wtorek, 02 luty 2010 03:39

W sprawie Mackiewicza, Józefa!

Napisane przez

 

Józef Mackiewicz, jeden z naszych największych prozaików i publicystów XX wieku zmarł 31 stycznia 1985 roku (ur. 1 kwietnia 1902 r.). Tak więc rok, w który weszliśmy, jest rokiem jubileuszowym ? 25-lecie jego śmierci. Rocznica ta jest dobrą okazją do przypomnienia jego twórczości, osoby, ale i do postawienia pytania o dzisiejszą kondycję jego dzieła.


Odpowiedź tu musi zabrzmieć bardzo krytycznie. Jest z tym gorzej aniżeli w latach stanu wojennego. Pisałem o okolicznościach powstania tej tak niedobrej sytuacji w swej książce Pisarz dla dorosłych. Próbowałem ustalić konkretne środowiska, osoby za to odpowiedzialne. Wśród tych ostatnich za kluczową uznałem p. Ninę Karsov-Szechter, właścicielkę wydawnictwa ?Kontra?, a ostatnio, dzięki wyrokowi sądu warszawskiego, także i praw autorskich do spuścizny Mackiewicza. Wspominałem także dziwne zachowania osoby podobno przyjaznej dla autora ?Karierowicza?, prof. Włodzimierza Boleckiego. Autora niewątpliwie pionierskich, ważnych książek poświęconych Mackiewiczowi. Niestety, mocno przesadziłem ograniczając się do tak skromnego opisania jego osoby.

 

 

Dziś, wchodząc w jubileuszowy rok, jestem pewien, że warto go rozpocząć swoistym remanentem, rozpoznaniem właściwej sytuacji na froncie wojny o Józefa Mackiewicza. Np. ustalić, kto jest kto. Kto wrogiem, a kto tylko przeciwnikiem. Kto przyjacielem, a kto udaje tylko takiego?

 

Spośród wielu maili, jakie otrzymałem na skrzynkę podaną na okładce swego Pisarza?, zacytuję jeden, podpisany A. Friend. Autora zainteresowało zachowanie Niny Karsov-Szechter, szukał w tym jakiejkolwiek logiki:

 

Trudno mi uwierzyć, że ktoś tak skutecznie i przez długie lata blokujący z zagranicy wydawanie książek (lub nawet fragmentów książek), nie mógłby równie skutecznie egzekwować umów z krajowymi wydawcami, np. w kwestii tego jak dokładnie ma wyglądać książka i jej promocja (?) Dlatego skłonny jestem przyznać rację tym, którzy widząc stanowczość p. Karsov w egzekwowaniu swoich praw, skutkujących ?masową nieobecnością? J.M. w Polsce po ?89, uznają, że to po jej stronie leży wina za obecną sytuację (?) Sprawa spadkobierców nie ma według mnie przełożenia wprost na wcześniej omawiane kwestie. Gdyby p. Karsov jednocześnie zapewniła masowy druk J.M. w Polsce, oraz nawet i brutalnie walczyła o swoje prawa spadkowe, to powiedziałbym trudno. Mógłbym współczuć rodzinie, ale widziałbym w tym tylko kolejną smutną historię, w której mieszają się uczucia wzniosłe i niskie. Jednak p. Karsov wykorzystała ?swoje? tak, że skutek jest wiadomy. (?) Pamiętam jak w 1989 do punktu, gdzie sprzedawano jawnie nielegalną literaturę, podszedł znany wtedy i dziś publicysta/naukowiec. Na widok książek J. M., wyłożonych pomiędzy prasą niechętną okrągłemu stołowi, powiedział z niesmakiem: ?co wy byście zrobili bez Mackiewicza?? No właśnie, co??(?)

 

P. Bolecki potwierdza, że p. Karsov przyjęła w 1989 złą (jak się okazało) postawę opartą na (a) wątpliwościach politycznych oraz (b) braku orientacji, komu w Kraju można zaufać a komu nie. Szczerze mówiąc oba argumenty wydają mi się, delikatnie mówiąc, niemądre. Jeśli rodząca się III RP nie była Polską wolną, to właśnie dlatego należało umożliwić druk każdemu, kto drukowałby książki J. M. bez komentarza i zmian ? tak jak było przed ?89. Jeśli zaś Ktoś, kto tyle lat spędził w Londynie i (m.in.) wydawał książki docierające do Polski, twierdził, że nie wie komu ufać i jak weryfikować, czy aby jakiś gnój nie udaje życzliwego wydawcy, to znaczy, że ktoś inny temu Komuś sączył jad wątpliwości. Jestem pewny, że w 1990 były dziesiątki sposobów na weryfikację wydawców (choćby via SW) ? lekarstwem byłaby niemożliwość uzyskania praw do druku na wyłączność. Powtarzam ? nie twierdzę, że łatwo było to wszystko zrobić ? mam szacunek dla p. Karsov ? ale pamiętam też, że boom na J. M. był wówczas faktem oczywistym, co dobrze wróżyło profesjonalnym wydaniom. Okazja minęła i żaden z przytoczonych przez p. Boleckiego argumentów tego nie uzasadnia.

 

Jak widać, niepokoje wobec p. Boleckiego nie tylko po mnie krążą.

 

Chodzi przecież nie tylko o jego współudział w dwuznacznych grach rynkowych p. Niny Karsov-Szechter. Chodzi też np. o jego dziwną obronę, nie-obronę autora Nie trzeba głośno mówić przed największym, najgroźniejszym zarzutem, tj. kolaboracją z Niemcami.

 

Bolecki swe zastanawiające wywody zawarł już w debiutanckiej Sprawie Józefa Mackiewicza, ale i w najważniejszej pracy tj. Ptaszniku z Wilna (II wyd., rok 2007).

 

W roku 1991 pisał, jakoby:

 

Józef Mackiewicz sam dorzucił do tej lawiny [oskarżeń ? uw. G.E.] najcięższy głaz oskarżeń. Jego publikacje w ?Gońcu Codziennym? w ciągu czterech miesięcy 1941 r. nie były wymysłem jego przeciwników ? nie były faktami wymyślonymi przez ideologicznych przeciwników. Były faktem. I jest faktem, że J. M. nigdy się do tych publikacji nie przyznał.

 

Bolecki po 16 latach dorzucał:

 

Nie o treść chodzi, lecz o miejsce publikacji. Jakkolwiek trafne byłyby polityczne oceny Mackiewicza i jakkolwiek prawdziwe byłyby jego relacje o sowieckiej okupacji Litwy, to w prasie okupanta pisać nie należało. Żadnego okupanta. To jest poza dyskusją

 

Minęło lat 16 od pierwszej pracy Boleckiego o Mackiewiczu. Owe lata to ? m.in. ? czas zaistnienia dziesiątków, setek prac przedstawiających na nowo czas II wojny, okupacji sowiecko-niemieckiej. Tytuły te, w swej sporej części, powinny być znane badaczowi, który ? choćby tylko na ich podstawie ? powinien dawno stwierdzić, że Mackiewicz nie miał do czego się przyznawać!

 

W tym momencie, pozwolę sobie postawić tzw. retoryczne pytanie: czy ktoś, kto dałby wtedy ogłoszenie do ?Gońca?? o treści ?szukam świadków bestialstw popełnianych przez sowietów na mieszkańcach Wilna i okolicy?, też zostałby dziś nazwany przez prof. Boleckiego kolaborantem...? Bo merytorycznie takim ogłoszeniem były omawiane teksty J.M.

 

I jeszcze szczegół: Bolecki stwierdza w Ptaszniku?, że J.M. współpracował z ?Gońcem? do późnej jesieni 1941 roku. ?Późna jesień? to prawie początek zimy. Przypomnę, że zima rozpoczyna się 22 grudnia, a ostatni tekst Mackiewicza ukazał się w ?Gońcu? na początku października. Czyli do owej ?późnej jesieni? były jeszcze ponad dwa miesiące. Niby drobiazg. Przecież takimi drobiazgami buduje się atmosferę tekstu, buduje swą wiarygodność oraz taki a nie inny portret bohatera opowieści. Czyli, Józefa Mackiewicza.

 

(?)

Wyświetlony 1620 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.