czwartek, 25 luty 2010 11:29

Kolorowe dropsy

Napisane przez
Deklaracja Donalda Tuska, że rząd zamierza przeznaczyć pieniądze podatników na finansowanie zapłodnień "in vitro", wykracza poza działania wpisujące się w schemat walki z Kościołem w Polsce. To także niebezpieczne zawłaszczanie prerogatyw przynależnych katolickiej większości.
 
Badania genetyczne pozwalają dziś z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością ustalić, czy człowiek u swego zarania nie ma genu, który może skutkować śmiertelną chorobą w przyszłości. Stąd coraz szybciej powszednieje proceder selekcji embrionów ? selekcji dokonywanej na życzenie biologicznych rodziców, którzy chcą realizować ?prawo? do posiadania zdrowego potomstwa.
 
Zapatrzeni w zdobycze techniki lekarze zastępują więc etyków, wyjaśniając kłamliwie, że wczesna diagnostyka pozwoli uniknąć schorzeń spowodowanych zaburzeniami genetycznymi. Ale to ? z naukowego punktu widzenia ? kwintesencja bredni. Nie chodzi bowiem o żadne uniknięcie chorób w przyszłości, tylko o zlikwidowanie tych ludzkich embrionów, które ewentualnie mogłyby w przyszłości zachorować ? za rok, za dziesięć czy po pięćdziesięciu latach od opuszczenia ciała matki.
 
Pytam więc: na jakiej podstawie lekarze uzurpują sobie prawo do wartościowania życia innego człowieka i czym takie postępowanie różni się od działań Niemców na rampie kolejowej Auschwitz? A po drugie, czemu zmusza się mnie, bym za to płacił? Czyżby katolicy płacący podatki mieli mniej praw, niż mordercy nienarodzonych?
 
Powrót cenzury
 
Być może tak właśnie się dzieje, ponieważ w Polsce, rządzonej podług recept koncypowanych przez zespół, w skład którego wchodzi znany fabrykant spirytualiów z wibratorem w jednej dłoni, a półlitrówką w umyśle, możliwe jest niemal wszystko, a na dąsy i fanaberie jakiegoś tam podatnika w sumie nikt uwagi zwracać przecież nie będzie. Stąd nawet wprowadzenie nad Wisłą swoistej cenzury (niemal dwadzieścia lat po zlikwidowaniu urzędu na Mysiej!) uznano za działanie uzasadnione.
 
Myślę o decyzji Trybunału Konstytucyjnego, potwierdzającego ograniczenia w swobodnym dostępie do zasobów Instytutu Pamięci Narodowej od widzimisię niezidentyfikowanego urzędnika, mającego ? ludzi nieuznanych urzędowo za naukowców, a także dziennikarzy ? obdarzać czymś w rodzaju rekomendacji. Wysoki Trybunał zechciał pochylić się nad tą sprawą na wniosek Janusza Kochanowskiego, Rzecznika Praw Obywatelskich, podnoszącego, że wymóg posiadania owej ?rekomendacji? narusza swobodę badań naukowych z jednej strony, wolność prasy zaś z drugiej. Jak się przy okazji powyższego rozstrzygnięcia okazało ? w ocenie Trybunału nie narusza.
 
Janusz Kochanowski: Poprosiłem znajomych ? dziennikarza i naukowca o uzyskanie rekomendacji od swoich przełożonych w kwestii zbadania przeszłości Janusza Łętowskiego, męża sędzi Ewy Łętowskiej, gdyż się obawiałem, że informacje prasowe mogą być niepewne i krzywdzące. W obu przypadkach ich przełożeni odmówili takiej rekomendacji, co dobitnie potwierdza moją tezę, że ogranicza to wolności obywatelskie (...) będzie to zależało wyłącznie od dobrej lub złej woli rekomendującego.
 
(?)
Wyświetlony 3178 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.