czwartek, 30 wrzesień 2010 07:39

Fenomen Wal-Martu

Napisane przez

Czy jeden skromny człowiek z prowincji może stworzyć kapitalistyczne imperium? Czy amerykański sen to nie zwyczajna blaga, a kariera przysłowiowego pucybuta, wspinającego się mozolnie w pocie czoła na sam szczyt powodzenia, to nie tani chwyt propagandowy, podawany otumanianym przez kapitalistów masom? Historia życia twórcy Wal-Martu, tj. największej amerykańskiej sieci sklepów detalicznych, potwierdza, że American dream to rzeczywistość, a nie wytwór fantazji apologetów wolnego rynku i wolnej przedsiębiorczości.

Wal-Mart to dzieło całkiem skromnego człowieka z amerykańskiej prowincji, Samuela Waltona (ur. 1918 r. w Oklahomie), który ani nie odziedziczył fortuny, ani nie wygrał miliona w zakładach losowych. Natomiast będąc już dojrzałym i doświadczonym 44-letnim mężczyzną, zaryzykował, rozpoczynając budowę swojego wymarzonego kapitalistycznego imperium.
Początki korporacji sięgają 2 lipca 1962 r., kiedy to Sam Walton postanowił otworzyć swój pierwszy magazyn dyskontowy w Rogers, w stanie Arkansas. Co ciekawe, w tym samym 1962 roku wystartowały i inne tzw. discount stores ? potężna dla Wal-Martu konkurencja ? Kmart, założony przez S.S. Kresgego; Woolco, założony przez sieć Woolwortha oraz Target, założony przez Dayton Hudson. Wszystkie odniosły rynkowy sukces, ale żadna z nich nie dorównała potędze Wal-Martu. Jak to się stało? Trudno pojąć niebywały sukces Wal-Martu bez poznania jego twórcy, bowiem charakter i umysłowość Sama wycisnęła nieśmiertelne piętno na jego dziele. Niewątpliwie Walton był pasjonatem. Kochał to, co robił. Wierzył w swój biznes, który tworzył od podstaw, i jego powodzenie, bardziej niż ktokolwiek inny. Dorobił się majątku szacowanego na 28 mld dolarów, ale początki jego kariery były nader skromne...

Początki w detalu
Walton ukończył studia I stopnia w dziedzinie handlu w 1940 r. na University of Missouri w Kolumbii. Nie kontynuował nauki, ale po ukończeniu studiów podjął pracę, jako stażysta kierowniczy w sklepie sieci J.C. Penney w Des Moines w stanie Iowa. Wkrótce jednak po przystąpieniu USA do II wojny światowej Sam zasilił szeregi armii, gdzie przydzielono go do żandarmerii wojskowej. Jeszcze w czasie wojny (1943 r.) ożenił się z Helen Robson, którą poznał w Oklahomie, czekając na powołanie do wojska. Po wojnie Sam postanowił nie wracać już do Penney'a, ale utrzymać siebie i rodzinę z pracy na własną rękę. Tak też się stało. Za pożyczone od teścia 25 tys. dolarów otworzył sklep należący do sieci Bena Franklina (konkurencja dla sieci Woolworth i McCrory) w Newport w stanie Arkansas. Dzięki ambicji, wytrwałym staraniom i talentom młodego przedsiębiorcy prowadzony przez niego sklep stał się wkrótce najlepszy w okolicy. Kiedy w 1950 r. wygasła jego dzierżawa, Walton przeniósł się do Bentonville, gdzie kupił inny sklep w sieci Bena Franklina. Otworzył go pod nazwą Walton's Five & Dime (sklep z towarami za 5 i 10 centów). Odtąd zaczął też tworzyć sieć w sieci, otwierając wciąż nowe sklepy. A kiedy w 1953 r. uzyskał licencję pilota, kupił stary samolot, którym przemierzał duże odległości z miasteczka do miasteczka, by mógł je odwiedzać. Poza tym widok z lotu ptaka pozwalał Waltonowi wynajdywać najlepsze miejsca do lokalizacji kolejnych sklepów, z czego też skwapliwie korzystał. Ciągle bacznie obserwował konkurencję. Nowe rozwiązania, zastosowane wcześniej przez innych, które polepszały jakość usług i obniżały koszty, wprowadzał także w swojej sieci (jak m.in. samoobsługę). Ciągle hołdował zasadzie, którą polecał także swoim współpracownikom: "wciąż próbuj nowości i nie obawiaj się niepowodzenia".

Wal-Mart,
czyli żywy pomnik kapitalizmu

Na początku 1962 r. Samuel chciał wypróbować koncepcję sklepu dyskontowego (pierwszy taki dom towarowy pod nazwą E.J. Korvette's powstał w 1948 r. w Nowym Jorku), który działałby zgodnie z najstarszą i sprawdzoną żydowską zasadą sprzedaży detalicznej, "odkrytą" później przez pewnego detalistę z amerykańskiego Południa: "Kupuj po niskiej cenie, składuj wysoko (w dużą stertę), sprzedawaj tanio" (buy it low, stack it high, sell it cheap) we współpracy z siecią Bena Franklina, ale menedżerowie korporacji odrzucili jego propozycję, uważając ją za nierealną. Dlatego Walton, znowu za pożyczone pieniądze, postanowił działać na własną rękę. Wzór dla swojego przedsięwzięcia dostrzegł w sieci sklepów S.S. Kresgego, które nosiły nazwę Kmart i oferowały konsumentom "towary po dziesięć centów". Jeden z takich sklepów powstał nawet nieopodal centrali Bena Franklina w Chicago. Dyskont ten był znakomicie zaplanowany i bardzo dobrze zaopatrzony. Walton skopiował nawet składnię jego nazwy, nazywając swoje "dziecko" - "Wal-Mart".

(?)
Wojciech Rudny
Wyświetlony 5719 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.