czwartek, 25 luty 2010 12:09

Tybet - kraina Shangri-La?

Napisał
Wizyta Dalajlamy w Polsce ugruntowała potoczne rozumienie buddyzmu jako religii sentymentalnej, dającej jej wyznawcom poczucie harmonii, powszechne szczęście, zgodną koegzystencję z samym sobą, jak i z otoczeniem. Przy wizycie Dalajlamy można było usłyszeć głosy mówiące, że buddyzm, w odróżnieniu od chrześcijaństwa, judaizmu czy islamu, nie jest zaprawiony przemocą, wolny jest więc od powoływania się na mandat Boży w kontekście przemocy. Buddyzm miałby być zatem czymś zgoła innym i stanowiącym wyraźny kontrast w stosunku do każdej przemocy, a zwłaszcza przemocy w innych religiach. Bo czym innym może on być, gdy słucha się uduchowionego buddyzmem Dalajlamy, który swe mantryczne przesłanie osnuł wokół tak swojsko brzmiących terminów jak: tolerancja, akceptacja, zgoda, demokracja, współczucie, empatia, ekologia?

W mediach bałwochwalczo traktujących duchowego przywódcę Tybetu jedynie sporadycznie pojawiały się głosy tych, którzy komentowali wizytę z rozczarowaniem, a nawet zniechęceniem. Liczne przemówienia, jakie duchowy przywódca Tybetu wygłosił w Polsce, nie wyszły w swej treści poza ogólny zbitek komunałów i powszechnie znanych ogólników. Dalajlama przedstawił wizję świata bez przemocy, wojen, złości, nienawiści, pomijając całkowicie sferę odpowiedzialności i realizmu.

 
Zachód postrzega Dalajlamę przez pryzmat tego rodzaju deklaracji, dlatego też Tybet funkcjonujący w potocznej świadomości to obraz uciśnionej krainy o bogatej kulturze, wymierającej pod butem żółtych Hunów z Państwa Środka. Powolna śmierć Tybetu spowodowana jest rzekomo pokojowym nastawieniem Tybetańczyków, którzy wolni od jakiejkolwiek przemocy, uzbrojeni jedynie w buddyzm, nie są w stanie przeciwstawić się najeźdźcom. Potoczne rozumienie teokracji buddyjskiej, podsycane przez hollywoodzki przemysł filmowy, uczyniły z Tybetu model przedsionka raju, skażonego jedynie obecnością Chin w tej mitycznej krainie Shangri-La. Sam Dalajlama, czując medialną przychylność Zachodu, lukrował obraz Tybetu, twierdząc, że dominujący wpływ buddyzmu wśród otwartych przestrzeni nienaruszonego środowiska wytworzył żyjące w harmonii i oddane pokojowi społeczeństwo Tybetu.
 
Ktokolwiek zna historię Tybetu, wie, ile jest nieprawdy w tych słowach. Do 1959 roku za rządów Dalajlamy w Tybecie panował wzorcowy system feudalny. Dwie grupy skupiały w swych rękach cały majątek kraju: mnisi buddyjscy i laikat arystokratyczny. Wystarczy spojrzeć na klasztor Drepung, którego bogactwo to 85 posiadłości ziemskich, do których przypisanych jest 25 tysięcy chłopów traktowanych jak własność klasztoru. Nie jest tajemnicą, że mnisi buddyjscy do lat 60. XX wieku trudnili się lichwą, pożyczaniem pieniędzy na wysoki procent. Teokratyczny system feudalny Tybetu budowany był też przez arystokrację. W 1950 roku głównodowodzący armii tybetańskiej posiadał na własność trzy i pół tysiąca chłopów pańszczyźnianych, będąc jednocześnie wysoko postawionym członkiem świeckiego gabinetu Dalajlamy. Dlatego przedstawianie Tybetu jako kraju bez policji, a opartego jedynie na zasadach buddyzmu kłóci się z prawdą historyczną. W Tybecie istniała armia zawodowa, trudniąca się głównie ściganiem zbiegłych chłopów pańszczyźnianych i wymierzaniem im odpowiednich kar. Ten feudalny system był nie tylko aprobowany przez dwór kolejnych Dalajlamów, ale także przez nich tworzony. Należy pamiętać, że zdecydowana większość społeczeństwa tybetańskiego to chłopi, którzy całe życie pracowali na utrzymanie systemu teokratycznego, prosić musieli też o zgodę na zmianę miejsca pobytu lub wejście w związek małżeński. Dwór Dalajlamy decydował też, które z dzieci chłopskich brane jest do klasztoru w celu zostania mnichem. System podatkowy Tybetu nakładał różnego rodzaju opłaty na chłopów, takie jak: podatek od ślubu, od urodzenia dziecka, a nawet od zgonu w rodzinie czy posadzenia drzewa przy własnej chacie. Tybetańczycy płacili podatki od każdego wykroczenia, a nawet przy zwolnieniu z więzienia (tzw. podatek wyjściowy). Każdy niepracujący Tybetańczyk płacił (lub odpracowywał) podatek za pozostawanie bezrobotnym. Wedle prawa teokratycznego Tybetu długi mogą być dziedziczne. Należy sobie zdać sprawę, jak ogromną rolę odegrały w historii Tybetu pojęcia ?obrony doktryny?.
 
Przejście od fazy religijnego buddyzmu tybetańskiego w ośrodek władzy politycznej, naznaczone było przemocą i gwałtem, jak niemal każdy środek do zdobycia władzy.
 
Oczywistym i niepodważalnym faktem jest barbarzyństwo chińskich komunistów, wkraczających zbrojnie do Tybetu. Aneksja Tybetu odbyła się pod sztandarem rewolucji, z jej najgorszą stroną, masowych rozstrzeliwań, tortur, konfiskaty mienia, narzucania siłą obcych rządów i obcej kultury. W dodatku tortury były bardzo wyrafinowane, w tym zmuszanie mnichów do publicznych gwałtów na mniszkach, po wszystkim najczęściej mordowanych. Jakkolwiek oceniać warunki życia Tybetańczyków, to wkroczenie komunistów chińskich było dla nich prawdziwym końcem świata.
 
Tego aspektu nie wolno zapominać w kontekście analizy Tybetu. Lecz warto zmierzyć potoczne rozumienie Tybetu z historią, która ujawnia, że organizacje buddyjskie nie były wolne od gwałtu i przemocy. V Dalajlama w roku tygrysa (1638/39) uczestniczył wraz z mnichami w działaniach Guszri-chana, który to ogniem i mieczem podporządkowywał sobie kolejne terytoria i spacyfikował Mongołów. XIII Dalajlama zabiegał o brytyjskie wsparcie i uzbrojenie dla tybetańskiej armii walczącej z wojskami chińskimi. W Tybecie w zasadzie od początku XVII wieku sekty buddyjskie wraz z rządzącą arystokracją prowadziły zbrojną walkę o wpływy. Opis brutalności walk, egzekucji, tortur podaje Melvyn C. Goldstein w książce The Snow Lion and the Dragon: China, Tibet, and the Dalai Lama. I nie jest to tylko kwestia historii, gdyż cały świat kilka lat temu był świadkiem walk sekt buddyjskich w Korei Południowej (wewnętrznej walki o wpływy w sekcie Chogye). Po zamieszkach ujawniono, że mnisi buddyjscy walczyli przede wszystkim o kontrolowanie budżetu 9,2 miliona dol., pochodzącego z datków wiernych. Sama historia Tybetu pokazuje, że teokratyczny model państwa nie był też wolny od przemocy. Ze względu na rozwiązłe prowadzenie dworu, intrygi, walkę o wpływy w ciągu 170 lat w wewnętrznych starciach zamordowano pięciu Dalajlamów.
 
Przywoływanie tego rodzajów faktów historycznych wydawać się może stronnicze, jednak warto pamiętać, że niekoniecznie prawdą jest to, że obecne przesłanie Dalajlamy o przestrzeganiu praw człowieka czy demokracji zawsze było w Tybecie realizowane. Przenoszenie opinii o obecnym Dalajlamie i jego idei niestosowania przemocy na wszystkich poprzednich Dalajlamów i na tej podstawie budowanie obrazu filarów buddyzmu tybetańskiego jest ogromnym nadużyciem.
 
Kolejną kwestią sporną jest traktowanie buddyzmu jako naturalnej formy religii, nieskażonej bóstwem, niezmiennej i pokojowej, czyli najbliższej człowiekowi. Należy zacząć od tego, że buddyzm nie jest religią, gdyż nie ma w nim doktryny osobowego Boga. Niezmienność buddyzmu w dziejach historii jest też pewnym mitem, gdyż początkowo w buddyzmie nie było żadnego kultu, modlitwy ani obrzędów. Współcześnie ewaluował w stronę kultu samego Buddy, traktowanego jako kogoś na wzór proroka czy niemal Boga. Buddyzm dokonał też asymilacji z religiami Zachodu, biorąc z niego to, co? modne. Sam Dalajlama w wywiadzie z red. Michnikiem opowiada się np. za dopuszczalnością aborcji, byle odbywała się ona bez użycia przemocy (sic!). Wskazuje tu na model indyjski, jako wzorcowy (aborcja dozwolona do 20. tygodnia ciąży). Pochwała pozbawionego przemocy poćwiartowania dziecka lancetem świadczy o poziomie debaty teologicznej, dostosowanej do reguł debaty intelektualnej Zachodu.
 
Obecny Dalajlama dość późno przyjął ghandyjską doktrynę ahimsa (niestosowania przemocy) ? czyniąc z niej wartość rdzennie buddyjską, która to rzekomo od wieków kształtuje indywidualną i polityczną historię Tybetu. Dalajlama XIV z bogatych idei i doktryn buddyzmu tybetańskiego wypreparował miłość, empatię i współczucie, gubiąc gdzieś po drodze rzeczywisty, historyczny obraz buddyzmu. Sama jego biografia obfituje w pewne sprzeczności. Ten posłaniec walki bez użycia przemocy wspomina swą ucieczkę z Tybetu, która mogła się odbyć tylko dzięki uzbrojonym tybetańskim powstańcom i bojownikom (przeszkolonym przez CIA).
 
(?)
Wyświetlony 6355 razy
Więcej w tej kategorii: « Prawy Margines Wilk w owczarni »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.