wtorek, 02 luty 2010 13:46

O demokracji, czyli jak popijać kawior bełtem

Napisane przez

Już w XIX wieku Alexis de Tocqueville pisał: Największe zamieszanie powoduje sposób posługiwania się przez nas słowami demokracja i demokratyczny rząd. Dopóki słowa te nie zostaną ściśle zdefiniowane, a definicje uzgodnione, ludzie żyć będą w niemożliwym do rozwikłania zamęcie ideowym, na czym skorzystają demagodzy i despoci.



Słowa te, mimo że wypowiedziane w wieku ubiegłym, są nad wyraz aktualne. Dzisiejsze użycie słowa demokracja przypomina dziecięcą zabawę słowną zwaną ?pomidor?. Na każde pytanie zadane dziecku, dziecko odpowiada ?pomidor?: dopóki tak będzie odpowiadać, wygrywa irytującą zabawę. Współczesny dyskurs polityczno-społeczny przypomina tego rodzaju zabawę. Każdy zarzut polityczny, każde niedopatrzenie, każde naruszenie społecznego tabu jest niedemokratyczne, jest pogwałceniem demokracji, a niechciany polityk może znieść jeszcze, przygryzając usta, obelgę posądzenia o złodziejstwo, kłamstwo, obłudę, ale nie wybaczy publicznego pomówienia, że jest wrogiem demokracji. Spróbujmy sobie dziś wyobrazić poważnego polityka (czyli takiego, który liczy się w wyborach), który powiedziałby wprost w mediach, że nie jest demokratą. Z tego samego powodu w krwioobiegu medialnym tak trudne do zaakceptowania są organizacje czy struktury niedemokratyczne, jak choćby Kościół katolicki. Głosy niezadowolenia docierają, niestety, także z wnętrza Kościoła, gdzie autorytarny prymat papieża zaczyna uwierać katolików-demokratów. Coraz częściej dochodzą nas głosy Episkopatów narodowych, głównie z Europy i Ameryki, domagające się większej kolegialności w Kościele, czyli większego udziału w zarządzaniu Kościołem. Przykładem może być tu biskup Moguncji, kardynał Karl Lehmann, który w jednym z wywiadów stwierdził wprost, że Benedykt XVI nie rozumie, jak wielkim dobrodziejstwem jest demokracja, bo gdyby zrozumiał jej ducha, kierowałby Kościołem w stronę większej kolegialności.

 
Jestem niemal pewny, że naprędce zrobiony sondaż uliczny z pytaniem o największe zdobycze naszej cywilizacji większością głosów wskazałby także na demokrację, gdyż stała się ona synonimem naszej cywilizacji czy też raczej politycznego produktu finalnego kultury zachodniej. Niepotrzebne i argumentacyjnie uwierające jest przywołanie faktu wyboru na kanclerza Niemiec Adolfa Hitlera w konsekwencji jak najbardziej demokratycznych wyborów czy nawet wskazanie na fakt, że pucz wojskowy w Chile nie tyle był wymysłem ?brunatnego generała Pinocheta?, ile raczej zaleceniem i prośbą większości głosów (lewicowego w większości) parlamentu chilijskiego. Niewygodne stają się też pytania czy próby poprawnego zdefiniowania tego, czym jest dziś przekonanie, że źródło władzy stanowi wola większości obywateli. Wystarczy wskazać na kilka aktualnych przykładów sporów społecznych, by zrozumieć, że mantryczne powtarzanie słowa ?demokracja? pozostało dziś pustą figurą retoryczną a nie panaceum na rozwiązanie wszelakich problemów społecznych.
 
(?)
Wyświetlony 1990 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.