czwartek, 25 luty 2010 12:15

Kronika nie-kulturalna. Już tylko farsa i klapa

Napisane przez
Warszawski Teatr Ateneum, który Stefan Jaracz, jego przedwojenny dyrektor, chciał uczynić "trybuną idei", przyciągał inteligencką publiczność. Po wojnie stał się świetlicą dla wykształciuchów, za dyrektury zaś G. Holoubka nie gardził repertuarem (poza nielicznymi wyjątkami) zgoła na poziomie elektronicznej popkultury. Teraz " z okazji 80-lecia" ma być to "teatr zaangażowany", bo zarządzająca nim I. Cywińska uważa, że teatr finansowany z pieniędzy podatnika musi realizować misję.
 
Spełniając ją, reżyserka wystawia ?Odejście? Wacława Havla, który swą świetność dramaturgiczną i polityczną ma już za sobą, choć pozostaje permanentnie ?niekwestionowanym autorytetem?. Rzecz dotyczy postkomunistycznego władcy, który ? porządziwszy sobie ? musi ustąpić, z czym nie może się pogodzić, bełkocąc przemówieniami, publicystyką, Czechowem i Szekspirem. Autor sugeruje, by tekst grać poważnie, ale reżyserka poszła na całość, czyli w groteskę i zgrywę. Efekt ? farsa z autorytetu i klapa sceniczna.
 
Tzw. kolorowe rewolucje w krajach sowieckiej strefy wpływu umożliwiły miękkie lądowanie komunistów. Przełomu nie było, tak jak konsekwentnego rozliczenia systemu, nazwania zła. Pozostały grubokreskowe półprawdy, półwartości. Bohaterowie różnych miękkich rewolucji mogą więc być nawet pompatyczni, ale nieodmiennie karykaturalni. Ich dramaty są też groteskowe, papierowe. W tej sytuacji lansowanie ?niekwestionowanych autorytetów? dramaturgicznych nie na wiele się zdaje. W marnych czasach marna sztuka, nie mówiąc o ludziach.
 
Zamazywanie ekranu
Trudno o paradoks bardziej okrutny, a zarazem bardziej symptomatyczny dla naszej rzeczywistości ? stalinistka-noblistka W. Szymborska czyta wiersze Z. Herberta (którego ? jak wieść niesie ? wykonkurowała z nagrody), od ołtarza w krakowskim kościele św. Katarzyny. Wzniesiony ku chwale utrwalaczy władzy ludowej pomnik ?Żelazne organy? powinien być właściwie zburzony, tym bardziej że W. Hasior zapisał się również w historii jako apologeta stanu wojennego; aliści jest to dobra rzeźba. Można ją więc zostawić zaopatrzywszy odpowiednim napisem ? o sztuce, która służy złej sprawie ? ku przestrodze.
 
Widzowie zapewne dziwią się (jeżeli w ogóle oglądają w kinach takie dziwolągi), że rzeczywistość ekranowa ogranicza się do pedofilii, dziecięcej prostytucji, porno-przemysłu, apostazji księży, handlu organami, ksenofobii czy antysemityzmu. Taki jest jednak krąg penetracji artystycznej reżyserów, nb. opłacanej przez podatników. Zachęcony tymi okolicznościami i uwiedziony fantasmagoriami J.T. Grossa reżyser W. Pasikowski, który kiedyś pokazywał ubeka walczącego o godność, teraz chciałby udowodnić, że w kraju jest antysemityzm. Wszak zbrodnia w Jedwabnem nie została wyjaśniona (nie przeprowadzono ekshumacji), a NKWD i UB zaaranżowały pogrom kielecki. Nie znajdując mecenasa dla tych pomysłów, rozgłasza wszem i wobec, że jest ofiarą cenzury.
 
Zmagania z nierozliczoną przeszłością trwają sobie w najlepsze, gdy tymczasem ambitny i bliżej nieznany Paweł Chochlew zamierza przelicytować PRL-owskich twórców tzw. polskiej szkoły filmowej, którzy wykpiwali bohaterszczyznę, odkrywając ?tajemnicę? Westerplatte w wypróbowany już sposób. Oto patriotyzm to lipa, a bohaterowie to tchórzliwi pijacy. I Polski Instytut Sztuki Filmowej znajduje na to pieniądze, tak jak nie szczędzi środków na produkcje propagujące ?polski antysemityzm? (5 filmów fabularnych, 17 dokumentalnych).
 
(?)
Wyświetlony 4938 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.