sobota, 01 maj 2010 12:38

Prezydent Ignacy Mościcki (1867-1946)

Napisane przez

2 października 1946 r. umarł w Versoix koło Genewy były prezydent RP, prof. Ignacy Mościcki. Sprawował on tę tak eksponowaną i prestiżową funkcję stosunkowo długo, bo lat 13 (1926-39). Były to lata bodaj najważniejsze dla rozwoju Polski międzywojennej, lata budowy Gdyni i COP-u, okres relatywnej prosperity i wzrostu ekonomicznego. Mimo to postać Mościckiego nie zapisała się w naszej historiografii oraz publicystyce jako wyróżniająca. Pozostał zdecydowanie w cieniu nie tylko Piłsudskiego – swego protektora, mocodawcy i osobistego przyjaciela - ale osób mniejszego niż Marszałek kalibru, jak choćby Beck, Rydz-Śmigły, Sikorski, Sosnkowski czy Zaleski. Nawet Eugeniusza Kwiatkowskiego, protegowanego i "prawą rękę" Mościckiego, ocenia się zwykle znacznie odeń wyżej.

Dlaczego tak się stało? Po pierwsze, zasługi Mościckiego ? człowieka dużego kalibru moralnego, naukowego (a w pewnej mierze i politycznego) ? przesłoniła klęska wrześniowa, która zresztą ?popsuła? opinię całej ekipie sanacyjnej. Prezydenta przedstawiano też jako nieudacznika i laika politycznego, marionetkę w rękach Marszałka. O ile jednak taka opinia była adekwatna dla okresu zaraz po przewrocie majowym (1926-30), to potem nastąpił radykalny wzrost pozycji prezydenta, wobec postępującej choroby Piłsudskiego i stopniowego wycofywania się przezeń z życia politycznego.

Jeszcze bardziej sytuacja zmieniła się po zgonie Marszałka w maju 1935 r., kiedy to prezydent zdobył w zasadzie dominującą rolę w państwie, co sankcjonowała prawnie konstytucja kwietniowa (23 IV 1935). W roku następnym musiał się on tą władzą częściowo podzielić z nowym marszałkiem Rydzem-Śmigłym. Mościcki wykazał tedy znaczną inicjatywę polityczną, formując swą własną ekipę, na czele z takimi działaczami, jak choćby wspomniany Kwiatkowski czy Wojciech Świętosławski i Juliusz Poniatowski. Mościcki umiał gromadzić wokół siebie zdolnych ludzi, głównie techników, gdyż sam był chemikiem politechnicznym.
Kiedy przeglądałem ostatnio w archiwach wspomnienia osób blisko współpracujących w okresie 1926-39 z prezydentem, a także drukowane pamiętniki Sławoja-Składkowskiego, musiałem skorygować stereotypowy obraz Mościckiego-technokraty, pochłoniętego nauką ?politycznego dzieciaka? itp. Przy bliższej analizie Mościcki jawi się nam jako wytrawny gracz polityczny, dobrze przygotowany merytorycznie do sprawowania tak wysokiego urzędu, z biegiem lat coraz bardziej doświadczony. Poza tym tylko pozornie idący na pasku Marszałka; z czasem jego decyzje (zwłaszcza w sprawach ekonomicznych i personalnych) były całkowicie samodzielne, wbrew tzw. grupie pułkowników.
Mościcki był politykiem poważnym i rozważnym, dogłębnie analizującym i ważącym swe poczynania. W przeciwieństwie do większości ?pułkowników? (W. Sławek, A. Prystor, bracia Jędrzejewiczowie, K. Świtalski, L. Kozłowski, B. Pieracki), którzy mieli czasami skłonności do pochopnych i nieprzemyślanych pomysłów, prezydent RP skupił wokół siebie grono wybitnych ekspertów, których radził się dosyć często. Miał też dość jasną wizję państwa, popierał ? ale nie ślepo ? poczynania Piłsudskiego, mając doń wielki podziw i szacunek. Byli przecież rówieśnikami i przyjaciółmi od roku 1894, gdy Piłsudski był jeszcze ?Ziukiem?.
Młody i zdolny (ale bez żadnego dyplomu!) chemik-praktyk Ignacy Mościcki, mający na utrzymaniu coraz liczniejszą rodzinę, a zagrożony przez policję carską za działalność w PPS, decyduje się w 1897 roku na trwałą emigrację w Szwajcarii. Pracuje poprzednio jako fryzjer w Londynie, gdzie w 1896 r. razem z Ziukiem, Jodką-Narkiewiczem i innymi reprezentują PPS na kongresie II Międzynarodówki. W Szwajcarii rozwinął skrzydła jako asystent prof. Wierusz-Kowalskiego. Opatentował bardzo wiele wynalazków i z czasem począł pracować na własny rachunek. Zagospodarował się, urządził. Był człowiekiem oszczędnym, skrzętnym, unikającym raczej rozrywek i życia towarzyskiego.
Tęsknił wszak za Polską i gdy tylko pojawiła się możliwość pracy w autonomicznej Galicji (sam pochodził z Kongresówki, a studiował w Rydze), przyjął w 1912 roku etat profesorski na Politechnice Lwowskiej. Była to wówczas jedna z poważniejszych uczelni w Europie Środkowej, Mościcki zaś uznanym chemikiem. Nie miał wszak doktoratu, co jednak szybko mu ?zaliczono?, biorąc pod uwagę bardzo wybitne osiągnięcia naukowe. Czasy te szczegółowo opisał on sam w swej Autobiografii (pełny druk: Warszawa 1993). Zachował dość luźny kontakt z Piłsudskim i PPS, koncentrując się na pracy naukowej.
U zarania niepodległości zaangażował się gorąco w ekonomiczną odbudowę Rzeczypospolitej. Jako jedyny ekspert w Polsce był w stanie uruchomić gigantyczne poniemieckie zakłady chemiczne w Chorzowie na Śląsku. Sytuacja była tam w 1922 roku ? po przyłączeniu Chorzowa do RP ? o tyle dramatyczna, że inżynierowie niemieccy (wraz ze średnim personelem technicznym) solidarnie wyjechali do Rzeszy i zabrali wszelką dokumentację. Na ?placu boju? pozostali jedynie sami polscy robotnicy, głównie Ślązacy... Prof. Mościcki rozszyfrował zasady uruchomienia fabryki, ale bez czynu robotników rzecz byłaby niemożliwa.
Zwoławszy ich do wielkiej hali, gorąco i po ojcowsku przemówił po polsku, apelując do uczuć narodowych oraz wskazując na pragmatyczne korzyści wynikające z uruchomienia przemysłu śląskiego w granicach Polski. Udało mu się nawiązać kontakt z ludźmi, gdyż na prowokacyjne pytanie: ?Czy muszę Wam to teraz wszystko powtórzyć po niemiecku??, odpowiedzią była burza oklasków. Robota ruszyła wartko. Następnie został m.in. rektorem Politechniki Lwowskiej, a od 1925 r. profesorem Politechniki Warszawskiej. Tam zastał go przewrót majowy Piłsudskiego (12-14 V 1926).
Wedle ustaleń większości badaczy, kandydaturę prof. Mościckiego na prezydenta RP podsunął Marszałkowi, w ostatnich dniach maja 1926 r., prof. Kazimierz Bartel (1882-1941), nowy premier i wówczas ?prawa ręka? Piłsudskiego. Znali się od dawna i kolegowali na Politechnice Lwowskiej. Bartel także był raczej typem technokraty i pragmatyka, choć reagował bardziej niż Mościcki emocjonalnie. Ten ostatni, oczywiście, poparł przewrót, ale bodaj jako ostatni spodziewał się, co go czeka. Początkowo Sejm wybrał na prezydenta samego Marszałka, lecz ten godności nie przyjął. Zarekomendował natomiast I. Mościckiego, który przez całą noc oka nie zmrużył, analizując całe swe dotychczasowe życie.
Jakie były motywy Piłsudskiego, który w zasadzie wyciągnął z niebytu politycznego osobę znaną wyłącznie w sferach naukowych? Najprawdopodobniej doceniał takie atuty nowego prezydenta (od 1 czerwca 1926 r.), jak dobra prezencja, spokój i opanowanie, kultura i głęboka wiedza. Ale przede wszystkim rachował chyba na uległość i dyspozycyjność względem siebie ze strony starego druha z PPS... Tak też w zasadzie było przez dalsze lata, choć samodzielność Mościckiego rosła. Na zewnątrz Piłsudski w formach protokolarnych występował nieco w tyle za prezydentem, choć stan faktyczny był dla wszystkich ewidentny.
Gdy Marszałek żył i pracował w relatywnie skromnym Belwederze, nowy prezydent zainstalował się na Zamku Królewskim. Z lubością przystąpił do organizowania sobie wystawnego życia codziennego. Bardzo szybko skromny uczony przekształcił się w miłośnika polowań i balów, rautów i słynnych dożynek w Spale. Znowelizowana po przewrocie konstytucja marcowa nie dawała mu zbyt wielkich prerogatyw (było to, być może, celowe ze strony Piłsudskiego), cedując je na rząd; kolejne gabinety tworzyli zaś albo Piłsudski, albo Bartel, albo ?pułkownicy?. Prezydent zostawił sobie raczej stronę reprezentacyjną (podróże po kraju, wizyty zagraniczne, otwieranie Sejmu itp.).
Dość szybko opozycja zaczęła atakować Mościckiego, wytykając mu ignorancję polityczną i serwilizm wobec Piłsudskiego. Kiedy pewnego razu, wykorzystując pośrednictwo osób trzecich, prezydent zaprosił na Zamek lidera Endecji Romana Dmowskiego, ten odparł arogancko: ?Nie wiem, o czym mam z panem Mościckim rozmawiać, bo na chemii się nie znam!?. Mimo to prezydent był osobą raczej pogodną, odporną psychicznie i nie zrażał się porażkami. Usiłował łagodzić ostrzejsze posunięcia rządów sanacyjnych oraz poszerzać społeczne zaplecze obozu rządzącego. Pozyskał np. dwóch najważniejszych kardynałów Kościoła ? Aleksandra Kakowskiego oraz Prymasa Augusta Hlonda.
Prezydent koncentrował się głównie na sprawach gospodarczych, forytując ministra przemysłu i handlu Eugeniusza Kwiatkowskiego (1926-30). Niestety, po roku 1930 Kwiatkowski popadł w niełaskę u Marszałka i musiał z rządu odejść. Okres 1931-35 to dominacja ?pułkowników?. Na prezydenta spada seria ciosów osobistych, najpierw zgon ukochanego syna Franciszka, a w lipcu 1932 r. długoletniej żony Michaliny. Jednak przeszło rok po tej tragedii, jesienią 1933 r. Mościcki ponownie ożenił się z... młodszą o 30 lat Marią Dobrzańską (siostrą legendarnego ?Hubala?-Dobrzańskiego), uprzednio rozwiódłwszy ją ze swym zamkowym adiutantem Nagórnym.
(?)
Tomasz Serwatka

Wyświetlony 4908 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.