środa, 29 wrzesień 2010 14:11

Mumia i jej czciciele

Napisał

Na tablicy, która miała upamiętnić czerwonoarmistów poległych pod Ossowem, są w tekście rosyjskim, pośród zaledwie trzynastu słów całego tekstu, aż cztery błędy ? literówka w nazwie miejscowości, ale także omyłka ortograficzna i dwie gramatyczne. Zmasakrowanie napisu z płyty nagrobnej bolszewików można objaśnić chyba tylko tym, że wszyscy tłumacze, jakimi dysponują odpowiednie instytucje, zatrudnieni są przy przekładaniu akt katastrofy smoleńskiej.

 

No, chyba że jest to swoisty rewanż za kaleczące mowę polską inskrypcje umieszczane w różnych miejscach pamięci na Wschodzie, jak choćby na łże-pomniku, który niegdyś władze sowieckie postawiły w Katyniu. W każdym razie takie niefrasobliwe potraktowanie bliskiego języka słowiańskiego, zapewne wbrew intencjom władz polskich, które honorując czerwonych najeźdźców w rocznicę Bitwy Warszawskiej chciały jeszcze raz przypodobać się Moskwie, może przynieść skutek odwrotny od zamierzonego. W Rosji bowiem pomniki traktuje się bardzo poważnie. Obeliski z czerwoną gwiazdą i gipsowe figury czerwonoarmistów, urągające zresztą na ogół elementarnym kanonom estetyki, w każdym większym przysiółku przypominają o wiekopomnym zwycięstwie z 1945 roku. Ale wśród rosyjskich monumentów jeden, wzniesiony w samym sercu kraju, ma znaczenie szczególne.

Wiecznie żywy?

Europejczyk, napotkawszy w jakiejś książce podróżniczej opis plemienia, które z truchła swojego krwiożerczego kacyka-szamana uczyniło relikwię, przez kilkadziesiąt lat ośrodkującą duchowe życie większości ludu, świętość chronioną i czczoną nawet wówczas, gdy całkiem fałszywe okazały się proroctwa wygłaszane przez owego tyrana, zapewne zaskoczony byłby taką dzikością obyczajów. Tymczasem tuż pod bokiem gruzowiska dziedzictwa łacińskiego, w samym sercu kraju pretendującego do grona państw cywilizowanych, demokratycznych itp., a zwłaszcza do awangardy światowej kultury, trwa w najlepsze pomnik barbarzyńskiego zdziczenia. Piramidka schodkowa, podobna do zminiaturyzowanej azteckiej świątyni ofiarnej czy też babilońskiego zigguratu, wznosi się tuż obok decyzyjnego centrum Rosji. W tej budowli o kubaturze blisko sześciu tysięcy metrów sześciennych, o ścianach olicowanych ciemnoczerwonym granitem, porfirem i czarnym labradorem (pięcioliterowy napis wykonano z czerwonego kwarcytu) każdy, kto ciekawy, może pooglądać sobie trupa Włodzimierza Uljanowa, znanego szerzej pod pseudonimem Lenin.

?Lenin umarł, ale ciało jego żyje? głosił znany w ZSRS żart, parodiujący popularny slogan sowieckiej propagandy ?Lenin wiecznie żywy?. Ale faktycznie nie było się z czego śmiać. Zabalsamowanie ciała Lenina i uczynienie z niego relikwii należało do aktów bluźnierczych, drwiło z najgłębszych podstaw chrześcijaństwa, tak bardzo znienawidzonego przez zmarłego i jego kompanów. Niektórych bardziej krytycznie nastawionych Rosjan sprawa ta jeszcze dziś wprawia w zakłopotanie. Jeden z popularnych komentatorów przyznaje z zażenowaniem: ?Nie będziemy roztrząsać, czy postępek ten był zgodny z normami ogólnoludzkimi i normami prawosławia ? to rozsądzi historia?.

Zabalsamowanie doczesnych szczątków Lenina nie było podobno zaplanowane. Jego śmierć w niezaawansowanym wieku 53 lat nastąpiła z powodu dolegliwości dziedzicznych i przemęczenia. Po przewrocie październikowym przyjął na siebie obowiązki, do pełnienia których, wiodąc wcześniej wolny, nieomal artystyczny żywot dysputanta, nie był fizycznie przygotowany. Dymitr Wołkogonow podsumowuje: Żądza władzy zniszczyła go w sensie najzupełniej dosłownym. Pogrzeb wodza jego towarzysze postrzegali jako możliwość umocnienia systemu. Zwłoki Lenina wystawiono na widok publiczny ? pomimo siarczystego mrozu do znamienitego trupa ciągnęły tłumy, zjawisko typowe dla Rosji ? i natychmiast rozpoczęto kopanie mogiły na Placu Czerwonym. Podobno w tym czasie kierownictwo bolszewickie zostało zasypane listami i depeszami, w których ?lud pracujący miast i wsi? domagał się, aby ciała wodza ?nie oddawać ziemi?. Sformułowanie takie ma dwuznaczny wydźwięk ? przypomina się zaraz historia stolnika upickiego Władysława Sicińskiego (tego, który podobno pierwszy zerwał pojedynczym sprzeciwem sejm Rzeczypospolitej). Jak chce legenda, upamiętniona w balladzie Mickiewicza, trup Sicińskiego dosłownie walał się po gościńcu i karczmach, święta ziemia nie chciała bowiem przyjąć ciała zaprzańca, co zło wyrządził własnej ojczyźnie.

Ostatecznie zdecydowano się przesunąć pogrzeb Lenina o jeden dzień. Panował rosyjski ziąb, ponadto prowizorycznie zabalsamowano zwłoki metodą profesora Abrikosowa poprzez wstrzyknięcie do aorty mieszanki kilku litrów spirytusu, formaldehydu i gliceryny. Stopniowo część kierownictwa politycznego bolszewików zaczęła brać pod uwagę wystawienie trupa na widok publiczny nieco dłużej w prowizorycznym grobowcu. O tym nie chciała jednak słyszeć rodzina Lenina. W rezultacie jego zwłoki stały się przedmiotem manipulacji, a nawet rywalizacji frakcyjnej wśród bolszewików.

Mauzoleum tymczasowe, z desek sosnowych, zaprojektował architekt Aleksander Szczusiew. Był on także autorem projektu stałego grobowca z dębiny, a także kolejnego, który przetrwał do czasów obecnych. Powoli kierownictwo Związku Sowieckiego zaczęło uświadamiać sobie, jak wielki ładunek propagandowy wiąże się z miejscem i sposobem przechowywania szczątków orędownika uciśnionych i wyklętych. Zwłoki Lenina złożono w kryształowym sarkofagu, co od razu nasuwa skojarzenie z bajką o śpiącej królewnie (znaną w Rosji w wersji zrymowanej przez Puszkina), również umieszczonej w szklanej trumnie.

(...)

Wyświetlony 1510 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.