wtorek, 21 grudzień 2010 12:47

Byty równoległe, czyli brak sprawiedliwości

Napisał

Los splótł biografie kolegów z jednej kamienicy w przedziwny węzeł. Paweł zawsze miał pecha, a Gaweł równie zawsze był szczęściarzem.

Historycy będą się pewnie spierać, ale za sygnał przyszłego biegu wypadków należy uznać tę hulajnogę, którą we wczesnym dzieciństwie Paweł dostał pod choinkę. Była niezbyt ładna. Gaweł w tym czasie znalazł sobie piękną starą fajerkę i budził zazdrość, gdy toczył ją na drucie ulicami miasteczka. Na pierwszą komunię Gaweł miał znowu szczęście - dostał ładny garnitur po starszym bracie. Paweł natomiast miał pecha: marzył o skuterze, a otrzymał rower!
Ojciec Pawła był co prawda lokalną znakomitością, osobą ustosunkowaną i wpływową, zatrudnioną na stanowisku rzeźnika, ale długie lata nie chciał zmienić czarno-białego telewizora na kolorowy! Gaweł wcześnie stracił ojca, ale przecież miał wspaniałego wujka, który go bił jedynie, gdy był zupełnie pijany, co zdarzało mu się nie częściej niż raz na tydzień.
Upływ czasu jedynie pogłębiał rozgoryczenie Pawła i beztroską radość Gawła. W stanie wojennym, na przykład, Paweł nie mógł darować swoim towarzyszom, że nie wybrali go na przewodniczącego lokalnego oddziału PRON, Gaweł miał więcej szczęścia - udział w demonstracji przypłacił tylko kilkoma pałami, gdy innych aresztowano. I tak było zawsze: szczęściu Gawła towarzyszył psi los Pawła... Ot, choćby historia z samochodami: ukradli mu już dwa, a kiedy z odszkodowania kupił nowego forda, ten miał jakąś usterkę zapłonu i zaczynał się dławić powyżej 160 km na godzinę. Pech. Gaweł zaś był szczęśliwy, bo nikt nie robił zamachów na jego fantastyczny rower marki Ural, którym jeździł od lat.
Albo jak było z pożarem! Gaweł znowu okazał się szczęściarzem - w jego suterenie spłonęły dwa pokoje, ale przecież pozostała kuchnia i nikt z rodziny nie ucierpiał. Przenieśli się wszyscy do kuchni i są naprawdę zadowoleni. Paweł, gdy zrobił kosztowny remont w mieszkaniu, to stolarz źle dobrał kolory boazerii w saunie. Wściekł się i nie zapłacił, ale co z tego, kiedy jego zmysł estetyki wciąż cierpi.
Gaweł uległ niedawno wypadkowi - tramwaj obciął mu lewą rękę, miał jednak szczęście, bo dostał takie odszkodowanie, że zafundował sobie wspaniałą protezę z dębowego drewna. W tym czasie Paweł w przypływie rozrzutności sfinansował żonie operację plastyczną, ale pech znowu zrobił swoje - wyszła z niej tak piękna, że teraz biedak nocami się zamartwia, czy aby nie puści go w trąbę.
Paweł zainwestował sporo gotówki w giełdę - straty nie poniósł, ale zyski nie były tak wielkie, na jakie liczył. Gaweł zaś, idąc do kibelka w podwórzu, znalazł pięć złotych (trzeba mieć fart!) - jak się później okazało, zgubiła je jego żona i bała się do tego przyznać.
Również w pracy przyrodzony Pawłowi pech go nie opuszcza: mimo starań jego własna firma nie zajęła pierwszego miejsca w województwie, tylko dopiero drugie. Gaweł co prawda stracił niedawno pracę, ale przecież wkrótce objął stanowisko ciecia we własnym domu. Ma chłop szczęście!
I tak to się ciągnie latami. Gdy czasem spotykają się przy wspólnym śmietniku, postronny obserwator nie domyśliłby się, że ma do czynienia z żywą wykładnią statystyki - za wieczne szczęście kogoś ktoś inny płaci ciągłym życiowym dramatem. Paweł wszak niczym nie zawinił, a Gaweł niczym nie zasłużył na los, który każdego z nich spotkał.
Romuald Lazarowicz
 
Wyświetlony 10653 razy
Więcej w tej kategorii: « Konsekwentni mordercy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.