Adam Danek

Adam Danek

piątek, 27 listopad 2015 23:13

Przyjście wroga

Ktoś to wreszcie powinien powiedzieć głośno: ci, którzy całymi hordami wdzierają się na nasze ziemie, morzem i lądem, na przemytniczych krypach i tirach, są naszym wrogiem.

Jak uczy Carl Schmitt, wróg (hostis) nie jest kimś, do kogo odczuwamy wrogość ani kimś, kto kieruje takie uczucie ku nam. Nazwanie wroga po imieniu nie musi mieć nic wspólnego ze stosunkiem emocjonalnym do niego, nie jest więc przejawem wyimaginowanej „mowy nienawiści”. Uczucia należą do spraw subiektywnych. Wróg to zbiorowość ludzi, która stanowi dla nas obiektywne zagrożenie o charakterze egzystencjalnym.

Obcy, szturmujący nasze granice zamierzają rozpanoszyć się w naszych domach i specjalnie tego nie ukrywają. Część kolumn wroga chce odebrać nam miejsca pracy. Inna część planuje prowadzić dożywotnio próżniacze życie na nasz koszt; kpić sobie z naszych praw, ale zarazem wyciągać rękę po pieniądze regularnie jak w zegarku. Szwecja i Norwegia, otwarłszy szeroko drzwi przed czambułami wroga, przekonały się, że przebywają one pustynie, góry i morza również po to, by móc gwałcić nasze kobiety i dziewczęta. W angielskim mieście Rotherham przez długie lata działały gangi wroga prostytuujące jedenasto-, dwunastoletnie angielskie dziewczynki z biednych dzielnic, a urzędnicy bali się im przeciwstawić, żeby nie oskarżono ich o „rasizm”. Ktoś kiedyś wpuścił tych przyjezdnych do kraju. Albo wielkodusznie pozwolił im zostać po tym, jak znaleźli się w nim nielegalnie.

Ci ludzie, przez niektórych z nas niesłusznie brani za prymitywnych, zrozumieli, że inwazja się powiedzie, jeśli dokonają jej całkowicie bez broni. Wtedy zdezorientowani obrońcy nie będą wiedzieli, co robić, a krzykliwi głupcy za ich plecami nie pozwolą nawet nazywać inwazji inwazją.

Oni nie są żadnymi „uchodźcami”, lecz przeciwnie – najeźdźcami. Nadchodzą, by grabić i niszczyć.

(...)

piątek, 27 listopad 2015 21:57

Zasady polityki migracyjnej

Inwazja nielegalnych imigrantów na Włochy, Grecję, Serbię i Węgry, plan Komisji Europejskiej skierowania jej z Italii do innych państw Unii oraz sprzeciw części tych państw (Francji, Czech, Słowacji, o dziwo – nawet Polski) wobec żądań „przyjęcia imigrantów” odmroziły i z miejsca zaogniły dyskusję o zasadach polityki migracyjnej. Po latach afirmowania niekontrolowanej imigracji oraz zamiatania pod dywan powodowanych przez nią problemów i patologii Europa obudziła się z ręką w nocniku. Obecny kryzys ma przynajmniej jedną zaletę: umożliwił odblokowanie szczerej dyskusji na ten temat, również w krajach, gdzie była ona od dawna odgórnie tamowana przez terror poprawności politycznej. Skorzystajmy z okazji, by przypomnieć podstawy rozsądnej polityki migracyjnej.

Na początku potrzebne będzie uściślenie pojęciowe. Imigracja to nie przyjazd pojedynczych osób z innego kraju, lecz ich masowy napływ. Nie polega też ona na przyjeździe do państwa przyjmującego na czas określony, jak choćby w przypadku robotników sezonowych, lecz z intencją osiedlenia się w nim na trwałe. „Przyjęcie imigrantów” oznacza zgodę państwa na jedno i drugie, tj. na masowość i nieodwracalność napływu cudzoziemców.

Optymalną linią pozostaje niewpuszczanie do własnego kraju żadnej imigracji. Żadne państwo nie ma obowiązku tego czynić. Obcy przybysze z kolei nie mają żadnego „prawa” do dostępu do naszych miejsc pracy i zamieszkania, stypendiów czy świadczeń socjalnych. Państwo ma za zadanie umożliwić taki dostęp autochtonom, a nie cudzoziemcom. Liberalne elity, gdy przekonują, że rozwinięte gospodarczo państwo nie poradziłoby sobie bez przyjmowania imigrantów, rozbrajająco się demaskują: przyznają, że kapitalizm w ich wariancie nie może funkcjonować bez taniej (czyli źle opłacanej i biednej), dyspozycyjnej (czyli na pół niewolniczej) siły roboczej. Inaczej jednak wygląda stanowisko państw, które umiały zbudować narodowe, nieliberalne modele kapitalizmu: Japonia czy Tajwan nie wpuszczają żadnej imigracji.

Czym innym niż przyjmowanie imigrantów jest sprowadzanie do kraju repatriantów, bo nie grozi ono zaburzeniem w nim wewnętrznej równowagi. Środki wydatkowane przez Polskę na dotowanie cudzoziemców to pieniądze zmarnowane. Należałoby je w całości zamrozić, a następnie przeznaczyć na finansowanie akcji repatriacyjnej z Kazachstanu, Litwy czy zachodniej Ukrainy. Rzeczpospolita Polska jest polskim państwem narodowym, nie międzynarodową instytucją charytatywną.

Jeżeli już państwo decyduje się na przyjęcie imigracji, powinno przestrzegać zwłaszcza dwóch reguł. Po pierwsze – nie wpuszczać imigrantów z państw ościennych, ponieważ stopniowe powstawanie dużych ich skupisk w obszarach przygranicznych stwarza podłoże dla przyszłych postulatów rewizji granic i rozwijania się irredenty. Po drugie, nie przyjmować imigracji z krajów, z którymi samo miało wrogie zaszłości w nieodległej historii, ponieważ może się tam utrzymywać nacjonalistyczny resentyment, a wówczas będący jego nosicielami imigranci stanowią potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa i porządku publicznego.

(...)

wtorek, 01 marzec 2011 01:06

Komorowski na granicy

Trzeci tydzień lutego rozpoczął się od zainscenizowanej wizyty Bronisława Komorowskiego na przejściu granicznym w Kuźnicy Białostockiej, zlokalizowanym na granicy polsko-białoruskiej. Urzędujący prezydent zjawił się tam, aby w świetle fleszów skrytykować władze Białorusi za zwlekanie z ratyfikacją zawartej z Polską umowy o tzw. małym ruchu granicznym, a także oskarżyć je o grzechy przeciw światowej demokracji i ?prawom człowieka?. Wygłosił ponadto szereg tez dotyczących polskiej polityki wobec wschodniego sąsiada. Wśród nich na pierwszym miejscu wypada postawić buńczuczną zapowiedź: Będziemy stawiać na relacje z Białorusinami, a nie z państwem Białoruś.

wtorek, 01 marzec 2011 00:50

Inną drogą

W chwili obecnej prawica w Polsce nie ma żadnych szans wpłynięcia na losy naszego kraju ani polityczne oblicze państwa. Nie ma na to żadnych szans, ponieważ sama je sobie odbiera przez swoją fundamentalnie błędną postawę polityczną.

piątek, 28 styczeń 2011 16:29

Bractwo Kapłańskie św. Spokoju

Lewackie uliczno-medialne wypady przeciw cywilizacji chrześcijańskiej są z reguły starannie pomijane milczeniem przez stolice biskupie ? pod których nosem często się odbywają. Ataki na system moralny przekazywany przez Kościół nie spotykają się z potępieniem ze strony samego Kościoła, nie wspominając w ogóle o choćby słowie otuchy dla własnych, ochotniczych obrońców.

środa, 03 listopad 2010 01:20

Michał Bobrzyński jako konserwatysta

Prof. Michał Bobrzyński (1849-1935) był jednym z najsłynniejszych polskich zachowawców. Niedawno, w ostatnim dniu września, minęła rocznica urodzin tego wybitnego konserwatywnego historyka, polityka i myśliciela politycznego. Na obecny rok, a dokładniej na lipiec, przypada również siedemdziesiąta piąta rocznica jego śmierci.

poniedziałek, 03 maj 2010 09:41

Te zacietrzewione oszołomy

Już kilka lat temu zwróciłem uwagę na fakt, że politycy przedstawiani przez media jako liderzy prawicy (parlamentarnej) sami raczej nie lubią nazywać się tym słowem. Zdecydowanie preferowali określenie "centroprawica", dając do zrozumienia, że prawicowi, owszem, są, ale nie nadmiernie, nie za mocno, żeby przypadkiem nie przekroczyć ogólnie przyjętych norm... czego? I kto owe normy wyznacza?

sobota, 01 maj 2010 12:37

Niemieckie obrachunki

Ta część roku budzi szczególnie wiele smutnych wspomnień historycznych. Sierpień: rocznica wybuchu powstania warszawskiego - największej i najbardziej spektakularnej operacji wojskowej Państwa Podziemnego, która z punktu widzenia prawideł strategii nosiła znamiona samobójczej głupoty (Gdyby nawet jakimś cudem udało się wyprzeć Niemców ze stolicy, los Polski i tak został przesądzony wcześniej, w momencie wkroczenia na jej terytorium wojsk sowieckich i osłanianych przez nie budowniczych nowego, wspaniałego świata - od tamtej chwili jedynym zmartwieniem podziemnych sztabów powinna się była stać zorganizowana ewakuacja własnych ludzi z kraju). Czy jednak ktokolwiek z nas potrafi patrzeć przez pryzmat czystej strategii na tę garstkę ludzi - na oddziały pozbawione broni i sojuszników (alianci celowo blokowali transporty dla powstańczej Warszawy), w śmiertelnym uścisku z największą armią Europy, brukującą ulice ciałami bezbronnych cywili - i to ze świadomością, że za plecami czeka inny potężny wróg (na powstańców zrzucały bomby nie tylko niemieckie, ale i sowieckie samoloty)? Wątpię. A jeżeli o nich zapomnę, Ty, Boże na niebie, zapomnij o mnie (Mickiewicz).

sobota, 01 maj 2010 11:55

Łatwowierni doradcy Księcia

Nie tak dawno temu w pewnym europejskim państwie rządy objął demokratycznie wybrany premier

sobota, 01 maj 2010 11:27

Radujmy się z wyborów!

W chwili, kiedy piszę te słowa, dokładne wyniki bachanaliów demokracji nie są jeszcze znane. Niemniej wiadomo już, kto konkretnie w demokratycznych igrzyskach wyszarpał dla siebie największy ochłap, złożony z diet, stołków, dotacji wyciśniętych z podatników i innych łupów.

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.