niedziela, 21 luty 2010 00:29

Meandry ukraińskiej tożsamości

Napisane przez
W Łucku ma stanąć kolejny pomnik Stepana Bandery. Przywódcy organizacji, której głównym osiągnięciem jest bestialskie wymordowanie co najmniej stu tysięcy Polaków, oddano już cześć w nazwach szkół, uczelni, ulic i placów. Jego mitologia krzewiona jest w izbach pamięci i organizacjach jego imienia. Ukraińscy nacjonaliści w Ameryce od dziesięcioleci produkują filmy o szlachetnych herosach z UPA, zmagających się z  uosabiającymi zło całego świata łajdakami z AK. Seriale o takiej treści oglądać można m.in. w kanadyjskich stacjach telewizyjnych.

Niezależna od Rosji Ukraina i bliska z nią współpraca to bez wątpienia pierwszoplanowe aspekty naszej racji stanu. Przeszkodą w rzeczywistym pojednaniu z Kijowem jest jednak kreowany przezeń narodowy mit ? nie tylko złowieszczy i ohydny, ale też wyrastający na skrajnym fałszu. To prawda, że bohaterowie naszych sąsiadów nie muszą być postaciami z naszej bajki. Niemcy usiane są tysiącami pomników postaci jednoznacznie nam wrogich. Przypadek ukraińskiej polityki historycznej jest jednak szczególny. Bismarck był wrogiem Polski, ale nie topił jej we krwi. Lewaków mają prawo podniecać jego socjalne koncepty. Fryderyk II wymazywał Polskę z mapy, a ostatnią cechą, o jaką można by go podejrzewać, było posiadanie sumienia, lecz wśród miłośników militariów uchodzić może za zdolnego stratega. Na tle wielbienia Żelaznego Kanclerza czy Starego Fryca gloryfikacja OUN-UPA jest jednak patologią dużo większego kalibru. Pomysł, by leczeniem tej choroby zajęli się Polacy, może być postrzegany jako wynikły z poczucia wyższości protekcjonalizm bądź inny objaw mentorstwa czy nadmiernej megalomanii. A jednak ośmielę się stwierdzić, że powinniśmy wskazać Ukrainie inną tradycję, innych bohaterów, inne źródła narodowej tożsamości i integracji. W ofercie takiej, o ile jej ?sposób podania? byłby taktowny i szczery, nie widzę niczego niestosownego. Dla nas jest przecież jasne, że jesteśmy kulturowo młodsi nie tylko od Greków, ale nawet od Czechów, że rozmiary naszej tradycji państwowej ustępują niejednemu z krajów Europy. Tak samo Ukraina w porównaniu z Polską to państwo o rodowodzie, powiedzmy szczerze, skromnym. Obłęd pogrążania się w tradycji OUN-UPA jest właśnie wynikiem rozpaczliwego poszukiwania jakiegoś wspólnego znaku tożsamości narodu, którego historia jest krótka. Naciągane związki ze średniowieczną Rusią Kijowską roli tej nie spełniają, siłą rzeczy za Bugiem sięga się więc po świeżą mitologię, związaną z próbą wybicia się na niepodległość przy okazji hitlerowskiej okupacji. To, że usiłowania te opierały się na kalkulacjach, które nazwać głupimi, byłoby eufemizmem, umyka z pola widzenia, jak i fakt, że działania rzekomych bohaterów nie polegały głównie na walce z okupantem, lecz na mordowaniu kobiet i dzieci.

 
Rolą Polski powinno być dzisiaj przypomnienie Ukraińcom tego, z czego naprawdę powinni być dumni. Zarazem wymogiem przyzwoitości jest oddanie należnej czci zapomnianym Ukraińcom, wobec których mamy dług wdzięczności. Do naszych oddziałów Powstania Styczniowego trafiali także ochotnicy znad Dniepru. W 1920 r. bolszewicką nawałę na polskiej ziemi powstrzymywało co najmniej 40 tysięcy żołnierzy z Armii Ukraińskiej Republiki Ludowej. Ramię w ramię z Polakami walczyło siedem ukraińskich dywizji: Zaporoska, Wołyńska, Żelazna, Kijowska, Chersońska, Siczowa i Samodzielna Dywizja Konna. W zwycięskiej obronie Zamościa sojusznicy ci nie szczędzili krwi, a całością tej akcji dowodził także Ukrainiec ? gen. Marek Bezruczka, według godnych uwagi opinii ? współtwórca Cudu nad Wisłą. W obronie Polski zginęło co najmniej kilka tysięcy Ukraińców, w tym trzech generałów. Kiedy podpisywaliśmy traktat ryski, Semen Petlura i jego żołnierze mieli prawo czuć się przez nas opuszczeni. Może nawet aż tak, jak my w 1945 przez aliantów. A jednak ci porzuceni sojusznicy w zdecydowanej większości do końca byli wobec nas lojalni. Mało znany jest fakt ich uczestnictwa w III Powstaniu Śląskim. Wymienić warto choćby dziewiętnastoosobowy oddział Arkadiusza Żylińskiego, który 6 V 1921 zdobył w Bytomiu dworzec kolejowy i opanował Hutę Laura. W 1939 r. w naszej armii walczyło m.in. 50 ukraińskich oficerów, wywodzących się z sojuszniczej armii roku 1920. Walczyli nie byle jak, skoro są wśród nich kawalerowie orderu Virtuti Militari.
 
(?)
Wyświetlony 3103 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.