wtorek, 02 listopad 2010 23:58

Papież wojny i pokoju

Napisane przez

Papież Pius XII (1939-1958)  jest z polskiego punktu widzenia, a ściślej biorąc z punktu widzenia naszej racji stanu, postacią cokolwiek kontrowersyjną.  Był bardzo życzliwy kulturze niemieckiej, forytował niemieckich katolików ponad innych, często przyjmował w swej polityce niemiecki punkt widzenia. Tuż przed 1 września 1939 roku nakłaniał ministra Becka do ?oddania? Niemcom Gdańska i kawałka Pomorza ? w imię zachowania pokoju ? a potem nie potępił ani brutalnej agresji nazistowskiej na nasz kraj, ani IV rozbioru Polski po 17 września, dokonanego przecież nie tylko przez samego Hitlera, lecz do spółki z komunistami, z bolszewicką Rosją, która była największym wrogiem Kościoła katolickiego w ujęciu samego Piusa?

 

Przebywający na wygnaniu w Rzymie (ale nie na terenie Watykanu, co też jest wymowne) prymas Polski August Hlond miał o to ukryty żal do Ojca św.  Kilku prominentnych Polaków w Watykanie, m.in. ks. prałat Walerian Meysztowicz, arystokrata i konserwatysta,  który dobrze znał papieża i miał doń dostęp, a nieco później biskup polowy WP Józef Gawlina kilkakrotnie dawali Piusowi XII do zrozumienia, że Polacy czują niedosyt i żal po nazbyt powściągliwych ?ich zdaniem ? słowach papieża o współczuciu dla Polski po klęsce wrześniowej. Papież w odpowiedzi wyrażał swe  zdziwienie. Uznawał, że wystarczająco wspierał duchowo polskich katolików. Trudno mnie taką jego postawę ocenić. Ale nie o tym bezpośrednio  traktuje recenzowana przeze mnie książka niemieckiego badacza, udostępniona polskiemu czytelnikowi w znakomitym tłumaczeniu Tomasza Gabisia.

W ciągu minionych kilku dziesięcioleci w światowej literaturze (głównie anglojęzycznej) utrwalił się szkodliwy i odległy od prawdy stereotyp, że papież Pius XII był nastawiony antysemicko i pronazistowsko. W skrajnych przypadkach nazywano go wręcz ?papieżem Hitlera?, co wychodzi nie tylko poza ramy jakichkolwiek badań i ocen naukowych (o zwyczajnym dobrym smaku nie wspominając), a brzmi już niemal bluźnierczo. Niestety, jak dotąd żaden poważny i obiektywny badacz, ani historyk, ani teolog nie podjął się próby tej swoistej ?rehabilitacji? Piusa XII. Dopiero obecnie źródłowa monografia profesora z Drezna (oryginalne wydanie: Monachium 2004) stawia naukową tamę części oszczerstw skierowanych na osobę papieża, któremu przyszło działać w bardzo trudnych czasach, a mianowicie w czasach wojny i pokoju.

Pius XII (Eugenio Pacelli) żył w latach 1876-1958. Był przede wszystkim dyplomatą, związanym głównie z Rzymem i Watykanem, oprócz okresu pobytu jako nuncjusz apostolski w Monachium i Berlinie. Już jako sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej (czyli de facto premier i minister spraw zagranicznych Watykanu w jednej osobie) negocjował konkordat z III Rzeszą z 1934 roku. Autor gruntownie wyjaśnia wiele kwestii szczegółowych nie tylko z zakresu stosunków watykańsko-niemieckich, lecz także naświetla kontakty Watykanu z Włopchami, Polską, Austrią, Portugalią i Hiszpanią, czyli krajami najbardziej w Europie katolickimi.

G. Besier przeprowadził dokładną kwerendę w archiwach nie tylko watykańskich (dostęp do nich wydatnie poszerzono w roku 2003), lecz niemieckich (państwowych i kościelnych), amerykańskich, a nawet niektórych polskich (Kraków). Chociaż jego narracja obejmuje jedynie okres do wyboru E. Pacellego na papieża (marzec 1939 r.), to jednak w ostatnich latach pontyfikatu Piusa XI (Achille Rattiego) sekretarz stanu i tak de facto kierował całością dyplomacji Stolicy Świętej? Poza tym zarzuty światowych mediów lewicowych, liberalnych i laickich pod adresem Pacellego dotyczą w zasadzie całego okresu lat trzydziestych i czterdziestych, czyli również pierwszej dekady jego pontyfikatu jako papieża. Dlatego problematyka przedwojenna i już wojenna niejako zazębiają się.

Przejdźmy teraz do meritum książki i do zasadniczych tez jej autora. Mianowicie G. Besier udowadnia jasno i w sposób udokumentowany archiwalnie, że Pius XII nie tylko nie miał inklinacji antysemickich, profaszystowskich czy pronazistowskich, lecz kierował się społecznym nauczaniem Kościoła, wypracowanym jeszcze przez Leona XIII, a potem Piusa XI, co implikowało daleko idący dystans wobec ideologii zarówno faszystowskiej (Mussolini,  gen. Franco w Hiszpanii i Antonio Salazar w Portugalii), jak i nazistowskiej Hitlera. Nie zapominajmy wszelako, że Pacelli był przede wszystkim dyplomatą i zawsze poszukiwał kompromisu politycznego. Stąd konkordat z Hitlerem. Ale nigdy nie oznaczało to jakichkolwiek sympatii. Takie postawy związane z  ideologią i działalnością NSDAP, jak prymitywny ?quasi- darwinowski? rasizm i narodowy szowinizm, przemoc fizyczna w polityce i niszczenie partii prawicowych (oraz związanych z katolicyzmem), były w oczach tak Piusa XII, jak i większości kardynałów i biskupów w ogóle nie do zaakceptowania,  a  nawet nie podlegały dyskusji jako niezgodnie z chrześcijaństwem jako takim?

Problem polityczny Watykanu w latach trzydziestych polegał wszak na tym, że położenie katolicyzmu w Niemczech było skomplikowane i dosyć ciężkie. Inaczej, niż w Hiszpanii czy Italii, katolicy stanowili w skali całej Rzeszy mniejszość i zamieszkiwali głównie na południowym zachodzie kraju. Wzrost poparcia dla NSDAP w obrębie społeczeństwa niemieckiego około roku 1930/31 stał się faktem, nad którym Stolica Apostolska nie mogła przejść do porządku dziennego. Tym bardziej że Hitler sam siebie nazywał największym wrogiem komunizmu w wydaniu sowieckim i nie wyrzekał się oficjalnie katolicyzmu (choć przecież chrześcijaninem nie był, jak i większość jego kamratów).

Ze swej strony Pacelli, walcząc przede wszystkim z komunizmem i otwartym ateizmem (lansowanym oficjalnie i jawnie przez Rosję Sowiecką), musiał w jakiś sposób reagować na sytuację w Niemczech, w tym i na swego rodzaju umizgi Hitlera i Goeringa, którzy chcieli upiec swą własną pieczeń na konkordacie.  Pragnęli oni mianowicie zneutralizować, a potem stopniowo zlikwidować wpływy katolickiej partii Centrum, dosyć silnej przez ostatnie 60 lat. Manewr ten się im niestety udał. Po 1933 roku naziści wyeliminowali zresztą stopniowo wszystkie inne partie z oficjalnej polityki.

Nie ma tu miejsca na szerszą analizę wszystkich wątków podjętych w książce przez Besiera. Wystarczy może jedynie podać, że ? wedle ustaleń autora ? Pacelli za najbliższy sobie model relacji państwo-Kościół i w ogóle ustrój uznawał ?model austriacki? zastosowany w praktyce przez katolickiego kanclerza Engelberta Dollfussa (a wcześniej przez kanclerza prałata Ignaza Seipla). Model ów polegał ? skrótowo rzecz ujmując ? na solidaryzmie klasowym i równowadze między lewicą (reprezentującą świat pracy) a prawicą (burżuazja). W ten sposób nie dopuszczało się ani do wzrostu sił komunistów, ani sił nacjonalistyczno-populistycznych. Niestety Dollfuss został ? chyba nie bez kozery ? zabity prawdopodobnie na rozkaz Hitlera w lipcu 1934 r. podczas nieudanego nazistowskiego puczu w Wiedniu.

                Autor poruszył też nieco wątków polskich, pisząc m.in. o Auguście Hlondzie, Józefie Piłsudskim, Romanie Dmowskim i Adolfie Bertramie. Stanowczo nie mogę się zgodzić z tymi akurat fragmentami ?polskimi? jego pracy. Po pierwsze dominuje tu stricte niemieckie spektrum widzenia. Autor jest wyraźnie niechętny Polsce jako takiej. Źle ocenia politykę tak Piłsudskiego (w przerysowany sposób nazywa go ?dyktatorem?, podczas gdy w stosunku do innych autentycznych dyktatorów swoich czasów, jak choćby Lenin, Stalin, Hitler, Mussolini, węgierski regent Horthy, Salazar czy Franco, był Marszałek? prawie demokratą), jak i Dmowskiego (przesadnie eksponując jego polski nacjonalizm). Nadmiernie wybiela też postępowanie wrocławskiego kardynała Bertrama, którego trudno posadzać o narodowy obiektywizm i który wyraźnie zwalczał polski ruch narodowy na Górnym Śląsku przez wiele lat. O Hlondzie ? co zrozumiałe ? G. Besier pisze też niechętnie, bowiem prymas Polski ze swej strony także Niemców, a Bertrama w szczególności, w sercu nie nosił?

Nie mogę się w tym miejscu pohamować się od szerszej refleksji nad Piusem XII, wykraczającej wprawdzie chronologicznie, a częściowo i merytorycznie poza problematykę recenzowanej książki, acz, jak sądzę, ważnej dla polskiego czytelnika.  Nie można naturalnie mieć do Pacellego pretensji o jego germanofilizm. Każdy ma prawo do swoich sympatii i antypatii, także narodowych czy innych. Ale wydaje mi się, że Ojciec święty kompletnie nie rozumiał Polski i Polaków, nie znał polskiej mentalności i duszy, tak jak dokładnie znał i rozumiał duszę i mentalność Niemców. Papież doceniał polski katolicyzm i przywiązanie do Stolicy Apostolskiej, ale ? jak większość watykańskiej prałatury, co z gorzką ironią wspominali Hlond i Gawlina ? preferował interesy katolicyzmu niemieckiego.

Kapitalnym tego przykładem jest kwestia już powojenna, z 1948 r. Po klęsce III Rzeszy Pius XII zachowywał się w stosunku do Polski i Niemiec oraz granicy na Odrze i Nysie w sposób całkowicie niejasny i dwuznaczny. Naprzód, w lipcu 1945 r. udzielił Hlondowi specjalnych pełnomocnictw dotyczących możliwości zainstalowania we Wrocławiu, Gorzowie, Opolu, Gdańsku i Olsztynie polskiej administracji katolickiej (czyli eo ipso dając milczącą zgodę na usunięcie przez prymasa Polski biskupów i kapłanów niemieckich), a już w końcu 1946 r. częściowo odebrał Hlondowi owe pełnomocnictwa i wyrażał niezadowolenie, przynajmniej z faktu usunięcia zza Odry niemieckich biskupów katolickich.

A przecież biskupów tych jak i wiernych katolickich nie było na wschód od Odry i Nysy zbyt wielu? Dominował tam dotąd luteranizm. Polityka Hlonda, rekatolizująca i repolonizująca Dolny Śląsk i całe Pomorze, a także Mazury i spory szmat Brandenburgii z Gorzowem i Zieloną Górą, była przecież de facto na rękę Stolicy Piotrowej. Mimo to Pius XII wystosował w grudniu na Boże Narodzenie 1947 roku specjalny list do niemieckich ?wypędzonych?, wyrażając im swe współczucie. Wspomniał przy tym o liczbie aż ?12 milionów wypędzonych z ojczyzny Niemców?. Było to ewidentne nadużycie, albowiem nawet wliczając w to 2,6 mln tzw. Niemców sudeckich z Czech, tak wielka liczba Niemców nie mieszkała do 1944 r. na wschód od Odry i Nysy. Poza tym większości z nich nie ?wypędzili? Polacy, ale sami uciekli oni w panice w głąb Rzeszy, jeszcze w styczniu-kwietniu 1945 r. przed Armią Czerwoną.

Późniejsze wysiedlenia resztki pozostałych w Polsce Niemców przez Polaków (1945-48) przebiegały w możliwie ?cywilizowanej? ? jak na tamte okrutne czasy ? formie, na przykład w porównaniu z brutalnością Czechów względem Niemców sudeckich oraz administracji nazistowskiej wobec Polaków z Poznańskiego, Górnego Śląska i Pomorza po klęsce wrześniowej 1939 r.  Papież nie był tu zatem w swych ocenach do końca sprawiedliwy. Konkludując wszelako niniejsze omówienie książki Besiera, stwierdzić trzeba, że otrzymaliśmy cenną i wartościową pozycję naukową, napisaną wprawdzie niełatwym językiem, acz  przybliżającą ważkie kwestie historyczne i polityczne. Trzeba tylko uważać na tendencyjne interpretacje autora w zakresie stosunków polsko-niemieckich. 

Gerhard Besier, Stolica Apostolska i Niemcy Hitlera, tłum. Tomasz Gabiś, Wydawn. PWN, Warszawa 2010, stron 282.

Wyświetlony 1695 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.