sobota, 20 luty 2010 20:36

Słabe strony Białej Siły

Napisał

Jeszcze nie przebrzmiały echa wypowiedzi posła Artura Górskiego, z której media głównego nurtu niejako standardowo zrozumiały tylko trzy słowa: cywilizacja białego człowieka. A jednak, kiedy nagonka w końcu ucichnie, a kabarety przestaną odmieniać nazwisko reprezentanta PiS przez wszystkie przypadki, warto zastanowić się i z książką ?Brzemię białego człowieka? uświadomić sobie, że ta cywilizacja również współcześnie istnieje i ma się, niestety, doskonale ? tyle że obecnie jest utopijnym, ideologicznym konstruktem Lewicy. Nie synonimem panowania Europejczyków na wszystkich kontynentach, lecz wyrazem pełnego pychy przekonania, że biały człowiek wie lepiej?

 
Biały lewicowiec czuje się człowiekiem lepszym, mądrzejszym, naturalnie szlachetnym. Biały lewicowiec to osoba, która kocha wszystkich biednych i pragnie aktywnie zmieniać świat, aby biednym było dobrze. Nie bacząc na ostrzeżenie Pana Jezusa, że ubogich zawsze macie pomiędzy sobą (Mt 26,11), biały lewicowiec marnuje miliardy, biliony dolarów (z cudzej kieszeni, oczywiście!), żeby tylko stworzyć złudzenie pomocy humanitarnej dla krajów tzw. Trzeciego Świata (a czasami nawet już Czwartego). Lewica była, jest i będzie mistrzem hipokryzji i samooszukiwania. Publikacja byłego ekonomisty Banku Światowego to wstrząsający akt oskarżenia.
 
W. Easterly wyróżnia dwie podstawowe kategorie ludzi Zachodu zaangażowanych w niesienie ratunku tzw. Reszcie świata: Planistów i Poszukiwaczy. W przybliżeniu te kategorie odpowiadają podziałowi na Lewicę i Prawicę, choć podkreślić należy, że w tej kwestii zdanie recenzenta różni się od stanowiska autora ? być może jest to problem przyjętych kryteriów ideowych i politologicznych (str. 21). Planiści to wizjonerzy, kierujący się przeświadczeniem, że zawsze z góry wiedzą lepiej, co jest dobre dla Reszty świata (zacofanych państw Afryki, Azji i Ameryki Południowej), ale nie liczą się z realnymi potrzebami żywych ludzi. Poszukiwacze starają się poznać lokalne uwarunkowania, problemy i potrzeby ? pytają, w jaki sposób mogą pomóc, co okaże się najbardziej przydatne konkretnej społeczności. Dostrzegają, że pomoc nie powinna być świadczona przez rządy i międzynarodowe organizacje-molochy, nad którymi nikt nie ma kontroli, gdyż taka pomoc jest w rzeczywistości wyłącznie przelewaniem astronomicznych kwot na konta kolejnych tyranów i ich skorumpowanych urzędników. Autentyczny ratunek niosą oddolnie stowarzyszenia specjalizujące się w określonej dziedzinie, znające teren i rozliczające się z celowego wydawania pieniędzy. Niestety, debatę o poprawianiu losu ubogich, jaka toczy się od kilkudziesięciu lat, zdominowali socjaliści, czyli Planiści, z ich mentalnością ?zróbmy coś?. Efekty są marne, gdyż sprowadzają się do dobrego samopoczucia ludzi wyżywających się w spektakularnych gestach i imprezach charytatywnych, takich jak koncerty na rzecz?
 
Dobra otrzymane za darmo łatwiej się marnuje, co sprzyja tylko demoralizacji. W rzeczywistości biedni nie potrzebują jałmużny, lecz dostępu do wolnego rynku, na którym będą mogli sami sobie pomóc. Potrzebują też stworzonych oddolnie sieci wsparcia i samopomocy. Trzeba ich traktować jak ludzi odpowiedzialnych i dorosłych. Rynki wszędzie pojawiają się w sposób nieplanowy, spontaniczny, przystosowując się do warunków lokalnych i tradycji, a nie przy pomocy reform zaplanowanych przez ludzi z zewnątrz. Wolny rynek zależy od oddolnego pojawiania się złożonych instytucji i norm społecznych, które trudno zrozumieć ludziom z zewnątrz, a jeszcze trudniej je zmienić (str. 55).Działania zaprogramowane z zewnątrz jedynie niszczą więzi społeczne. Równocześnie dochodzi do takich absurdów, że rozdęte fundusze i organizacje pomocowe bez problemu udzielają nowych pożyczek na spłatę wcześniejszego zadłużenia wobec tych właśnie instytucji. Spirala zadłużenia nakręca się, a urzędnicy piszą pocieszające raporty, że kolejny tyran lub rząd państwa upadłego zaczął dostrzegać konieczność dalszej demokratyzacji (albo przynajmniej rozważy ograniczenie skali mordów). Za swoje poczynania Planiści nie ponoszą żadnej odpowiedzialności.
 
Wbrew wszelkim pozorom, współcześni socjaliści są w prostej linii spadkobiercami kolonizatorów, z ich poczuciem nieomylności, wyższości i misji cywilizacyjnej. Badania porównawcze wykazują, że w znaczącej większości państwa, które nie były europejskimi koloniami w XIX i XX wieku, rozwijają się lepiej, są bogatsze, a niektóre z nich stały się filarami światowej gospodarki. Natomiast państwa, które zaistniały na mapie politycznej świata w radosnym szale dekolonizacji, należy raczej zaliczyć do krajów ?zwijających się?. Kolonizatorzy nie pojawiali się przecież w politycznej i społecznej próżni, lecz gwałcili miejscowe reguły dziedziczenia władzy, niszczyli tradycyjne struktury społeczne, zastępując dotychczasowe systemy rządów ignorantami, zausznikami i skorumpowanymi biurokratami. Terytoria narodów i plemion dzielili, przykładając linijkę do mapy. Odchodząc, zostawili po sobie pustkę, którą inżynierowie społeczni (a czasami, nazywając rzecz po imieniu, złodzieje) ochoczo wypełnili chorymi pomysłami ekonomicznymi i ustrojowymi.. Dziedzictwem epoki kolonialnej są zamachy stanu, wojny domowe i ruchy separatystyczne. Podobne badania wykazały analogiczną zależność w przypadku państw, które otrzymywały ?wsparcie? z Międzynarodowego Funduszu Walutowego.
 
Przy całym szczerym podziwie dla książki muszę wskazać jej słabe strony. Autor nie ukrywa w niej swojego demoliberalnego światopoglądu. Wydaje mu się zatem, że demokracja jest rzeczywiście lekarstwem na zło tego świata. Uważa ją za synonim dobrego rządu. Nie dostrzega, że może być ona skuteczna na poziomie samorządowym (i to wtedy, gdy zna się radnego ze swojej dzielnicy), ale na poziomie państwa jest nie tylko herezją (co zapewne nie przekonuje niekatolików), lecz również maską anarchii i partyjnictwa. Jak ktoś już zauważył przede mną: systemem zorganizowanej zdrady, gdzie działalność pseudopolityczna polega na próbach przekupienia pustymi obietnicami zwolenników innego obozu politycznego. Wiara w dobry ?rząd liczby? jest wiarą w utopię. Socjaliści-Planiści są przecież szczerymi demokratami.
 
O ile wiarę w demokrację można w jakimś sensie przyjąć do wiadomości, jako smutny fakt, który nie umniejsza wagi tego dzieła, autor daje się poznać również jako wolnomyśliciel, a może nawet libertyn. Szokować muszą słowa poświęcone kwestii rozdawania i promowania prezerwatyw jako rzekomej ochrony przed epidemią AIDS: doktryna religijna zakazuje stosowania takich metod kontroli urodzeń. Te kaprysy religijne są przykładem dziwacznych preferencji bogatych ludzi na Zachodzie, którzy mają czelność głosić, co jest najlepsze dla Reszty świata (str. 211). Niestety, dla p. Easterly?ego czystość nie jest wartością, nie wierzy, że ludzie są w stanie panować nad swoimi popędami. Być może ma rację, że popęd wyłącza myślenie, ale dla katolików nawet najstraszniejsza choroba nie może być bezwarunkowym rozgrzeszeniem i automatycznym usprawiedliwieniem dla łamania Szóstego Przykazania. Zwłaszcza że przecież prezerwatywa nie jest jakimś cudownym lekarstwem lub środkiem zapobiegającym zarażeniu się wirusem HIV w krajach Trzeciego Świata.
 
Na domiar złego p. Easterly na str. 197 podejmuje niezbyt udane próby rozważań teologicznych na temat rzekomego ?paradoksu zła?, co budzi tylko niesmak. Jak widać, mentalność oświeceniowa ma również swoje quasiprawicowe oblicze.
 
W książce niekiedy szwankuje redakcja i tłumaczenie, co widoczne jest chociażby w niektórych nazwach własnych, np. Popularny Ruch Wyzwolenia Angoli (str. 266) czy Organizacja Amerykańskich Stanów (str. 264).
 
Mimo wszystkich negatywnych uwag, książka godna przeczytania przez każdego człowieka Prawicy.
 
William Easterly, Brzemię białego człowieka, tłum. Elżbieta Łyszkowska, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2008, str. 323. www.pwn.pl
 
Wyświetlony 4598 razy
Więcej w tej kategorii: « Postmoderna Moja pierwsza miłość »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.