wtorek, 03 sierpień 2010 13:51

Lament chochołów

Napisane przez
Teatr zbyt ogromny
Kończy się widowisko III RP. Schodzą ze sceny ? to określenie teatralne najściślej oddaje charakter i ducha polskiego życia politycznego i publicznego w ostatnich latach ? kolejne grupy i postacie naszej klasy politycznej, elity władzy, która miała być założycielem i prawodawcą nowej Polski po 1989 roku. We wspólnym korowodzie schodzą więc ze sceny postkomuniści z demokratami, ojcami założycielami III RP, którzy niedawno jeszcze walczyli z systemem komunistycznym, a później chronili go przed zbyt bolesnym i upokarzającym upadkiem (obecnie wirtualni demokraci.pl). Łączą się z nimi niczym z polską szlachtą polski lud prezydenci postkomunistyczni i antykomunistyczni oraz całe, coraz bogatsze otoczenie, towarzystwa kibiców, klakierów i wiszących u klamki, dwór, chór i salon. Nie bez związków ze sferami biznesowymi, niejasnymi interesami, grą o wszystko.

Przed 1989 rokiem Polska była więzieniem, państwo polskie nie było polskie, władza niby swoja, a właściwie obca, rzeczywistość zakłamana i pozorna. Chcieliśmy wyjść z tego więzienia fałszu, pozoru, podwójnej świadomości i moralności, na wolność, to znaczy w świat rzeczywisty, prawdziwy, jakkolwiek trudny, bo wymagający zbudowania od nowa. Nie spodziewaliśmy się przecież idylli po tym, czego doświadczyliśmy w PRL, nie chcieliśmy także iluzji łatwej przyszłości i obietnic nowych polityków. Oczekiwaliśmy prawdziwej zmiany i po 4 czerwca 1989 roku, gdy system komunistyczny w Polsce został obalony mocą woli narodu, mieliśmy prawo jej oczekiwać. Wkrótce okazało się jednak, że nowe elity władzy, jakkolwiek skrępowane i uwikłane przez kontraktowy związek z władzami systemu, nie potrafiły lub nie mogły dokonać realnego i radykalnego przełomu. Najgorsze jednak było zerwanie zobowiązań i więzi ze społeczeństwem, które zawierzyło swym politykom, ich gra odtąd niejawna, pełna konfliktów i chaosu, zawłaszczania przestrzeni życia publicznego, wykluczania nie ludzi poprzedniego systemu, a dawnych sprzymierzeńców. Po finansowej terapii szokowej i trudnościach budowy całego rynku, które ludzie z samozaparciem podjęli i długo znosili, przyszły wątpliwości i pytania co do wiarygodności polityki nowych władz, jej tolerancji wobec pozostałości systemu, woli rzeczywistych zmian. Niejasna była dalsza polityka gospodarcza, transformacja i ewolucja, które głoszono koncyliacyjnie, oznaczała bowiem kontynuację państwa PRL ze zmienioną fasadą i nowymi twarzami.
Klasa nowych i odmłodzonych starych demiurgów oświecała naród, czym ma być, jak się zachowywać, edukować i nobilitować na nowym etapie, by nie przynosić wstydu elicie, nadążać za standardami. Rozdano nie tylko role i stanowiska państwowe, ale także nadrzędne społecznie role przywódców i wychowawców narodu, autorytetów politycznych i moralnych, kreatorów społecznych i ideowych trendów, wzorców kulturowych, postaci kultu medialnego. Wszystko po to, by uczynić naród nowoczesnym i postępowym, a wyzbyć się zacofania i prowincjonalizmu. Czyli nowa walka o duszę polską, modernizację zaścianka, cywilizowanie i oświecanie w połączonym wysiłku w duchu mistrza Wyspiańskiego i "pracy organicznej u podstaw".

Co było grane?
To byli prawdziwi aktorzy sceny politycznej, którzy bardzo dobrze zrozumieli i wykorzystali metaforyczny sens swego powołania i obecności w życiu publicznym. Pojawiali się przecież na scenie, odgrywali jakieś role, naśladując nawet w dobrej wierze prawdziwych przywódców, urzędników, stróżów prawa i porządku. Braliśmy udział jako widzowie w tej grze, ale czuliśmy niemal od początku jakiś jej fałsz, nieautentyczność, udawanie. Nie wiedzieliśmy, co jest naprawdę grane, czy to naprawdę nowa rzeczywistość czy tylko nowa gra, a może stara sztuka w nowych kostiumach i z nowymi, dokooptowanymi, jak mówiono w Partii, aktorami. Nie mogliśmy uwierzyć, by nowi politycy demokratycznie powołani do władzy, przestali być lojalni wobec społeczeństwa, by wybrali układy z postkomunistyczną władzą i własne interesy. Polityka stawała się coraz bardziej nieautentyczna i nieprzejrzysta. Stawała się swego rodzaju widowiskiem pokazywanym na wiarę obywatelom, ludowi, pozorującym w dużym stopniu ? inaczej tylko niż w PRL ? działanie uczciwego państwa w służbie tychże obywateli. Zachował się w nieco odmienionych formach, mimo haseł demokracji i pluralizmu, podział na elity (samozwańcze) narodu, uzurpujące sobie z góry prawo do wszelkiego rodzaju przywództwa, i naród poddany tej władzy.
Widowiskiem odgrywanym dla ludu był na początku lat 90. ów karnawał wolności, chleba i igrzysk, gdy szermowano hasłami wolności aż do ich całkowitego zużycia, a chleb miał zdobyć sobie każdy sam na własną rękę. Pozostawały igrzyska, które miały zająć lud i zasłonić prawdziwe gry władzy, pozorującej budowę nowego porządku po komunizmie. Zapewne było w tym wiele improwizacji, wiele nieudanych prób, bo sytuacja była bardzo trudna, a nowa władza uwikłana w nowe zależności, nie chciała odwołać się do społeczeństwa. W końcu to widowisko stało się nie tylko niezrozumiałe i wcale niezabawne, ale z chwilą powrotu do władzy postkomunistów tolerowanych jak odnowionych przyjaciół, całkiem demoralizujące i destrukcyjne.
Jak bowiem można je było zrozumieć? Dla postronnego obserwatora albo dla tych, co za jakiś czas będą chcieli zrozumieć, czym była III RP, jej historia musi wydać się jakimś karykaturalnym czy groteskowym nieporozumieniem. Oto bowiem wkrótce po wspólnej decyzji w wyborach 1989 roku o obaleniu systemu komunistycznego prezydentem zostaje generał, który niedawno wprowadzał stan wojenny przeciw całemu społeczeństwu. Do tego zostaje wybrany głosami kilku posłów "Solidarności", którzy wykonują sztuczki przy głosowaniu, by dotrzymać obietnicy danej postkomunistom bardziej niż swoim wyborcom. Oto premier nowego rządu, który woli "umywać ręce" ("gruba kreska"), by nie naruszyć nowego układu władzy z postkomunistami, licząc na losową ewolucję państwa po PRL. Oto dawna, ale tolerowana partia komunistyczna PZPR przemienia się magicznie na oczach zdumionej publiczności za pomocą zaklęć i formułek propagandowych w nową partię lewicową, socjaldemokratyczną, europejską, z nowym szyldem i programem. Komuniści znikają, rodzą się postępowi demokraci, którzy nie odpowiadają już za wczorajsze winy. Lud i jego przedstawiciele, którzy przebąkują o odpowiedzialności i rozliczeniach systemu, zostają ogłoszeni nienawistnym, pałającym żądzą zemsty, ciemnym motłochem. Po długim procesie zostaje skazany jeden oprawca stalinowski.
Może historia III RP to nie szekspirowska opowieść idioty pełna zgiełku i huku, ale na pewno rodzaj groteski w stylu polskim, gdzie obok zbiorowego wysiłku, nawet heroizmu i poświęcenia jednych występuje bezrozum, absurd czy niemoc drugich, i to nie według prostego podziału oświecone elity ? ciemny naród, gdzie jedno obala lub osłabia i podważa drugie, niszcząc się we wzajemnym niezrozumieniu i niepotrzebnej walce.
Jaki był koniec owego układu politycznego, który powstał na początku lat 90., to było widać niedawno. W korupcyjnej niesławie zeszli ze sceny politycznej dawni postkomuniści, pozostawiając wszakże za sobą "przetrwalnik" struktur SLD, pociągając także ze sobą swych dobroczyńców z 1989 roku ? część dawnej opozycji postantykomunistycznej. Zwycięzcy z 1989 roku pogrzebali nie tylko zwycięstwo w samobójczym uścisku z niedawnymi przeciwnikami, ale i zmarnotrawili społeczne siły i nadzieje wyzwolone w końcu lat 80.
(?)
Marek Klecel

Wyświetlony 4699 razy
Więcej w tej kategorii: « Upadłe państwo FOZZ ukryżowany! »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.