czwartek, 11 listopad 2010 16:41

Utopia akcjonariatu pracowniczego

Napisane przez

Syndykalizm to wymysł marksizmu i perfidny postulat socjalistów wymierzony przeciwko kapitalizmowi. W teorii Ludwig von Mises nazwał to zagadnienie "nonsensem". W prak-tyce kolektywizację przedsiębiorstw stosuje się tam, gdzie łamie się prawa własności i reguły wolności gos-podarczej, na przykład w sąsiedniej Białorusi.

Mateusz Machaj z Instytutu von Misesa jest bez wątpienia doskonałym znawcą szkoły ekonomii austriackiej. Jednak nie mogę zgodzić się z tezami artykułu pt. "O wolne społeczeństwo" ("Opcja na prawo" nr 10/22), który przeczytałem ze zdumieniem, w którym autor postuluje, że "racjonalne, sprawiedliwe i moralne wydaje się, przyznać kopalnie, jako własność tym, którzy je tworzyli i rozbudowali ? górnikom". Przy całym szacunku dla ekonomicznej wiedzy autora, jest to stanowisko błędne i rzuca światło na tych, którym wolny rynek zawdzięcza wzrost, a ludzie dobrobyt ? inwestorów i przedsiębiorców. Niestety, owo spojrzenie na gospodarkę jest powszechne od czasów pojawienia się pseudonauki Karola Marksa i stoi w sprzeczności z tradycjami ekonomii austriackiej. "Takie slogany, jak "kolej dla kolejarzy" czy "kopalnie dla górników" najlepiej ukazują ostateczny cel syndykalizmu" ? przestrzegał już ponad pół wieku temu wielki ekonomista Ludwig von Mises, w epokowym dziele pt. "Ludzkie działanie" (tyt. ang. "Human Action").

Ku zniesieniu praw własności
Marksizm ? obok faszyzmu ? najbardziej zbrodnicza ideologia, którą zdołał wymyślić człowiek, postulował głęboką zmianę stosunków społecznych, zmierzającą do zniesienia praw własności. W tym celu rewolucja proletariacka miała przekazać środki produkcji w ręce klasy robotniczej, naturalnie w celu ochrony robotników przed wyzyskiem właścicieli. Sytuacja miała doprowadzić do strategicznego celu ? zniesienia własności środków produkcji i likwidacji pieniądza. Jak utopijny był to postulat, dowiodła historia. Komunizm zbankrutował, idee są wieczne. Za współczesną formą syndykalizmu, którą jest bez wątpienia akcjonariat pracowniczy (zbywalne akcje dla pracowników, nie dla inwestorów ? "wyzyskiwaczy i kapitalistów"), opowiada się jednym głosem socjalistyczna międzynarodówka: związki zawodowe, partie marksistowskie, socjalistyczne i socjaldemokratyczne, osiągając poparcie wśród najwyższych struktur Unii Europejskej. W Stanach Zjednoczonych jednym z największym populistów, chwalących struktury organizacyjne zakładów pracy oparte na kolektywnym posiadaniu, jest Luis Kelso, senator z Luisiany z ramienia Partii Demokratycznej. Kelso jest znanym w świecie wyznawcą marksizmu, cytującego jak pacierz wersy z Manifestu Komunistycznego, którego elementy próbuje nieudolnie łączyć z teoriami kapitalizmu. Efekty prób znalezienia trzeciej drogi są znane akurat a priori ? prowadzą na manowce socjalizmu. Perfidia myślenia komunistów opiera się przedkładaniu czynnika pracy nad rolę człowieka w wykorzystaniu wartości kapitału, co staje źródłem wolnorynkowego bogactwa. Według Michaela Novaka, amerykańskiego konserwatywnego filozofa i teologa z American Enterprise Institute, jest to materialistyczny pogląd na wczesny kapitalizm, prowadzący do traktowania pracy, jako centralnej wartości systemu ekonomicznego. Pod względem filozoficznym jest to spuścizna heglizmu. Natomiast w ekonomii wolnorynkowej praca jest zarówno ludzkim powołaniem, ale także "towarem", i "narzędziem", właściwym jednostce, a nie kolektywowi.

Akcjonariat pracowniczy, czyli syndykalizm
Jak przebiegają doświadczenia z prywatyzacją pracowniczą można obserwować u naszych sąsiadów z Białorusi. Akcjonariaty pracownicze (nie syndykaty!) są tolerowane przez reżim prezydenta Łukaszenki z podstawowego powodu: syndykalizm nie zmienia zasadniczo sytuacji dysponowania środkami produkcji. Prywatyzacja jest pozorna, bowiem władzę w przedsiębiorstwach przejmują kolektywy pracownicze (związki zawodowe), które kontroluje państwo. Po rozpadzie Związku Radzieckiego, "sprywatyzowano" w ten sposób 134 przedsiębiorstwa, których majątek przekazano załogom. Następnie schemat ten powtarzano, natomiast faktyczna władza w firmach wracała do państwa i oznaczała renacjonalizację. Trzeba także podkreślić, że załogi nie były w stanie ani rządzić efektywnie w swoich fabrykach, ani podejmować racjonalnych decyzji w sprawie przyszłości skolektywizowanych zakładów. W efekcie w latach 1991-1999 w akcjonariat pracowniczy przekształcono 1214 przedsiębiorstw państwowych, co stanowi aż 40 proc. ogółu białoruskich firm. Można zatem stwierdzić, że skansen komunizmu ? Białoruś ? jest na poły akcjonariatem pracowniczym. Jak wygląda gospodarcza rzeczywistość naszego wschodniego sąsiada, powszechnie wiadomo, a tym którzy lubią traumatyczne podróże w czasie, proponuję tam pojechać osobiście. Upadające zakłady pogrążały się w zapaści, a załogi nie były w stanie wykupić kolejnych udziałów i tak tracących na wartości. Mimo że akcje były sprzedawane z dyskontem, a państwo nie posiadało większościowych udziałów w nowych spółkach, akcjonariat pracowniczy okazał się klęską. Kapitalizm pracowniczy to taki sam mit, jak kapitalizm państwowy. Pomimo że w Stanach Zjednoczonych działa około 10 tys. firm, które nazywa się akcjonariatem pracowniczym, większość działa na zasadzie częściowych udziałów pracowników w zarządzaniu firmą i podziale zysku (to zasadnicza różnica!). Tam, gdzie istnieją zbyt duże wpływy związków zawodowych, przedsiębiorstwa zaczyna kontrolować nie państwo, ale mafia. Właśnie mafia kontrolowała przez ostatnie 50 lat sektor budownictwa w takich metropoliach, jak Nowy Jork czy Chicago.
(?)
Tomasz Teluk
Wyświetlony 7731 razy
Więcej w tej kategorii: « Nie o to chodzi Jak prywatyzować? »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.