Romuald Lazarowicz

Romuald Lazarowicz

czwartek, 11 marzec 2010 18:54

Przyszłość jest w naszych rękach

Warto uświadomić sobie, jak krótki czas dzieli nas od owego pamiętnego 1918 roku. Mówi się o epoce, a przecież wciąż są wśród nas ludzie starsi od niepodległej Polski. Podniosła się ona z nicości właśnie za ich życia. Zatem cała historia, ogrom zdarzeń – radosnych, ale i tragicznych, niejako wpisane są  w ramy ich biografii. A jednak – to epoka! Inne jest obecnie wszystko: i warunki życia, i uwarunkowania społeczne, i technika, ale także ?co może najważniejsze ? diametralnie inny stan umysłów, ludzkie aspiracje i priorytety.

czwartek, 11 marzec 2010 17:45

Nasza Rosja kochana

 W swoim tekście, zamieszczonym w piśmie ?Myśl Polska?, Jan Engelgard zajął się bolesnym dla niego problemem niechęci Polaków wobec Rosji. Przepisał fragmenty artykułów z kilku pism i opatrzył je swoimi krytycznymi komentarzami. Nie mam nic przeciwko polemice, ale do tekstu, w którym nie ma w zasadzie argumentów, a zastępują je etykietki, trudno się ustosunkować. Ja akurat zostałem określony jako pewny siebie, gdy piszę o Gruzji (zgodzę się, choć w wydaniu autora miała to być gryząca ironia), a mój tekst ? jako infantylny. Ot, i cała polemika!

 
Przychylność autora wzbudził jedynie tekst naszego wydawcy z wrześniowego numeru ?Opcji?, ale nie sądzę, by jego samego pochwała z tej strony szczególnie ucieszyła.
 
Jest w tej składance parę zabawnych momentów. Pierwszy pojawia się już w leadzie: podkreślając odkrytą przez siebie anachroniczność myśli autora ?Kontry?, komentator najwyraźniej myli dwóch braci Mackiewiczów: Józefa i Stanisława. O Józefie pisze, że to niezły pisarz, ale fatalny polityk. Tyle że akurat oba określenia dotyczą Stanisława, a na pewno nie Józefa, który nigdy politykiem nie był ? ani fatalnym, ani dobrym. Tamten, owszem, był nieudanym politykiem (choć do wielkości literackiej Józefa i tak mu było daleko). Ale jak to się ma do wartości ?Kontry?, z którą nie miał nic wspólnego?
 
Jan Engelgard jest tak wielkim rusofilem, że ośmiesza się również totalnie, pouczając Władymira Bukowskiego w kwestii patriotyzmu. Jego własna miłość do Rosji jest prawdziwa i bezdyskusyjna, a ? jak ocenia z politowaniem ? Bukowski to Bukowski. W innym zaś miejscu pisze o nim, że szczuje na swój własny kraj z wyjątkową zajadłością od wielu lat. No, dla miłośnika Rosji jakakolwiek krytyka jej władz, ustroju, polityki musi być bardzo przykra... Bo Rosję można jedynie wielbić, i to na kolanach. Wykluczone jest dążenie do jej zmiany, nawet gdy chcą tego Rosjanie. Rosja jest przecież dobra w każdym wydaniu.
 
Dwukrotnie w tekście słowo prawica autor albo opatruje cudzysłowem, albo podważa je skrótem ?tzw.?. Ponieważ zaś cały tekst dotyczy jedynie Rosji, można wnioskować, że dla Engelgarda wyznacznikiem prawicowości jest stosunek do tego kraju (innego uzasadnienia dla owego dystansowania się nie znajduję w tym tekście). Zatem, im ktoś bardziej lubi czy kocha Rosję, tym bardziej jest prawicowy. Zabawne to i nowatorskie.
 
Tekst (przynajmniej w wersji internetowej, bo tylko w tej formie go czytałem) opatrzony jest okładką wrześniowej ?Opcji?, ale tak chytrze przyciętą, że nie widać winiety, a źródła też nie podano. Wyszła ładna ilustracja. Przyznać trzeba ?Myśl Polska? przejawia dość swobodny stosunek do własności i praw autorskich (bo ewidentnie nie chodzi tu o przywołanie pisma, a o zilustrowanie własnego tekstu cudzą grafiką). Pewnie jest bardziej od nas prawicowa.
 
Rusofilstwo, którym szczycą się niektóre kręgi narodowców, nie przestaje mnie zadziwiać swoją bezrefleksyjnością i naiwnością. Wydaje im się, że są kontynuatorami myśli Romana Dmowskiego, a mylą strategię z taktyką i rzutują wybory polityczne sprzed stu lat na rzeczywistość dzisiejszą. Zupełnie odmienną rzeczą jest realizowane przez innych ? odległe od ideologii ? szukanie możliwości prowadzenia z Rosją normalnych stosunków gospodarczych. Brak tu miejsca na fanatyzm i hurraoptymizm, sporo za to na rozsądek i pragmatykę.
 
*
I jeszcze jedno: jeśli nie zawsze trzeźwy sąsiad ma zwyczaj walić cię w łeb, ile razy cię spotyka, ale ze dwa razy cię pogłaskał, jakiej postawy się po nim spodziewasz i jak się zachowujesz? Czy radośnie machasz na jego widok, czy też może zachowujesz ostrożność i wołasz o pomoc, gdy leje kogoś innego? Co jest bardziej racjonalne i obarczone potencjalnie mniejszym błędem?
sobota, 13 luty 2010 21:39

70 lat później

W  progu 1939 roku, w obliczu nadchodzącego konfliktu międzynarodowego, Polacy mieli przed sobą - przynajmniej teoretycznie -trzy możliwości: albo, zachowując ograniczoną suwerenność, u boku Niemiec uczestniczyć w agresji na ZSRS (co proponował Hitler), albo zgodnie z życzeniami Stalina zezwolić armii sowieckiej na wkroczenie do Polski, albo też nieustępliwie bronić suwerenności i nie wdawać się w niepotrzebne awantury. Dwie pierwsze możliwości oznaczały rezygnację w części lub w całości z niepodległości. Było to nie do przyjęcia dla zdecydowanej większości Polaków, dumnych z niedawnego odzyskania własnego państwa i jego osiągnięć. Każda ekipa rządowa, która zdecydowałaby się na takie rozwiązanie, zostałaby błyskawicznie pozbawiona władzy. Opowiedzenie się za trzecią możliwością przesądziło o wybuchu wojny, określonej później jako druga światowa. Warto jednak czasem zastanowić się, jak potoczyłyby się losy Europy i Polski, gdyby wybrano inaczej.

 

Poznałem Krzyśka w styczniu 1980 r., gdy przyszedł wraz z innymi drukować w mojej kuchni nielegalny ?Biuletyn Dolnośląski?.

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.