W wyborach prezydenckich 1928 roku spotkało się dwóch kandydatów, gubernator Alfred E. Smith, katolik, zwolennik kolektywizmu, popierany przez Tammany Hall i Herbert Hoover, kwakier popierający tradycyjny amerykański indywidualizm i samopomoc. Herbert Hoover wygrał wybory z 21 tysiącami głosów w porównaniu do 15 tysięcy głosów oddanych na Smitha.

środa, 12 grudzień 2018 21:34

Zaginiony autograf* Mazurka Dąbrowskiego

Symbole narodowe są ważnym elementem naszej tożsamości. Świadczy o tym ich wpisanie do Konstytucji RP z dnia 2 kwietnia 1997 roku w artykule 28. Zapisano tam, że „Godło, barwy i hymn Rzeczypospolitej podlegają ochronie prawnej”.  

Ochronę tę należy rozumieć uniwersalnie, a więc winna ona dotyczyć wszystkich aspektów związanych z tymi symbolami. W stulecie odzyskania niepodległości należałoby ochronę te uczynić bardziej aktywną, przynajmniej w stosunku do hymnu RP, którym jest Mazurek Dąbrowskiego. Historia jego powstania jest na ogół znana, opisywana i kultywowana. Przy wszystkich chwalebnych studiach, wspomnieniach i opracowaniach na ten temat przemilcza się na ogół jego fakt zaginięcia jego rękopisu podczas drugiej wojny światowej  Jak na razie  brak jest ze strony władz państwowych prób jego odnalezienia, lub przynajmniej ustalenia, co się z nim stało. Wydaje się, że w świetle, konstytucyjnego zapisu o jego ochronie winno być to obowiązkiem najwyższych władz RP. Z tej okazji warto przypomnieć, najważniejsze tylko wydarzenia związane z ustanowieniem hymnu RP. Kolejne rocznice Okólnika Ministra Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego z 15 października 1926 roku wprowadzające tekst hymnu narodowego, jako obowiązujący w szkołach, mijają bez żadnego echa. Dopiero kilka miesięcy później 26 lutego 1927 roku, ten sam tekst i melodię Ministerstwo Spraw Wewnętrznych ogłosiło jako oficjalnie obowiązujący hymn narodowy i państwowy Polski. Z tej okazji warto przypomnieć dni chwały Mazurka Dąbrowskiego, który od czasów Napoleona Bonaparte nierozerwalnie związany jest z naszą historią.

czwartek, 23 marzec 2017 21:34

O charakterze Polaków (fragment)

Patriotyzm

Polakom przypisuje się gorący patriotyzm, połączony z głębokim uczuciem prorodzinnym. Henryk Rzewuski był pewny, że w zaciszu domowym, a nie w urzędach zachowuje się narodowość, a przed nim Wacław Potocki zauważał:

Zły to ptak, co od gniazda swojego się dziczy,

Gdzie ma Polak pieluchy, tam się niechaj ćwiczy.

czwartek, 23 marzec 2017 21:18

Prawdziwy ,,koniec historii?

Zacznę od przypomnienia pewnego skandalu, który wydarzył się podczas kongresu wiedeńskiego,

Obecny tam cesarski brat, wielki książę Konstanty Pawłowicz – nasz demon narodowy – wyrżnął w pysk Metternicha za jego pogardliwe wypowiedzi pod adresem Polski i Polaków. Wielki książę, człek krewki i dość gwałtowny, stał u progu nieodwzajemnionej miłości do naszego kraju, której zostanie wierny do końca swoich dni. W jego życiu pojawiła się już ,,prosta szlachcianka” Joanna Grudzińska – drugie, a być może pierwsze uczucie Konstantego, dodatkowo zbliżające go do naszej historii.

sobota, 20 sierpień 2016 12:28

Przemilczane zbrodnie na Kresach (1939-1941)

W maju tego roku w wywiadzie z prof. Krzysztofem Jasiewiczem w książce Piotra Zychowicza „Żydzi” padło stwierdzenie w odniesieniu do stosunków polsko-żydowskich na Kresach w latach 1939-1941: „Jako historycy stajemy przed koniecznością ogromnych badań na temat tego, co się działo na Kresach, ale rozbijamy się o skałę. Nie ma bowiem chętnych do pisania na ten temat (podkr.– J.R.N.). W wielu wypadkach właśnie z obawy przed łatką antysemityzmu”.

Była to opinia absolutnie nieścisła. Od wielu lat istnieją już dwie syntetyczne książki na ten temat. Są to: wydana już w 1999 r. w Warszawie moja książka: „Przemilczane zbrodnie. Żydzi i Polacy na Kresach w latach 1939-1941” oraz wydana w 2001 roku w Warszawie książka prof. Marka Wierzbickiego „Polacy i Żydzi w zaborze sowieckim (Stosunki polsko-żydowskie na ziemiach północno-wschodnich II RP pod okupacją sowiecką (1939-1941)”. Obie książki były jednak niemal całkowicie przemilczane, jako „niepoprawne i niewygodne politycznie” w czasie, gdy starano się jednostronnie atakować polską historię. Wspomniane przemilczenie było tym szkodliwsze, że pokazując całą prawdę o dramatycznych stosunkach z Żydami na Kresach w latach 1939-1941, znaleźlibyśmy mocną odtrutkę na niektóre oszczerstwa Jana Tomasza Grossa. Dodajmy, że rzekomo całkowicie niepodejmowana tematyka stosunków polsko-żydowskich na Kresach była omawiana również w paru znaczących publikacjach autorów polonijnych, których pominął prof. Jasiewicz w swej bibliografii. Myślę tu o niemal całkowicie przemilczanej w Polsce książce Tadeusza Piotrowskiego „Poland’s Holocaust” i o ważnym, obszernym tekście Marka Paula „Jewish-Polish Relations in Sowiet-Occupied Poland 1939-1941”, zamieszczonym w książce: „The Story of Two Shtetls, Bransk and Ejszyszki”).

Jak mordowano Polaków

Nota bene w książce P. Zychowicza „Żydzi” w uwagach na temat antypolskich zachowań Żydów na Kresach od 17 września 1939 r. znajdujemy drastyczne wręcz pominięcia. Jako wyraz antypolskich zachowań autor podaje poprzez cytowanych autorów tylko stawianie bram triumfalnych na cześć Sowietów, całowanie przez Żydów sowieckich czołgów, tworzenie milicji i wyszydzanie klęski państwa polskiego, kuksańce i wyzwiska wobec Polaków prowadzonych do więzień.

Tylko półgębkiem w małym fragmencie jednego zdania Zychowicz pisze o atakach na żołnierzy WP. A przecież chodziło o przemilczaną przez Zychowicza i jego rozmówców bardzo dużą skalę zbrojnej dywersji zbolszewizowanych Żydów przeciw Wojsku Polskiemu we wrześniu 1939 r. i licznych przypadków mordowania Polaków przez Żydów w tym okresie.

(...)

sobota, 20 sierpień 2016 12:22

Z dziejów pewnego oszustwa

Dziś prawie wszyscy myślący ludzie zdają sobie sprawę, iż rzekoma „demokratyzacja” bloku wschodniego, czyli transformacja ustrojowa socjalizmu w kapitalizm, nie była zjawiskiem zdeterminowanym oddolnie przez jakiekolwiek ruchy wolnościowe.

Stanowiła ona drugi etap rewolucji bolszewickiej, przeprowadzony odgórnie przez sowiecką bezpiekę i jej prowokatorów (z inicjatywy M6, CIA, George’a Sorosa et consortes). Profesor Steven Cohen i wybitna obrończyni praw człowieka, zmarła w maju 2011 roku Jelena Bonner niezależnie od siebie nazwali ten przekręt „rewolucją kryminalną”. Jej plan został opracowany i skutecznie zrealizowany przez wierchuszkę komunistyczną ZSRR (przede wszystkim skrzydło liberalne Biura Politycznego KC KPZR, KGB, GRU) i młode, bezideowe pokolenie komsomolców, w porozumieniu z kapitałem oligarchicznym i służbami specjalnymi Zachodu, światem przestępczym, skorumpowanymi władcami krajów „demokracji ludowej”, jak też agenturami pretendującymi do roli „autorytetów moralnych”. Zadbano też na drodze korupcji o życzliwość i „duchową opiekę” ze strony wszystkich konfesji.

W ten sposób zakończyła się wieloletnia rywalizacja między partiami komunistycznymi a bezpiekami i policjami komunistycznymi: kompletną klęską i likwidacją partii oraz absolutnym zwycięstwem „towarzyszy oficerów”, którzy powierzyli rzekomą „likwidację” (zmianę szyldu!) służb specjalnych zarówno na Litwie, jak i w Polsce tajnym współpracownikom („osobom zaufanym”) tychże służb! W Polsce zajęli się tym A. Michnik, B. Geremek, K. Kozłowski; na Litwie V. Landsbergis, V. Czepaitis, Cz. Okińczyc i inne osoby przedtem ściśle powiązane ze służbami sowieckimi.

(...)

18 i 19 października 2007 roku na szczycie w Lizbonie premier, a zarazem prezes PiS, Jarosław Kaczyński podpisał w imieniu Polski uzgodniony przez wszystkie państwa członkowskie projekt Traktatu Reformującego.

To, że konstytucja jest matką wszelkich praw i od niej wywodzą się szczegółowe normy prawne regulujące ustrój danego państwa oraz prawa i obowiązki obywateli, jest sprawą oczywistą. Podobnie nie powinno się też zapomnieć, że konstytucja wyraża i manifestuje wolę suwerenności narodu i obronę integralności terytorialnej państwa. My, Polacy, szczególnie winniśmy o tym pamiętać, gdyż nasza Konstytucja 3 Maja była drugim, po Konstytucji Stanów Zjednoczonych Ameryki, w pełni skodyfikowanym w jednym akcie prawnym prawem państwowym w całym cywilizowanym świecie

Dzisiejsze ostre polityczne spory o usytuowanie Trybunału Konstytucyjnego w systemie naczelnych organów państwa polskiego zmuszają do poważnej refleksji na temat jakości i funkcjonalności aktualnie obowiązującej Konstytucji RP. Niestety polityczno-medialna wojna o Trybunał Konstytucyjny, która wywołuje ogromne emocje i konflikty, w istocie rzeczy spycha na dalszy plan kwestie o znacznie większym ciężarze gatunkowym, strategiczne dla istnienia państwa polskiego.

Musi zdumiewać fakt, że zarówno w parlamencie obecnej kadencji, jak i poprzednich, żadna licząca się siła polityczna nie pokusiła się o zaprezentowanie swojej kompleksowej wizji zmiany czy nawet choćby naprawy obowiązującej konstytucji RP. Co najgorsze, pomijana jest kluczowa kwestia konstytucyjnych gwarancji suwerenności państwa polskiego.

Jak dalece nasze polityczne elity odbiegają od poziomu myślenia i działania czołowych polityków niemieckich, może świadczyć ich postawa w dobie formowania i ratyfikacji traktatu reformującego Unię Europejską, zwanego również Traktatem Lizbońskim.

Abyśmy zrozumieli nasze aktualne położenie w dobie narastającego kryzysu w Unii Europejskiej, konieczne jest przypomnienie tamtych wydarzeń. Nie ulega wątpliwości, że traktat reformujący w zasadniczy sposób zmienił formułę Unii Europejskiej (Wspólnoty Europejskiej), a co za tym idzie, również pozycję Polski w Unii Europejskiej. Słynne ongiś powiedzenie Jana Marii Rokity: „Nicea albo śmierć” dość trafnie oceniało strategiczną wartość tego aktu europejskiej integracyjnej manipulacji dla Polski i dla Europy.

Mimo że w ważnych krajowych referendach narody francuski i holenderski odrzuciły treści zaproponowane w konstytucji dla Europy, po dokonaniu kosmetycznego retuszu, nie zmieniając zasadniczej treści upadłego projektu konstytucji, niczym za dotknięciem różdżki iluzjonisty powstał Traktat Reformujący dla Europy. Wstępem do tej karykatury europejskiej demokracji była tzw. deklaracja berlińska, w dużym stopniu wysmażona przez Niemcy w marcu 2007 roku.

(...)

sobota, 28 maj 2016 11:21

Skąd Litwini wracali

Litwini wracali z Rzeczypospolitej Obojga Narodów, gdzie każdy mówił i po litewsku, i po polsku, i był, kim chciał – Litwinem albo Polakiem. Powrót do Litwy nacjonalizmu i uniżoności wobec Rosji odbywał się od schyłku powstania styczniowego w ostrej konfrontacji z polskością. Przewodnikiem przeciw językowi polskiemu i wszystkiemu, co kojarzyło się z Polska, była Rosja.

Litwa lat sześćdziesiątych dziewiętnastego wieku była zdominowana przez kulturę ziemiańską i mieszczańską, wyrosłą ze szlacheckich dworków, w których jeszcze w końcu siedemnastego wieku i na początku osiemnastego wieku używano cyrylicy, a nie alfabetu łacińskiego. Była to kultura dobrego sąsiedztwa języków i religii, kultura wielobarwna, przenikająca się wzajemnie.

„Języki, choć przemieszane, nie dzieliły ludzi. Nie istniał nacjonalizm. Śpiewy były polskie, a kazania litewskie, i odwrotnie – śpiewy litewskie z polskimi kazaniami… Nie tylko znaliśmy obydwa języki, ale byliśmy do obydwu przywiązani, naprawdę dwujęzyczni” – pisze w książce Poszło z dymem ksiądz Walerian Meysztowicz, ur. w 1893 w Pojościu.

Tradycyjna warstwa kierownicza Litwy pochodziła ze szlachty i ziemiaństwa. Warstwę tę cechowała wysoka kultura, poświęcenie dla dobra publicznego i honor.

„Pojęcia o honorze są konwencjonalne, nielogiczne, jak wszystkie inne podstawy naszych społeczeństw i towarzystw, ale obowiązują ściślej niż inne – notował Józef Weyssenhoff, baron i pisarz. – Pojęcia o honorze są główną ochroną rzeczy wcale niebłahej: form towarzyskich, a także gwarantują wyłączne prawo do poszanowania, które każdy członek pewnej sfery posiada”.

Bycie litewskim Polakiem albo polskim Litwinem oznaczało wielką dumę i nawet w czasach zaborów przyciągało wielu Rusinów, Łotyszy, Niemców z Kurlandii. Polskim Litwinem był Mickiewicz, był Piłsudski, był Gombrowicz. Dziadek pisarza, Onufry, pochodził ze Żmudzi, z powiatu poniewieskiego. Do schyłku siedemnastego wieku rodzina Gombrowiczów pisała cyrylicą i mówiła po rusku, ale też po litewsku i po polsku.

Od końca siedemnastego wieku język ruski zwolna był zastępowany w urzędach przez język polski, a poza urzędami były dwa narody: Litwini i Polacy. „Przynależność do dwu narodów, stanowiących jedną Rzeczpospolitą, była powszechnie przyjętą – pisze ksiądz Walerian Meysztowicz. – Nie zabraniano nikomu być Polakiem, ani Polakowi być Litwinem”. Na północy, w dawnych Inflantach, w Kurlandii, słychać było niemiecki, Biała Ruś mówiła po rusku.

(...)

Prace zmierzające do odbudowy niepodległego państwa polskiego zostały podjęte od razu po usunięciu przez Niemców Rosjan z Warszawy w sierpniu 1915 r. Znaczącym wydarzeniem było jednak ogłoszenie 5 listopada 1916 roku aktu wydanego za zgodą Niemiec i Austro-Węgier, zapowiadającego powstanie niepodległego państwa polskiego, co prawda bez określenia jego granic.

Na mocy tego aktu 14 stycznia 1917 r. w Warszawie rozpoczęła swą działalność Tymczasowa Rada Stanu, działająca za pośrednictwem ustanowionych przez siebie departamentów. Głównym celem jej dążeń było przejęcie zwierzchnictwa politycznego nad wojskiem polskim, którego kadrę miały stanowić Legiony Polskie. Stacjonowały one już wtedy w rejonie Warszawy. W dniach 9 i 11 lipca 1917 r. legioniści mieli złożyć przysięgę, której rota m.in. zakładała braterstwo broni z wojskami niemieckimi i austrowęgierskimi. Przeciwstawił się temu Piłsudski, który w mocarstwach centralnych widział państwa okupujące teraz teren Królestwa Polskiego i stanowiące główną przeszkodę dla odzyskania przez Polskę niepodległości. Legioniści z I i III Brygady nie złożyli przysięgi i zostali przez Niemców internowani, a legioniści z II Brygady, którzy złożyli przysięgę, zostali odesłani na front austriacko-rosyjski.

Członkowie Tymczasowej Rady Stanu nie osiągnęli zwierzchnictwa nad wojskiem i 26 sierpnia 1917 r. złożyli mandaty. Władze okupacyjne jednak już 12 września 1917 r. powołały trzyosobową Radę Regencyjną, która miała działać w zastępstwie króla polskiego lub regenta. Rada 7 XII 1917 r. powołała Jana Kucharzewskiego na stanowisko prezesa gabinetu ministrów. W gabinecie tym został ustanowiony Departament Stanu i on od działającego już od 1914 r. w Krakowie Naczelnego Komitetu Narodowego przejął jego biura informacyjne. Biura te były w stolicach państw czwórprzymierza, tj. państw osi, w Berlinie, Wiedniu, Budapeszcie, Sofii i Konstantynopolu oraz w stalicach państw neutralnych: w Szwajcarii, Holandii, Szwecji i Danii. Biura te stanowiły zalążek polskich placówek dyplomatycznych. Ich kierownicy nadsyłali miesięczne raporty, dostarczające ważny materiał informacyjny o stanowisku innych państw wobec faktu odradzania się państwowości polskiej.

Tymczasem Austria i Niemcy 9 lutego 1918 r. w Brześciu Litewskim podpisały traktat pokojowy z Centralną Radą Ukraińską, na mocy którego ziemia chełmska i Podlasie z Białą Podlaską i Konstantynowem, terytoria należące do Królestwa Polskiego, zostały przyznane Ukrainie. Akt ten wywołał w społeczeństwie polskim ogromne oburzenie i był nazywany czwartym rozbiorem Polski.

(...)

piątek, 27 listopad 2015 20:18

Zanim Europa całkiem straci głowę

Uroczyście otwarty osiemdziesiąt lat temu w Warnie pomnik-mauzoleum upamiętniający bitwę z 1444 roku leży wprawdzie na peryferiach miasta, jednak bardzo łatwo można do niego dotrzeć. W szczycie letniego sezonu odwiedzających to miejsce da się policzyć na palcach – przed dość rozległym kompleksem, urządzonym na dwóch starożytnych trackich kurhanach, parkują najwyżej dwa-trzy samochody jednocześnie.

Żadnego porównania z warneńskim delfinarium, bo tam tłumy są takie, że nie można szpilki wetknąć. W grocie, gdzie znajduje się cenotaf króla Władysława, panuje półmrok; z rozpadlin pieczary wieje chłodem, pustką i klęską. Główny obiekt pomnika utrzymywany jest w stanie należytym, ale wokół widać pewne zaniedbanie. Napisy w pawilonie wystawowym przypominają nie tylko o dzielności rycerzy węgierskich i polskich, ale wymieniają również z nazwy wiele innych większych narodów wschodnioeuropejskich walczących wówczas z naporem islamu, w tym nację ukraińską (nie ruską, jak należałoby oczekiwać).

Głębia dziejów

To gdzieś w tej okolicy król Polski, Węgier, Dalmacji, Chorwacji, Raszki, Bułgarii, Slawonii, pan Pomorza i Rusi, najwyższy książę Litwy etc. zaledwie dziesięć dni po swoich dwudziestych urodzinach zginął z ręki janczara. Rozpowszechnione przekonanie, że Władysław był wiarołomcą, bo zerwał rzekomo rozejm z sułtanem, chętnie powielane przez przeciwników papiestwa i wolnomyślicieli, opiera się na manipulacji.

Po zwycięskiej wyprawie na Bałkany w 1443 roku z koalicji antytureckiej wyłamał się despota Serbii. Choć odzyskanie władzy zawdzięczał on królowi, z powodów osobistych pozostał lojalnym lennikiem sułtana. Postawa Jerzego I Brankowicza ostatecznie wpłynęła na przebieg wojny w 1444 roku, podczas której nie popisał się także Jan Hunyady, doświadczony wódz węgierski, wsławiony dwanaście lat później mężną i mądrą obroną Belgradu. Namowy legata papieskiego Juliana Cesariniego, weterana nieudolnej krucjaty przeciwko husytom, jeśli w ogóle istniały, nie wpłynęły na decyzję władcy, który po prostu konsekwentnie realizował cel, dla którego włożył koronę węgierską. Do rozprawy z Turkami zobowiązywała go również uchwała sejmu w Budzie. Być może pragnął też okazać się godnym imienia swojego wielkiego ojca i okryć sławą większą niż on, ale czy wolno mieć to za złe ambitnemu młodzianowi?

(...)

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.