Wydrukuj tę stronę
wtorek, 23 luty 2010 12:00

Zielony totalitaryzm

Napisał
1948 roku odbył się we Wrocławiu Światowy Kongres Intelektualistów w Obronie Pokoju. Uczestniczący w nim mędrcy z czterech stron świata zgodnie potępili imperializm jako najwyższe stadium kapitalizmu, obwieszczając, że jedynym ratunkiem dla pogrążonej w konfliktach i rozpaczy ludzkości jest nawrócenie się na komunizm pod nieomylnym przywództwem Józefa Stalina. Z dzisiejszej perspektywy można ów kongres potraktować jako doskonałą egzemplifikację ideowego i politycznego szaleństwa, któremu przed półwieczem uległa spora część elit, sądząc, że kolektywizacja i pozbawienie ludzi własności jest najkrótszą drogą do szczęścia. Dziś idee komunistyczne znajdują się w odwrocie, jednak przetrwał typowy dlań mechanizm interpretacji rzeczywistości, prowadzący do nowego totalitaryzmu.

 Erzac religii

Często zapominamy, że w połowie XX wieku komunizm postrzegany był jako ?dobra nowina?, obiecująca proste i skuteczne rozwiązanie wszelkich ludzkich problemów. Ideologia komunistyczna, wsparta na ?naukowej? doktrynie materializmu dialektycznego, funkcjonowała niczym świecka religia, która rzekomo odkrywszy ?żelazne? prawa dziejów i tym samym zgłębiwszy przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, wie, co dokładnie należy zrobić, aby zdjąć z ludzi ciężar i trudy dotychczasowej egzystencji. Co zaskakujące, wielu wykształconych ludzi traktowało komunistyczne objawienia poważnie, popierało je bądź przynajmniej twierdziło, że zasługują na uwagę jako interesujące propozycje polityczne. Mało kto dostrzegał wewnętrzne sprzeczności tkwiące w doktrynie, niefalsyfikowalność jednych jej twierdzeń i błędność innych. Niewielu widziało ? albo chciało widzieć ? konflikt między teorią a praktyką, przejawiający się przede wszystkim w tym, że komunistyczną emancypację człowieka rozpoczynano od jego upodlenia, zniewolenia, a kończono jego likwidacją, jak gdyby wychodząc z założenia, że najskuteczniejszym lekarstwem dla ciężko chorego pacjenta jest spętanie mu rąk i napojenie go strychniną. W pewnych kręgach opiniotwórczych wypadało ekscytować się komunizmem; jego lekceważenie bądź, nie daj Boże, odrzucenie uznawane były za wyraz braku obycia i patologicznej nienawiści do rodzaju ludzkiego. Może to się nam dziś wydawać dziwne, ale pół wieku temu wielu ludzi z całą powagą wierzyło w to, że likwidacja własności prywatnej może doprowadzić do dobrobytu, sprawiedliwości i braterstwa, że w państwowych fabrykach będzie się pracować wydajniej niż w prywatnych, że da się odgórnie zaplanować popyt i podaż, ustalić optymalne ceny oraz oszacować zakres ludzkich potrzeb i środków na ich zaspokojenie.
 
Martin Gardner, nieżyjący już amerykański tropiciel rozmaitych szarlatanów i pseudouczonych, pokazywał na wielu przykładach, że jeśli w grę wchodzi głęboka wiara i ludzkie emocje, pewne twierdzenia okazują się całkowicie odporne na konfrontację z faktami. Kiedy po jednym z seansów spirytystycznych sławnego medium George?a Valiantine?a okazało się, że trąbka, na której przed chwilą grał duch, jest ciepła od dotyku ludzkich rąk, a jej ustnik wilgotny, Valiantine prostolinijnie wyjaśnił, że duchy mówiące przez trąbkę musiały w tym celu zmaterializować ręce i usta, inaczej bowiem nie mogłyby przez nią przemawiać. Kiedy dzieci, mające rzekomo zdolność wyginania widelców samą siłą woli, nie chciały zademonstrować swoich umiejętności w obecności świadków, twierdzono, że obecność tych ostatnich ? ?sceptyków? ? przeszkadza im wejść w trans. Podobnie było z wyznawcami komunizmu: rozgrzana trąbka i nie dający się zgiąć widelec nigdy nie podważyły ich wiary.
 
Komunistyczna doktryna, co nietrudno dostrzec, była jedynie nową mutacją tradycyjnych milenarystycznych proroctw, które podane przez Marksa w chorobliwie mętnym heglowskim żargonie, dla uszu niewtajemniczonych brzmiały niczym twierdzenia naukowe, podczas gdy nie miały większej wartości poznawczej niż objawienia zawarte Księdze Mormona. Jednakże myślenie sekciarskie zwłaszcza u ateistów bywa tak silne, że wielu ludzi komunistycznych proroctw broniło z podobną żarliwością, z jaką dziś broni się teorii ewolucji przed kreacjonizmem. Przyczyny tego zapewne były różne: jedni robili to z naiwności, inni z głupoty, która często z naiwnością idzie w parze, jeszcze inni zaś z wyrachowania, zupełnie cynicznie, gdyż ? o czym doskonale wiedzą telewizyjni kaznodzieje ? opowiadanie natchnionych andronów przynosi zupełnie wymierne korzyści. A jeśli ma to na dodatek wpływ na decyzje polityczne i ekonomiczne, tym bardziej należy bronić andronów przed demaskacją. Dlatego też wspomniany na początku Kongres Intelektualistów w Obronie Pokoju stanowi tak doskonałą ilustrację zabobonu, który królował wśród zsekularyzowanej inteligencji pięćdziesiąt lat temu i nad którego podtrzymywaniem dzielnie pracowali agenci sowieckich służb, używając raczej marchewki niż kija
 
 
Apokalipsa według ekologów
Czy dzisiaj, po upływie pół wieku, moglibyśmy wskazać podobny przykład zbiorowej gloryfikacji przesądu reprezentatywnego dla naszych postkomunistycznych czasów? Otóż wydaje się, że rolę taką mogłaby odegrać bez specjalnej charakteryzacji zakończona w grudniu ubiegłego roku poznańska Konferencja Narodów Zjednoczonych w sprawie Zmian Klimatu. Z pewnością było to wydarzenie o randze międzynarodowej, gromadzące ludzi różnych profesji z wielu krajów, gorąco komentowane przez media i ? co najważniejsze ? odwołujące się do nowej formy świeckiego kultu, która skutecznie zajęła opuszczone przez komunizm miejsce w panteonie kolektywnych zabobonów. Tym kultem jest dziś ideologia ekologiczna, environmentalizm, jak mówią jedni, czy ekologizm, jak nazywają ją inni. Nazwa nie jest specjalnie istotna, ważne są natomiast zasadnicze cechy owego ruchu, pod względem struktury analogicznego do komunizmu, okultystycznego nazizmu, scjentologii czy innych szarlatanerii: apokaliptyczne proroctwa i odporność na fakty.
 
Jeśli przyjrzeć się ekologizmowi z boku, sięgając choćby po film czy książkę Ala Gore?a Niewygodna prawda, bez trudu można dostrzec, że cała ta opowieść również jest niczym innym, jak tylko kolejnym wariantem starego milenarystycznego mitu, zapowiadającego koniec świata, rozliczne plagi i tragedie, od których może nas ustrzec jedynie radykalna zmiana naszych dotychczasowych przekonań i nawyków. Nawróćcie się póki czas ? oto główne przesłanie ekoreligii, skierowane do mieszkańców Ziemi, wsparte proroctwami, w których majaczą apokaliptyczne wizje potopu, bestii o milionach oczu wychodzącej z wód i ognia spadającego z nieba. Oczywiście, wizje te opakowano w nowoczesną, quasi-naukową formę przyswajalną dla współczesnego widza, jednak nie zmienia to faktu, że mają one podobną wartość, jak wróżby średniowiecznych katarów. Pod tym względem ekologizm jest godnym następcą komunizmu, który również zapowiadał, oparty rzekomo na naukowych wyliczeniach, rychły upadek ludzkości doprowadzonej przez kapitalizm do nędzy, czemu zapobiec mogłaby jedynie proletariacka rewolucja. Oba warianty milenaryzmu mają zresztą wiele cech wspólnych, takich jak choćby upieranie się przy apriorycznie przyjętych tezach w kompletnym oderwaniu od faktów. Marksiści twierdzili, na przykład, że w miarę rozwoju kapitalizmu położenie robotników z konieczności będzie się pogarszać i jedynym sposobem na uniknięcie tego jest likwidacja własności prywatnej i wolnej konkurencji. Nie byli w stanie dostrzec ewolucji kapitalizmu, nie tylko pozwalającej osiągnąć robotnikom taki standard życia, o jakim mogli oni jedynie marzyć w realnym socjalizmie, ale ostatecznie prowadzącej do zaniku samego proletariatu i rozbudowy sektora usług, lekceważonego przez marksistowską ekonomię. Ekoideolodzy cechują się podobną nieprzemakalnością na fakty. Przyznając w swojej demonologii rolę apokaliptycznej bestii przemysłowi twierdzą, że wzrost uprzemysłowienia z konieczności musi prowadzić do pogarszania się stanu środowiska naturalnego. Co prawda, badacze, tacy jak Kuznets czy Goplany, wielokrotnie pokazywali, że jest akurat odwrotnie ? wraz ze wzrostem uprzemysłowienia rośnie dochód narodowy, a wraz ze wzrostem dochodu wzrastają wydatki na ochronę środowiska ? jednak milenarystyczne wizje są odporne na tego rodzaju fakty.
 
Inne podobieństwo wiąże się z wiarą w możliwości ustalenia obiektywnej wartości pewnych relacyjnych cech. Marksiści sądzili, że da się określić obiektywną wartość towaru, niezależnie od rynku, aby potem móc za pomocą centralnego planowania regulować gospodarkę. Jałowość takiego podejścia dobrze oddaje dowcip z czasów PRL-u: kiedy szefowie państw komunistycznych planują po podboju świata wprowadzić we wszystkich krajach komunizm, ktoś stwierdza, że jeden kraj, Albanię, należy pozostawić kapitalistyczny. ? Po co? ? pada pytanie. ? żebyśmy wiedzieli, ile co kosztuje.
 
Również ekoideolodzy, wierząc, że zasoby mają charakter obiektywny, ostrzegają przed ich wyczerpaniem. Prawda jednak jest taka, że to, czy coś jest bądź nie jest zasobem, zależy od aktualnego stanu naszej wiedzy i umiejętności wykorzystania tego. Ropa krajów arabskich, będąca dziś cennym zasobem, dla egipskich faraonów nie miała żadnej wartości, podobnie jak dla nas dziś piasek pustyni czy kamień łupany, który niewątpliwie przedstawiał pewną wartość dla ludzi pierwotnych. Aby mówić o wyczerpaniu zasobów w przyszłości, należałoby wiedzieć, co w przyszłości będzie zasobem, to zaś jest niemożliwe, tak samo jak dla człowieka epoki kamiennej było niemożliwe przewidzenie, że w przyszłości zacznie cenić rudę żelaza. Jednak przejście z epoki kamiennej do epoki żelaza nie dokonało się w wyniku wyczerpania się zasobów w postaci kamieni do łupania. Niezrozumienie tego prostego faktu leży u podstaw wszystkich pseudonaukowych proroctw, siejących nieuzasadnioną panikę. W latach 70. Klub Rzymski w swoim raporcie ostrzegał, że z uwagi na ekspansję branży telekomunikacyjnej do końca XX wieku wyczerpią się na świecie złoża miedzi, stanowiącej podstawowy surowiec wykorzystywany do produkcji kabli. Jednego tylko nie wzięto pod uwagę ? bo i nie można było wziąć ? a mianowicie tego, że miedziane kable zostaną zastąpione przez światłowody. Ale to właśnie przesądziło o całkowitej błędności przepowiedni.
 
Potwierdza się więc stara opinia Poppera, że historia ludzkości zależy od ludzkiej wiedzy, aby więc przewidzieć, co się stanie w przyszłości, musielibyśmy dziś już znać stan przyszłej wiedzy, przyszłe teorie i wynalazki ? ale to właśnie jest niemożliwe. Gdyby na początku XIX wieku można było przewidzieć, że w ciągu stu lat pojazdy konne zostaną zastąpione przez samochody, nikt nie formułowałby apokaliptycznych proroctw, że pod koniec stulecia liczba tramwajów konnych w Paryżu wzrośnie do tego stopnia, że miasto utonie w końskim łajnie. Wszystkie te proroctwa oparte są zresztą na naiwnej wierze, iż można swobodnie rzutować dotychczasowe tendencje w przyszłość. Również dobrze można by powiedzieć, że skoro między godziną szóstą rano a dziesiątą temperatura wzrosła o siedem stopni, to o ile się ten trend utrzyma, za kilkadziesiąt godzin się ugotujemy.
 
Ekologiczny interwencjonizm
Tego rodzaju przykłady dowodzą irracjonalności i oderwania od rzeczywistości całej ekologicznej ideologii, która stała się dziś wiodącą religią części elit, wbijaną masom do głów za pośrednictwem mediów. Komunistyczna troska o dobro ludzkości została zastąpiona bardziej globalną troską o dobro całej planety. Podobnie jak komunizm, ekologizm prezentowany jest jako naukowa doktryna, choć z naukowymi wynikami badań i procedurami weryfikacji hipotez ma tyle wspólnego, co łysenkizm ze współczesną mikrobiologią. Wystarczy sięgnąć po kilka elementarnych kwestii, jak choćby postulat ochrony ?środowiska naturalnego?. Wiele się o tym mówi, ale czy ktoś jasno określił, czym jest ?naturalne środowisko?? Gdyby chodziło o środowisko pozbawione wszelkiej ingerencji człowieka, to takiego raczej nie znajdziemy, być może z wyjątkiem pewnych obszarów podbiegunowych. Jeśli zaś zaczniemy go szukać w obrębie świata przekształconego przez człowieka, okaże się, że pojęcie tego, co ?naturalne? jest zależne od czasu i miejsca. Dziś rowery i ścieżki dla nich uznaje się za ?naturalne?, ale sto pięćdziesiąt lat temu bicykle uchodziły za nienaturalne zagrożenie dla transportu konnego. Dziś mówi się ?tiry na tory?, ale półtora wieku temu to pociągi uznawano za podstawowe zagrożenie dla natury. Jeśli ludzka ingerencja miałaby charakter ?nienaturalny?, to w sumie ratowanie ginących gatunków jest jak najbardziej ?nienaturalne?, stanowi bowiem ingerencję w ?naturalny? proces selekcji. Zresztą ? skoro już jesteśmy przy ginących gatunkach ? mówi się często o tym, ile gatunków wyginęło w wyniku działalności człowieka. A czy ktoś sprawdził, ile wyginęło bez jego pomocy w ciągu setek milionów lat ewolucji? Czy powinniśmy pociągnąć ryjówki do odpowiedzialności za doprowadzenie do zagłady dinozaurów?
 
Trzeba wyraźnie podkreślić, że cała ekologiczna polityka ochrony ginących gatunków czy obszarów ma charakter nienaturalnego interwencjonizmu, analogicznego do tego, którym socjaliści pragną objąć gospodarkę czy ? w skrajnych przypadkach ? wszelką ludzką aktywność. Doskonałym przykładem skutków takich działań może być mała wysepka Macquarie położona w pół drogi pomiędzy Australią a Antarktydą, która dzięki interwencji ekologów już wkrótce może stać się całkowicie jałowa. Otóż ekolodzy doszli do wniosku, że występującym na wyspie rzadkim okazom ptactwa zagrażają polujące na nie koty. Niewiele myśląc, usunięto wszystkie koty z wyspy, w ogóle nie biorąc pod uwagę, że ta ludzka ingerencja całkowicie zburzy subtelny ekosystem, który powstawał na wyspie przez lata. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Usunięcie drapieżników w krótkim czasie doprowadziło do plagi królików, których setki tysięcy skutecznie ogołociły wyspę z roślinności, w wyniku czego młode ptaki nie mają gdzie się kryć przed drapieżnikami, które nadal na nie polują, gdyż usunięcie kotów spowodowało olbrzymi wzrost liczby szczurów i myszy niszczących jaja. Ta mała wysepka będąca laboratorium ekologicznego interwencjonizmu ? do złudzenia przypominającego maoistowski projekt likwidacji wróbli, którego rezultatem była plaga much i komarów ? powinna stanowić dla wszystkich ostrzeżenie. Nasza planeta tak czy owak zginie za kilka miliardów lat, ale jeśli chcemy proces ten przyspieszyć, oddajmy ją we władzę ekologów.
 
(?)
Wyświetlony 3873 razy
Damian Leszczyński

Najnowsze od Damian Leszczyński

Artykuły powiązane

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.