Michał Pluta

Michał Pluta

środa, 17 marzec 2010 10:00

Studenci na moście Grunwaldzkim

W piątek 19 września we Wrocławiu odbył się protest studentów przeciwko wysokim cenom stancji. Żacy w ramach sprzeciwu postanowili położyć się na moście Grunwaldzkim. Nie chcę być złośliwy, ale raczej powinni, wzorem bezdomnych, ulokować się pod mostem, żeby na wypadek deszczu nie padało im na głowy. Ale skoro był to tylko protest, to mniejsza z tym.

czwartek, 11 marzec 2010 18:45

Konserwatyści na ulice!

Nadal aktualne jest pytanie o to, co trzeba zrobić, aby zmienić sytuację w Polsce na lepsze. Znamy rozwiązania: są to w przybliżeniu postulaty Unii Polityki Realnej: koniec z etatyzmem, prawdziwa wolność gospodarcza, jak najwięcej wolności dla ludzi, a jak najmniej urzędników, nakazów, zakazów.

czwartek, 11 marzec 2010 17:57

Czarna propaganda

 Tradycyjne sposoby prowadzenia wojny zostaną w przyszłości zastąpione środkami o czysto psychologicznym charakterze, dążącymi do zepsucia ludzkiego umysłu, upośledzenia intelektu oraz rozkładu życia moralnego i duchowego danego narodu nie za pomocą oręża zbrojnego, lecz pod wpływem woli innego narodu ? pisał J.F.C. Fuller, znawca historii wojskowości.

 
Wiek XX czasem określa się mianem wieku propagandy. XXI w. zapewne nie umniejszy jej roli. Wobec tego wyławianie z medialnego szumu treści propagandowych powinno stać się elementarną umiejętnością człowieka. W przeciwnym razie staje się bezbronny wobec nadawców propagandy. Według Fullera szczególną rolę w realizacji działań politycznych o dużej wadze dla państw i narodów pełnić będzie czarna propaganda. Czym jednak jest czarna propaganda? Najłatwiej to pokazać na przykładzie. ?Wyborcza? niby reprezentuje środowiska solidarnościowe, a w rzeczywistości dba o interesy PZPR i SB, co widać choćby po jej stosunku do lustracji. Specyficzną cechą czarnej propagandy jest utajnienie jej nadawcy, przez co nie możemy dziś z całą pewnością stwierdzić, że to czy inne działanie jest propagandą nadawaną np. przez Berlin, Paryż czy Moskwę. Jesteśmy jednak w stanie prześledzić przynajmniej część działań obejmujących czarną propagandę z okresu II wojny światowej.
 
W 2008 r. ukazała się książkapt. Czarna propaganda. Polska, Niemcy, Wielka Brytania. Tajemnice największych oszustw II wojny światowej. Jej autorem jest ur. w 1929 r., a obecnie mieszkający w Londynie, Stanley Newcourt-Nowodworski, drużynowy Szarych Szeregów, który jako 14-letni chłopiec został członkiem AK i brał udział w Akcji ?N? ? obejmujących czarną propagandę działaniach wymierzonych w Niemców. Warto w tym miejscu wspomnieć o choćby niektórych operacjach opisanych w recenzowanej pracy. Uderzające jest, że poważne przedsięwzięcia sąsiadowały z kuriozalnymi.
 
Brytyjczycy prowadzili m.in. działania imitujące istnienie w III Rzeszy silnej opozycji generałów przeciw Hitlerowi, czym udało się oszukać nie tyle Niemców, co władze USA. W okresie, gdy realna była groźba inwazji wojsk niemieckich na Wielką Brytanię, rozpowszechniali pogłoski o wynalezieniu sposobu, aby podpalić morze oraz o wypuszczeniu rekinów w wodach kanału La Manche. Inna pogłoska dotyczyła krwi przetaczanej rannym w niemieckich szpitalach wojskowych: miała pochodzić od rosyjskich jeńców i być zanieczyszczona zarazkami chorób wenerycznych. Zachęcano też żołnierzy wroga do dezercji, m.in. materiały wydane rzekomo w imieniu dowództwa Wehrmachtu potępiały dezercję, a jednocześnie sugerowały, że nie jest ona trudna. Różnymi sposobami przekazywano żołnierzom niemieckim, pracownikom oraz robotnikom przymusowym informacje w jaki sposób uszkodzić okręt podwodny, symulować choroby, instruowano, jak dokonać samookaleczenia, aby wyglądało to wiarygodnie.
 
Czarna propaganda III Rzeszy chyba swój największy sukces osiągnęła w działaniach wymierzonych przeciwko Francji, zmierzających do wywołania negatywnego stosunku społeczeństwa tego kraju do wojny. Wiele osób z francuskiego środowiska dziennikarskiego przyjmowało honoraria w zamian za wstrzymanie się od krytyki Niemiec. Amerykański ambasador informował, że w ciągu sześciu miesięcy poprzedzających kryzys monachijski, Niemcy wypłacili francuskim gazetom trzysta pięćdziesiąt milionów franków. Spośród raczej humorystycznych działań można wymienić wydawanie fałszywych znaczków, przedstawiających brytyjską królową w koronie ozdobionej Gwiazdą Dawida. Warto też zauważyć, że w czasie wojny w propagandzie niemieckiej pojawił się motyw walki Niemiec w obronie Europy zagrożonej bolszewizmem.
 
Autor o akcji ?N? prowadzonej przez AK, a w którą sam był zaangażowany, pisał bardziej wnikliwie, widoczny jest też jego osobisty stosunek do podejmowanych działań. Uderza różnica w rozmachu czarnej propagandy brytyjskiej i polskiej. AK, działająca w warunkach okupacji i dysponując skromnymi środkami, starała się lepiej wykorzystać swoje zasoby, np. każdy egzemplarz gazety trafiał do konkretnego Niemca, należącego do wyselekcjonowanej wcześniej grupy. Jedną z udanych akcji było sfałszowanie rozporządzenia władz III Rzeszy o dniu wolnym od pracy, w efekcie 1 maja stanęła większość zakładów w Warszawie i okolicach. Straty zadane wówczas niemieckiej produkcji można porównać do skutków małego nalotu RAF-u. Pisano donosy na niemieckich urzędników, zawierające częściowo prawdziwe, częściowo zmyślone informacje o ich oszustwach, kradzieżach, łapówkarstwie. Wysyłano też donosy do Gestapo na nieistniejących Polaków. Liczono, że okupanci zaczną z nieufnością odnosić się do wszystkich denuncjacji, również tych prawdziwych.
 
Pod adresem omawianej pracy można wygłosić niemało krytycznych uwag, ale po jej lekturze czytelnik zapewne stanie się bardziej odporny na działanie oszustów, usiłujących wywrzeć na nas wpływpoprzez propagandę.
 
Stanley Newcourt-Nowodworski, Czarna propaganda. Polska, Niemcy, Wielka Brytania. Tajemnice największych oszustw II wojny światowej, Wydawnictwo Znak 2008, ss. 348.
 
czwartek, 11 marzec 2010 17:25

Przedsiębiorcy, durnie!

Podczas gdy prezydent zapewnia, że Polska nie będzie przeszkodą w przyjęciu traktatu lizbońskiego, premier tym razem nie chce jechać na szczyt UE, a poseł Palikot włóczy się z łbem świni, trwa budowa drugiej Irlandii: co dzień ustawione przetargi wygrywają „zaprzyjaźnione” firmy, kwitnie nepotyzm, pieniądze z budżetu wyłudzają zdrowi renciści, korporacje prawnicze dbają o swoje dochody, a dostać się do nich nadal można tylko dzięki poparciu rodziny, rządzący kombinują, by przy tzw. reformie służby zdrowia obłowiły się kliki, esbecy mają się jak pączki w maśle, a przedsiębiorcy, jak dawniej, zmagają się z idiotycznymi przepisami, wyciągającymi ręce po łapówki urzędnikami i wysokimi podatkami.

czwartek, 11 marzec 2010 16:32

Pipes świetny jak zawsze

Richard Pipes to historyk i sowietolog amerykański, którego w Polsce nie trzeba przedstawiać. Jego prace mają fundamentalne znaczenie dla naszej wiedzy o komunizmie w Rosji bolszewickiej, a następnie w ZSRS. Można zaryzykować twierdzenie, że jak niewielu ludzi Zachodu rozumie on, czym był i jest komunizm. Pipes ocenia ten system jednoznacznie negatywnie, bez szukania na siłę, wbrew faktom, a zgodnie z poprawnością polityczną czy pod naciskiem lewicowej części tzw. inteligencji, jakichkolwiek pozytywów, tak popularnego w Polsce ?tak, ale??.

 
Wydana w tym roku książka pt. Komunizm ma charakter popularnonaukowy. Autor w znacznym stopniu streścił w niej swoje wcześniejsze ustalenia. Najwyraźniej kierowana jest do czytelnika, który zabiegany codziennymi sprawami nie miałby czasu na przedzieranie się przez opasłe tomiska dzieł tego historyka. Jej zaletą jest bardzo jasny wykład i ?nieprzeintelektualizowany? język. Zdaje się realizować zasadę, że o przeszłości należy pisać w sposób prosty, a o sprawach, zjawiskach, procesach nawet bardzo złożonych ? jeszcze bardziej prosto.
 
Podstawową tezą książki jest twierdzenie, że komunizm nigdzie nie osiągnął sukcesu, zawsze był znaczoną milionami ofiar drogą donikąd, kosztownym eksperymentem, a w wielu państwach, w tym w ZSRS i Polsce, przyniósł nieodwracalne, negatywne skutki dla społeczeństwa. Pipes skupił się na omówieniu trzech zagadnień: pojawienia się idei komunizmu, programu jego urzeczywistniania oraz wprowadzania w życie. Najwięcej miejsca poświęcił na przedstawienie działań rosyjskich komunistów: powstaniu leninizmu, zdobyciu władzy przez bolszewików, praktycznej realizacji swoich idei przez Lenina, stalinizmowi, zmierzchowi systemu sowieckiego i jego rozkładowi.
 
W pracy pada bardzo wiele dobitnych stwierdzeń, negatywnie wartościujących marksizm, leninizm, komunizm. Przypomniał, że już za życia Marksa wiedziano, iż jego podstawowe twierdzenie, że robotnicy stale ubożeją, jest nieprawdziwe, co całą ideologię czyniło opartą na kłamstwie. Dobitnie zaznaczył, że stalinizm nie był odrzuceniem leninizmu. Nie pominął zbrodni: celowo wywołanego głodu na Ukrainie, śmierci w okresie kolektywizacji ok. 1/3 ludności Kazachstanu czy ludobójstwa dokonanego przez Czerwonych Khmerów, w wyniku którego zginęło ponad 2 mln ludności, a więc ponad 1/4 ludności kraju. Przytoczył przykłady torturowania ludzi znanych z imienia i nazwiska. Mimo pewnego uodpornienia na takie opisy w kraju tak doświadczonym totalitaryzmem jak Polska, mogą one zrobić na czytelniku duże wrażenie. Zamieścił też dane dotyczące ubóstwa w ZSRS: w 1933 r. płaca realna robotnika spadła o 90% w stosunku do poziomu z lat 1926-1927.
 
 Można w recenzji rozpływać się z zachwytu nad książką Pipesa. Przyjmując fakt, że książka jest znakomita, można pokusić się jednak o parę krytycznych uwag. Określenie Stalina mianem antysemity wydaje się uproszczeniem, utrudniającym precyzyjną ocenę stosunku sowieckiego przywódcy do Żydów. Autor twierdzi, jakoby Stalin pod koniec życia zamierzał przemieścić wszystkich Żydów mieszkających w ZSRS na Syberię. Z tego, co wiem, teza ta nie została wystarczająco udokumentowana i podawanie jej jako prawdy ostatecznej jest błędne. Autor błędnie uznał, że do pierwszych strajków i zamieszek znamionujących schyłek systemu stalinowskiego doszło w Berlinie w czerwcu 1953 r. Pewnie miały one największą skalę i są najsłynniejsze, ale wcześniej zamieszki zdarzały się choćby w Pilznie. Błędne jest też twierdzenie, że rząd Polski wprowadził stan wojenny. Jest to oczywiście uproszczenie przeznaczone dla czytelnika z zagranicy, który jest słabo zorientowany w sytuacji Polski, ale nie zmienia to faktu, że informacja jest błędna, a wydając tę pracę nad Wisłą, warto byłoby ją skorygować. Podobnie jest ze zdaniem, jakoby w 1989 r. Polska ogłosiła niezależność od Moskwy. Czegoś takiego sobie nie przypominam. Dziwi również, że Pipes napisał, iż Sowieci nalegali na Jaruzelskiego, aby wprowadził stan wojenny. Rzeczywiście nalegali na siłowe rozwiązanie, ale tylko do pewnego momentu, warto byłoby to podkreślić. Nie można się też zgodzić, że holocaust wyrażał samą istotę narodowego socjalizmu. Pogląd ten lekceważy bowiem dokonania nazistów w innych sferach, choćby społecznej. Autor posługuje się pojęciem ?klasa?. Stosowanie tego zwrotu, tak charakterystycznego dla nowomowy w państwach komunistycznych, wymagałoby choćby kilku słów uzasadnienia. Podobne wątpliwości budzi określenie ?rewolucja październikowa?. Raczej był to zamach stanu.
 
Książkę polecam wszystkim, ale głównie tym, którzy zabiegani między pracą, szkołą a domem, nie mają czasu na przedzieranie się przez grube tomy znakomitych dzieł Pipesa. Z pewnością się nie zawiodą.
 
Richard Pipes, Komunizm, Warszawa 2008, s. 178.
czwartek, 11 marzec 2010 16:27

Kamikadze

 

Kamikadze w potocznej świadomości, wykreowanej przez hollywodzkie filmy, kojarzy się z pilotem, który podczas bitwy o Okinawę, kierowany niezrozumiałym dla człowieka Zachodu fanatyzmem, uderza samolotem w amerykański lotniskowiec. Czytelnik powieści Bohdana Arcta Kamikadze ? Boski Wiatr, musiał mieć wątpliwości co do wiarygodności tego obrazu, bowiem we wspomnianej książce pierwszymi kamikadze zostali ci piloci, którzy na śmierć w misji nie dającej szans na przeżycie nie mieli najmniejszej ochoty.
 
Obraz kamikadze, zawarty na kartach powieści polskiego pisarza i pilota myśliwskiego z okresu II wojny światowej, bliższy jest jednak rzeczywistości, a przynajmniej tak wydaje się po lekturze pracy Emiko Ohnuki-Tierney, profesorki antropologii w University of Wisconsin, pt. Dzienniki Kamikadze, poruszające wyznania japońskich studentów-pilotów.
 
Okazuje się, że spośród około 4 tys. pilotów tokkotai (czyli ?sił specjalnego znaczenia?, bo tak w nazewnictwie wojskowym określano formacje kamikadze), ok. 3 tys. należało do tzw. pilotów-młodzików, werbowanych z nowo powołanych do wojska rekrutów, a co najmniej tysiąc z nich było studentami. Nie byli też ochotnikami, wcielono ich do tych jednostek pod przymusem. Książka jest omówieniem zapisków (dzienników, listów, esejów, wierszy itd.) pozostawionych właśnie przez studentów, którzy znaleźli się w formacjach tokkotai (Dla ścisłości jedna relacja pochodzi od żołnierza wojsk lądowych walczącego w Chinach). Autorka przeanalizowała spuściznę piśmienniczą,pozostawioną przez zaledwie sześciu młodych ludzi, powstaje więc wątpliwość, czy były to relacje typowe dla studentów-pilotów kamikadze. Ohnuki-Tierney jest co do tego przekonana.
 
Podstawowym celem pracy jest zburzenie błędnego, zdaniem amerykańskiej uczonej, stereotypu dotyczącego pilotów kamikadze (ochotników, fanatycznych pilotów-samobójców), ukazanie ich w kontekście historycznym i przedstawienie ich myśli i odczuć. Niewątpliwie to się autorce udało, choć nie sposób nie zauważyć, że relacje są bardziej i mniej przejmujące. Niektóre są zdecydowanie przeintelektualizowane, ale jedna z nich robi duże wrażenie, gdy młody pilot kamikadze pisze o swojej mamie. Ohnuki-Tierney skupiła się jednak przede wszystkim na prześledzeniu wysiłków intelektualnych, jakie podejmowali studenci-piloci, aby znaleźć sens dla czekającej ich śmierci. Jak zauważa, sensu szukali w filozofii, a w relacjach motyw poświęcenia za cesarza nie pojawia się. Uderzający jest poziom wykształcenia studentów: biegła znajomość języków zachodnioeuropejskich, zwykle kilku, umożliwiająca czytanie w oryginale dzieł filozoficznych. Produkowani w nadmiarze nasi studenci mogliby im tylko pozazdrościć, pracownicy naukowi również.
 
Autorka w przekonujący sposób udowodniła, że kojarzenie pilotów kamikadze z samobójcami jest nieprawdziwe. Po pierwsze wielu z nich (może nawet prawie wszyscy) nie było ochotnikami, a po drugie ginęli w misji, jaką wykonywali na rozkaz dowództwa. Do wad pracy można zaliczyć zaniechanie próby odpowiedzi na pytanie, dlaczego do jednostek kamikadze trafiali akurat tak licznie dobrze wykształceni, mogący w przyszłości należeć do elit Japonii, studenci. Choć trzeba też zauważyć, że niejednemu studentowibyło blisko do marksizmu, a zdarzali się i tacy, którzy wyrażali się pozytywnie o Leninie i Stalinie.
 
W zakończeniu warto przytoczyć pogląd Nakao Takenori, pilota formacji tokkotai, który zginął 4 maja 1945 r. w wieku 22 lat. Uważał on, że naród potrzebuje prawdziwych przywódców i że ludzie naprawdę oddani krajowi nie powinni stać biernie z boku, lecz czynnie rozwiązywać problemy i realizować ideały wyznawane przez naród. U nas z tymi ideałami wyznawanymi przez naród może nie jest najlepiej, ale, że ludzie oddani krajowi powinni działać, to pewne.
 
Emiko Ohnuki-Tierney, Dzienniki Kamikadze, poruszające wyznania japońskich studentów-pilotów, Warszawa 2007, s. 282.
sobota, 20 luty 2010 18:54

Szable w dłoń i do powstania

Nadzieje, że w drodze parlamentarnej uda się przeprowadzić korzystne dla społeczeństwa zmiany, dawno już pierzchły, jeśli w ogóle ktoś je miał. Jedni zaufali Kaczyńskim i się zawiedli, drudzy uwierzyli Platformie Obywatelskiej i jeśli się nie zawiedli, to znaczy, że rozum im odebrało. Istniejące wady państwa można długo wymieniać: coraz większe uzależnienie Polski od Brukseli (brukselski urzędnik ma już dziś więcej do powiedzenia nawet w błahych sprawach dotyczących naszej Ojczyzny, niż Polacy, co pokazała sprawa obwodnicy Augustowa), etatyzm w gospodarce, prawa i wolności jednostki fikcją, wszechwładza urzędników, prowadzący działalność gospodarczą traktowani jak zło konieczne, prawnicy stanowiący nadal rodzinną kastę, dostęp do stołków urzędniczych ograniczony tylko dla rodzin i znajomych urzędników.
sobota, 20 luty 2010 17:56

Lenin, Partia, Umberto Eco

 W bibliotece natknąłem się na książeczkę Umberto Eco Mój 1968. Po drugiej stronie muru. Dziełko to liczy zaledwie kilkadziesiąt stron, a na jego treść składają się dwa artykuły napisane w 1968 r. po pobycie autora w Czechosłowacji w dniach interwencji wojsk Układu Warszawskiego oraz w Warszawie po Marcu. Można założyć, że praca Eco jest ideologicznie słuszna: na jej kartach pojawiają się nazwiska Kołakowskiego i Geremka (choć dziwić powinien brak Michnika i Kuronia), a posłowie napisała osoba pracująca dla ?Wyborczej?. Sądzę więc, że dla ćwierćinteligenta może stać się lekturą, jeśli nie obowiązkową, to przynajmniej uzupełniającą. Skoro przebrnąłem przez tę książeczkę, to wypada podzielić się z Czytelnikiem paroma uwagami.

czwartek, 18 luty 2010 22:28

"Kod da Vinci" na Zmartwychwstanie

Na tydzień przed obchodzonym przez Kościół katolicki świętem Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, Polsat nadał film zatytułowany Kod da Vinci. Ale jakby kogoś z tej telewizji zapytać, kto jest dla niego autorytetem, to pewnie by powiedział, że Jan Paweł II. Tak to już jest.
czwartek, 18 luty 2010 21:29

Sowiecka partyzantka

Kenneth Slepyan w książce pt. Partyzanci Stalina skupił się przede wszystkim na naświetleniu trzech problemów: "napięcia między kontrolą państwa a samodzielnością ludności, podstawowej roli tożsamości w rozumieniu doświadczenia wojennego oraz określeniu przynależności do ruchu partyzanckiego". Posłużyłem się cytatem, aby pokazać, zupełnie niepotrzebną manierę przytrafiającą się profesorowi z Kentucky polegającą na opisywaniu zjawisk nadmiernie skomplikowanym językiem. Trzeba jednak przyznać, iż wskazane postulaty badawcze udało się w dużej mierze Autorowi zrealizować.

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.