Jerzy Przystawa

Jerzy Przystawa

wtorek, 30 marzec 2010 21:42

Nobile Verbum?

Twardowski ku drzwiom się kwapił

Na takie dictum acerbum;

Diabeł za kontusz ułapił:

a gdzie jest nobile verbum?

 

Kilkaset metrów od przesławnej Karczmy ?Rzym? w Suchej Beskidzkiej, w całkiem zgrabnym i nowoczesnym Hotelu Monttis, odbyła się w dniach 5-6 marca 2010 Ogólnopolska Konferencja pod hasłem ?Poseł z każdego powiatu?.

środa, 17 marzec 2010 14:08

Pucybut czy cinkciarz?

W wigilię rocznicy Powstania Warszawskiego, spacerując po warszawskiej Starówce, z przyjemnością zauważyłem wyrafinowanego Pucybuta, stojącego na rogu Placu Zamkowego, z pudłem past i szczotek. Nie zauważyłem, żeby ktoś usiłował skorzystać z jego usług - pewnie z obawy, żeby Pucybut nie pobrudził sobie ślicznej białej koszuli ze sztywnym kołnierzykiem albo innej jakiejś części stylowej garderoby, których to części nie jestem w stanie nawet nazwać. Pomimo tego, wydaje mi się, że jego przesłanie jest jasne i zrozumiałe dla kłębiącej się wokół i zajadającej lody młodzieży: oto jest droga do tych upragnionych milionów! Tędy podążali amerykańscy Rotszyldowie i Rokefelerzy: bierzcie się do roboty, a świat leży przed wami otworem!

środa, 17 marzec 2010 10:11

Oficyna dla "Długosza"

Mam nadzieję, że mail który znalazłem w sieci jest właśnie Pana.
Przygotowuję książkę o Wydawnictwie CDN działającym w latach 1980-tych.
* W 1987 roku wydawnictwo to wydało wspólnie zbiór tekstów Ungera. A jeśli rzeczywiście to byli Rosjanie?. Wydanie było wspólne z wrocławską Oficyną Niepokornych, a więc, najpewniej z Panem.
Czy mógłby Pan coś powiedzieć o tym, dlaczego w ogóle doszło do tej współpracy, tj. jaki był mechanizm tego rodzaju kooperacji w podziemiu posługując się tym przypadkiem? Która strona co wnosiła i dlaczego razem to robiliście. Z tego co wiem, drukowaliście to we Wrocławiu, więc pewnie matryce dał CDN...
Czy mógłby Pan coś o tym napisać? Będę bardzo wdzięczny.

czwartek, 11 marzec 2010 18:38

Nauczyciel Polski

Od sześćdziesięciu, a może i więcej lat, każdego 14 października dziennikarze prasowi, radiowi i inni, przypominają sobie o Nauczycielu Polskim, pojawiają się artykuły, wywiady, ceremonie i dekoracje.

czwartek, 11 marzec 2010 17:26

Hipostaza sprawiedliwości (wyborczej)

 

W 90. Rocznicę Niepodległości ucieszyliśmy się X Kongresem Polskiego Stronnictwa Ludowego ? jedynej partii, która od momentu swoich powtórnych narodzin potrafiła nie tylko przetrwać wszystkie zawirowania polityczne, nie tylko utrzymać się na powierzchni życia politycznego, ale nieprzerwanie trwać przy władzy i wygląda na to, że ambicje jej zasłużonych i wysłużonych działaczy wykraczają daleko poza ich dotychczasowy dorobek. Starzy ludzie do dziś z rozrzewnieniem wspominają, jak to na samym początku historycznej transformacji ustrojowej młodzi (no, nie tylko sami młodzi!) i dzielni peerelowscy działacze śmiało sięgnęli po spuściznę po Stanisławie Mikołajczyku, przejmując nie tylko barwy i sztandary, nie tylko historyczną tradycję demokratyczną i niepodległościową, ale przede wszystkim ogromny majątek, jakim przez pół wieku pezetpeeria szczodrze obdarzyła sojusznicze stronnictwo. To niezłomne, chciałoby się powiedzieć ? stalowe ? trwanie na politycznym posterunku jest niewątpliwie zasługą Waldemara Pawlaka, który prezesuje Stronnictwu już prawie dwadzieścia lat. Nic więc dziwnego, że sobotni (8 listopada) Kongres, raz jeszcze powierzył mu tę zaszczytną i odpowiedzialną funkcję.
 
Miłym akcentem spotkania było wystąpienie Profesora Władysława Bartoszewskiego, wielkiego autorytetu moralnego, który nieoczekiwanie wyznał publicznie, że jest członkiem PSL od samego początku, że z dumą nosi legitymację partyjną, że nigdy od tej wspaniałej partii nie odstąpił i jest jej niezłomnie wierny. Wyznanie to było pewnym zaskoczeniem, ponieważ niektórzy z nas pamiętają, że w czasie rządów Jerzego Buzka, gdy PSL był w pełnej opozycji, prof. Bartoszewski nosił tekę ministra spraw zagranicznych i oficjalnie występował jako członek Unii Wolności, z ramienia której zasiadał w tym samym czasie w Senacie. Otwiera to więc drogę wątpliwościom odnośnie do kształtu i charakteru polskiej sceny politycznej, na której, jak widzimy, niepodzielnie króluje wałęsowskie za, a nawet przeciw, gdzie można jednocześnie być i członkiem rządu, i wiernym członkiem partii opozycyjnej.
 
Zdaniem uczonych mężów, którzy niepodzielnie rządzą dziś w Polsce akademickimi dyscyplinami, takimi jak politologia i prawo konstytucyjne, zaimplantowany nam system wyborczy do Sejmu najpełniej realizuje postulat sprawiedliwych wyborów. Naturalnie, pogląd taki nie jest wynalazkiem polskiej szkoły myślenia politycznego, ale został zapożyczony od zagranicznych socjalistów, których nie brakuje nigdzie na świecie. Za głównego światowego guru zwolenników tzw. ordynacji proporcjonalnej, uchodzi Arend Lijphart, profesor nauk politycznych Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Diego. W wydanej niedawno książce ?Electoral Systems and Party Systems. A Study of Twenty-seven Democracies, 1945-1990? napisał on wprost: Istnieje prawie powszechna zgoda co do tego, że proporcjonalność wyborcza jest głównym celem systemu wyborczego i podstawowym kryterium jego oceny. Dla zwolenników ordynacji proporcjonalnej proporcjonalność jest celem samym w sobie ? jest to, de facto, synonim sprawiedliwości wyborczej? (zob. s. 140 cytowanej książki).
 
Czym jest ta proporcjonalność, która ma stanowić cel sam w sobie procesu wyborczego? Według lidera konstytucjonalistów polskich, prof. Stanisława Gebethnera, nie istnieje prawna definicja tego terminu, do jakiej mogliby się odwołać drobiazgowi juryści, którzy by chcieli, w oparciu o jakąś formalną definicję, rozstrzygać czy wybory są, czy nie są proporcjonalne. Dzięki temu za proporcjonalne uznaje się w Polsce wszelkie wybory, w których o rozdziale mandatów nie decyduje większość oddanych głosów, ale jakieś wymyślne techniki przeliczania głosów na mandaty, znane pod różnymi nazwami, jak donty, santlagi, drupy etc., etc. Techniki te prowadzą do tego, że wynik wyborów prawie nigdy nie ma nic wspólnego z pojęciem proporcjonalności, jakie wynosimy ze szkoły elementarnej. Z tego powodu matematyk, dr Ciesielski z Krakowa, zaproponował, żeby taką ordynację nazywać paradoksalną, gdyż obserwując wyniki kolejnych wyborów, znajdujemy paradoks na paradoksie, gdzie mandaty przyznawane są ludziom, których poparła znikoma liczba wyborców, podczas gdy kandydaci popularni, cieszący się dużym poparciem, uzyskują figę z makiem.
 
Politolog brytyjski, prof. Michael Pinto-Duschinsky z Oxfordu, pisze, że prawie wszyscy politolodzy przyjmują jedną, ograniczoną definicję proporcjonalności jako stosunku pomiędzy procentem głosów oddanych na daną partię polityczną a ilością uzyskanych przez nią mandatów. Z tego powodu dla oceny wyborów wymyślono różne miary proporcjonalności, różne współczynniki, które pozwalają określić, czy dane wybory były, czy nie były proporcjonalne. Miarami tymi niespecjalnie przejmują się konstytucjonaliści polscy, którzy najdziksze wyniki gotowi są uznać za proporcjonalne, jeśli tylko głosowanie odbywało się nie na konkretnych kandydatów, lecz na listy partyjne.
 
Ten sam Pinto-Duschinsky zwraca uwagę na jeszcze inną miarę proporcjonalności wyborów, którą politolodzy na ogół pomijają: stosunek pomiędzy procentem głosów oddanych na partię, a okresem sprawowania przez tę partię władzy. Jeśli bowiem wybory mają być sprawiedliwe, to chyba nie powinno być tak, że do władzy dochodzą jakieś małe partie, które mało kto popiera, a one tymczasem mają ogromny i decydujący wpływ na rządy?
 
I tak, podaje on następujące dane:
 
W Niemczech w okresie 1949-1998 mała partia FDP uzyskiwała średnio 9,1% głosów poparcia. Pozwoliło to tej partii utrzymać się w koalicji rządowej przez 85,9% tego czasu i piastować 18,2 % stanowisk rządowych.
 
We Włoszech w latach 1946-1994 Socjaldemokraci zdobywali średnio 4,5% głosów poparcia, ale w koalicji rządowej pozostawali przez 62,1% czasu.
 
W Izraelu Narodowa Partia Religijna uzyskiwała 5,3% głosów poparcia, ale w rządzie pozostawała przez 73,9% czasu.
 
W Holandii w tym samym okresie partia KVP/CDA uzyskiwała 18,2% głosów, a rządziła przez 92,1% czasu.
 
Doskonale w tę statystykę wpisuje się partia Waldemara Pawlaka: od 1989 roku do dzisiaj, PSL zdobywało, średnio, 9,4% głosów poparcia. Tymczasem w kolejnych koalicjach rządowych ministrowie PSL zasiadali przez 13 lat, tj. prawie 70% tego czasu. Oczywiście, jeśli nie liczymy profesora Bartoszewskiego, który był ministrem spraw zagranicznych w rządzie AWS-UW, a teraz się okazuje, że on to czystej krwi peeselowiec! Być może w tych nielicznych rządach, w których w koalicji nie było PSL, zasiadali jeszcze inni ukryci peeselowcy, ale o tym na razie nie wiemy.
 
Po X Kongresie PSL toczą się przed kamerami telewizyjnymi i w studiach radiowych intelektualne debaty wytrawnych analityków i błyskotliwych komentatorów politycznych. Z uznaniem kiwają inteligentnymi głowami nad politycznym dowcipem Waldemara Pawlaka, jego obrotnością i sprytem. Widzą w nim przyszłego premiera, a może nawet i prezydenta RP. Czasem ktoś zepsuje atmosferę, przywołując rodowód tej partii i jej liderów, ale w dobrym towarzystwie nad zepsutym powietrzem nie wypada długo się zatrzymywać. Wraca więc z powrotem fachowość peeselowskich kadr, czym PSL przewyższa inne ugrupowania. W końcu żadna inna partia nie ma w Sejmie tylu posłów o tak długim stażu parlamentarnym! To są prawdziwi wyjadacze polityczni! Mówi się o PSL: języczek u wagi.
 
Jaki tam języczek: to po prostu hipostaza sprawiedliwości wyborczej!
poniedziałek, 01 marzec 2010 00:41

Zamach na ucieleśnioną niewinność

?Rzeczpospolitej? (12 lutego 2010) ukazał się list gen. Wojciecha Jaruzelskiego, którego autor podejmuje polemikę z artykułem Rafała Ziemkiewicza (?Rz? z 3 lutego 2010) i filmem ?Towarzysz generał?, pokazanym w TVP1 w dniu 1 lutego br. Pełna wersja tego listu opublikowana została na internetowej stronie gazety.
czwartek, 25 luty 2010 12:17

I poszli chłopcy w bój bez broni

Obok Orła znak Pogoni,

poszli nasi w bój bez broni.
?
Niechaj Polska zna,
Jakich synów ma.
(Wincenty Pol, 1863)
wtorek, 23 luty 2010 12:14

Żądło 1989

Dwudziesta rocznica porozumień okrągłego stołu (OS) wywołuje spory i kontrowersje, których rozpiętość waha się pomiędzy uznaniem OS za najważniejsze wydarzenie w tysiącletniej historii Polski - przedmiotu dumy i zadowolenia Polaków, którym przyszło żyć w tak cudownych czasach - do określenia tych porozumień mianem nowej targowicy, co dla wielu polskich patriotów na zawsze pozostanie symbolem hańby i zdrady narodowej. Warto w tym miejscu przypomnieć, że i konfederacja targowicka ani nie była, ani nie została osądzona jednoznacznie, o czym świadczy nie tylko fakt przystąpienia do niej samego króla, ale chociażby tak szanowanej postaci polskiego Panteonu Narodowego, jak ks. Hugo Kołłątaj. Dzisiaj jednak o targowicy wiemy prawie wszystko, natomiast OS otwiera przed nami cały gąszcz zagadek, na które wciąż nie znajdujemy odpowiedzi.
Przedstawiciele Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej uczynili mi zaszczyt, zapraszając do powiedzenia kilku słów pod tablicą upamiętniającą udział studentów wrocławskich w Powstaniu Styczniowym i do wspólnego spaceru, w styczniowym słońcu, ulicami Wrocławia, od kościoła Karmelitów Bosych na Ołbinie pod Gmach Główny Uniwersytetu Wrocławskiego. Piękny spacer, w towarzystwie przyjaznych twarzy, barw narodowych i patriotycznych serc.
sobota, 20 luty 2010 18:03

Kaczyńscy, Tusk, Dutkiewicz...

Prezydent Lech Kaczyński, podczas konferencji prasowej 28 stycznia w Nysie, ponownie zapewnił Polaków, że nie dopuści do wprowadzenia w Polsce jednomandatowych okręgów wyborczych (JOW) w wyborach do Sejmu, ponieważ prowadzą one do sytuacji, gdy partia może mieć poparcie 30 proc. obywateli i żadnego znaczenia w kraju. Ponadto prowadzi to też do nadmiernego "lokalizmu", a każdy poseł jest przedstawicielem całej RP. Jednomandatowe okręgi jako system wyboru władzy mają niewiele wspólnego z demokracją.

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.