczenia nie schwytano przez ponad siedem lat! W Iraku zdołano, co prawda, schwytać Saddama Husseina (po czym doprowadzano do jego skazania i stracenia), jednak głównym celem tej operacji było znalezienie broni nuklearnej, a przynajmniej tego, co miało służyć do jej wytwarzania i przenoszenia. Nic z tego się nie powiodło, Amerykanie sami potem przyznali, że byli... mylnie poinformowani przez swój wywiad. Cele wysyłania żołnierzy (zwłaszcza polskich!) do Czadu wydają się jeszcze bardziej iluzoryczne.
 
Natomiast we wszystkich tych wypadkach czynność wyczerpuje znamiona definicji agresji. Tak bowiem stanowi konwencja o definicji napaści z 3 lipca 1933 r. Aneks do tej umowy międzynarodowej wyklucza m.in. sytuację wewnętrzną istniejącą w danym państwie jako pretekst, który miałby uniemożliwić kwalifikowanie akcji zbrojnej przeciwko temu państwu jako ?agresji?. Chociaż ta konwencja została zawarta w Londynie, to jednak jej stroną nie jest Wielka Brytania, nie są nią również Stany Zjednoczone Ameryki, natomiast wśród ośmiu państw stron są: Afganistan, Polska i ówczesny Związek Sowiecki (a więc: dzisiejsza Rosja). Powody podejmowania działań zbrojnych, podawane przed rozpoczęciem operacji w Afganistanie i w Iraku, polegały na takich właśnie, wykluczonych przez tę umowę, pretekstach.
 
Polacy uczestniczyli więc w ratowaniu Afganek przed zamordyzmem talibów, w ratowaniu irackich szyitów przed sunnickim klanem, z którego pochodził obalony prezydent Hussein, a czy ktoś ratował Polaków w XX wieku, gdy na polskiej ziemi działy się straszne rzeczy? Od czasu pewnej grupy ochotników z Zachodu wspomagających Polskę w wojnie z bolszewikami nic takiego się nie zdarzyło! Ani podczas II wojny światowej, ani przy kilku okazjach potem. W imię czego nasi żołnierze daleko od Polski (a nasi cywile w kraju w razie ? nie daj Boże! ? jakiejś terrorystycznej zemsty) mają być wystawieni na zupełnie nam niepotrzebnych wrogów? Mnożyć sobie potencjalnych wrogów i jeszcze nic z tego nie mieć? Po cóż nam to?!
 
Na niemal pięć lat przed przystąpieniem do NATO (i w czasie, gdy przyjęcie Polski do NATO wyglądało dość mało prawdopodobnie ? zresztą, z różnych powodów) Polska posłała Grupę Reagowania Operacyjno-Manewrowego, aby ramię w ramię z Amerykanami ?ratowała demokrację? na... Haiti. Czyż nie lepiej było nie ujawniać lekkomyślnie posiadania tak elitarnej jednostki zbrojnej jak GROM, a zamiast (bezowocnego) ?ratowania demokracji? w egzotycznym kraju byłoby dokonać czegoś skutecznego? Mam na myśli sprowadzenie do Polski osób, podejrzanych o zbrodnie komunistyczne, jak np.: tow. Heleny Wolińskiej i tow. Salomona Morela. Procedury ekstradycyjne w sprawie tych dwojga uciekinierów (i nie tylko ich) ciągnęły się nieprzyzwoicie długo, ale nic nam nie dały (Wolińska i Morel zmarli w krajach swojego pobytu, zainkasowawszy wiele wypłat bardzo wysokich emerytur z Polski) poza tym, że... Helena Wolińska w wywiadach prasowych oskarżała państwo polskie o ?antysemityzm?. Jeśli już warto byłoby znosić takie zniewagi pod adresem państwa polskiego, to niech by je wykrzykiwała z okna polskiego aresztu śledczego, uprzednio schwytana i doprowadzona tam w sposób analogiczny jak tow. Adolf Eichmann znalazł się w Izraelu! Państwo Izrael ma wielu wrogów, którzy obwiniają je o rozmaite złe czyny, ale ? robi swoje.
 
Wobec kogo dotrzymywać słowa
 
Prezydent Czech Václav Klaus powiedział 19 lutego 2009 r. w Parlamencie Europejskim, że: Z pewnością za dużo decyzji podejmuje się na poziomie europejskim, więcej, niż oczekują obywatele państw członkowskich (zob.: www.tvn24.pl/12691,1587095,0,1,po-slowach-klausa-eurodeputowani-wyszli-z-sali,wiadomosc.html). Otóż wejście w życie Traktatu Lizbońskiego umocni tę centralizację jeszcze bardziej. Zniesiona bowiem zostałaby zasada jednomyślności państw członkowskich UE i nie byłoby już można liczyć na to, że sprzeciw choćby tylko jednego z nich zapobiegnie kolejnemu przeniesieniu kompetencji w jakiejś dziedzinie życia w górę, na szczebel unijny.
 
Centralizacja Unii Europejskiej już obecnie sięga zbyt daleko, skoro na przykład ? jak w ubiegłym roku obserwowaliśmy to w Polsce ? usiłowania ratowania cukrowni w Brześciu Kujawskim albo stoczni w Szczecinie wymagały wyjazdu różnych delegacji z Polski do samej Brukseli. Również to budzi niepokój przywódcy czeskiego, o czym powiedział przy tej samej, niedawnej okazji: Integracja europejska nie jest celem, ale środkiem. Realnym celem jest ludzka wolność i taki system ekonomiczny, który przynosi dobrobyt. Tym systemem jest gospodarka rynkowa (...) Tłumi się wolny rynek i wzmacnia gospodarkę kontrolowaną centralnie, choć historia udowodniła, że jest to ślepa uliczka rozwoju, a my idziemy dalej w tę samą stronę. Dla Polski jest to bardzo instruktywne. Co prawda, prezydent Lech Kaczyński zapowiedział, że podpisze akt ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego przez Polskę, gdy tylko ratyfikuje go Irlandia, ale prezydent Sárközy niejednokrotnie nalegał, aby jego polski odpowiednik uczynił to czym prędzej, nie czekając na to, aż ewentualnie Irlandia zmieni zdanie. Znamienne: prezydent Francji nie kierował takich ponagleń wobec Niemiec, gdzie procedura ratyfikacyjna również nie jest zakończona, tylko wobec Polski ? widocznie świat zewnętrzny przywykł już do tego, że Polska potrafi ?wybiegać przed szereg?.
 
(?)
Wyświetlony 5291 razy
Konrad Turzyński

Najnowsze od Konrad Turzyński

Artykuły powiązane

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.