czwartek, 25 luty 2010 12:19

Autorytety czy agenci wpływu?

Napisane przez
Winston Churchill pisał o Polakach, że to naród najdzielniejszy z dzielnych, często prowadzony przez najpodlejszych z podłych. Uogólnienie bez wątpienia nadmierne wynikło zapewne stąd, że brytyjski polityk bliżej znał jedynie fragmenty naszych dziejów. Jeśli jednak przyjrzymy się najboleśniejszym polskim doświadczeniom historycznym, zauważymy, że ostatni król Rzeczypospolitej wziął udział w wymazywaniu swego państwa z mapy Europy, podpisując swą abdykację w zamian za obietnicę spłaty osobistych długów. Szansa na niepodległość w 1831 r. roztrwoniona została przez obdarzone zaufaniem cyniczne miernoty. Z kolei w 1939 r. nasze być albo nie być oparliśmy na sojuszu z  "przyjaciółmi", konsekwentnie realizującymi jeden cel - odciągnięcie wspólnego wroga od własnych granic drogą rzucenia mu Polski na pożarcie.
 
Trudno wskazać kraj mający równie wiele historycznych powodów do politycznego sceptycyzmu. A jednak zdarzają się w nim kurioza tak piramidalne, jak telewizyjne wystąpienia popularnego językoznawcy, wygłaszającego mentorskie tyrady o wyższości narodów ufnych nad praktykującymi ograniczone zaufanie. Pogląd taki znakomicie wpisuje się w medialno-edukacyjną zasadę Trzeciej RP, polegającą na zacieraniu prawdy o Polsce ?Ludowej?, wraz z rzeczywistą rolą, jaką odgrywali w niej uwłaszczeni na PRL-owskim majątku dzisiejsi liderzy biznesu wraz ze sporą częścią polityków, komentatorów, publicystów. Nie przypadkiem ustrojowa transformacja odbywała się w dymie palonych archiwów, unicestwienie których umożliwiało agentom reżimu zajmowanie lukratywnych stanowisk, wcielanie się w role bohaterów i autorytetów. Fakt, że środowiskami najbardziej naszpikowanymi współpracownikami bezpieki były uczelnie i media, zapewnił sukces całemu zespołowi działań, toczącemu się pod hasłem wybierzmy przyszłość.
 
Oferta programowa stacji telewizyjnych przypomina dziś często repertuar rewii, teatrzyków i czasopism Generalnego Gubernatorstwa. Jeśli głębsze treści w nim w ogóle występują, to najczęściej jako temat do wyśmiania. Już na progu III RP upośledzono naukę historii w szkołach, w 1991 r. redukując lekcje tego przedmiotu nawet o 50%. Reforma min. Handkego, w wyniku której omawianie historii II połowy XX w. w praktyce zostało niemal zupełnie wyeliminowane, była kolejnym ciosem w narodową świadomość i społeczną zdolność rozumienia rzeczywistości. To, że większość wyedukowanych w III RP ma mgliste pojęcie o polskich doświadczeniach XX w., oznacza nie tylko osłabienie narodowej tożsamości. Roczniki niepamiętające PRL-u niewiele wiedzą o rzeczywistych korzeniach liderów i partii dzisiejszej sceny politycznej. Sondaże, z których wynika, że połowa Polaków pozytywnie ocenia gen. Jaruzelskiego, dowodzą skuteczności propagandowej machiny, od dwóch dekad na sto sposobów krzewiącej relatywizm i generującej etyczny chaos. Propagandyści państw totalitarnych mogliby pozazdrościć możliwości, jakie mają dziś w Polsce postacie wykreowane na niekwestionowanych ekspertów, światowej sławy specjalistów, niezależnych analityków.
 
Jeśli przyjrzymy się np. publicystom, wypowiadającym się w sprawach dotyczących Niemiec, odkryjemy prawidłowość, charakteryzującą się znikomą liczbą wyjątków. Owszem ? pierwszym miejscem ich pracy są polskie (a przynajmniej polskojęzyczne) gazety lub także polskie (a przynajmniej znajdujące się na terytorium Rzeczpospolitej) uczelnie. Jeśli jednak zwrócić uwagę na źródła dochodu tych osób, okaże się, że z redakcji czy uniwersyteckiej kwestury płynie jedynie część, często wcale nie największa, ich wynagrodzenia. Okazuje się, że w państwie niemieckim, z którego ostatnim żyjącym ofiarom III Rzeszy wypłacono ?odszkodowanie? w kwocie wynoszącej czasem dwa fenigi za dzień robót przymusowych, działają fundacje nieskończenie bardziej hojne. Do tego, cóż za paradoks w kraju, w którym tak bardzo ordnung mus sein, jakoby nie oczekujące od obdarowanych w ogóle czegokolwiek konkretnego w zamian. Teoretycznie to, że polscy obywatele zdobywają pieniądze pochodzące z zagranicy, i to nie dzięki pracy ?na zmywaku?, lecz ?wnoszeniu jakości intelektualnej? wydaje się jak najbardziej korzystne. Jeśli jednak przyjrzeć się tekstom niejednego z takich, hołubionych za Odrą, a drukujących w Polsce publicystów, okaże się, że sumują się one w całość o wydźwięku nie do końca współbrzmiącym z polskim interesem narodowym. Media w Polsce w dużej części stanowią jednak własność koncernów zagranicznych lub biznesu wywodzącego się z nomenklatury komunistycznej i PRL-owskich służb specjalnych, przez pół wieku stojących na straży niesuwerenności naszego kraju. Oczywiście, to właściciele tychże mediów decydują o tym, kto i jak milionom odbiorców tłumaczy meandry polityki. Uzbrojeni w potężne instrumenty masowego przekazu ?dziennikarze? czy inni ?analitycy? skutecznie przekonują, że np. najliczniejsza i otrzymująca największe subwencje państwowe organizacja pozarządowa RFN, jaką jest Związek Wypędzonych, jest marginalnym, nic nie znaczącym, mało komu znanym i pozbawionym jakichkolwiek wpływów klubem sfrustrowanych staruszków. Krótko po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej dla większości Polaków zaskoczeniem było to, że już w najbliższym czasie ilość naszych eurodeputowanych zostanie radykalnie zmniejszona. O przyszłości we ?wspólnej Europie? wypowiadały się tabuny komentatorów. Jakimś ?trafem? w żadnej wielkonakładowej gazecie ani w którejkolwiek z wiodących stacji telewizyjnych nie pojawiła się informacja, że ?wiadomości? zawarte we wszystkich spotach i folderach ?informacyjnych? już w najbliższych latach całkowicie stracą swą aktualność. Telewizyjne reklamówki prowadzone przez Bogusława Wołoszańskiego, w których opowiadał on o podziale głosów w skazanym już wtedy na deaktualizację nicejskim układzie Parlamentu Europejskiego, zasługują na to, by je nazwać propagandowym oszustwem o masowej skali rażenia.
 
(?)
Wyświetlony 5095 razy
Więcej w tej kategorii: « Od Redakcji Ryzykowna gra »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.