Adam Danek

Adam Danek

wtorek, 06 kwiecień 2010 11:02

Kanonada nie milknie

Ideowo-polityczny periodyk ?Templum Novum? doczekał się niedawno darmowej kampanii reklamowej. Usiłowano go mianowicie uczynić przedmiotem ?antyfaszystowskiej? afery na łamach ?Gazety Wyborczej? i lewackiego pisemka ?Nigdy Więcej?. Wbrew, jak zwykle pociesznym, staraniom obsesyjnych tropicieli ?faszystowskich? ciemnych mocy ? za jakie uważają oni wszystko, co ich zdaniem niedostatecznie lewicowe i niewystarczająco demoliberalne ? ?Kanonada narodowego romantyzmu? nie przestanie się ukazywać; można natomiast oczekiwać, iż alarmistyczne donosy rodzimej Policji Myśli odbiją się pozytywnie na jej sprzedaży. Na przykład pomogą w promocji numeru siódmego, który niedawno trafił na półki salonów prasowych.

poniedziałek, 05 kwiecień 2010 22:06

Nie ma czerwonego konserwatyzmu

Jak wiadomo, w Polsce funkcjonują środowiska intelektualne głoszące, że prawdziwy konserwatysta, narodowiec czy państwowiec powinien pozytywnie odnosić się do PRL; osoby przyznające się do którejś z powyższych tradycji politycznych, a nastawione nieprzychylnie do "Polski Ludowej" (wzięcie w tym miejscu Polski w cudzysłów uważam za nader istotne) są przez nie obrzucane epitetami, takimi jak romantyk (tak, tak, to pojęcie uległo tak wielkiej dewaluacji, że niektórym służy za obelgę) bądź anarchista, a niekiedy nawet: sankiulota, jakobin, bolszewik (sic!). Inspirację znajdują owe środowiska w perypetiach tych spośród przedwojennych ludzi polskiej prawicy, którzy po II wojnie światowej (a niekiedy jeszcze w jej trakcie) zdecydowali się wesprzeć system komunistyczny zainstalowany nad Wisłą przez Związek Sowiecki. Dla tych z kolei doszukują się pierwowzorów wśród polskich zachowawców epoki porozbiorowej, ściślej zaś w fakcie podjęcia przez wielu z nich współpracy z państwami zaborczymi.

wtorek, 30 marzec 2010 22:51

Groby

Niedawno postanowiłem nawiedzić groby dwóch wybitnych polskich myślicieli konserwatywnych ? Maurycego Manna (1814-1876) oraz Juliana Klaczko (1825-1906), spoczywających na Cmentarzu Rakowickim, najstarszej i z pewnością najpiękniejszej z krakowskich nekropolii.

środa, 17 marzec 2010 14:22

Konserwatywne pojęcie własności

Własność należy do kwestii, jakim Prawica przypisuje znaczenie absolutnie podstawowe.
czwartek, 11 marzec 2010 18:26

1848 - rewolucja konserwatywna?

?Wiosna ludów? była kolejnym, znaczącym gwoździem do trumny Starej Europy. Swe istnienie ujawniła wówczas światu ogólnoeuropejska sieć ukrytych centrów, gromadzących wokół siebie siły przewrotu. Inspirowane przez nie rewolty wymusiły wprowadzenie pisanych konstytucji w starych księstwach i królestwach Włoch i Niemiec, a nawet w cesarskiej Austrii. We Francji rewolucjoniści obalili lipcowego ?króla z łaski ludu?, uzurpatora Ludwika Filipa, i proklamowali republikę, a pierwszą decyzją jej zaimprowizowanego rządu było zniesienie tytułów szlacheckich. Następnie wzniecili w Paryżu krwawe powstanie, w którego toku kroili gwardzistów piłami i piekli ich na wolnym ogniu, zamordowali paryskiego metropolitę oraz wydali kuriozalny dekret o ?nacjonalizacji kobiet?. Papież bł. Pius IX (1792-1878), po zamordowaniu jego pierwszego ministra w biały dzień przez karbonariuszy, musiał szukać schronienia poza Wiecznym Miastem, gdzie władzę przejęli Garibaldi i Mazzini ? masoni i zawodowi spiskowcy. Mason Kossuth poderwał Węgry do desperackiego zrywu; w Polsce tego samego próbował mason Mierosławski. Samozwańczy niemiecki ?przedparlament? zgromadzony we Frankfurcie zaproponował królowi Prus Fryderykowi Wilhelmowi IV (1795-1861) cesarski tytuł z demokratycznego nadania, lecz monarcha ze wstrętem odmówił jego przyjęcia.

 
Jeżeli ?wiosna ludów? miała w ogóle jakąś dobrą stronę, to chyba tylko taką, że zaktywizowała również siły kontrrewolucyjne. Przytoczymy tu jednak odmienną ocenę, sformułowaną przez przedstawiciela tych ostatnich. Polski ultramontanin o. Walerian Kalinka (1826-1886), inicjator konserwatywnej krakowskiej szkoły historycznej, w sławnej pracy ?Galicja i Kraków pod panowaniem austriackim? (1853) pisze:
 
To tylko winienem dodać, że duch rewolucyjny, który ogarnął naówczas całą Europę, waląc jakoby młot Opatrzności przekwitłe formy społeczeństwa rządów, który zatem z tego tytułu mógł w obozie konserwatywnym wywołać naturalny opór, w Galicji i Księstwie Poznańskim nie miał charakteru rewolucyjnego, ale się opierał na gruncie patriotycznym i nie dążył do zniszczenia zasady, którą konserwatyzm umie szanować i za podstawę swoją przyjmuje, to jest zasady narodowości. Z tego li tylko punktu, ze stanowiska narodowego, które jest ściśle konserwatywnym, oceniane ruchy w prowincjach polskich, znajdują w umyśle bezstronnym usprawiedliwienie. Co więcej, w Galicji ruch roku 1848 przybrał inne, obszerniejsze znaczenie. Był on od pierwszej chwili antyrewolucyjnym, był usiłowaniem ku oparciu społeczeństwa na podstawie słuszności i prawa przedsięwziętym, usiłowaniem ku zamknięciu tej epoki antysocjalnej, którą rząd otworzył i szedł nią od roku 1772. Tam, gdzie był usankcjonowany system spiskowania nieustannego z ciemnymi masami przeciw zdrowym żywiołom społeczeństwa; gdzie biurokracja zamieniła się w narzędzie komunizmu; gdzie rząd głosił zasadę nieuszanowania życia i własności bliźniego; gdzie tych samych ludzi uważał za swoich sprzymierzeńców, którzy w roku 1846 przodkowali bandom morderców i rozbójników; tam wśród walki inne było stanowisko walczących niż w reszcie Europy; tam z jednej strony stawał rząd i biurokracja, jako banda kondotierów na czele chłopskich mas i karnej armii, z drugiej szykowała się szczupła falanga szlachty i mieszczan polskich pod chorągwią prawa i społecznych zasad. Jeśli, jak to dziś powszechnie mówią, obrońcami towarzystwa ludzkiego były w roku 1848 rządy, a jego przeciwnikiem rewolucja, jeśli triumf rządów w roku 1849 był triumfem konserwatyzmu w Europie, to w Galicji, wraz ze zwycięstwem rządu, stanął u góry system rewolucji demagogicznej, nieustającej, utrwalił się proces ciągłej fermentacji i ciągłego rozkładu społecznego.
 
Wspominając ów rok barykad, zapomina się bowiem na ogół o fakcie, że w Polsce układ sił przedstawiał się wtedy pod wieloma względami odwrotnie niż na Zachodzie. Tam porządek społeczno-polityczny, choć zachwiany poprzednimi rewoltami, w dużej mierze wciąż miał zachowawczy charakter, podkopywany przez ?rewolucję z dołu?. Naród żyjący między Odrą a Dnieprem doświadczał natomiast ?rewolucji z góry?: rządy mocarstw rozbiorowych próbowały ustabilizować swą władzę nad hardymi Lachami, uprawiając na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej regularną inżynierię społeczną. Na celowniku ich niwelacyjnej polityki znajdowały się w pierwszej kolejności Kościół katolicki oraz grupa w naturalny sposób przechowująca w sobie tradycje narodu i dostarczająca mu elit ? szlachta. Oświecony absolutyzm zaborców dążył do jej dezintegracji jako warstwy społecznej ? lub przynajmniej osłabienia ? za pomocą rewolucyjnych w swej istocie posunięć prawodawczych i administracyjnych, szczególnie wyrafinowanych w józefińskiej Austrii. Apogeum tej polityki stanowiła ?rabacja galicyjska? roku 1846, gdy chłopi podburzeni przez cesarskich funkcjonariuszy dokonali bestialskiej rzezi polskich ziemian. Powszechna destabilizacja polityczna dwa lata później zmobilizowała w Polsce do działania nie tylko liberałów, demokratów i socjalistów, ale i ich adwersarzy. Na fasadzie dotychczasowego ładu europejskiego, w którym Rzeczpospolitą zdegradowano do roli kilku zawojowanych prowincji, pojawiały się rysy. Erozja status quo otwierała pole do działania także dla sił pragnących uzdrowienia dotychczasowych stosunków ? jeśli nie odrodzenia własnej państwowości, to przynamniej zaprowadzenia na ziemiach polskich porządku politycznego, który chroniłby tradycje ich mieszkańców, zamiast je rugować. Polscy konserwatyści nie zamierzali zmarnować takiej szansy.
 
?Wiosna ludów? rozpoczęła się w Polsce w zaborze pruskim. Po marcowych rozruchach w Poznaniu zawiązał się Komitet Narodowy, jako reprezentacja Polaków wobec władz. Przystąpił też zaraz do ustalenia planu dalszych działań. W skład Komitetu weszli między innymi dwaj konserwatyści o nastawieniu legalistycznym, Maciej Mielżyński (1790-1870) i Gustaw Potworowski (1800-1860). Opowiadali się oni za obroną dotychczasowych swobód, pozostawionych Polakom, oraz pracą nad ich stopniowym poszerzaniem w oparciu o zasady przyjęte przez europejskie monarchie na kongresie wiedeńskim ? za programem narodowej autonomii, a nie niepodległości. Pozostawali jednak w mniejszości. W jawnym Komitecie oficjalnie zasiadało pięciu rewolucjonistów-spiskowców: Walenty Stefański (założyciel konspiracyjnego, socjalistycznego Związku Plebejuszy), Ryszard Berwiński (poeta powiązany ze Związkiem Plebejuszy, autor głośnego wiersza ?Marsz w przyszłość? o wymowie jakobińskiej), Jakub Krauthofer (w 1848 r. zmienił nazwisko na Krotowski) oraz dwóch członków tajnego Komitetu Poznańskiego, będącego od 1839 r. krajową komórką emigracyjnego, jakobińskiego Towarzystwa Demokratycznego Polskiego ? Cyprian Jarochowski i Jędrzej Moraczewski. Radykałowie domagali się natychmiastowego zrywu powstańczego, licząc na jego wsparcie przez inne zrewoltowane narody. Deputacja pod przewodnictwem arcybiskupa Przyłuskiego przedstawiła jednak władzom pruskim postulat nie niepodległości, a reorganizacji Wielkiego Księstwa Poznańskiego jako prowincji królestwa Prus ? przywrócenia jej zagwarantowanej na kongresie wiedeńskim autonomii, w latach 1830-1840 systematycznie ograniczanej w ramach represji po powstaniu listopadowym.
 
I rzeczywiście, 24 marca dowódca stacjonującego w Wielkopolsce V korpusu armii, gen. Colomb, wydał rozkaz zapowiadający ?reorganizację narodową? Księstwa pod warunkiem utrzymania porządku i dotychczasowych władz; ?reorganizacja? miała obejmować spolszczenie administracji i szkolnictwa oraz wycofanie z Księstwa wojsk pruskich, które zastąpiłaby polska gwardia narodowa. Ale 28 marca w Poznaniu zjawił się Mierosławski. Szybko skonsolidował wokół siebie zwolenników powstania, poza tym przywiózł z zagranicy emigracyjnych oficerów ? byłych powstańców. Stronnictwo rewolucyjne przejęło kontrolę nad tworzonymi ochotniczo oddziałami zbrojnymi, pociągając prowincję w odmęty beznadziejnej insurekcji, zakończonej w jedyny możliwy w ówczesnych warunkach sposób: brutalną pacyfikacją przez Prusaków Księstwa oraz Pomorza Gdańskiego i Śląska, gdzie nastąpiły ruchawki wzniecone przez poznańskie echa.
 
Równolegle w marcu rozpoczęły się zamieszki w Galicji, które przybrały na sile, gdy do Krakowa przedostało się około ośmiuset emigrantów na czele z aktywistami Towarzystwa Demokratycznego Polskiego, Wiktorem Heltmanem i Leonem Zienkowiczem. Formowano Gwardię Narodową (osobny oddział mieli w niej tworzyć galicyjscy Żydzi) oraz, podobnie jak w zaborze pruskim, utworzono Komitet Narodowy. Miasta Kraków i Lwów zamierzały wysłać do Wiednia deputację pod przewodnictwem Jerzego Lubomirskiego, by przedłożyła cesarzowi Ferdynandowi I adres postulujący przekazanie przez cesarza Komitetowi władzy nad zaborem austriackim. Temu mglistemu planowi sprzeciwił się konserwatywny mąż stanu Aleksander hrabia Wielopolski (margrabia Gonzaga-Myszkowski, 1803-1877). Przedstawił on własny projekt adresu, który zawierał bardziej sprecyzowane postulaty: likwidacji pańszczyzny, utworzenia regularnej gwardii narodowej, zastąpienia urzędników austriackich Polakami, zwołania sejmu galicyjskiego, a także wyposażenia w odpowiednie kompetencje komisji wybranej przez galicyjskie stany sejmujące, przeznaczonej do zorganizowania polskiej administracji, oświaty, sądownictwa i sił zbrojnych. Zanim jednak jego projekt mógł zostać zrealizowany, cesarska armia siłą spacyfikowała Kraków w drugiej połowie kwietnia. W listopadzie ten sam los spotkał Lwów.
 
Stając wobec wypadków 1848 r. na ziemiach polskich, zachowawcy chcieli w pierwszej kolejności nie dopuścić do zmonopolizowania kierownictwa nad zaistniałym poruszeniem politycznym przez obóz przewrotu, który rozbudzony zapał narodu pragnął w całości skierować w łożysko pozbawionej szans powodzenia rewolty. Nestor krakowskiego konserwatyzmu prof. Antoni Zygmunt Helcel (1808-1870) przygotował w tym celu projekt aktu konfederacji wszystkich patriotów i wszystkich sił narodowych dla osiągnięcia niepodległości dawnej Polski całej na drodze agitacji legalnej. Konfederacja miałaby wyłonić jeden ośrodek władzy dla kierowania tą agitacją w Wielkim Księstwie Poznańskim i Galicji. Projekt w duchu solidaryzmu narodowego odrzucał wszelki polityczny kierunek absolutyzmu i terroryzmu bądź monarchicznego, bądź oligarchicznego, uprzywilejowania i wyłączności jednej klasy lub części narodu oraz ducha prowincjonalnej supremacji. Powołaniu wspólnego ośrodka władzy służył zjazd, zwołany w maju do Wrocławia przez gen. Henryka Dembińskiego, zwolennika wystosowania do cara adresu postulującego przywrócenie Królestwu Kongresowemu pełnej odrębności, jaką cieszyło się ono przed 1830 r. Zjazd ów okazał się nieudany.
 
(?)
czwartek, 11 marzec 2010 17:00

Zamglone oblicze Rosji

 

W rosyjskiej historii ostatniego wieku najważniejszą rolę odegrały dwa dziejowe zwroty. Pierwszy to upadek cesarstwa i nastanie komunizmu, drugi ? rozpad bloku sowieckiego i dyktatury komunistycznej. Pierwsze przejście wyczerpująco opisuje monumentalne, wielotomowe dzieło Jana Kucharzewskiego ?Od białego caratu do czerwonego?. Okresy rosyjskich dziejów, które rozdziela ta cezura, zwykło się nazywać Rosją białą i Rosją czerwoną. To drugie określenie nie jest ścisłe, ponieważ Związek Sowiecki nie stanowił kontynuacji tego, co istniało przed nim. Pomiędzy nim a państwem rosyjskim nie zachowała się żadna ciągłość prawna, nie pokrywał się on z Rosją terytorialnie, miał odmienną geopolitykę, nie wyrastał też z rosyjskiej tradycji kulturowej, historycznej, ustrojowej ani politycznej ? był zupełnie nową jakością, czy raczej antyjakością. Kolokwialnie jednak przyjęło się mówić o Rosji sowieckiej. Kiedy w dawnym imperium carów szalała wojna domowa, oprócz białych i czerwonych ujawniła się też tzw. trzecia Rosja: siły przeciwne zarówno restauracji cesarstwa, jak i rewolucji bolszewickiej, o orientacji mniej lub bardziej lewicowej i demokratycznej. Od bankructwa systemu sowieckiego upłynęło już nieco czasu, ale sytuacja wewnętrzna Rosji zaczęła się klarować względnie niedawno, po odejściu z Kremla wiecznie pijanego ulubieńca zachodnich salonów. Obserwacji przemian zachodzących w państwie rosyjskim w ciągu ostatniej dekady towarzyszy wielokrotnie powtarzane pytanie: w którą stronę dalej? Czy współczesna Rosja to pozostałość Rosji białej czy czerwonej? A może ich obu?
 
Nawrót do tradycji Rosji przedrewolucyjnej na dzień dzisiejszy na pewno nie jest możliwy, z prostego powodu. Komunizm, żywioł o niespotykanym nigdy wcześniej potencjale destrukcji, zostawił z niej jedynie popioły i miliony anonimowych grobów. Za swój pierwszoplanowy cel od początku stawiał sobie totalne wymazanie przeszłości, zburzenie absolutnie wszystkiego, co było wcześniej. I rzeczywiście, unicestwił wszystko: ustrój społeczny, polityczny i prawny, elity, znaczną część dóbr kultury. Z rosyjskiej tradycji nie pozostawił nic. Odtworzenie więzi z własną przeszłością, strąconą w niebyt w 1917 r., wymaga od współczesnych Rosjan nie tyle myślenia historycznego, co wręcz myślenia archeologicznego, do jakiego mało kto jest zdolny.
 
Obecna Rosja nie będzie również kontynuacją ZSRS. Sentyment za komuną, nawet jeżeli powszechny wśród prostych ludzi, pozostaje całkowicie nierealny. Dość długo to trwało, ale sowiecki komunizm zdechł, bezpowrotnie. Podkreślmy: zdechł, a nie został obalony. Komunizmu nie obalił żaden czynnik spoza systemu: ani Reagan, ani tym bardziej TW ?Bolek? i towarzysze, ani nawet Papież Jan Paweł II; o wyczynach ?opozycji demokratycznej? w Sowietach w ogóle nie wspominamy, bo nie miejsce tu na żarty. Czynnikiem, który naprawdę zabił komunizm, był? sam komunizm, zdolny wyłącznie do psucia i marnotrawienia wszystkiego, na czym położył łapę ? aż wreszcie nie miał skąd wziąć pieniędzy i amunicji nawet dla własnych siepaczy. Komunizm generuje wyłącznie problemy, więc w końcu sczezł pod ich ciężarem, uprzednio dokładnie wycisnąwszy ostatnie soki z Rosji oraz innych podbitych przez siebie krajów, pozostawiając je wszystkie w stanie ruiny. Częściowa choćby sowietyzacja nie jest dziś możliwa: w bogatej, rozwijającej się pomyślnie Rosji carów było wiele do zrabowania i roztrwonienia; obecnie uniemożliwiłby to opór prozaicznej rzeczywistości.
 
Nie należy się wreszcie spodziewać ponowienia tak marginalnego epizodu, jak ?trzecia Rosja?. Eksperymenty Jelcyna i innych dawnych komunistów, przechrzczonych pospiesznie na zachodni demoliberalizm, poniosły kompletne fiasko. Lata dziewięćdziesiąte dobitnie pokazały, że nie da się w Rosji wprowadzić demokracji. Demokratyczni ideolodzy oczywiście w to nie wierzą (podobnie jak w każde fakty przeczące ich ideologii) i będą do znudzenia próbowali sprawić, by Rosja ?dojrzała wreszcie do demokracji?. Cóż, jeśli pofatygują się tam osobiście, aby prowadzić demokratyczny apostolat, zostaną co najwyżej odstawieni z powrotem na granicę przez kompetentne służby. Demoliberalizm zawsze pozostawał obcy Rosji i nikt właściwie go tam nie chce.
 
(?)
czwartek, 11 marzec 2010 16:54

Zabawy w odbrązowianie

Z góry wiedziałem, że tak będzie. Wiedziałem, że kiedy tylko nadejdzie Jedenasty Listopada, jakieś pismackie zera podniosą jazgot na Józefa Piłsudskiego. Wiedziałem nawet konkretnie, że uczynią to parweniusze uważający się samozwańczo za równoprawnych spadkobierców przedwojennego obozu narodowego, ponieważ indywidua tego autoramentu uważają obsikiwanie nogawek Komendantowi za swój psi obowiązek. Wiedziałem wreszcie, że ta pretensjonalna koteryjka nie wysili się na żadne oryginalne treści, a jak zwykle ograniczy się do przemiędlenia po raz kolejny swojej mantry: niepodległą Polskę tak naprawdę stworzyli Roman Dmowski i endecja, a Piłsudski nic dla niepodległości nie zdziałał – w zwyczajowym opakowaniu wyświechtanych formułek o "odbrązowieniu" mitu Marszałka i wszystkich tych grymasów, jakimi zwykła pokrywać brak merytorycznych argumentów. Podobno z głupotą i chamstwem się nie polemizuje, gdyż byłaby to dla niego niezasłużona nobilitacja. Mając jednak na myśli młodszych czytelników, którzy z właściwą sobie bezkrytycznością mogliby zawierzyć owym elukubracjom, postaram się pokazać, jak się ich wypociny mają do rzeczywistości. Kto wie, być może jakiś pseudonarodowy fanfaron pozwoli sobie na chwilę namysłu, zanim po raz kolejny mechanicznie powtórzy lub przepisze to, co wykuł ze spreparowanej historii zawartej we wszechpolskich czy para wszechpolskich broszurkach i gazetkach.

sobota, 20 luty 2010 22:16

Pułapka panslawizmu

Niektóre polskie środowiska prawicowe lubią często posługiwać się określeniem "słowiański". Z reguły zresztą są to te same środowiska, które lubują się w używaniu, i nadużywaniu, przymiotnika "narodowy". W odwoływaniu się do Słowiańszczyzny nie ma bynajmniej nic zdrożnego; przeciwnie, stanowi ono zrozumiały i zdrowy odruch w erze, gdy znaczna część naszych rodaków bezkrytycznie i w sposób nacechowany nieuzasadnionym kompleksem niższości wpatruje się w Zachód, a opiniotwórcze kręgi i instytucje nachalnie propagują kosmopolityzm oraz tzw. multikulturalizm. Nawet jednak najbardziej uzasadnionym odruchom nie należy ulegać zupełnie bezrefleksyjnie, nie zbadawszy, dokąd mogą one zaprowadzić. W nie tak znowu dawnej historii, także Polski, słowiańskie ciągoty skrystalizowały się w ideę, będącą w rzeczywistości maską dla zupełnie innych " i czyich innych" dążeń.
czwartek, 18 luty 2010 21:31

NOR - a jednak z III Rzeszą

Podczas II wojny światowej Polska zapisała niezwykle bohaterską kartę dziejów. Szczególnie, jeśli chodzi o wydarzenia, jakie rozgrywały się wówczas w kraju, gdzie powstał i przez kilka lat funkcjonował najbardziej rozbudowany aparat konspiracyjno-partyzancki w historii tej wojny. Obiegowa opinia, wspierana w tym względzie "przyznajmy" przez szkolne programy nauczania, głosi, iż od pierwszego dnia inwazji Polacy stawiali najeźdźcy doskonale solidarny opór.
sobota, 13 luty 2010 21:47

Duchowość bazyleańska

Dziewiętnastowieczny badacz religii Heinrich Graetz zwrócił uwagę na zjawisko, które określił jako bazyleomorfizm. Nazwą tą opatrywał typ religijności, skupiający się w sposób szczególny na jednym aspekcie natury Boga – na Jego królewskości (od gr. basileus - król, morph, kształt). Zjawisko to, choć oznaczone przez uczonego nieco cudaczną nazwą, znane jest dobrze nam wszystkim. Bogactwo jego przejawów w czasie i przestrzeni pozwala wręcz ujmować je jako osobną gałąź duchowości. Na potrzeby niniejszego krótkiego wyjaśnienia nazwiemy tę gałąź umownie duchowością bazyleańską.

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.