wtorek, 31 sierpień 2010 22:35

Relacja z Meczu. Rzecz o dapaidang

Napisane przez

Przed finałem Mistrzostw Świata Diego Forlan powiedział: To wszystko już minęło, nie mam zamiaru oglądać meczu finałowego, bardzo chciałbym tylko w nim zagrać. Nie zrażony tym stanowiskiem postanowiłem jednak finał obejrzeć, więcej, doszedłem do wniosku, że muszę to uczynić na sposób chiński i udać się w miejsce, gdzie przebywają wyłącznie Chińczycy, a środowisko nie jest skażone obecnością zagranicznych kibiców.

 

W wyborze odpowiedniego miejsca sugerowałem się też jego statusem: luksusowy hotel nie wchodził w grę, to musiało być miejsce, gdzie przysłowiowy przeciętny Chińczyk cieszy się telewizją, jedzeniem i lokalnym piwem.

Finał Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej wypadł o prawdziwie złośliwej godzinie, 2:30 czasu pekińskiego, dokładnie środek nocy. Mimo to zdecydowałem, że nie mogę tego wydarzenia przegapić. Retransmisja nie wchodziła w grę. Piłka nożna jest w Chinach bardzo popularna, telewizja pokazuje wszystkie główne ligi europejskie i mistrzostwa. Serca chińskich kibiców kłuje cierń ? fatalny poziom chińskiego futbolu. Oto opinia jednego z nich zamieszczona na forum internetowym: Widząc, jak leżące obok nas kraje, takie jak Japonia, Korea Południowa stopniowo stają się coraz silniejsze, nie możemy nie odczuwać wstydu. Czemu 1 miliard 300 milionów ludzi nie jest zdolnych do wybrania jedenastki, która zdobyłaby miejsce na Mundialu? Kolejne porażki chińskiej drużyny narodowej oraz lokalnych klubów ranią serca kibiców, a korupcja chińskiej ligi nieustannie wprawia ich w wielki smutek.

CCTV5, kanał sportowy telewizji centralnej, wypełnił całkowicie puchar świata wo ai shijie bei. Przeczytałem, że nawet zdecydowana większość okropnych wuwuzeli jest made in China. Postanowiłem wyjść poza europejskie stereotypy i w tę szczególną noc z niedzieli na poniedziałek obejrzeć mecz w chińskim stylu. Wybrałem miejsce blisko domu, szereg dapaidangów, czyli tzw restauracjo-barów na otwartym powietrzu, oferujących jedzenie od Sichuanu, poprzez Hunan, aż do Chaozhou z wybrzeża Guangdongu. Kolega z Ameryki, pomimo braku wiedzy o futbolu, zgodził się dotrzymać mi towarzystwa. Wiedzieliśmy, co nas czeka: chińskie piwo, jedzenie na oleju z pomyj no i chińscy mężczyźni obsesyjnie palący śmierdzące papierosy, eksponujacy swe okrągławe, chłopięce torsy i pijący piwo.

O godzinie 1:00, po chwili namysłu, wybraliśmy jedną z otwartych restauracji przy samym końcu wielkiego szerokiego deptaka przykrytego solidnym dachem. Kierowaliśmy się typowo chińską przesłanką. Dużo ludzi, a więc karmią tanio i dobrze. Chongqing renjia, ?Chongqinczycy?, tak brzmi nazwa owej restauracji. Lśniący neon informuje, że serwowane jest tu piwo ?Snow?, a więc browar, który intensywnie reklamuje się w telewizji w czasie Pucharu Świata. Ku naszemu zaskoczeniu, liczba widzów i klientów dapaidangów jest mała, a większość miejsc pusta mimo ustawionych telewizorów. Natomiast u naszych Chongqinczyków wszystkie duże i mniejsze okrągłe stoły są zajęte. Muszą mieć tu bazę stałych klientów. Wsłuchuję się w język, którym goście się porozumiewają. Jest jasne, że wszyscy to przyjezdni, kantończyków brak.

(...)

Wyświetlony 1459 razy
Więcej w tej kategorii: « Top Secret America Wojenki futbolowe »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.