środa, 29 wrzesień 2010 11:20

Troska o siebie

Napisał

Prawdopodobnie życie na tym świecie byłoby dużo bardziej znośne, gdyby każdy zajmował się tylko sobą. Nie ma bowiem nic bardziej uciążliwego, niż stać się przedmiotem cudzej nieumiarkowanej troski, prawdziwe zaś nieszczęścia zaczynają się wtedy, gdy jeden drugiemu usiłuje przychylić nieba.

 

Ta troska o innych przybiera różne formy ? od taktownych i powierzchownych po maniackie i mordercze, niemal zawsze czyniąc życie jej przedmiotu nieznośnym. Święty Tomasz z Akwinu zalecał, aby w miarę możliwości powstrzymać się od prostowania ludziom ich ścieżek, jednak aby spełnić tak wygórowane zalecenie, niewątpliwie trzeba być świętym. W innym wypadku trudno oprzeć się pokusie prostowania nie tylko cudzych ścieżek, ale również kończyn, kręgosłupów i umysłów. A ponieważ te prokrustowe skłonności okazują się nie tylko powszechne, ale też trudne do przezwyciężenia, zalegalizowano je, czyniąc z nich cnotę i dla perwersji zwąc je ? w zależności od parafii ? altruizmem bądź miłosierdziem.

Najmniej szkodliwy rodzaj nadmiernego zainteresowania innymi zamiast samym sobą ma formę wariacji opartej na pobieżnym łamaniu dwóch przykazań: pożądaniu żony bliźniego oraz każdej rzeczy, która jego jest. W wersji łagodnej ? aczkolwiek chronicznej ? przejawia się to w mniej lub bardziej intensywnym koncentrowaniem na cudzym majątku, pracy, prowadzeniu się, rodzinie i wszystkim tym, co można werbalnie ?uszczypnąć?. Przyczyny tego pospolitego nałogu opisuje stara prawda mówiąca, że człowiek nadmiernie interesuje się innymi wówczas, kiedy sam jest tak mało interesujący, że zajmowanie się sobą uważa nie tylko za stratę czasu, ale również za mękę. Ludzie, którzy nie wytrzymują sami ze sobą, nudząc się we własnym towarzystwie, niechybnie będą lgnąć do innych ? jeśli nie w dosłownym sensie, to przynajmniej mentalnie, aby w ten sposób, nasyciwszy się ich ułomnościami, znaleźć jakiś minimalny powód do znoszenia własnej osoby.

Nie ma potrzeby dłużej rozwodzić się nad tą w sumie błahą przypadłością, która bądź co bądź pozwala na nieczęste chwile radości ? choć jedynie w obliczu cudzego nieszczęścia. Istnieją jednak dużo bardziej dotkliwe, zinstytucjonalizowane formy troski, które wciela się w życie wraz z całym brewiarzem zaklęć mających przekonać nieszczęsne ofiary, że to wszystko dla ich dobra. W wyniku splotu okoliczności ? albo, kto wie, wyrafinowanego planu ? prostowanie bliźnim ścieżek stało się znakiem rozpoznawczym naszej cywilizacji. Większość mieszkańców Zachodu głęboko przekonana jest, że podstawowym zadaniem wszelkich instytucji jest właśnie troska o zwykłego człowieka. Mało kto jest dziś w stanie uwierzyć, że pozostawienie kogoś samemu sobie mogło kiedyś uchodzić za objaw wspaniałomyślności, obojętność zaś na losy innych za cnotę. Prywatne wścibstwo uzyskało konstytucyjne wsparcie, ucieleśniając się w instytucjach użyteczności publicznej. Sęk w tym, że o ile jeden dobry Samarytanin może okazać się pomocny w trudnej chwili, o tyle utrzymywanie armii etatowych Samarytan jest nie tylko kosztowne, ale na dłuższą metę niebezpieczne. Zwłaszcza kiedy przy braku okazji do niesienia pomocy korzystanie z niej czynią obowiązkiem.

(...)

Wyświetlony 1457 razy
Więcej w tej kategorii: « Jak psu buda...
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.