Juliusz Jabłecki

Juliusz Jabłecki

wtorek, 03 sierpień 2010 11:28

Ekonomika niewolnictwa i wyzwolenia

Wojna secesyjna była niewątpliwie najkrwawszą z amerykańskich ofiar. Pochłonęła blisko 620 tys. ofiar, czyli ponad dziesięciokrotnie więcej niż II wojna światowa czy wojna w Wietnamie, i kosztowała obie strony ponad sześć miliardów dolarów.

niedziela, 01 sierpień 2010 20:57

Polityka antyrodzinna

Oglądając wiadomości lub przeglądając gazety, trudno nie odnieść wrażenia, że jesteśmy osaczeni przez problemy. Przekaz kierowany do nas za pośrednictwem mediów od naszych polityków niejednokrotnie przybiera wręcz formę nieustającego lamentu nad stanem kraju, gospodarki, no i przede wszystkim społeczeństwa.

Wiek XX nie był łatwym okresem dla myślicieli politycznych. Rodzące się nowe idee i koncepcje nie dawały się żadnym sposobem pogodzić z utartym ładem starych prawd. Antagonistyczne wobec siebie i bezpardonowo walczące o wypełnienie swojej dziejowej roli ideologie aż kusiły zbyt prostymi osądami, powierzchownością i uniwersalnością recept na wszystko. W takim właśnie czasie przyszło żyć francuskiemu filozofowi i myślicielowi politycznemu, Bertrandowi de Jouvenelowi, którego dorobek intelektualny i erudycja szły o lepsze z barwnością życia.

W latach dwudziestych minionego stulecia Polskę odwiedziła grupa amerykańskich ekspertów finansowych, których zadaniem było ukształtowanie naszego systemu gospodarczego w taki sposób, aby - jak mówiono - przystawał on do nowych, amerykańskich standardów i gwarantował bezpieczne włączenie się naszego kraju w sieć międzynarodowych stosunków handlowych. "Nowe standardy" oznaczały przede wszystkim centralizację systemu bankowego i szereg dość zagadkowych reform gospodarczych, za których wprowadzenie nagrodą miał być kredyt, który pomógłby powojennej Polsce stanąć na nogi. Rzecz jednak w tym, że pożyczki zagraniczne – choć powszechnie wychwalane jako wyraz wspaniałomyślności – są na ogół jednak raczej wyrazem pragmatyzmu i służą osiągnięciu określonych celów politycznych. W każdym razie wszystko wskazuje na to, że taki właśnie był cel pożyczek zagranicznych udzielonych Polsce w dwudziestoleciu międzywojennym.

Czarnoksiężnik z Krainy Oz Lymana Franka Bauma jest jedną z najsłynniejszych amerykańskich książek dla dzieci. Uwielbiana przez kolejne pokolenia Amerykanów opowiastka wielokrotnie służyła za podstawę scenariuszy filmowych (w pierwszej ekranizacji z 1939 r. główną rolę zagrała późniejsza gwiazda musicali Judy Garland), a opisana w niej tajemnicza Yellow Brick Road (droga wybrukowana żółtą kostką), którą podróżują bohaterowie stała się niezwykle popularnym motywem w muzyce i popkulturze (tytuł Goodbye Yellow Brick Road nosi np. płyta Eltona Johna). Mało kto zdaje sobie jednak sprawę, że Czarnoksiężnik z Krainy Oz jest także wyrafinowanym alegorycznym obrazem amerykańskiej sytuacji politycznej i gospodarczej z końca XIX wieku, a w szczególności wielkiej batalii ruchu populistycznego o zalegalizowanie srebra jako równorzędnej państwowej waluty. Tak czytana, historia Czarnoksiężnika z Oz, Dorotki i jej podróży po Yellow Brick Road staje się nie tylko bardziej zrozumiała, ale i znacznie ciekawsza.

sobota, 31 lipiec 2010 15:05

Na szańcach Obozu Świętych

Ostatnimi czasy publiczne przyznawanie się do dumy z własnej rasy, kultury lub religii ? szczególnie jeśli jest to akurat rasa biała, kultura zachodnia i religia katolicka ? jest raczej źle widziane. Grzechem tym wobec europejskich salonów skalał się, z pełną zresztą premedytacją, w swej wydanej po raz pierwszy w 1973 r. powieści "Obóz Świętych" wyśmienity francuski pisarz i podróżnik, Jean Raspail. A jednak jego hołd złożony zachodniej cywilizacji nie przypomina sztubackich okrzyków młodzieżówek prawicowych, jest raczej pełną smutku i zrezygnowania refleksją nad słabością współczesnego białego człowieka. Refleksją tym bardziej przygnębiającą, że chyba wciąż aktualną.

sobota, 31 lipiec 2010 13:15

Pieniądz papierowy - made in China

Legenda głosi, że kiedy przemierzając jedwabny szlak Marco Polo dotarł w końcu do Chin, ze zdumieniem odkrył, że mieszkańcy tego kraju posługują się papierowymi pieniędzmi. Chociaż właściwie nie jest jasne, czy Marco Polo naprawdę dotarł do Chin (co ciekawe, nie wspominają o nim żadne zachowane z tamtego czasu dokumenty), to jednak większość historyków zgadza się, że w czasie kiedy Karol Wielki mozolnie budował swoje europejskie imperium i nakazał bić pierwsze srebrne pensy, Chińczycy już posługiwali się papierowym pieniądzem, na co dowodem mają być zachowane po dziś dzień papierki. Gdy opowiedziałem o tym memu, sceptycznemu z reguły wobec takich rewelacji znajomemu, ten kpiarsko sugerując, że dałem się nabrać specjalistom od chińskiej propagandy narodowej, pokazał mi rysunek przedstawiający grupkę turystów podziwiających w muzeum słynne porcelanowe wazy z dynastii Ming, które z tyłu mają, z pozoru niewidoczny, wytłoczony napis "Made in China". Jeśli jednak przymkniemy oko na tego rodzaju rewizjonistyczne zastrzeżenia i uważnie przyjrzymy się historii chińskiej waluty papierowej, to okaże się, że kryje ona w sobie morał, wobec którego zdecydowanie nie powinniśmy być dziś obojętni.

Trudno nie zauważyć- i nie jest to chyba tylko projekcja subiektywnej oceny mieszkańca warszawskiej Pragi – że chamstwo pleni się w Polsce w zastraszającym tempie. Widać to wszędzie, poczynając od wypowiedzi panów z Wiejskiej, przez napisy na murach, a kończąc na języku dresiarzy, którzy posługują się już tak zdegradowanym językiem, że - jak zauważył mój znajomy – nawet od przedwojennych knajaków z Czerniakowa dzieli ich wprost lingwistyczna przepaść.

wtorek, 29 czerwiec 2010 22:32

Bruksela locuta...

I jak tu nie współczuć prezydentowi Kaczyńskiemu? Myślał zapewne, że jest europejskim mężem stanu, że na równi ze wszystkimi innymi prezydentami może kształtować politykę Unii, że wolno mu, a nawet powinien wypowiadać się na różne tematy kluczowe dla przyszłości zjednoczonej Europy... A tu taka przykra niespodzianka... Rada Europy, Komisja Europejska, no i oczywiście niezawodna "Gazeta Wyborcza" szybko wskazały mu miejsce w szeregu.

Co prawda sytuacja nie jest może aż tak dramatyczna, jak sugeruje tytuł, ale w pewnym sensie sprawy zaszły na tyle daleko, że warto zastanowić się chwilę nad najnowszym projektem ustawy, powstającym pod okiem ministra zdrowia. Chodzi oczywiście o restrykcyjne przepisy wymierzone w palaczy, zgodnie z którymi palenie będzie zabronione już nie tylko w pociągach, restauracjach czy centrach handlowych, ale nawet we własnym samochodzie (jeśli będą w nim niepalący pasażerowie)!

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.