sobota, 20 luty 2010 20:40

Postmoderna

Napisał
Pojęcie postmodernizmu wciąż jeszcze jest bardzo modne, aczkolwiek trudno o jedną jego sensowną definicję. Być może właśnie to wymykanie się jednoznacznej klasyfikacji jest główną jego cechą. W najwęższym znaczeniu postmodernizm jest tylko pewną współczesną szkołą filozoficzną, znaczoną takimi nazwiskami jak Baudrillard, Foucault, Rorty czy Deleuze. W znaczeniu najszerszym "postmodernizmem" jest właściwie cała obecna epoka "liczona od końca II wojny światowej, a na pewno od "szalonych" lat 60. Trudności w opisie i klasyfikacji nastręcza fakt, że niektórzy " jak np. Aleksander Dugin " odróżniają postmodernizm od "postmoderny" lub też tworzą podział na postmodernizm "bierny" i "czynny" (tym ostatnim miałaby być zarówno Nowa Lewica, jak i Nowa Prawica).

 

Nie chcę tu i teraz zagłębiać się w szczegółowe rozważania na temat definicji postmodernizmu, ale raczej znaleźć i opisać ? na przykładzie dwóch powieści ? pewne wspólne elementy, które wpasowują się w obiegowe rozumienie tego pojęcia. Przedmiotem rozważań będą książki ?Illuminatus!? Roberta Shea i Roberta Antona Wilsona oraz ?Tęcza Grawitacji? Thomasa Pynchona. O trylogii ?Illuminatus!? pierwszy raz usłyszałem w okresie szczeniackiej fascynacji libertarianizmem, kiedy to tytuł ten pojawił się w jednym (a może w kilku) spośród dziesiątek czytanych wówczas przeze mnie artykułów. Autor rozwodził się nad przedstawionymi w trzecim tomie powieści pomysłami na emisję prywatnego pieniądza, gdzie indziej zaś cytowano fragment pt. Definicje i rozróżnienia, prezentujący podręczne objaśnienia podstawowych terminów politycznych, pisane z pozycji libertariańskiej, ale i kontrkulturowej. Trylogia R. Shea i R.A. Wilsona przez jakiś czas była dla mnie jedną z tych na wpół legendarnych książek, o których dużo się mówi, wokół których krążą rozmaite dziwne opowieści ? a na dobrą sprawę, mało kto je czytał. Podobnie rzecz się miała z ?Tęczą Grawitacji? ? potężnym, 600-stronicowym tomiszczem, które również cieszy się dobrą i złą sławą, zależy kogo pytać. Autorem jest Thomas Pynchon, autor nieomal nieuchwytny i stroniący od massmediów, co może być zarówno wyrazem rzeczywistej skromności, jak i perfekcyjną formą autopromocji.
 
Kiedy w końcu dorwałem w bibliotece miejskiej tom pierwszy trylogii ? ?Oko w piramidzie? ? spodziewałem się czegoś absolutnie szalonego. I nie zawiodłem się. Później sięgałem po każdą z trzech części ?Illuminatusa? jeszcze wiele razy, czasem czytając je w całości, czasem wybierając co zabawniejsze fragmenty, a niekiedy jedynie poszukując konkretnych informacji. Czym jest to ponad trzydziestoletnie dzieło dwóch zwariowanych, lewicujących anarchistów, nafaszerowanych kwasem i obłędnymi ideami lat 60.? Biblią hipisów? Epitafium dla epoki ?flower-power?? Powieścią sensacyjną? Powieścią science-fiction? Permanentnym narkotykowym odlotem? Wielkim eksperymentem literackim? Wielkim żartem? Poważnym dziełem filozoficznym? Podobnie można spytać o ?Tęczę Grawitacji?. Czy to powieść wojenna? Nonsensowny zlepek przypadkowych scen? Traktat filozoficzny ukryty w meandrach absurdalnej fabuły? Epos o upadku Europy i kondycji współczesnego Zachodu? Wielkie oszustwo?
 
W przypadku obu dzieł można powiedzieć, że są wszystkim po trochu, a być może są niczym i nic niewarte. Zarówno ?Illuminatus!?, jak i ?Tęcza...? mają cechy, które można uznać za charakterystyczne dla postmodernistycznej literatury (widać je także w ?Wahadle Foucaulta? Umberto Eco czy ?49 idzie pod młotek? Pynchona). Oczywiście, nie ma nigdzie jakichś ?świętych tablic?, zawierających niewzruszone reguły, określające ten nurt literacki, tym niemniej pewne właściwości powtarzają się wystarczająco często, by móc je wyróżnić i pokusić się o pewne uogólnienia.
 
Po pierwsze, zarówno u R.A. Wilsona, jak i u Pynchona nieomal wszystko jest niepoważne, niepewne, podważalne, umowne i chwilowe. Dotyczy to zarówno samych wydarzeń, jak i wszelkich pojawiających się na łamach powieści poglądów i postulatów, niezależnie od tego, czy wypływają one od narratorów, czy od bohaterów, czy też stanowią element tła i scenografii. Trudno oddzielić fikcję od faktu, żart od powagi. Albo raczej: czytelnik może je oddzielać wedle uznania. Jest w tym zatem ironiczny i zdystansowany stosunek do rzeczywistości, a także pewien klimat spaceru wśród ruin ?wielkich narracji? ? czyli wszechogarniających, opisujących całościowo rzeczywistość koncepcji filozoficznych, socjologicznych i politycznych. Skoro owe ?wielkie narracje? rozpadły się, nie zdały egzaminu, to konsekwencją będzie sytuacja, w której niemal wszystko jest względne. Poważne refleksje ekonomiczne sąsiadują w ?Illuminatusie? z groteskowymi historiami o kosmitach i mówiących morświnach, analizy historyczne i filozoficzne mieszają się u Pynchona z najbardziej nieprawdopodobnymi domysłami.
 
Jedną z technik stosowanych przez autorów jest mieszanie fikcji z faktami, jak to w epoce ponowoczesnej: w najlepsze sąsiadują ze sobą postaci autentyczne i zmyślone, autentycznym zaś przypisuje się fikcyjne biografie i fałszywe poczynania, nie zapominając jednocześnie o ich prawdziwych dokonaniach ? dzięki czemu narasta informacyjny chaos, a czytelnik gubi się w domysłach, zagadkach i niedowierzaniu. Ze śmiertelną powagą podawane są najbardziej nieprawdopodobne teorie, najzupełniej niefrasobliwie wprowadza się kolejne wątki i postaci, jakby dorzucało się przypraw do monstrualnej, postmodernistycznej, halucynogennej zupy. Z drugiej strony można także ten sposób pisania uznać nie tyle za kreowanie informacyjnego chaosu, ale za jego opis, za próbę oddania panującego obecnie dyktatu massmediów i popkultury, każdego dnia napychających swoich odbiorców tysiącami ?newsów? i ?opinii?, gromadzących się w głowie niczym na śmietnisku. O tym jednak, na ile postmodernistyczna literatura tworzy obecną rzeczywistość, a na ile ją oddaje (i jakie wyciąga wnioski) ? powiemy później.
 
Drugą rzucającą się w oczy cechą obu powieści (i pokrewnych) jest rozległa wiedza autorów, głęboka erudycja, ujawniająca się nieomal na każdej stronie. Zarówno powieść Wilsona i Shea, jak i dzieło Pynchona (a także wspomniane ?Wahadło...? Eco) obfitują w ogromną ilość informacji z rozmaitych dziedzin. Chodzi tu nie tylko o refleksje filozoficzne, polityczne, religijne i socjologiczne, ale także o nauki ścisłe (fizyka, chemia, matematyka) oraz o masę faktów z dziedziny literatury, muzyki klasycznej i rockowej, subkultur młodzieżowych etc. Wszystko może trafić do tego tygla, tak samo jak wszystko trafia obecnie do internetu. Żyjemy w brzuchu potwora ? a może w brzuchu węża Uroborosa, pożerającego, trawiącego i wydalającego nas w nieskończonym cyklu.
 
Pomyślcie o jakimś wydarzeniu czy postaci z XX stulecia (i nie tylko) ? szansa, że choćby wzmiankę o tym znajdziemy w ?Illuminatusie?, jest całkiem spora. Nie wierzycie? Nawet niepełna lista osób, organizacji, zjawisk, które bądź to aktywnie występują w powieści, bądź są w niej wspominane, będzie długa. Nie wierzycie? No to lecimy: Illuminaci, dyskordianie, masoni, anarchiści, trockiści, libertarianie, Studenci na rzecz Demokratycznego Społeczeństwa, hipisi, rock and roll, Franklin Delano Roosevelt, John Dillinger, mafia, CIA, FBI, afera Watergate, zabójstwa Kennedy?ego i Martina Luthera Kinga, Ayn Rand, żółta łódź podwodna, Conan z Cymmerii, Atlantyda, gadające morświny, Budda, Jezus Chrystus, panteon greckich bogów, LSD, chińscy i sowieccy komuniści, joga, morski potwór Lewiatan, niemieccy naziści, podróże kosmiczne, Jerzy Waszyngton, James Joyce, H.P. Lovecraft i Wielki Cthulhu, templariusze, Lucyfer, tarot, alchemia, magia, kabała, seks, marihuana, satanizm, Indianie, numerologia, Czarne Pantery, prawicowi ekstremiści, religijni fundamentaliści, broń biologiczna?
 
Mało? Jest więcej, dużo więcej. Można z zapartym tchem czytać o tajnym stowarzyszeniu morświnów, o tym, że Conan z Cymmerii po zakończeniu przygód w Europie odpłynął do Ameryki, gdzie znany jest jako Quetzalcoatl. O tym, że w kanałach pod Dealy Plaza w Dallas rezyduje Dealy Lama, że na żółtej łodzi podwodnej żegluje po świecie wódz anarchokapitalistów, Hagbard Celine, a pod jeziorem Totenkopf w Bawarii zahibernowany jest niemiecki oddział żołnierzy z II wojny światowej. Że Iluminaci przybyli z planety Wulkan, że Iluminatów nie ma, że? I tysiąc innych, równie zwariowanych rzeczy.
 
Podobnie rzecz się ma z ?Tęczą Grawitacji?. Mamy tu zarówno intrygę szpiegowską, jak i długie stronice dywagacji na najróżniejsze tematy, związane mniej lub bardziej z losami bohaterów. Fizyka newtonowska i kwantowa, chemia tworzyw sztucznych, czystki w sowieckiej partii komunistycznej, antysemityzm w III Rzeszy i Republice Weimarskiej, eksperymenty rosyjskiego uczonego Pawłowa na zwierzętach, emancypacja czarnoskórych w Afryce i Ameryce, komunizm w Mongolii, Żelazna Gwardia i kapitan Codreanu, narkotyki i odurzenie, wyuzdany seks, niemiecka Wunderwaffe, szpiegostwo przemysłowe i mnóstwo innych rzeczy.
Rozpoznajemy tu zatem trzecią cechę (jakkolwiek wynika ona z drugiej) ? a mianowicie przeładowanie informacjami. Obie powieści (i wiele podobnych) cechuje ogromne nagromadzenie wątków i postaci. Są jak gigantyczne mozaiki ? pytanie tylko, czy jest jakaś perspektywa, z której widać w tym wszystkim sens i ogólny zarys, czy też z każdego punktu widzenia będzie to chaos? Być może zatem lepszym porównaniem byłoby ogromne, kolorowe wysypisko śmieci. I tak jak na wysypisku śmieci można znaleźć ? wśród niepotrzebnego szmelcu ? prawdziwe skarby, tak samo i tutaj da się wybrać cenne kryształy.
 
Jeszcze jedną cechą wspólną, którą warto wyróżnić, jest motyw spisku. Zarówno ?Illuminatus!?, jak i ?Tęcza Grawitacji? (a także wspomniana wcześniej powieść Pynchona ?49 idzie pod młotek?) z lubością rozpracowują wątki globalnych spisków, wzajemnie się przenikających tajnych stowarzyszeń i  tkwiących nieomal wszędzie tajemniczych ?mechanizmów władzy?.
 
Osią ?Illuminatusa? jest wizja ciągnącego się niemal przez całą historię ludzkości konfliktu dwóch tajnych stowarzyszeń ? Illuminatów i Dyskordian. Ci pierwsi reprezentują ? tak się przynajmniej może wydawać ? wszelkie siły porządku, władzy, autorytetu, hierarchii. Ci drudzy, na zasadzie kontrastu, oddają cześć Eris (inaczej: Dyskordii), bogini niezgody i propagują anarchię, wolność, moralny luz i nieład. W toku książki kolejni bohaterowie (dziennikarze, policjanci, radykalni działacze polityczni, gangsterzy, kapłani, sekciarze i inni) zostają wciągnięci w tę ogólnoświatową konspirację, tropiąc ślady odwiecznego sporu i tropiąc siebie nawzajem.
 
(?)
Wyświetlony 4656 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.