poniedziałek, 25 styczeń 2010 15:39

Globalne urojenie

Napisał
Edward Kelley, alchemik, który wraz ze swym kompanem Johnem Dee zabawiał króla Stefana Batorego wywoływaniem duchów, twierdził, że potrafi produkować złoto. Co prawda, nie z niczego, ale z rtęci, jednak biorąc pod uwagę rynkową cenę tej ostatniej, i tak cała ta transformacja dawałaby krociowe zyski. Sekret produkcji złota, podobnie jak inne tajemnicze sztuczki, ponoć wyjawili obu magikom aniołowie, co mogło wydawać się nieco podejrzane, jednak jeśli ktoś już uwierzył w możliwość zamiany rtęci w złoto, uwierzy też w anielskie głosy.

 

Kelley zgromadził olbrzymią fortunę, sprzedając naiwnym swoje bajeczki, i prawdopodobnie umarłby spokojnie we własnym łóżku, gdyby ktoś wreszcie nie powiedział ?Sprawdzam!?. W 1590 roku Rudolf II Habsburg, nasłuchawszy się o cudach, jakich rzekomo dokonywać miał magik, zaprosił go na swój praski dwór i zlecił uzyskanie pewnej ilości złotego kruszcu. Jako rozsądny i przewidujący władca, interesował się nowymi technologiami, zwłaszcza jeśli mogły wzmocnić jego państwo. Skoro Kelley reklamował się jako producent złota, można było zaryzykować i zainwestować w niego trochę gotówki i czasu. Kiedy jednak po roku nadal nie widać było rezultatów, a cała produkcja złota ograniczała się do odprawiania alchemicznych guseł wokół bulgoczącego kociołka, Rudolf zachował się po raz kolejny rozsądnie i wrzucił przereklamowanego magika do lochu, gdzie ten po upływie kilku lat zmarł.
 
W ten sposób traktowano szarlatanów w czasach, kiedy dziewięćdziesiąt procent ludności Europy stanowili analfabeci, przekonani, że Ziemia jest centrum wszechświata, a w zamorskich krajach żyją cyklopi oraz ludzie z psimi głowami. Rzecz jasna nie było to regułą, jednak losy Kelleya pokazują, że mimo braku powszechnej edukacji ludzie mieli dość zdrowego rozsądku, aby wykryć blagę. Ostatecznie, gdyby którykolwiek z alchemików rzeczywiście był w stanie wytwarzać złoto, to zamiast proponować swoje usługi możnowładcom w zamian za pensję, po prostu produkowałby je na własne potrzeby, żyjąc jak krezus.
 
Dzisiaj, w czasach powszechnej i przymusowej oświaty, globalna naiwność, być może, nie jest głębsza, ale też jakoś znacząco nie zmalała, co świadczy o tym, że rozsądek i masowa edukacja niekoniecznie idą w parze. Istnieje całkiem pokaźna grupa ludzi ? i to pełniących wysokie funkcje ? którzy wierzą w zdolności prognostyczne rozmaitych analityków rynku i speców od finansów, a przecież jest jasne, że gdyby ci ostatni byli w stanie cokolwiek przewidzieć, to dzięki udanym operacjom giełdowym czy walutowym żyliby dziś niczym szejkowie, zamiast tkwić na swoich posadach. Ponieważ jednak nikt nie powie ?Sprawdzam!?, analitycy różnej maści mogą żyć z wciskania kitu ? podobnie jak wróżki i chiromanci ? zapewniając spokój duszy tym, którym kit już na etapie kształcenia podstawowego zastąpił szarą substancję.
 
Ten przekręt jest jednak niczym w porównaniu z globalnym szwindlem klimatycznym. Strach przed klimatem, w jaki skutecznie wpędzono miliony ludzi, jest porównywalny z zabobonnym strachem przed piorunami Zeusa, którego doświadczać musieli mieszkańcy starożytnej Hellady, czy też lękiem przed urokami i złymi spojrzeniami, który do dziś pokutuje wśród prymitywnych plemion. Jest on przy tym o tyle bardziej komiczny, że wspiera się na ?naukowych podstawach?, które ? jak wiemy dzięki wyciekowi danych z serwera Zespołu Badań Klimatu Uniwersytetu Wschodniej Anglii ? są tyle warte, co ?naukowe podstawy? scjentologii. Zresztą nie chodzi tu o samo ocieplenie, które jest po prostu jedną z wielu hipotez, podobnie jak modna wcześniej hipoteza globalnego ochłodzenia, ale o jego rzekome przyczyny, z których za najważniejszą uważa się emisję dwutlenku węgla. Otóż grupie szarlatanów, równie sprytnych jak Edward Kelley, udało się sprzedać opinii publicznej genialny w swej prostocie mit, głoszący, że globalna temperatura na naszym globie zależy od emisji CO2, jeśli więc ta ostatnia wzrośnie, podniesie się też temperatura, czego skutkiem będzie to, że wszyscy pomrzemy. No, może nie my i nie tak spektakularnie jak w filmach Rolanda Emmericha, ale nasze wnuki albo wnuki naszych wnuków, albo wnuki wnuków naszych wnuków.
 
(...)
Wyświetlony 1389 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.