Wydrukuj tę stronę
czwartek, 25 luty 2010 11:34

To możliwe, by państwo nie budowało dróg (Rozmowa z Walterem Blockiem)

Napisane przez
Walter Block, profesor ekonomii na Loyola University w Nowym Orleanie, członek Mises Institute
 
Stan dróg w Polsce jest bardzo zły, a nowe budowane są w ślimaczym wręcz tempie. Poprzedni rząd wybudował 8 km autostrad. Nowy chce radykalnie poprawić wynik i zrobić to przy pomocy partnerstwa publiczno-prywatnego. Co Pan sądzi o PPP? Czy PPP jest używane w Stanach Zjednoczonych do tego celu?
PPP jest używane bardzo oszczędnie przez władze federalne i stanowe. Ja natomiast jestem przeciwnikiem stosowania partnerstwa przy budowie dróg czy jakichkolwiek innych zadaniach. Nie ma bowiem lepszego rozwiązania od całkowitej prywatyzacji wszelkich działań gospodarczych. W mojej opinii państwo powinno zajmować się tylko i wyłącznie ochroną osób i ich mienia. Nie powinno odgrywać żadnej, absolutnie żadnej roli w gospodarce. Także jeśli chodzi o budowę dróg.
 
Ale jak to możliwe? Wyobraża Pan sobie sytuację, w której firmy same budują drogi?
Ależ oczywiście! Proszę sobie uświadomić, że w wieku XVIII i jeszcze wcześniejszych czasach drogi, zwane wtedy rogatkami, były budowane w Stanach Zjednoczonych i wielu innych krajach całkowicie z prywatnej inicjatywy, bez pomocy ze strony władz państwowych! I były to, oczywiście, drogi płatne. Potem, niestety, zaczęło się to powoli zmieniać. Państwa uzyskały całkowity monopol na tworzenie prawa i nadzorowanie porządku społecznego, a jednocześnie odmówiły ochrony prywatnym firmom budującym drogi. Ochrony przed kradzieżą usług, które świadczyły i ich know-how. Tak przynajmniej było w USA.
 
A wracając do PPP, to chciałbym zapytać, który rodzaj uważa Pan za najlepszy? Wielu ekspertów w Polsce twierdzi, że jest nim system build-operate-transfer.
Powtórzę jeszcze raz: najlepszym rozwiązaniem w gospodarce, także przy budowie dróg, jest leseferystyczny kapitalizm. W nim rząd zajmuje się ochroną życia obywateli i ich własności. A obywatele, zakładając firmy, zajmują się wytwarzaniem, działalnością gospodarczą.
 
Polska musi, ze względu na przynależność do Unii Europejskiej, wdrożyć w życie program ?Natura 2000?, który chroni wybrane obszary. Nie będziemy mogli na nich budować dróg i autostrad. Czy to dobry dokument? Czy ma Pan pomysł, jak pogodzić budowę autostrad z ochroną środowiska? I jak ta sprawa wyglądałaby, gdyby prywatne firmy zajmowały się budową dróg?
Trzeba zacząć od tego, że Polska i inne państwa europejskie powinny dla własnego dobra wystąpić z UE. Wtedy odzyskałyby suwerenność i nie musiałyby słuchać poleceń biurokratów z Brukseli. Wtedy Polska i Polacy mieliby swobodę w decydowaniu o tym, które tereny należy chronić, a które nie.
Jeśli chodzi o kwestię ochrony środowiska, to jest to kompletnie odrębna sprawa. Oczywiście, budowa dróg wpływa na środowisko naturalne. Ale według mnie najlepszą metodą ochrony środowiska jest wdrożenie w życie wszystkich zasad leseferyzmu i ochrona własności prywatnej.
 
W Polsce budową dróg zajmuje się rządowa instytucja, czyli Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, lub koncesjonariusze w systemie koncesyjnym na zlecenie rządu. Teraz jednak rozważa się przekazanie zarządzania drogami krajowymi władzom lokalnym. Co Pan sadzi o takim planie?
Znacznie lepiej jest, jeżeli władza jest zdecentralizowana. Dlatego mogę przyznać, że władze lokalne na pewno poradzą sobie z zarządzaniem drogami lepiej, niż rząd czy też jakiekolwiek instytucje centralne. Co nie znaczy, że to najlepsze rozwiązanie. To tylko wybór mniejszego zła.
 
Polska i Ukraina mają w 2012 roku zorganizować wspólnie mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Rząd zapewnił, że do tego czasu zbudowanych zostanie na terenie naszego kraju niemal 1 tys. km autostrad i 1,6 tys. dróg ekspresowych. Czy ten plan jest w takim czasie wykonalny? Czy warto w ogóle spieszyć się przy budowie dróg? Tym bardziej że ceny materiałów budowlanych stale rosną...
Centralne planowanie jest bardzo nieskuteczne. Prawie nigdy nie ma dobrych rezultatów takiej działalności rządu. I nie ma tu różnicy, czy rządowe plany dotyczą budowy sieci dróg, czy kilku elektrowni. Polska i inne kraje, w których wciąż obecne jest w mniejszym lub większym stopniu centralne planowanie, powinny porzucić tego rodzaju działalność w sferze gospodarczej. Takie decyzje powinny zapadać w systemie wolnorynkowym.
Jeśli chodzi o czas, to nie potrafię powiedzieć, czy budowanie dróg w takim tempie jest dobrym posunięciem. Tak jak nie potrafię powiedzieć, czy powinno się zwiększać podaż innego rodzaju dóbr, jak kukurydza, t-shirty lub stal. Decyzja o tym, co i w jakim tempie produkować, powinna zależeć tylko i wyłącznie od przedsiębiorców. Bo to oni osiągają zyski na podstawie podejmowania odpowiednich decyzji. To oni wiedzą, co jest potrzebne w danym czasie i w jakiej ilości. Jeśli podejmują złe decyzje, firma przynosi straty.
Dlaczego nie miałoby być tak samo z drogami? Bo proszę zwrócić uwagę, że one także są towarem, potrzebą. Czy ktoś z czytelników ?Parkietu? chciałby, by to rząd decydował o podaży kukurydzy, stali lub koszulek? Nikt? To mam nadzieję, że nikt nie chce też, by rząd decydował o podaży dróg.
 
Ale jeszcze pozostaje problem cen, który dotyczy także prywatnych firm. Koszty budowy dróg byłyby dla nich bardzo wysokie. Ceny cementu idą cały czas w górę. Także poprzez nakazy UE w sprawie ograniczania emisji dwutlenku węgla. Polskie cementownie dostały małe przydziały. Jaka jest rada na szalejące ceny?
Istnieje recepta na szalejące ceny. I to nie tylko materiałów budowlanych. Wiem, że teraz cała Europa ma problem z inflacją. Ale recepta jest dość radykalna. Wymaga odwagi. Rewolucyjnej zmiany.
 
(?)
Wyświetlony 2184 razy
Piotr Rosik

Najnowsze od Piotr Rosik

Artykuły powiązane

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.