sobota, 01 maj 2010 12:19

Dzień Przeciwko Śmierci

Napisał

Mieliśmy okazję niedawno dowiedzieć się, że oprócz dnia hutnika, dnia bez papierosa i dnia świstaka istnieje również coś takiego jak ";Europejski dzień przeciwko karze śmierci", na którego ogłoszenie naciskała Rada Europy przy poparciu prawie wszystkich państw członkowskich. Prawie – gdyż polskie władze z różnych powodów ze sceptycyzmem odniosły się do tej inicjatywy, co spowodowało tak gwałtowną reakcję, jakby karę śmierci wykonywano u nas nie tylko regularnie, ale i publicznie. Ta reakcja właściwie nie powinna nas dziwić, zdążyliśmy się bowiem już przyzwyczaić do tego, że politycy i urzędnicy finansowani z budżetu UE niemal zawsze zachowują się z histeryczną przesadą, co mogłoby świadczyć o tym, że zatrudnieni są po prostu w charakterze płaczek czy też błaznów z grzechotkami, którzy na dany sygnał zaczynają swój hałaśliwy taniec. W każdym razie trzeba by sprawdzić w księgowości, jak duża część wydatków Unii przeznaczana jest na działania cyrkowe. Niezależnie jednak od przyczyn tego grzechotania, dzięki niemu mamy teraz okazję już na spokojnie, bez niepotrzebnych emocji i uprzedzeń, zastanowić się nad tym, czym właściwie miałby być ów Dzień Przeciwko Karze Śmierci.

Zacznijmy od sprawy najprostszej. Na czym polega i czemu służy ogłaszanie jakiegoś dnia dniem czegoś? W jakim celu jakaś grupa ludzi zbiera się i ustala między sobą, aby ? przykładowo ? każdy kolejny piątek był Dniem Bigosu? Zapewne po to, aby ów dzień uczynić świętem. Czym jest święto? Okresem uroczystym, często wolnym od pracy, połączonym z różnego rodzaju ceremoniami i obrzędami. Święta, jak wiemy, mogą być religijne albo państwowe i wiążą się z pragnieniem uczczenia jakiegoś ważnego, z punktu widzenia wyznawców lub obywateli danego państwa, wydarzenia. Aby podać jakieś przykłady, wystarczy rozejrzeć się wokoło. W Polsce, kraju przodującym pod względem liczby świąt wszelakich i upowszechniającym postępowy wynalazek długiego weekendu, mamy masę świąt czysto religijnych, czysto państwowych i mieszanych. Wszystkie one dobrze spełniają podane wcześniej kryterium ? łączą się z uroczystościami, celebracją i obrzędami w rodzaju spożywania nienormalnie obfitych posiłków. Sukcesy świętujemy z takim samym zapałem, jak klęski, a może te ostatnie nawet bardziej, bo przez ostatnie kilka wieków historia nas nie rozpieszczała, a świętować coś trzeba. Zresztą nawet rocznice na pozór radosne obchodzone są w sposób ponury ? widać to choćby na przykładzie uroczystości związanych z dniem 11 listopada. Na tym tle smętnych świąt narodowych, połączonych z rozpamiętywaniem minionych porażek, z których nie wiedzieć czemu jesteśmy tak dumni, wyjątkowo pogodnie prezentują się święta religijne, dużo bardziej spontaniczne, pełne plebejskiego ciepła i pogodnej pokory.

Możemy zatem zgodzić się, że czyniąc jakiś dzień dniem czegoś, chcemy po prostu zamienić go w święto. Dzień niepodległości byłby więc świętem niepodległości, a dzień zwycięstwa ? świętem zwycięstwa. Jednak oprócz dni upamiętniających wydarzenia, są jeszcze dni upamiętniające ludzi, i to nie jakichś konkretnych ludzi, ale ludzi w ogóle. Mieliśmy, na przykład, jeszcze do niedawno (a może mamy nadal) mnóstwo dni poświęconych różnym zawodom. Był dzień górnika, dzień elektryka, dzień piekarza i dzień asenizatora. Ponieważ zawodów jest nieco więcej niż 365 dni dostępnych rocznie do świętowania, trzeba było niektóre święta zawodowe obchodzić wspólnie. I tak dla przykładu dzień operatora obrabiarki był równocześnie dniem układacza wykładzin chemoutwardzalnych, a dzień układacza nawierzchni drogowych łączył się ze świętem konsultantów klientów korporacyjnych oraz operatorów wtryskarek. Z uwagi na postępującą specjalizację i wciąż rosnącą liczbę zawodów, być może, niedługo konieczne będzie przejście ze świętowania dziennego na świętowanie godzinne, aby w ciągu doby pomieścić dwadzieścia cztery zawody, nie zapominając przy tym o codziennej godzinie ku czci bezrobotnych. Niezależnie od tego, czy świętować będziemy cały dzień, czy tylko godzinę, powstaje pytanie, na czym owo świętowanie zawodu miałoby polegać. Czy chodzi o to, aby tego dnia dawać wszystkim przedstawicielom danej profesji kwiaty? Kwiaty dla górnika, kwiaty dla rolnika ? i tak dalej? A kto miałby je dawać? Dzieci w odświętnych mundurkach? Ale czyje dzieci? Górnikowi ? dzieci rolnika, rolnikowi ? dzieci górnika? I kto za to by płacił? Może trzeba by na to znaleźć pieniądze w budżecie, może należałoby przeprowadzać składki pieniężne jednej profesji na drugą... Jak widać, gdyby chcieć rzetelnie do tego podejść, należałoby powołać specjalne urzędy do spraw świętowania zawodowego, które zajęłyby się tym od strony logistycznej: kto, kiedy, jak i gdzie świętuje, kto kogo obdarowuje, kto komu winien jest wdzięczność i uznanie, oraz kto, kogo i jak długo ma czcić. W ten sam sposób należałoby zorganizować inne świąteczne dni związane z tym, kim się jest poza pracą, każdy bowiem powód jest dobry do świętowania. Mamy już, co prawda, dzień kobiet, dzień dziecka czy dzień dziadka, ale w ramach demokratyzacji i powszechnej dostępności świąt dla każdego należałoby zacząć obchodzić również dzień rozwodnika, dzień konkubiny czy dzień hermafrodyty. Dla każdego coś miłego.
Jak widać, świąteczne dni związane są z chęcią upamiętnienia i uczczenia jakichś zdarzeń albo ludzi. Pod tym względem Dzień Przeciwko Karze Śmierci nie za bardzo tu pasuje. Nie pasuje również do takich świeckich świąt, jak obchodzony w październiku Światowy Dzień Normalizacji, promowany przez ONZ Światowy Dzień Mieszkalnictwa czy Światowy Tydzień Przestrzeni Kosmicznej. Bliższy jest raczej czemuś takiemu, jak Światowy Dzień Walki z AIDS albo Dzień Walki z Otyłością, kładzie bowiem nacisk na pewien sprzeciw, bunt i niezgodę na jakieś zjawisko. Dlatego też, o ile w czasie Światowego Tygodnia Mokradeł (28 stycznia ? 2 lutego) pamiętamy i czcimy wszystkie mokradła na świecie, o tyle np. w czasie Dnia Walki z Hałasem (25 kwietnia) pamiętamy o tym, żeby z hałasem walczyć i czcimy pamięć wszystkich bojowników o niski poziom decybeli. Wydaje się to może dziwaczne, ale dość logiczne i skoro zgadzamy się na Dzień Ojca czy Dzień Bez Papierosa, to czemu nie zgodzić się na dzień protestu przeciw tej czy innej niedogodności. Skoro może być Dzień Walki z Katarem i Dzień Przeciwko Niekontrolowanym Erupcjom, to czemuż nie poświęcić jednego dnia na Dzień Przeciwko Karze Śmierci.
No, właśnie. Czemu nie? Dlaczego polskie władze mają jakieś wątpliwości? Czyżby pośród milionów świąt to jedno nie spełniało jakichś wymogów formalnych bądź, co gorsza, ideowych? Zastanówmy się. Dzień Przeciwko Karze Śmierci nie ma, jak widzimy, czegoś albo kogoś upamiętniać, lecz raczej ma o czymś przypominać, ma stanowić wyraz naszego sprzeciwu wobec czegoś. Przy czym ten sprzeciw docelowo ma być globalny, ogólnoludzki, na razie zaś jest jedynie lokalny, europejski, z tendencją do rozrastania się na zachód. Przeciwko czemu skierowany jest ten sprzeciw? To jasne ? przeciwko karze śmierci. Co nam się w karze śmierci nie podoba? Czy to, że jest karą? Czy chodzi o sprzeciw wobec karania jako takiego? Gdyby tak było, można by świętować Dzień Przeciw Karze, który miałby przypominać o tym, że jesteśmy przeciwko jakiemukolwiek karaniu, a więc wszelkim dolegliwościom związanym z konsekwencjami wynikającymi z popełnienia czynu prawnie zakazanego. Czy jednak pomysłodawcom o to chodzi? Czy uważają, że powinniśmy walczyć z karą w ogóle? Trudno to podejrzewać. Części z nich, co prawda, mogą chodzić po głowach jakieś skrajnie abolicjonistyczne pomysły, które w połączeniu z przesądem o wrodzonej dobroci człowieka mogłyby stanowić podstawę do domagania się likwidacji kar jako elementu ?systemu represji?, jednak u większości przeważa instynkt samozachowawczy. Już sam fakt, że człowiek został unijnym biurokratą albo politykiem, świadczy o pewnym życiowym sprycie i umiejętności tropienia trufli pod ściółką, trudno więc podejrzewać, aby taki ktoś walczył konsekwentnie o świat, w którym ktoś by mu owoce jego pracy bezczelnie i bez ponoszenia jakichkolwiek konsekwencji odebrał. Nie chodzi więc tu o sprzeciw wobec kary jako takiej, ale jedynie wobec kary śmierci.
A co takiego złego jest w karze śmierci? Jak widzieliśmy, nie chodzi tu o karę jako taką, ale raczej o to, że ta kara związana jest ze śmiercią. Można by więc podejrzewać, że intencją nie jest tu zniesienie karania, ale zastąpienie śmierci czymś innym. Czym? Na przykład dożywociem, a więc karą trwającą do końca. Do końca czego? Do końca życia, rzecz jasna. A więc do śmierci. Czyli ? zamiast kary śmierci, kara trwająca do śmierci.
(?)
Damian Leszczyński

Wyświetlony 3949 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.