sobota, 31 lipiec 2010 15:39

Umysły nadal zniewolone

Napisane przez

Archiwa i publikacje Instytutu Pamięci Narodowej są nadal groźne. Niedawno jeden niewielki dokument i podobnie krótki do niego komentarz w publikacji IPN Aparat represji w Polsce Ludowej 1944-1989 (1/2/2005) wzbudził nieoczekiwanie silne wzburzenie w niektórych mediach. Chodzi o dokument związany z wydarzeniami marca 1968 roku opublikowany i opracowany przez Piotra Gontarczyka. W kilku publikacjach "Gazety Wyborczej" odsądzono autora od czci i wiary, zarzucono mu niekompetencję, a nawet nieuctwo, zdyskwalifikowano go jako historyka, bo uwierzył bezkrytycznie w dokument wytworzony w SB. Profesorowie Samsonowicz i Modzelewski, nie licząc dziennikarzy "Gazety Wyborczej", zgodnie uznali tę publikację za skandal naukowy, wykluczyli właściwie autora z korporacji historyków, dołączając całą sprawę do dowodów przeciw lustracji. Można się wkrótce spodziewać listów protestacyjnych i medialnych proskrypcji, by Piotra Gontarczyka, również autora nielubianej raczej książki o zdobyciu władzy przez PPR, usunąć z kierowniczego stanowiska w Archiwum IPN. Pan Gontarczyk – powiada Karol Modzelewski w wywiadzie pod znamiennym tytułem Uwaga, Moczar żyje! (GW 4-5 III 2006) - jest zastępcą szefa pionu archiwalnego i przyszedł do IPN z Biura Rzecznika Interesu Publicznego. Można domniemywać, że on się nią [lustracją] będzie zajmował. Jeśli tak, będzie to lustracja bardzo mało prawdopodobna. Oto elegancko sformułowana, ale wyraźna sugestia skierowana również do władz IPN.

 

Spór historyków?
O co chodzi w tej historii? Otóż dokument ten i autor komentarza naruszają pewną legendę, legendę nie tylko marca 1968 roku, ale i całej opozycji lewicowej związanej z KOR, która przypisuje sobie rolę "ojców założycieli" ? od Okrągłego Stołu ? III RP. Wspomniany dokument to donos agenta o pseudonimie "Return" z 1977 r. ze spotkania z Jackiem Kuroniem w środowisku opozycji krakowskiej. Jego fragment dotyczy udziału "komandosów" pod wodzą Kuronia i Modzelewskiego w proteście po zdjęciu przedstawienia "Dziadów" w Teatrze Narodowym, co poprzedziło wydarzenia marca 1968 roku. Według dokumentu Kuroń miał rozważać udział w manifestacji po ostatnim przedstawieniu "Dziadów", ale ze względów taktycznych, a nie patriotycznych, bo to mogło wzmacniać "nacjonalistyczną" frakcję Moczara w partii, który dążył do obalenia Gomułki i zdobycia władzy. Skończyło się na petycji w obronie "postępowych tradycji narodu polskiego".
Chodzi zatem o to, czy i jaki udział mieli "komandosi" w rozgrywkach wewnętrznych partii i SB. Piotr Gontarczyk skomentował dokument słowami, które oburzyły historyków: Wypowiedzi Kuronia wskazują, że główny motyw działania komandosów nie był bynajmniej głęboko moralny, że: "atmosfera na uczelni jest taka, że wcześniej czy później dojdzie do wystąpień ? i one są nieuchronne". Opowieść Kuronia dowodzi, że nie chodziło też o dawanie jakiegokolwiek świadectwa na wzór Pana Cogito, tylko o udział w walce dwóch konkurencyjnych frakcji wewnątrz PZPR. Niepodległość, wolność czy inne wobec taktyki politycznej wartości były tu mniej istotne. Komandosi działali, bo chcieli zwycięstwa "partyjnych rewizjonistów" (z którymi było związane środowisko Kuronia) nad frakcją Mieczysława Moczara. W szerszym kontekście ideowym jako "ortodoksyjni marksiści bez reszty" komandosi występowali w obronie komunistycznego internacjonalizmu, a przeciwko stanowiącemu zagrożenie dla partii "nacjonalizmowi".
Zarzucono Gontarczykowi bezkrytyczny stosunek do dokumentu sporządzonego przez oficera SB według doniesienia TW "Return". Dokument jest niewiarygodny, twierdzą krytycy, gdyż został wytworzony przez funkcjonariusza SB. Rzecz chyba nietrudna do wyjaśnienia, wystarczałoby zapytać o prawdę autora donosu. Tak się dobrze składa, że TW "Return" to Lesław Maleszka, długoletni publicysta "Wyborczej", zwalczający lustrację, jeden z nielicznych agentów, którzy przyznali się do współpracy z SB, gdy koledzy z krakowskiej opozycji, na których donosił, zidentyfikowali go, zajmując się sprawą zabójstwa studenta Stanisława Pyjasa w latach 70. Lesław Maleszka, dziwnie chroniony przez "Gazetę Wyborczą", mógłby wiele, jeśli nie wszystko, na ten temat powiedzieć. Ale nie zapytano go, a nuż by potwierdził wersję oficera prowadzącego. Lepiej było zaatakować Gontarczyka za fałszowanie przeszłości i to w bardzo ostry, niewyszukany sposób, niż dowiedzieć się u źródła, czyli z relacji agenta, choć w tej sytuacji został on z góry w pewien sposób ustawiony, a jednocześnie ochroniony. Co jest stale paradoksem polityki "Gazety Wyborczej".
Tekst Gontarczyka ? powiada prof. Modzelewski ? powiela stereotyp komunofaszystowskiej propagandy wobec środowiska "komandosów". Cóż to za dziwny, zaskakujący jednak stereotyp? Wyjaśnienie jest wcześniej: Po wiecu [w marcu 1968 roku] Polska została zalana falą niebywałej propagandy wzorowanej na kampaniach stalinowskich i na retoryce nazistowskiej. Prowadzący rozmowę z Modzelewskim dziennikarz podsuwa tu jedno, tylko jedno nazwisko: Robili ją ludzie z doświadczeniem ? tacy jak Klaudiusz Hrabyk, przedwojenny skrajnie prawicowy publicysta. O co tu chodzi? Ani dziennikarz, ani historyk nie dodali paru najważniejszych informacji o Klaudiuszu Hrabyku, jednym z licznych propagandzistów reżimowych w 1968 roku. A to szczególnie istotne, jeśli daje się taki przykład. Klaudiusz Hrabyk był takim agentem jak Lesław Maleszka, zwerbowanym przez służby komunistyczne, tyle że na emigracji. Po powrocie do kraju, prawdopodobnie, gdy został już zdemaskowany na Zachodzie, był wykorzystywany jako propagandowy publicysta. Podobnie jak Lesław Maleszka, był wtedy przede wszystkim agentem, a nie "skrajnie prawicowym publicystą" i nie reprezentował ani żadnej prawicy, ani emigracji, tylko siebie i propagandę komunistyczną. To tak jakbyśmy powiedzieli, że Maleszka był jedynie "opozycyjnym publicystą w konspiracji" i reprezentuje środowisko studenckiej opozycji w Krakowie w latach 70. Więc argument o "komunofaszyzmie" w propagandzie marca 68 jest wybiórczy i przewrotny, przemilcza niewygodną część faktów, a w istocie świadczy tylko o metodach systemu komunistycznego, który posługiwał się wszelkimi środkami, nie wykluczając argumentów narodowych, demokratycznych, pacyfistycznych i wszelkich innych, także antysemickich, tyle że była to zawsze propaganda i manipulacja komunistyczna.
Takie gry umysłowe z historią PRL byłyby może zabawne, gdyby nie były niebezpieczne, gdyby nie mąciły w głowach młodszych lub nieświadomych już sprawy. Bo oto z polemiki prof. Modzelewskiego wyłania się obraz PRL zgoła karykaturalny. W środku PRL nie rządzą już komuniści umocowani dotąd w Moskwie, ze zorganizowanym aparatem państwowym, wojskiem i służbami specjalnymi, tylko jacyś sanacyjni prawicowcy, endecy, narodowcy. Moczar, czyli Mykoła Demko, jest nacjonalistą, ciekawe jakim, chyba ukraińskim. Ten sam Moczar, który w latach 40. ścigał "nacjonalistów" z AK i z konspiracji. Polska zmierza do narodowego socjalizmu, czyli faszyzmu. Pod patronatem Moskwy? Panuje antysemityzm, a właściwie powraca, jako stała cecha narodu polskiego. Obraz niemal mityczny, więc i aktualnie przywoływany, więc groźniejszy od komunizmu. Jakoś jednak Moczar nie wygrał, "Grunwald" nie zwyciężył, "Rzeczywistość" się rozwiała i dziś mało kto o nich pamięta. Wygrał komunizm i panował przynajmniej do 1989 roku, jeśli nie dłużej. Miał różne twarze, zawsze nieludzkie, różne etapy, strategie, kamuflaże, języki, ale do końca nie rezygnował z władzy. Czyż Gierek nie był narodowy w hasłach, a robotniczy w treści (lub odwrotnie), czy Jaruzelski nie był patriotyczny w swej pokrętnej martyrologii. Słowa "naród" i "narodowy" późni komuniści odmieniali przez wszystkie przypadki. Byli też skrajnymi prawicowcami? Czy to dziś może być jakiś argument?
(?)
Marek Klecel
Wyświetlony 5243 razy
Więcej w tej kategorii: « Od redakcji Ludzie pierwszorzędni »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.