sobota, 20 luty 2010 20:31

Czas racjonalnych decyzji

Napisane przez

Z dużym zainteresowaniem przeczytałem polemiczny tekst pana Witolda Falkowskiego pt. ?Czas racjonalnego myślenia? w Opcji na Prawo 1/85, nie tylko dlatego, że fundamentalnie się z nim nie zgadzam, ale przede wszystkim dlatego, że podczas prac legislacyjnych nad ?ustawami zdrowotnymi? zabrakło merytorycznego dyskursu. Zabrakło go zwłaszcza w mass mediach. Można oczywiście mówić o próbach podjęcia przez Prezydenta RP owej dyskusji poprzez orędzie, w którym wzywał rząd do rozpisania referendum ws. komercjalizacji vel prywatyzacji vel komunalizacji ? jak nazwał reformę wiceminister zdrowia. Niemniej jednak zarówno telewizja jak i prasa nie rozpoczęły rzeczowej dyskusji o stanie polskiej służby zdrowia. Dlatego z zainteresowaniem obserwuję spóźnioną, acz potrzebną polemikę na łamach ?Opcji na Prawo?, mimo że wielu czytelników tudzież odbiorców może to nudzić. Tym bardziej wobec tego należą się słowa podziękowania dla redakcji.

 
Po krótkim wstępie wyrażającym moje zadowolenie przejdźmy do rzeczy bardziej treściwych. Zgodzić się trzeba z autorem tekstu, że przedmiotem naszych deliberacji powinno być to, czy prywatyzować służbę zdrowia, czy nie. Załóżmy taką ryzykowną hipotezę, że wszystkie mechanizmy w procesie prywatyzacji szpitali będą prowadzone lege artis.
 
Przecz każdy sądzi, gdy usłyszy słowa, że muszą też zawierać jakiś sens ?  chyba tą sentencją Fausta można najlepiej określić argumenty, którymi posłużył się pan Prezes Instytutu Misesa. Jak inaczej można bowiem określić stwierdzenie: O tym, że gospodarka wolnorynkowa lepiej zaspokaja potrzeby ludzi, niż państwo, napisano tak wiele książek i artykułów? Zapewne, jednak czy autorzy tych książek przewidzieli obecny kryzys finansowo-gospodarczy? Czy jeden z prekursorów, a zarazem ikona gospodarki wolnorynkowej, Alan Greenspan podczas ?spowiedzi? przed Kongresem Stanów Zjednoczonych nie powiedział, że popełnił błąd? Czy obecna recesja nie jest w istocie porażką liberalizmu? Warto nadmienić, że w Stanach Zjednoczonych stało się to, co właściwie nigdy nie miało prawa się stać ? według piewców liberalizmu, a mianowicie całkowity upadek Lehman Brothers Bank, który funkcjonował od 1850 roku!! Trzeba przyznać, że dość odważnym posunięciem jest twierdzenie, jakoby powszechna prywatyzacja w dobie globalnego kryzysu finansowego była pomysłem roztropnym. Należałoby zapytać pana Prezesa Instytutu Misesa, jak na obecny krach zareagowała amerykańska służba zdrowia, sprywatyzowana w stu procentach?
 
Kolejne tezy przytaczane przez pana Prezesa, niestety, w poważny sposób obnażają ślepą wiarę autora w niewidzialną rękę rynku Adama Smitha. I tak: pana Ligęzę, autora artykułu niepokoi to, czy właściciele sprywatyzowanych szpitali nie zamykaliby oddziałów, które świadczą tzw. usługi niskowartościowe, czyli np. przedłużające życie pacjenta, ale nieleczące. Otóż z jakiegoś powodu takie oddziały teraz istnieją, a jeśli tak, to znaczy, że komuś na ich istnieniu zależy. Szanowny panie Prezesie, istnieją li tylko dlatego, że służbą zdrowia kieruje widzialna ręka Państwa Polskiego. Przeglądając ranking prywatnych szpitali, przeprowadzony przez ?Wprost?, ze świecą szukać szpitali z oddziałami paliatywnymi, czyli takimi, które łagodzą objawy nieuleczalnych chorób lub służą wsparciem duchowym i psychicznym. Proszę mi wobec tego pokazać prywatny szpital, bez podpisanego kontraktu z NFZ, oferujący takie usługi!! Ale widać, pan Prezes jest, jak na liberała przystało, optymistą i ma nadzieję (czyli to, co większość ludzi, którzy trafiają na odziały opieki paliatywnej) na to, że menedżer skierowany przez nowego właściciela szpitala będzie utrzymywał oddział, który jest zupełnie nierentowny!! Takie oddziały w swej istocie nie mogą generować zysków. Dodając w to choć trochę ideologii, pacjent nie może być towarem. Szpitali i zdrowia nie można rozpatrywać kategoriami rynku i reguł ekonomii. Są bowiem pewne sfery i dziedziny życia społecznego, które muszą być wyłączone spod konkurencji oraz walki o zysk. Taką sferą jest zdrowie. Oczywiście, autor w swym optymizmie idzie dalej: Skoro są ludzie (np. minister zdrowia i pan Ligęza), którym zależy na istnieniu takich oddziałów, to dlaczego nie mieliby ich prowadzić, jako prywatnych przedsiębiorstw albo instytucji charytatywnych utrzymywanych z dobrowolnych datków?
 
Otóż, szanowny panie Prezesie, tylko jedno zdanie komentarza ? jako prywatny przedsiębiorca, proszę spróbować założyć hospicjum! Wówczas z pewnością szybko się pan zorientuje, jak wygląda prowadzenie tak specyficznej działalności. Uprzedzam jednak, że nie będzie łatwo.
 
Na zadane przez pana Ligęzę pytanie, dlaczego prywatne szpitale w Polsce nie powstają jak grzyby po deszczu, pan Prezes Instytutu Misesa ochoczo odpowiada: z tego samego powodu, z którego nie powstają liczne szkoły prywatne, a mianowicie dlatego, że konkurencja systemu państwowego utrzymywanego z podatków jest zbyt silna i z zasady nieuczciwa. Można by zapytać, dlaczego zatem powstają prywatne przedsiębiorstwa w sektorze bankowym, paliwowym et cetera? Jak to jest możliwe, skoro naprzeciw siebie mają potężne państwowe molochy, które dzięki podatkom są bezkonkurencyjne? A jednak można. Rzecz w tym, że prywatne szpitale są i będą produktem sensu stricte reglamentowanym, albowiem liczba obywateli w Polsce, których stać będzie na prywatne ubezpieczenia, jest stosunkowo ograniczona. Na szczęście, liczba ta ulega stałemu zwiększeniu, jednak nie jest to powód do tak ryzykownej reformy.
 
Chwaląc obu autorów na początku tekstu za podjęcie trudnego, ale bardzo istotnego zagadnienia, muszę z przykrością stwierdzić, że dobrze zrobiłem, studiując ?Erystykę? Artura Schopenhauera, gdyż jak napisał w przedmowie Tadeusz Kotarbiński, dobrze jest uprzytomnić sobie różne możliwe fortele, aby wiedzieć, na co można być narażonym w sporach z ludźmi nierzetelnymi. Zarzucanie Krzysztofowi Ligęzie tezy o charakterze marksistowskim jest o tyle argumetum ad presonam, co rzeczą nieprzemyślaną i obniża rangę dyskusji, przypominając wystąpienia posła Palikota. Natomiast co do istoty, czyli dostępu do metod leczenia (w sprywatyzowanej służbie zdrowia) uzależniony on zostanie od zawartości portfela, pan Prezes odpowiedział, że to nieprawda. Radzę wobec tego zapoznać się z filmem dokumentalnym Michaela Moore?a pt. ?Sicko?, mówiącym o rannych żołnierzach USA, którym odmówiono dostępu do usług medycznych. Jeśli to jest nieprawda, to jak wytłumaczyć fakt, że każdy przyjęty do szpitala pacjent (vide USA) musi być ubezpieczony w prywatnej firmie. Świadczenia są różne. Można ubezpieczyć się tylko na podstawowe choroby, ale i na bardzo specjalistyczne, takie jak rak. Wszystko jednak zależy od grubości portfela. Co będzie, jeśli do szpitala trafi pacjent z objawami poważnej choroby, a jego zakres ubezpieczenia nie pokrywa takiego leczenia? Nie jest to mój osobisty pogląd na tę sprawę, wszak nie jestem ani specjalistą od prawa dotyczącego służby zdrowia, ani lekarzem. Już Marek Balicki, były minister zdrowia ? lekarz, chyba wie, co mówi: prywatyzacja szpitali może się bowiem odbić na dostępie do opieki zdrowotnej ludzi o niskich dochodach, Konstanty Radziwił zaś, Prezes Naczelnej Izby Lekarskiej radzi: pomysł na powszechną komercjalizację służby zdrowia jest kontrowersyjny i warto odłożyć tę decyzje w czasie, a także statystycznie, skala prywatyzacji służby zdrowia jest największa w krajach ubogich i źle zarządzanych, których nie stać na roztoczenie opieki zdrowotnej nad obywatelami. Jeśli to nie są argumenty, które są w stanie choć trochę zrewidować sposób myślenia zwolenników powszechnej prywatyzacji, to na koniec słowa wybitnego kardiochirurga Zbigniewa Religi: Jako wieloletni lekarz, widzę dla polskiej służby zdrowia ogromne zagrożenie we wprowadzeniu tej reformy. To nie reforma, ale antyreforma.
Wyświetlony 4533 razy
Więcej w tej kategorii: « Trygław nr 10 Czas kitowania »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.