czwartek, 30 wrzesień 2010 11:06

O wyższości kapitalizmu nad dyktaturą ciemniaków

Napisane przez

Wolnorynkowy kapitalizm to system promujący wolność jednostki, gwarantujący poszanowanie praw własności i zapewniający sprawiedliwą dystrybucję bogactwa w społeczeństwie. Niestety, wrogowie wolności nie przyjmują tego do wiadomości, mając przed oczami peerelowską karykaturę imperialisty – obleśnego grubasa w cylindrze, zaciągającego się kubańskim cygarem. Socjaliści raz po raz odgrzebując wyświechtane idee, ubierają je w nowe, atrakcyjne frazesy i próbują otumanić nimi społeczeństwo. Jak skuteczna jest to metoda, można unaocznić sobie czytając tekst Adama Maksymowicza pt. "Walka z cieniem akcjonariatu pracowniczego".

Pozwolę sobie zacząć od końca, bowiem p. Maksymowicz zgodnie z hasłem "proletariusze wszystkich krajów łączcie się", szuka sojuszników akurat tam, gdzie tego robić nie powinien. Powoływanie się na Społeczną Naukę Kościoła, jako na argument za kolektywną formą praw własności i marksistowskimi pomysłami organizacji porządku społecznego jest nie tylko sprzeczne z rzeczywistością, ale źle świadczy o piszącym, który dzieł, na które się powołuje, nie przeczytał, lub co gorsza, przeczytał, ale nie zrozumiał, być może dlatego przedstawił ich autorów w niekorzystnym świetle.

Kościół odrzucił marksizm
Kościół katolicki odrzucił marksizm, zanim jeszcze ta zbrodnicza ideologia zaczęła rozprzestrzeniać się po świecie niczym nowotwór. Leon XIII już w 1878 r. nazwał socjalizm nikczemną i wywrotową ideologią, która zagraża destrukcją społeczeństwa obywatelskiego. W encyklice Centesimus annus Jana Pawła II, będącej dialogiem z Rerum novarum Leona XIII, Papież-Polak ostatecznie rozprawia się z marksizmem. Uczynił to w chwili wyjątkowej, gdy socjalistyczna idea ? bazująca na centralnym planowaniu w gospodarce, ateizmie w sferze moralnej i zniewoleniu jednostki w imię ideologii w warstwie społecznej ? po prostu zbankrutowała.
"Marksizm poddał krytyce kapitalistyczne społeczeństwa burżuazyjne, zarzucając im sprowadzenie do roli towaru i alienację ludzkiej egzystencji. Zarzut ten niewątpliwie opiera się na błędnej i nieadekwatnej alienacji, wywodząc ją jedynie ze sfery stosunków produkcji i własności, czyli przyznając jej fundament materialistyczny i, co więcej, negując prawomocność i pozytywność relacji rynkowych również w dziedzinie, która jest im właściwa. Tak więc ostatecznie dochodzi do stwierdzenia, że wyeliminowanie alienacji możliwe jest tylko w społeczeństwie typu kolektywistycznego. Otóż gorzkie doświadczenie historyczne krajów socjalistycznych wykazało, że kolektywizm nie likwiduje alienacji, lecz raczej ją powiększa poprzez brak rzeczy koniecznych i gospodarczą niewydajność" ? pisze Jan Paweł II w Centesimus annus.
Jakkolwiek brak należytego zrozumienia dzieł papieskich u zwolenników kolektywizmu nie dziwi, rażące jest nazwanie marksistami o. Jacka Marię Bocheńskiego oraz Kardynała Tysiąclecia ? ks. Stefana Wyszyńskiego!!! Otóż naprawdę Józef Maria Bocheński nie był marksistą, lecz światowej sławy logikiem, filozofem i sowietologiem. Gdyby zachwalał system postulowany przez Karola Marksa, nie pozostałby na emigracji w Szwajcarii, lecz mieszkałby raczej w PRL-u. Bocheński był zażartym krytykiem marksizmu ? traktując tę szkodliwą ideologię jako jeden z najdoskonalszych zabobonów, jakie wymyślił człowiek. Natomiast wyznawców marksizmu traktował jako typową sektę pod wodzą guru.
Liberałowie wierzą, że ostatecznym celem polityki jest szczęście jednostki; wierzą też, że jedynym sposobem osiągnięcia tego szczęścia jest zapewnienie wolności. Podkreślają szczególnie możność swobodnego wyrażania swoich myśli w każdej dziedzinie w każdy sposób: w prasie nauce i sztuce. Komunizm jest natomiast zaprzeczeniem tego wszystkiego, uważa bowiem człowieka za narzędzie, stwarza pozory, że wolność jest szkodliwa (z wyjątkiem tej która zapanuje w mitycznym społeczeństwie przyszłości) i surowo ogranicza wyrażanie jakichkolwiek innych poglądów niż te, które sam głosi (bądź całkowicie ich zakazuje), szczególnie zaś kontroluje badania naukowe ? pisał Bocheński w dziele "Lewica, religia, sowietologia".
Oszczerstwem i obelgą jest także nazywanie marksistą Kardynała Wyszyńskiego, tego, który przeprowadził Polaków poprzez tragiczny czas realnego socjalizmu. Ksiądz profesor był krytykiem marksizmu jeszcze w okresie międzywojennym, a jego współpracownicy przyznawali, jak często wspominał, że upadek tej kolektywnej ideologii rozpocznie się właśnie w Polsce. Już w 1938 r. w tekście "Kultura bolszewizmu a inteligencja polska" pisał: Sowiety zorganizowały pracę, zapominając o człowieku, z którym ta praca jest nieodłącznie związana. Zlekceważyły człowieka jako wykonawcę pracy. I dlatego, organizując państwo pracy wtrąciły w niewolę człowieka. Zagadnienia nie rozwiązały.

Kolektywizm kontra rynek
Tymczasem p. Maksymowicz, w ślad za amerykańskim profesorem ? marksistą pełną gębą ? Luisem Kelso, chce zbudować Nowy Wspaniały Świat, gdzie każdy robotnik byłby właścicielem przedsiębiorstwa, w którym pracuje. I tak, gazety należałyby do korektorek, koleje do konduktorów, a linie lotnicze do stewardess. Skoro ów system organizacji pracy i własności środków produkcji jest doskonały ? dlaczego nie funkcjonuje w rzeczywistości? Otóż nie dlatego, że źli kapitaliści wyzyskują biednych misiów ? robotników, jak chciałby Marks, ponieważ "morderczy kapitalizm" ? królestwo konieczności, nie pozostawia im żadnego wyboru, jak głoszą socjaliści-kolektywiści w stylu Kelso, lecz dlatego, że jest to kolejna syndykalistyczna utopia. Listonosz, nabywając prawa własności, nie stanie się automatycznie doskonałym menedżerem, dziennikarz ? wydawcą, a nauczyciel ? rektorem.
W procesie prywatyzacji, znanym w praktyce kapitalistycznej, nikt nie zabrania pracownikom nabywania własności własnych zakładów. Przeciwnie ? zostają oni objęci programami własności pracowniczej ? otrzymując te emisje akcji, które są przeznaczone dla zatrudnionych. Co się zwykle dzieje, gdy pracownicy otrzymują udziały w macierzystym zakładzie? Upłynniają je przy pierwszej lepszej okazji. Warto prześledzić losy Programu Powszechnej Prywatyzacji, gdzie wiele przedsiębiorstw upadło, nie tylko dlatego, że były źle zarządzane, ale wskutek braku umiejętności dysponowania powierzonym majątkiem przez akcjonariuszy, którymi stali się robotnicy. Pracownicy posiadający udziały w swoich firmach naprędce sprzedawali swoje akcje za bezcen (nie byli w stanie nawet ocenić ich wartości rynkowej), bowiem w interesie pracownika najemnego nie leży gromadzenie kapitału, tylko poprawa bytu swojej rodziny wszystkimi możliwymi sposobami.
Troska o robotnika jest szlachetna i towarzyszy myśli socjalistycznej od blisko dwóch stuleci. Zastanawia, jakże często łączona jest z pogardą do cudzych osiągnięć ? intelektu, przedsiębiorczości, kapitału, które stanowią koło zamachowe gospodarki wolnorynkowej.
Proszę zauważyć, że jeśli robotnicy są tacy przedsiębiorczy mogą w każdej chwili stać się właścicielami swoich przedsiębiorstw na wolnym rynku! Np. robotnicy Miejskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej lub korporacji energetycznej Kogeneracja niech wykupią akcje swoich przedsiębiorstw notowane na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. Jednak nie dojdzie do tego z wielu powodów. Po pierwsze, nigdy nie zbiorą wymaganego kapitału (potrzebowaliby ok. 350-570 mln złotych). Po wtóre, trzeba sobie w końcu uświadomić, że rzeczą właściwą np. dla górnika jest obsługa kilofa, a nie inwestycje na rynku kapitałowym. Ponadto gdyby przejęli firmę, niechybnie doprowadziliby do jej bankructwa ? nie mając know-how na zarządzanie przedsiębiorstwem i nie będąc w stanie ponosić dalszych wydatków inwestycyjnych. I wreszcie ? pracownicy najemni chcą uniknąć kłopotów związanych z tytułem własności i dlatego stają się właśnie etatowymi wyrobnikami, a nie właścicielami.

Mity a rzeczywistość
Na Śląsku ? czy tego chcemy, czy nie ? pierwsze wielkie inwestycje przemysłowe zostały fundowane nie przez górników, tylko przez niemieckich magnatów Donnesmarcków, Ballestremów, Tiele-Winclerów, z pomocą żydowskiego kapitału ? Rudolfa Prighsheima, Oscara i Georga Caro czy Fritza Friedländera. Dziś (ani nigdy w przyszłości) z tych samych powodów (bo ich na to nie stać!) kolejarze nie wykupią kolei a górnicy ? kopalń! Jedyną formą przekazania praw własności w krajowych warunkach byłoby uwłaszczenie na majątku zakładowym. Jednak proszę pamiętać, że przedsiębiorstwa państwowe były finansowane nie wyłącznie z pracy najemnej (nieefektywnej i deficytowej ? "czy się stoi czy się leży, dwa tysiące się należy"), ale przede wszystkim z pomocą przymusowych podatków. Dlatego przekazanie własności tylko pracownikom byłoby niesprawiedliwe wobec wszystkich, którzy ponosili koszty utrzymania tych miejsc pracy. Mówiąc wprost: byłaby to swego rodzaju legalna forma zawłaszczenia.
Jak wykazuje praktyka, akcjonariaty pracownicze, np. w przemyśle hutniczym w USA, powoływano jako alternatywę bankructwa (zachowywanie miejsc pracy wymuszały związki zawodowe) także za pomocą państwowych dotacji. Tworzenie syndykatów nie następowało więc w warunkach rynkowych, lecz ponownie ? na koszt podatnika!
Tak więc mit "prawdziwego akcjonariatu powszechnego" Luisa Kelso jest niewarty omawiania przede wszystkim z powodu błędnych założeń, które mogłyby mieć destrukcyjny wpływ na funkcjonowanie gospodarki, gdyby program został wprowadzany (jest to możliwe tylko odgórnie i przymusowo!) na masową skalę. Nie przeczę, że w Polsce gdzieś na trasie z Koziej Wólki do Pcimia istnieje firma transportowa, należąca do pracowników. Jednakże ludzie nie korzystają z niej dlatego, że podoba im się kolektywna własność pracownicza, tylko dlatego, że cena oferowanych biletów jest konkurencyjna. Być może istnieje więcej podobnych przedsięwzięć, nie znaczy to jednak, że jeśli w Indiach istnieją kasy zapomogowe bazujące na barterze, jest to argument za likwidacją globalnego systemu bankowego.
Faktem natomiast jest, że funkcjonowanie kolektywów w gospodarce ma znaczenie marginalne. Jeden przykład w obliczu 1,6 mln przedsiębiorstw zarejestrowanych w Polsce zakrawa na żart. 10 tys. firm z akcjonariatem pracowniczym w USA to kropla w morzu spółek zarejestrowanych w tym kraju. Ale 40 proc. firm przekształconych w akcjonariaty pracownicze na Białorusi ? to fakt. Jest to koronny argument za tym, że omawiana forma własności została stworzona na potrzeby centralnie planowanej gospodarki socjalistycznej, a nie ? wolnorynkowej, gdzie doskonale funkcjonuje kapitalizm!

Kto czyta, ten błądzi
P. Maksymowicz, reprezentujący "opcję na lewo" zastanawia się, "dlaczego miałoby być inaczej" (kolejarze ? właścicielami kolei, górnicy ? kopalń), co świadczy o jego nieznajomości nie tylko ekonomii czy procesów rynkowych, ale w szczególności ? sposobu, w jaki funkcjonuje przedsiębiorstwo. Kolejarze nie są właścicielami kolei dokładnie z tych samych powodów, z których nie są właścicielami kopalń ? nie mają doń żadnych praw. Jeśli ktoś chce mieć prywatną kolej, niech zainwestuje zaoszczędzony lub pożyczony kapitał i założy przedsiębiorstwo kolejowe. Jednak żaden zdrowo myślący inwestor nie powierzy swej własności pracownikom najemnym, a tym bardziej nie będzie pracował razem z nimi jako robotnik.
Niemoralne jest więc przekazywanie własności tym, którzy nie mają do własności żadnych praw. Właśnie dlatego niemoralna jest demokracja. Demokracja nie zapewnia należytej ochrony praw własności ? prawowity dysponent może być wywłaszczony przez państwo działające na zlecenie określonego lobby pod byle pozorem (np. na zlecenie związków zawodowych, grup interesu, partii itd.). Tragiczne w skutkach i niemożliwe do wykonania jest [demokratyczne] podejmowanie decyzji dotyczących zarządzania przedsiębiorstwem. Demokracja pracownicza to dyktatura ciemniaków, parafrazując Stefana Kisielewskiego. Czy ktoś chciałby leczyć się w szpitalu, gdzie decyzje o kuracji podejmowane są nie przez lekarza, ale poprzez demokratyczne głosowanie pacjentów? Czy zdrowy na umyśle rodzic posyłałby dzieci do szkół, w których nauczyciele układają plan lekcji na podstawie uczniowskich postulatów? Czy ktoś leciałby samolotem, w którym pilot w czasie lądowania sugerowałby się opinią obsługi, stewardessy?
Autor nie omieszkał upomnieć mnie, że nie czytam "Naszego Dziennika" (przyznaję, tego dziennika nie czytam, tak jak nie chcę "Nie", nie wróżę z "Wróżki", nie fantazjuję z "Fantastyką", nie rozwiązuje "Krzyżówek panoramicznych", nie biorę "Życia na gorąco" i kilku innych gazet). Być może to p. Maksymowicz sięga właśnie do niewłaściwych lektur. Tak zwykle czynią bowiem socjaliści, którzy dla usprawiedliwienia swoich błędnych idei, podpierając się szczytnym przymiotnikiem ? narodowy, manipulują faktami, lub przywołują stwierdzenia, które wykraczają daleko ponad ich aparat poznawczo-pojęciowy.
Wówczas pozostają dywagacje nad "arcydziełami" lokalnych magistrów i nieustająca tęsknota za Nowym Wspaniałym Światem, kiedy "wielkie przedsiębiorstwa przyszłości dzielić będą dochody nie pomiędzy setki bezczynnych kapitalistów, nie przyczyniających się w żaden sposób do ich osiągnięć, lecz pomiędzy setki najzdolniejszych pracowników, od których zdolności i wysiłku powodzenie najbardziej zależy". A wtedy "miejsce nieobecnego akcjonariusza kapitalisty zajmie zdolny i obecny pracownik". Tylko zaraz, czy ja tych socjalistycznych bredni gdzieś już nie czytałem?

Tomasz Teluk
Wyświetlony 6599 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.