sobota, 20 luty 2010 20:34

Moja pierwsza miłość

Napisał

Rozczaruję tych, którzy mogą doszukiwać się w tekście smakowitych wątków damsko-męskich. Rzecz bowiem będzie o mojej pierwszej miłości zawodowej czy też naukowej. A jak wiadomo, pierwsza miłość nie rdzewieje, chociaż z czasem, bywa, pokrywa się kurzem.

 
Pod koniec studiów zainteresowałem się dosyć poważnie sztuką ludową, a specjalnie rzeźbą ludową. Tytuł mojej pracy magisterskiej (z 1964 r.) brzmiał: Społeczne aspekty współczesnej ludowej rzeźby w drzewie na Podlasiu. Później długo trwałem w tym zagadnieniu. Pisałem liczne artykuły naukowe i popularne na ten temat w tygodnikach, miesięcznikach i w periodykach specjalistycznych, zabierałem głos na spotkaniach i konferencjach. W dorobku mam dwie książki związane z problemem: Śladami świątków (LSW, Warszawa 1971) oraz Sztuka frasobliwa (LSW, Warszawa 1988). Byłem wówczas mocno związany z LSW. W tych latach Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza była liczącą się, poważną i cenioną oficyną. Dziś..., ech, szkoda gadać.
 
Pisywałem też do ówczesnego, liczącego się wtedy periodyku, kwartalnika ?Polska Sztuka Ludowa?, wydawanego przez Instytut Sztuki PAN.
 
To chyba najważniejsze dokonania. W każdym razie, nie chwaląc się, znalazłem się w szerokiej czołówce specjalistów od sztuki ludowej. Od lat 70. uczestniczyłem w rozważaniach nad zjawiskiem. Sztuka ludowa wówczas podlegała szybkim przemianom, szukaliśmy innej nazwy dla tego procederu, świadomi, że nazywanie zjawiska sztuką ludową właśnie jest anachronizmem. Stąd miotanie się, by dla tych twórców znaleźć jakąś inną nazwę obejmującą możliwie wszystkich. Stąd propozycje, by nazwać ją sztuką nieprofesjonalną, naiwną, samorodną, amatorską, regionalną lub inaczej czy wreszcie współczesną sztuką ludową ? ze względu na tradycyjne zakorzenienie pojęcia i nośne skojarzenia dla odbiorców, a może dla wygody nazewniczej.
 
Ale od lat dziewięćdziesiątych, jeśli nie od końca lat osiemdziesiątych moja fascynacja sztuką ludową zaczęła wygasać. Moja pierwsza miłość nie została wprawdzie zapomniana ani odrzucona, zaczęła jednak zmierzchać. Zacząłem ewoluować z klasycznej etnografii w stronę antropologii kulturowej. A dokładniej zacząłem się fascynować problemem kolonializmu i postkolonializmu (książki Diamenty we krwi, Harald G Dictionaries, Warszawa 1999 ? o historii i dniu dzisiejszym Republiki Południowej Afryki oraz Kolonie Rzeczypospolitej, Bellona, Warszawa 2005, doktorat, liczne artykuły między innymi w ?Opcji na Prawo?, przygotowywane dwie nowe książki na ten temat). I to stało się głównym moim zainteresowaniem. Zwłaszcza gdy stawałem się coraz mniej dziennikarzem, natomiast powróciłem do kręgu Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Warszawskiego (następcy niegdysiejszej Katedry Etnografii UW). Tak właśnie jest do dzisiejszego dnia.
 
Aż nagle emerytowany koń pułkowy usłyszał trąbkę. Dostałem książkę Jakuba Kopczyńskiego O mazowieckim rzeźbiarzu. Refleksje antropologiczne. Pochłonąłem ją z zainteresowaniem.
 
Ów tytułowy rzeźbiarz mazowiecki to Jerzy Kopczyński ze wsi Zdziar Wielki w pobliżu Płocka, autor zaś jest jego synem, który skończył etnologię w Katedrze Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, ale jego hobby to między innymi rzeźbienie w drewnie, a także pomoc ojcu w twórczości rzeźbiarskiej. Jerzy Kopczyński, ten rzeźbiarz mazowiecki, ma średnie wykształcenie ogólne, studiował historię na Uniwersytecie Warszawskim, ale jej nie skończył.
 
Już z tego widać, że nie odpowiada on sylwetce twórcy ludowego, jak przedstawiano takich ludzi jeszcze 30-40 lat temu, nie wspominając już o synu. Nic dziwnego, że autor, jak wielu przed nim kilkadziesiąt lat temu, walczy z definicją twórcy ludowego. Wprowadza słusznie pojęcia kultura typu ludowego (bo już nie ludowa!) oraz twórczość i sztuka zwana ludową. Nie są to wygodne terminy zamykające się w jednym słowie, ale bardzo trafne na oddanie dzisiejszego stanu rzeczy.
 
Bardo ciekawe są cytowane przez autora wypowiedzi jego ojca, jak i ściśle etnograficzny opis badań nad twórczością owego rzeźbiarza mazowieckiego, ich interpretacje i płynące stąd refleksje. Zauważa bowiem, że nastąpiło wypreparowanie sztuki ludowej z kontekstu kultury chłopskiej, nim ta jeszcze przestała być kulturą ludową, wytwory sztuki ludowej funkcjonują zaś jako przejaw folkloru. Ów kontekst, całkowicie inny niż kiedyś, nie pozwala na porównywanie obecnej sztuki ludowej (sztuki zwanej ludową?) z dawniejszą. Zwłaszcza że dla dawniejszego twórcy ludowego odbiorca jego wyrobów pochodził z tego samego, wiejskiego środowiska. Obecnie wieś nie identyfikuje się z wyrobami sztuki ludowej, natomiast jej zwolennikami są odbiorcy miejscy. Przy czym twórcy ci wpychani są w kategorię twórców ludowych, bo takiej wizytówki oczekują od nich odbiorcy. Artyści zaś godzą się chętnie na takie ich identyfikowanie, bowiem dzięki temu mają zapewniony lepszy zbyt i sprzedaż swoich wyrobów, i są dobrze rozpoznawalni przez odbiorców ich dzieł, sami nazywając się twórcami typu ludowego.
 
Bardzo dziękuję mojemu młodszemu koledze po fachu, a raczej po wykształceniu, za tę interesującą książkę pobudzającą do ogólniejszych refleksji nad kulturą i jej przemianami zachodzącymi na naszych oczach, za którymi nie wszyscy nadążają. Ale nie można wiecznie tkwić w okopach sypanych sto lat temu.
 
Tak więc spotkanie z pierwszą miłością po latach przerwy może być bardzo ciekawe, inspirujące, pobudzające do myślenia i zmiany dotychczas panujących schematów.
 
Jakub Kopczyński, O mazowieckim rzeźbiarzu. Refleksje antropologiczne. Wydawnictwo Trio, Warszawa 2008.
 
Wyświetlony 5658 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.